Perełki PSX #2 - Froszti - 8 stycznia 2019

Perełki PSX #2

PSX – debiut Sony na rynku gier video i od razu strzał w dziesiątkę. Sprzęt który zrewolucjonizował rynek i odmienił całą branże, która ewoluowała w to co widzimy dzisiaj. Dziesiątki małych i większych twórców miało okazję dzięki ten konsoli pokazać całemu światu swoje możliwości i dzięki temu niektórzy z nich teraz są prawdziwymi gigantami. Na temat hitów które pojawiły się na przestrzeli lat życia konsoli zostało już napisane co najmniej kilka dobrych książek. My zajmiemy się jedynak produkcjami, które niekoniecznie miały okazję i szanse zabłyśnięcia na firmamencie topów sprzedażowych. Niektóre z nich ze względu na braki finansowe w dziale marketingu, inne ze względu na dziwną politykę danej firmy, zaś pozostałe niekoniecznie przypodobały się gustom ówczesnych graczy. Jedno je jednak łączy: dziś w pewnych kręgach mają status kultowych dzieł które koniecznie trzeba sprawdzić osobiście i nadal (pomimo leciwego wieku) przykuwają do monitora/telewizora na wiele godzin, dając okazję powspominania.

Jeżeli jeszcze niemieliście drodzy Czytelnicy okazji sprawdzić pierwszej części cyklu  (powstałem przy współpracy z innymi autorami) to zdecydowanie zachęcam do lektury -  „Perełki PSX #1”.



Kartia: The Word of Fate. Można byłoby powiedzieć, że kolejny taktyczny J-RPG powstały na fali popularności tego gatunku pod koniec lat 90-tych. Tytuł jednak zaskakuje od samego początku i zdecydowanie nie można mu zarzucić, że kopiuje sprawdzone schematy z innych pozycji. Większość (jeśli nie wszystkie) gry taktyczne z tamtego okresu, miały dość długi prób wejścia (potrzebny do nauki zasad i sterowania). Kartia jest inna pod tym względem – zastosowano tutaj bardzo prosty (ale świetnie się sprawdzający) mechanizm papier-kamień-nożyce (proste zależności które są widoczne na pierwszy rzut oka i gracz podświadomie wie jaka jednostka będzie najlepsza przeciwko danemu przeciwnikowi). Na ogromne słowa uznania zasługuje również fabuła, która w otocze fantasy stara się zaserwować odbiorcą naprawdę trudne i głębokie tematy. Jakby tego było mało tytuł pomimo wielu lat na karku nadal świetnie wygląda graficznie co nie jest standardem w przypadku gier z PSXa.


Colony Wars Vengeance. Wciągająca rozgrywka i efektowna grafika w symulatorze lotniczym 3D to było coś za co gracze minionego pokolenia byli wstanie słono zapłacić. Dlatego też zupełnie niezrozumiałe jest dla mnie dlaczego Colony Wars pojawiło się na rynku gier bez większych fajerwerków i szybko zostało zapomniane.  Akcja gry przenosi nas w daleką przyszłość w której to trwa zażarta walka pomiędzy koloniami o resztki pozostałych zasobów. Gracz zasiada za sterami statku gwiezdnego i mierzy się z licznymi siłami wroga, starając się za wszelką cenę nie doprowadzić do zagłady całej ludzkości. Świetnia jak na tamte czasy grafika, naprawdę dobrze napisany scenariusz (chociaż momentami ma się wrażenia oglądania kosmicznej opery mydlanej), wymagająca ale dająca naprawdę dużo frajdy rozgrywka. Czy można chcieć coś więcej od kosmicznego symulatora?


Carnage Heart. Kolejna produkcja dla miłośników bezkresu kosmosu i futurystycznych walk. Tym razem gracz przejmuje jednak dowództwo nad bezzałogowymi dronami które mają dość prosty cel – zająć bazę wroga i zniszczyć wszystkie jego jednostki. To co z pozoru wydaje się proste i łatwe do opanowania, bardzo szybko pokazuje drugie wymagające dno. Dostępne dobry nad którymi przejmujemy dowodzenie będą działać prawidłowo tylko w momencie kiedy przed misją odpowiednio zaprogramujemy ich sztuczną inteligencję. Gracz musi podejść do tego mocno analitycznie i przewidzieć wszystkie możliwe scenariusze (jak ma zachowywać się robot podczas ostrzału przeciwnika – dodatkowo zależnie z jakiej strony on następuje, co ma zrobić gry ma mało energii, jaka akcja ma nastąpić gdy będzie blisko bazy wroga itp.). Naprawdę bardzo dużo czasu spędza się na analizie posiadanych zasobów zbrojeniowych (które można rozwijać) i na tym jak można je wykorzystać przeciwko wrogowi.  Najwyraźniej tego rodzaju rozgrywka niezbyt spodobała się graczom w tamtym okresie. Dziś również jest to pozycja dla bardzo konkretnego odbiorcy ale każdy kto lubuje się w wymagających strategicznych tytułach – zdecydowanie powinien sięgnąć po Carnage Heart.



LSD. Gra (jak sama nazwa wskazuje) zdecydowanie nie zalicza się do grona normalnych pozycji. Tytuł w którym przed graczem nie są stawiane żadne wymagania i cele. Po prostu przemieszcza się po kolejnych generowanych planszach, będących dziwnymi snami głównego artysty. Cała zabawa trwa niesamowite 10 minut! Tak gracz ma 10 minut na eksplorację dziwacznej mapy, po tym czasie tytuł automatycznie powraca do menu głównego. Niektórzy gracze do dziś doszukują się głębszego sensu w tej produkcji a niektórzy ponoć odkrywają jego wielkie tajemnice (nie wnikam w to czym się przy tym wspomagają). Pozycja już wtedy była bardzo niszowa dziś jednak obrosła wieloma legendami i wielu kolekcjonerów pragnęłoby ją posiadać w swojej kolekcji. LSD nigdy nie został wydany poza granicami Japonii ale każdy chętny do sprawdzenia tego „dzieła” ma okazję zakupić go w cyfrowym sklepie Sony (oczywiście konto musi być na Japonię).


Monkey Hero.  Gra na którą w momencie premiery wylało się naprawdę sporo „hejtu” zarówno ze strony recenzentów jak i samych graczy (z perspektywy czasu śmiało można powiedzieć, że bezpodstawnego). Tytuł jest przedstawicielem gatunku action RPG, gdzie gracz przejmuje kontrolę nad małpim wojownikiem, który musi uratować swój świat przed zagładą. W tym miejscu pojawiły się pierwsze głosy krytyki, że gra jest bardzo podobna pod względem mechaniki do serii Legend of Zelda. Co jednak złego jest w kopiowaniu sprawdzonych i dobrze przyjętych przez graczy schematów, tym bardziej, że twórcy jeszcze bardziej je dopracowali i dołożyli również coś od siebie. Kolejnym minusem (przynajmniej wg. graczy) było poziom trudności, gra była zbyt trudna dla dzieci a i dorośli miłośnicy elektronicznej rozgrywki mieli z nią problemy (co było raczej standardem w tamtym okresie więc narzekania trochę dziwne). Oberwało się również oprawie graficznej, która ponoć odstawała od panujących standardów (dziś dla wielu tytuł wygląda naprawdę dobrze) i bardzo specyficznemu slapstickowemu poczuciu humoru (ponownie dziś dla wielu to jest ogromny atut gry). Na szczęście dziś gra przeżywa swoją drugą młodość i bardzo wielu graczy z ciekawości po nią sięga i jest zachwycona.


Cyberbots: Full Metal Madness. Kolejna produkcja która nigdy nie opuściła rynku Japońskiego pomimo tego, że całkiem dobrze sobie tam poradziła. Niezwykle kolorowa bijatyka 2D ze stajni Capcom w której główne role odgrywają wielkie mechy. Z pozoru nic nadzwyczajnego, kolejna z dziesiątek dostępnych bijatyk. Jednak zarówno wersja Arcade jak i konsolowy odpowiednik zaskarbił sobie wiele przychylności graczy rozbudowaną mechaniką zabawy. Mowa tutaj nie tylko o rozbudowanych możliwościach ofensywnych (ciosy) ale głównie o możliwości rozwoju dostępnych postaci. Zarówno przed walką można było dostosować wygraną postać pod własne upodobania jak i podczas samej rozgrywki można było wykorzystywać elementy które odpadły z oponenta (było to jednak dość ograniczone). Każdy chętny do sprawdzenia powyższego tytułu powinien założyć profil na Japońskim PSN i sprawdzić ofertę cyfrowego sklepu.


Glover. Kolejna gra zaliczana go grona bardzo specyficznych tytułów. Gracz przejmuje kontrolę nad rękawicą o imieniu Glover i jego celem jest dostarczenie piłki do końca każdego etapu. Do dyspozycji graczy oddano 6 różnorodnych światów składających się z 3 etapów podstawowych oraz etapu bonusowego i etapu z bossem. Główną rolę w tytule odgrywa fizyka obiektów, szczególnie mowa tutaj o zachowaniu piłki. Zależnie od tego jaki kulisty obiekt gracz ma do przetransportowania do końca etapy tak też musi planować swoje działania. Ciężka kula do kręgli będzie się wolno toczyć, szybko spadać z wysokości i tonąć w wodzie, piłka gumowa będzie się niekontrowanie odbijać ale będzie można ją transportować wodą itp. Glover jest jedną z ciekawszych i naprawdę wymagających platformówek na konsolę PSX, którą ze względu na swoją specyfikę nie przebiła się do szerokiego grona odbiorców (gatunek raczej kierowany dla młodszych odbiorców ale specyfika zabawy i poziom trudności stawiał wyzwanie nawet doświadczonym graczom). 


Omega Boost. Pozycja dedykowana fanom mało znanych ale naprawdę dobrych gier shoot’em up oraz miłośników FMV z tragiczną grą aktorską. Daleka przyszłość ludzkość walczy z AI kontrolującym wielkie maszyny i pragnącym zgładzić naszą rasę. Ostatnia nadzieją ludzkości jest cofnięcie się w czasie i zniszczenie sztucznej inteligencji zanim osiągnie pełnie swojej mocy. Maszyny jednak nie zamierzają odpuszczać i również wysyłają w przeszłość swoje przedstawiciela aby zabił Lestera J. Hemminga (głównego bohatera gry). Polyphony Digital starało się stworzyć wymagającą grę akcji z dużymi szczegółowo zaprojektowanymi mapami na których gracz walczy z wymagający m przeciwnikiem w widowiskowych pojedynkach. Naprawdę imponująca jak na tamte czasy grafika 3D, dość dobrze napisany scenariusz (chociaż twórcy naprawdę mocno czerpali z popularnego w tamtym okresie filmu), świetnie zaprojektowane mechy (do współpracy przy nich został zaproszony twórca serii Macross), nawet kiepska gra aktorska w filmikach FMV dawała tytułowi pewien urok. Niestety jednak gracze najwyraźniej odczuwali już przesyt tego rodzajami gier i pozycja nie znalazła się na liście „koniecznie do kupienia” zbyt wielu graczy. Dziś (jak to bywa z wieloma starymi tytułami) ponownie zostaje odkrywana przez miłośników elektronicznej rozgrywki i zbiera masę pozytywnych komentarzach – lepiej późno niż wcale.


Motor Toon Grand Prix. Kolorowe, zwariowane wyścigi z masą power-upów i specyficznego humoru od studia Polyphony Digital. Nie brzmi to wszystko dość znajomo? W jednym z wywiadów udzielanych prasie przez twórców gry, padło stwierdzenie, że planowali oni stworzyć kolorową dającą mnóstwo frajdy grę samochodową przy zachowaniu stosunkowo realistycznego modelu prowadzenia pojazdu. Motor Toon dokładnie takim tytułem jest – dostępne samochody zachowują się naprawdę realistycznie (szczególnie biorąc pod uwagę specyfikę zabawy) gdzie sterowanie jest łatwe do opanowania ale osiągnięcie poziomu mistrzowskiego wymaga trochę poświęcenia. Jeśli szuka ktoś tytuły który doskonale sprawdza się zarówno w trybie singleplayer jak i kanapowej rywalizacji – polecam.


Legend of Legaia. Dobrych ale zapomnianych i niedocenianych (nawet przez samo Sony) gier z gatunku jrgp na PSX jest dostatek. Do tego grona z całą stanowczością można zaliczyć dzieło studia Contrail. Skoro było tak dobrze to  dlaczego mało kto słyszał o tej pozycji? Odpowiedź jest dość prosta gra była bardzo dobrze wykonana pod wieloma względami ale nie wyróżniała się niczym nadzwyczajnym na tle bardziej popularnych marek jak Final Fantasy czy Xenogears. Ładna oprawa graficzna, dobry chociaż czerpiący ze znanych schematów i przewidywalny scenariusz i inny jak na tamtejsze standardy system walki torowej (gracz miał możliwość wyboru kierunku ataku prawo-lewo, nisko-wysoko) to jednak było za mało aby zaciekawić graczy, którzy mieli już tego typu gier pod dostatkiem. Dziś gra może jeszcze sprawić masę radości fanom Jrpgów oczywiście jeśli tylko przymkną oni oczy na dość leciwą już grafikę.


Magic Carpet. Kto nie chciałby zostać prawdziwym mocarnym czarodziejem, latać po całym świecie na magicznym dywanie i naparzać swoimi magicznymi mocami do wszystkiego co się rusza? Na szczęście studio Bullfrog Productions nam to umożliwiło (w projekcie brał udział również sam Peter Molyneux).  Magic Carpet trudno nazwać klasyczną latającą strzelanką 3D, obok wszystkich cech tego gatunku znajdziemy tutaj również możliwość rozbudowy swojej bazy, a niektóre dostępne w magicznym arsenale zaklęcia mają wyraźny wpływ na otaczający nas świat. Gra w momencie swoje premiery robiła naprawdę duże wrażenia (szczególnie bardzo dobrze przyjęła się wersja DOSowa i później na Sega Saturn). Konwersja gry na „szaraka” jakoś przeszła pośród graczy bez większego echa, ale za to teraz jest to przedmiot pożądany przez wielu kolekcjonerów (i wciąż dający masę radości z rozgrywki).


G-Police. Tytuł bardzo mocno inspirowany kultowym Blade Runnerem. Akcja gry przenosi gracza w odległa przyszłość na jeden z księżycy Jowisza, gdzie zasiada on za sterami futurystycznego helikoptera należącego do jednostki dbającej o porządek i bezpieczeństwo obywateli. Obok wspomnianego polowania na przestępców bardzo dobrze wypada również wątek poboczny w którym to główny bohater próbuje rozwiązać zagadkę tajemniczej śmierci swojej siostry.  W tamtym okresie gra potrafiła zachwycić zarówno pod względem wizualnym jak i mechaniki zabawy. Dziś całość już troszkę trąci myszką ale nadal może sprawić mniej wybrednym graczom masę radości.


Um Jammer Lammy. Spin-off kultowego PaRappa the Rapper. Gracz wciela się w introwertyczną owieczkę Lammy, która kiedy tylko chwyci za gitarę, staje się wodzirejem każdej imprezy. Gra podobnie jak w przypadku pierwowzoru, sprowadza się do wciskania odpowiednich przycisków zgodnie z tym co pojawia się na ekranie telewizora (w tym przypadku zamiast słów, słychać konkretne rifi gitarowe). Tytuł potrafi zapewnić pojedynczemu graczowi naprawdę masę radości ale prawdziwy pazur pokazuje dopiero w kanapowym trybie multiplayer, gdzie można współpracować z innym graczem lub zrobić wszystko aby mu przeszkodzić w zrobieniu dobrego wyniku.


Tilt. Moim zdaniem jedna z najlepszych i najmniej znanych gier z gatunku Pinball, dostępnych na konsolę PSX. Świetna oprawa dźwiękowa, bardzo ładna oprawa graficzna dostępnych różnorodnych stołów i czysty „fun” płynący z rozgrywki. Czy można oczekiwać od takiego tytułu czegoś więcej?



Fluid. Bardzo specyficzna gra muzyczna, lub bardziej pasowałoby tutaj określenie program do tworzenia muzyki elektronicznej i tanecznej z elementami gry. Najważniejszymi elementami gry są „Cruise Stage” etap gdzie sterujemy delfinem i zbieramy nim sample muzyczne które następnie możemy wykorzystać do tworzenia swojej muzyki w zakładce „Groove Editor”.  W tytule zaimplementowało kilka różnorodnych etapów podwodnych oraz bardzo bogatą bibliotekę dźwięków, która powinna zadowolić miłośników miksowania muzyki.


Sheep, Dog 'n' Wolf (w USA Looney Tunes: Sheep Raider). Kolorowa, platformowa gra akcji dedykowana najmłodszym graczom od studia Black Sheep Studio. Gracz przejmuje kontrolę nad kojotem Ralphem a jego celem jest konsumpcja biednych owieczek pilnowanych przez groźnego psa. Wykorzystuje on w tym celu nie tylko swoją pomysłowość ale pokaźny arsenał przeróżnych gadżetów (od katapult, przez dynamik na rakietach kończąc).  Na gracza czeka 18 różnorodnych i naprawdę ładnie wyglądających poziomów (nawet jak na dzisiejsze standardy), które niejednokrotnie będą stanowić wyzwanie nawet dla bardziej doświadczonym wiekowo graczy.  Większą popularnością na rynku europejskim cieszyła się wersja PCtowa (wydanie na PSX przeszło bez większego zainteresowania), dużo lepiej gra na „szaraku” poradziła sobie w momencie wydania w USA i tam też jest bardziej znana i doceniana.


Bust-A-Groove. Gra taneczna bardziej znana szerszemu gronu odbiorców z późniejszej poprawionej wersji na maszyny arcade. Dzieło studia Metro Graphics znalazło zainteresowanie pośród bardzo wąskiej grupy odbiorców w momencie pojawienia się na rynku. Ci którzy skusili się na zakup tytułu w momencie premiery, wystawiali jej naprawdę pozytywne recenzje i zachwalali prawie każdy mechanizm rozgrywki. Nie przełożyło się to jednak na większą sprzedaż i dotarcie do szerokiej świadomości graczy. Cała zabawa opiera się na wciskaniu odpowiednich przycisków na padzie zgodnie z tym co widać na ekranie telewizora, podbijając w ten sposób swój licznik i pokonując oponenta przy rytmie naprawdę dobrej muzyki (oczywiście kwestia gustu).


Mizzurna Falls. Bardzo klimatyczna gra przygodowa od studia Human Entertainment. Gracz zostaje przeniesiony do tytułowego miasteczka  w stanie Kolorado, gdzie będzie próbował rozwiązać tajemnicę zniknięcia swoich przyjaciół. W raz z postępami w fabule, historia robi się coraz mroczniejsza a senna mieścina zaczyna się pokrywać tajemniczymi trupami. Od samego początku czuć tutaj mocną inspirację seriale Twin Peaks i klimat ten wypada w grze naprawdę dobrze. Na rozwiązanie wielkiej tajemnicy gracz ma określoną ilość czasu więc prawie cały czas towarzyszy mu uczucie tykania zegarka, kiedy czas minie gra nieodwracalnie się kończy.  Tytuł został niestety wydany tylko w Japonii dlatego też niemiał okazji zaprezentowania swoich walorów szerszemu gronu odbiorców. Na całe szczęście czasy współczesne przyniosły nam fanowskie tłumaczenie więc każdy chętny może teraz spróbować swoich sił w rozwiązaniu tajemnicy w bardziej zrozumiałym dla ogółu języku.


Herc’s Adventures. Kolorowa chodzona bijatyka w klimatach starożytnej Grecji. LucasArts w 1997 roku, zaserwowało graczom naprawdę dobrze wyglądający tytuł przygodowy z przemyślaną i różnorodną mechaniką zabawy i świetnym humorem.  Akcja gry przenosi gracza do wspomnianego państwa gdzie bóstwa nie żyją ze sobą w wielkiej zgodzie. Hades postanawia porwać piękną Persefonę, ludzie zaczynają się denerwować bo bez niej nie będzie corocznych plonów. Do akcji musi wkroczyć Zeus wystawiając do akcji trzech swoich najlepszych podopiecznych: Herkulesa, Jazona i Atlante. Od gracza zależy kogo wybierze i kto wraz z nim wyruszy w ekscytującą pełną przygód wyprawę aby przywrócić porządek na świecie.


Pepsiman. Produkcja wydana tylko w Japonii, będąca jedną wielką reklamą popularnego napoju gazowanego. Tytuł jest prostym w swoich założeniach „runnerem” gdzie sterujemy maskotą amerykańskiego koncernu biegnąc nieustannie do przodu i unikając przeszkód. Gra dzięki swojej prostocie jest niesamowicie wciągająca i dziś poszukiwana przez wielu graczy na całym świecie, którzy pragnęliby mieć ten tytuł w swojej kolekcji.


Sorcerer's Maze. Najprościej określić ten tytuł jako jeden z wielu klonów Arkanoida. Rozgrywka jest identyczna jak w klasycznym wydaniu. Twórcy dołożyli od siebie  różnorodne kolorowe mapy, możliwość używania wypadających bonusów, wali z bossami i całkiem przyjemną muzykę w tle. To w zupełności wystarczy aby spędzić przed tytułem naprawdę wiele godzin i świetnie się przy tym bawić.


Ballerburg: Castle Chaos. Buduj własne ogromne warowanie, konstruuj coraz to wymyślniejsze i niebezpieczniejsze machiny oblężnicze i rozkoszuj się miłą demolką. Połączenie gry strategicznej z rozgrywką rodem z Angry Birds. Tytuł naprawdę potrafi przykuć do telewizora na dłuższy czas i sprawić masę frajdy.

Froszti
8 stycznia 2019 - 12:16

Komentarze Czytelników

Dodaj swój komentarz
Wszystkie Komentarze
09.01.2019 12:19
👍
Brucevsky
106
Playing with writing

gameplay.pl

Kilka przemyśleń odnośnie przedstawionych gier. :)

Colony Wars Vengeance - zawsze żałowałem, że nie miałem okazji sprawdzić trylogii Colony Wars. Trafiłem tylko na jedno demko i zrobiło tak kolosalne wrażenie, że do dzisiaj pamiętam tamtą walkę z wielkim mechanicznym pająkiem na powierzchni jakiejś planety.

Carnage Heart - zacząłem się zastanawiać, czemu nikt nie przywróci do życia tego konceptu i nie stworzy nan jej bazie gry uczącej podstaw programowania?

Omega Boost - podobno przemiodna produkcja. Niestety kojarzę ją tylko jako nagrodę, którą "za frajerów" dawała redakcja Neo+.

G-Police - świetny pomysł na grę. Aż dziw, że nikt dzisiaj nie uderza w taką mechanikę i klimaty.

Sheep, Dog 'n' Wolf - ależ trudna, ale jednocześnie przygotowana z szacunkiem gra na bazie kreskówki. No i sam pomysł zacny - zrobić skradankę z elementami humorystycznymi, takiego MGS-a, ale w innych klimatach.

Bust-A-Groove - godzinami katowałem to w multiplayerze. Kolejny projekt, który nie wiedzieć czemu nie wraca w obecnych czasach. Mógłby być dobry materiał na party-game i do online'owej rywalizacji.

16.01.2019 11:08
odpowiedz
squaresofter
18
W co gracie w weekend?

gameplay.pl

Um Jammer, Omega Boost i Motor Toon (grałem w dwójkę) to świetne gry. G-Police mam na dysku konsoli, ale spędziłem z nim dosłownie chwilkę. Gdybym miał tylko więcej czasu na gry, to na pewno bym go przeszedł.

O pozostałych tytułach w większości przypadków nawet nie słyszałem, także osiągnąłeś zamierzony cel swoim tekstem.

16.01.2019 11:52
odpowiedz
SpecShadow
68
Silence of the LAMs

Chyba nasz rodzimy tytuł Crime Cities miał podobny schemat co G-Police? Tylko że tam mieliśmy latające samochody, bardziej dystopijne miasta (mroczniejsze kolory i większy ruch uliczny) i byliśmy spluwą do wynajęcia.

LSD kojarzę z kompilacji „dziwne gry na PSX" i fajna ciekawostka ale w życiu bym w to nie zagrał.

Ballerburg: Castle Chaos? Kurczę, jak nazywała się ta gra w Early Access, Besiege? Co się budowało maszyny i niszczyło osady i zamki. Jakby rozwinęli ten pomysł i dodali pojedynki z innymi graczami w ich zamkach...
Jakby to jeszcze rozwinęli by było im bliżej do Wormsów (może nawet pojednyki w turach?) to by zbili kasę ale że to leniwe indie kołki to zajmują się czymś innym...
Aż sprawdzę sobie tego 3D spin-offa Wormsów z zamkami...