Anime Corner #27: Attack on Titan 3 i klasyki z lat osiemdziesiątych - squaresofter - 22 sierpnia 2018

Anime Corner #27: Attack on Titan 3 i klasyki z lat osiemdziesiątych

Dzieje się w świecie anime. Od ponad miesiąca możemy śledzić losy Erena i spółki w najnowszym sezonie Attack on Titan. Coraz bliżej premiera Fairy Tail, na które wprost nie mogę się już doczekać, ale to wcale nie znaczy, że dziś w Anime Cornerze poczytacie jedynie o nowościach. Mój dzisiejszy gość, Froszti, napisał w kilku zdaniach o dwóch klasykach z lat osiemdziesiątych. Pierwszy z nich, Sakigake!! Otokojuku, to hołd oddany legendarnemu Hokuto no Ken, o którym pisałem na łamach tego cyklu jakis czas temu i mam wielką ochotę wrócić do przygód nieustraszonego Kenshiro. Drugą serią, na której skupił się dziś mój dzisiejszy gość, jest Arcadia of My Youth: Endless Orbit SSX, a więc pirackie anime z czasów, gdy robienie pirackich anime nie było jeszcze modne.

Zapraszam do lektury. Jeśli znacie jakieś ciekawe, warte polecenia, japońskie animacje, to dajcie o nich znać w komentarzach. W ten sposób poznałem przecież Seven Deadly Sins, na które zachorowałem i wciąż wyglądam jego kolejnej serii.


Shingeki no Kyojin 3 (2018r.)

Tekst stanowi moje luźne przemyślenia na temat jednego z najpopularniejszych anime ostatanich lat, chcę jednak ostrzec zawczasu przed zawartymi w nim spoilerami.

Pierwsza seria Attack on Titan zachwyciła mnie niesamowicie. Druga rozczarowała totalnie, natomiast ostatnia, która doczekała się raptem kilku odcinków, ma szansę przywrócić mój entuzjazm, który czułem dawno temu.

Spotkałem się z opiniami fanów AoT, że jest to jedna z najlepiej napisach historii w tym medium, ale śmiem na razie nie zgodzić się z tą tezą. Do tej pory, po raptem 42 odcinkach jest to dla mnie typowy shounen z wszystkimi zagrywkami znanymi chociażby z Dragon Balla, Naruto lub Bleacha.

Główny bohater musi walczyć o życie najbliższych, grozi śmiercią swoim rywalom (albo oni mu), którzy później stają się nagle jego sojusznikami, aby zawalczyć razem ze znacznie silniejszymi przeciwnikami. Gdzieś tam wyczytałem, że tytani nie są wcale największym zagrożeniem ludzkości, do czego staranao nas się przekonać w pierwszych odcinkach pierwszego sezonu i choć nie mam jeszcze potwierdzenia prawdziwości tych słów, to doskonale pasowałoby to do moich przypuszczeń.

Widziałem w życiu niejeden tasiemiec i wiem, że są dwa bardzo powszechne sposoby przeciągania ich w nieskończoność. Pierwszym z nich są zapychacze, których nie cierpi nikt kto czyta mangi, żeby być na bieżąco z bohaterami swojego ulubionego anime.

Drugą metodą jest powtarzanie wątków zbudowanych na jednym i tym samym schemacie, czyli mamy jakiś wycinek historii z trudnym przeciwnikiem, który musi zostać pokonany przez protagonistę itd. W ten sposób autor One Piece może jeszcze ciągnąć ten piracki cykl przez kolejne dwadzieścia lat a dzieci Naruto mogą zostac kolejnymi hokage i mieć własne dzieci, które też doczekają się własnych seriali. 

Skoro branża rozrywkowa może ciągnąć w nieskończoność Gwiezdne Wojny, bo jest na nie popyt, a taki Activison lub DICE mogą wydawać coraz gorsze odsłony Call of Duty i Battlefielda, to czemu to wszystko miałoby nagle ominąć tytany? Tyle mam do powiedzenia na temat wyjątkowości historii w dowolnych shounenach. Nieważne czy mówimy tutaj o Shingeki no Kyojin, One-Punch Man, Fairy Tail albo o Nanatsu no Taizai.

Pozwólcie jednak, że skupię się teraz na rzeczach, za które lubię trzeci sezon Attack on Titan. Przede wszystkim cieszy mnie, że zepchnięto na drugi plan Erena a pierwsze skrzypce gra m.in Levi, który był praktycznie nieobecny w drugiej serii. To co on robi bodajże w trzecim odcinku oraz to, jak to zostało zaprezentowane przez animatów wyrywa kapcie ze stóp. Jest to absolutne mistrzostwo świata i tak powinny prezentować się sceny akcji w anime w XXIw. Oprócz tego to niezły psychol, który lubi torturować innych, więc powiedzcie mi jak go mam nie lubić?

Jeśli komuś z Was wydaje się jeszcze, że główni bohaterowie Attack on Titan to biedni ludzie/tytani pokrzywdzeni przez los i zmuszeni do życia w klatce, to śpieszę z wyjaśnieniem, że życie w ekstremalnych sytuacjach prowadzi do ekstremalnych zachowań. Gdy jesteś szczurem przypartym do muru walczysz o przetrwanie wszystkimi możliwymi metodami.

Równie mocno co Levi zaimponował mi Erwin, bez ręki, posiniaczony i pobity przez policję polityczną negatywnie nastawioną do poczynań zwiadowców, który rzuca wyzwanie rządzącym, doprowadzając do zamachu stanu, którego celem jest pokazanie obłudy rządzących, obalenie marionetkowego króla i koronacja Historii, w żyłach której płynie królewska krew.

Nie jestem jednak naiwniakiem i wiem doskonale, że nawet w anime za marzenia trzeba zapłacić i jestem już gotowy na to, że z serialu zniknie na pewno ktoś, kogo uwielbiam a pozostali przy życiu bohaterowie będą walczyć o jego ideały. Już ja za dobrze znam takie historie, w których śmierć jest jak kromka chleba, żeby się nie domyślić, że tak właśnie będzie.

Ten nowy opening jest po prostu za spokojny, taki trochę nie pasujący do tego pierwszego, który zrobił furorę wśród animemaniaków pięć lat temu. On przypomina ciszę przed burzą i właśnie dla tej burzy obejrzę te 24 odcinki trzeciego sezonu Shingeki no Kyojin.


Pozwólcie, że głos zabierze teraz mój gość.

   
 

W ostatnim czasie ilość oglądanych przeze mnie produkcji anime drastycznie spadła, za to ich jakość to już zupełnie inna kwestia. Na pewno z czystym sumieniem  mogę polecić genialne „Sakigake!! Otokojuku (1988r.)” – chociaż nie jest to produkcja dla każdego. Tytuł dorobił się statusu kultowego w Japonii, niestety nie miał okazji mocniej zabłysnąć na zachodnim rynku, a jeśli już gdzieś się pojawił to nie każdy pozytywnie go odebrał.

Historia opowiada o przygodach uczniów specjalnej szkoły, która z niesfornych chłopców robi prawdziwych mężczyzn. Dużo tutaj napakowanych facetów (którym mógłby zazdrościć sam Pudziań w swoich najlepszych latach), którzy dumnie prężą swoje wyrzeźbione nagie klaty (i nie tylko). Testosteron wylewa się z ekranu dosłownie litrami a prawie w każdym odcinku znajdziemy sprośne żarty czy niepoprawnie polityczne sceny, przy których każdy współczesny obrońca „równouprawnienia” dostaje natychmiastowego wylewu. Anime jest wielkim hołdem złożonym świetnemu „Fist Of The North Star”, począwszy od głównych postaci na scenariuszu i żartach kończąc.  

Drugim tytułem, który powinien zobaczyć każdy szanujący się fan japońskiej animacji jest – „Arcadia of My Youth: Endless Orbit SSX (1982r.)”.

Kapitan Herlock nieprzerwanie od ponad 30-tu lat jest jedną z najbardziej wyrazistych i ciekawych postaci, która dorobiła się sporej grupy fanów na całym świecie. Produkcja ze względu na swój wiek, może odstraszyć co niektórych swoim archaicznym wykonaniem, ale wszelkie niedoskonałości wizualne nadrabia fabułą i świetnie napisanymi bohaterami. Każdy kto ma w swoim dowodzie w rubryce data urodzenia wpisany rok z 8-ką na trzecim miejscu, zdecydowanie powinien sięgnąć po tą produkcję i przypomnieć sobie wspaniałe i beztroskie lata młodości.

Froszti

I to by było na tyle z naszej strony. Frosztiemu dziękuję za występ w Anime Cornerze a Wam za uwagę.

Bardzo możliwe, że w następnym Anime Cornerze napiszę coś o Fairy Tail, bo dopiero niedawno dotarło do mnie, jak przeglądałem MyAnimeList, że mój naukochańszy shounen wróci już w październiku. Muszę się odpowiednio przygotować do tego wydarzenia. Do następnego razu.

squaresofter
22 sierpnia 2018 - 11:42