W co gracie w weekend? #288 – Rzeczy które remake Resident Evil 2 robi lepiej od oryginału - squaresofter - 2 marca 2019

W co gracie w weekend? #288 – Rzeczy, które remake Resident Evil 2 robi lepiej od oryginału

Cześć. Co ogrywacie tym razem? Kingdom Hearts III, najnowszą cześć Metro, Dead Or Alive, Dirt 2.0 a może coś zupełnie innego? Dajcie znać w komentarzach, jeśli chcecie podzielić się z innymi graczami  tytułami ogrywanych gier.

U mnie w dalszym ciągu w czytniku konsoli króluje remake Resident Evil 2, którego ukończyłem już dziesięciokrotnie. W ten weekend ostatni raz zagram w jego kampanię. Chcę przejść grę Claire w trybie hardcore a potem zabieram się za dodatkowe scenariusze pt. The 4th Survivor oraz Ghost Survivors.

Jeden ze znajomych podrzucił mi niedawno filmik pokazujący co oryginalny Resident Evil 2 robi lepiej od jego odświeżonej wersji, a że sam nie grał w tą pierwszą pomyślałem, że napiszę dla draki o tym, co odświeżona wersja RE2 robi lepiej od oryginału.

Tekst ten piszę tylko po to, aby została zachowana równowaga w przyrodzie. Jego celem nie jest stawianie którejkolwiek z wersji wyżej nad inną a jedynie pokazanie skali różnic pomiędzy nimi.

System celowania i strzelania

W  oryginale były w zasadzie dwa tryby celowania. Pierwszy z nich, manualny, pozwalał na strzelanie z broni w dowolnym kierunku i był całkowicie niepraktyczny, gdyż przy różnych ujęciach statycznych kamer bohaterowie znajdowali się w miejscach utrudniających orientację i celne trafienia. Spowalniało to też samą grę, dlatego też najczęściej stosowanym trybem było autocelowanie samoczynnie nakierowujące postać z trzymaną bronią w kierunku celu.

W remake’u mamy do czynienia z celowaniem, które pozwala graczom na swobodne strzelanie w dowolne partie przeciwników. Jeśli chcemy odstrzelić jakiemuś zombiakowi głowę, to musimy najpierw w nią trafić. Podobnie jest z kończynami. Jeśli chcemy pozbawić żywe trupy możliwości łapania nas lub chodzenia, to nie obejdzie bez strzałów w ręce lub nogi.

Walki z bossami

Najtrudniejsi przeciwnicy w Resident Evil 2 mieli może i ciekawy design, ale nie oszukujmy się, że walka z nimi była czymś niezwykłym. Wystarczyło wziąć na nich najpotężniejsze bronie i walić w nich ile wlezie. Niby w remake’u jest tak samo. Można jednak zauważyć drobne zmiany w zachowaniu najtrudniejszych adwersarzy a walka z nimi wymaga pewnego pomyślunku. Bossowie w odświeżonej wersji Residenta 2 mają słabe punkty i jeśli nie potrafimy w nie trafić to czeka nas z nimi trudna przeprawa. Bardzo ważne jest wykorzystywanie odpowiedniego momentu do ich atakowania. Gdy kolejna odmiana potwora zmutowanego wirusem G próbuje nas zmasakrować wyrwanym elementem instalacji laboratoryjnej, to nic nie stoi na przeszkodzie, żeby go trafić, gdy próbuje go wyrwać. Wtedy zostanie skąpany w morzu płomieni.

Niezwykle istotne jest też przerywanie ich ataków w odpowiednim momencie. Jeśli tego nie zrobimy taki furiacki atak potwora może zakończyć się naszą śmiercią, o czym niejednokrotnie przekonali się gracze sterujący Leonem.

Motoryka

Sterowanie w capcomowskim survival horrorze nigdy nie należało do najprzyjemniejszych. Ciągłe zmiany ujęć kamery sprawiały, że biegnąc prosto przed siebie kończyliśmy na ścianie w kolejnym kadrze. W nowej wersji starego japońskiego hitu sprawa wygląda o niebo lepiej. Nie dość, że kamera jest ustawiona za naszymi plecami, to mamy także możliwość szybkiego obrotu o 180 stopni. Możemy także cofać się ostrzeliwując nacierające zombiaki, czego nie da się zrobić w żadnej klasycznej odsłonie japońskiej serii. Warto też korzystać z okolicznych elementów otoczenia takich jak stoły lub stoliki i używać ich jako przeszkód, aby utrudniać żywym trupom łapanie naszej postaci.

Tempo  rozgrywki

Szybkość oryginalnej wersji Resident Evil 2 spowalniał szereg czynników. Najważniejszym z nich były ograniczenia sprzętowe, dlatego też, aby wejść do jakiegokolwiek nowego pokoju widzieliśmy najpierw ekran ładowania z otwierającymi się drzwiami. Irytującą rzeczą była także konieczność naciśnięcia przycisku, żeby wejść po zwykłych schodach. W oryginale nie było także przycisku odpowiedzialnego za manualne przeładowanie broni. Mogliśmy to zrobić tylko i wyłącznie w menu. W momencie gdy wystrzelaliśmy wszystkie pociski z magazynka broni gra robiła to za nas sama. Problem w tym, że nigdy nie było wiadomo, ile mamy pocisków w aktualnie używanej broni, bo wskaźnik, który to pokazuje pojawił się na ekranie w kolejnych częściach zombiaczej sagi. Wcześniej musieliśmy zajrzeć do menu, żeby to sprawdzić. To samo było z wykresem EKG. Dziś na szczęście te problemy nie istnieją a gdy obrywamy, to w lewym dolnym rogu wyświetla się informacja ostrzegająca nas o ubytku naszych sił.

Mapa mapie nierówna

Gdy japoński cykl o nieumartych stawiał swoje pierwsze kroki na PlayStation dostępna w grze mapa pokazywała jedynie pomieszczenie, w którym się znajdujemy oraz ewentualnie zamknięte drzwi. Tymczasem dzisiaj wyświetla położenie przedmiotów, ich nazwy, rodzaje klucza wymagane do otworzenia konkretnych drzwi oraz przede wszystkim miejsca kluczowa dla popchnięcia scenariusza do przodu.

Przystępność

Wielu weteranów serii może nie zgodzić się z pozytywnym wydźwiękiem zmian w remake’u RE2. Na całe szczęście mogą oni w dalszym ciągu bawić się w trybie hardcore. Natomiast nowi gracze niezaznajomieni z przygodami Leona i Claire w mieście opanowanym przez zombiaki mogą poznawać historię na niższych poziomach trudności. Autoregeneracja zdrowia na najniższym poziomie trudności, automatyczne zapisy gry, brak konieczności zbierania taśm do zapisywania stanu gry czy podpowiedzi dla graczy, którzy nie radzą sobie w starciach z bossami na ekranie ładowania to elementy, które mogą przyciągnąć nowych fanów spragnionych makabrycznych doznań w świecie gry zdominowanym przez zmutowane genetycznie monstra.

Rendery? Jakie znowu rendery?

Wiele osób, które miało do czynienia z oryginalną wersją Resident Evil 2 może narzekać na to, że z nowej wersji gry wycięto niemal wszystkie kultowe przerywniki (ten z pierwszym lickerem w szczególności), ale tak naprawdę rozwój grafiki zaszedł tak daleko przez ostatnie dwadzieścia lat, że remake robi wielkie wrażenie grafiką w czasie rzeczywistym. Rendery dodawały odpowiedniej filmowości tej produkcji, ale z drugiej strony nie mogliśmy w nich zobaczyć przykładowo nowych strojów, które odblokowaliśmy dla kierowanych przez nas bohaterów. Nie przejąłem się zbyt mocno ich usunięciem, bo pamiętam, że dwadzieścia lat temu gry wideo dopiero co raczkowały i komicznie to wyglądało, gdy jakaś postać z gry wideo mówiła, nie ruszając ustami. O czymś takim jak mruganie oczami lub emocje malujące się na twarzach postaci mogliśmy jedynie pomarzyć albo zobaczyć je najwyżej na jakimś filmiku. Dzisiejsza technologia radzi sobie z tym bez zarzutu i jestem pełen uznania dla twórców odświeżonej wersji Resident Evil 2 za dodanie deszczu, bo samo patrzenie na zwykłą rozmowę ludzi próbujących sobie dodać odwagi w najgorszym dniu ich życia, gdy leje jak z cebra to niesamowity pokaz mocy dzisiejszych sprzętów do gier wideo. Krótkie spojrzenie na blask w oczach Leona lub Claire i naprawdę można uwierzyć w to, że tej dwójki nie powstrzyma żadna apokalipsa żywych trupów. Dziś już nie potrzebujemy wypaśnych filmików, żeby zobaczyć czy ktoś jest agresywny, przerażony, zrozpaczony czy kłamie jak z nut prezentując rozmówcy swoją pokerową minę.

Ciemność, ciemność widzę

W oryginalnej trylogii Resident Evil robotę robiły prerenderowane dwuwymiarowe tła, ale ciężko brać za horror polegający na przeżyciu tytuł, w którym używa się pełnej palety barw a w szczególności tych cieplejszych, dlatego też ogromne wrażenie zrobił na mnie kiedyś remake Resident Evil na GameCubie, bo zmieniono w nim paletę barw na znacznie zimniejszą od tej oryginalnej. O krok dalej poszedł remake dwójki, który jest chyba najciemniejszym Residentem w historii. Nie ma mowy, żeby rozeznać się w ciemnym korytarzu bez światła latarki. Do straszenia w oryginale służyły odpowiednie ujęcia kamer. Nie mogliśmy zobaczyć wrogów, którzy chcą nas pożreć żywcem, jeśli znajdowali się daleko. W grze, która pokazuje nam akcję zza pleców trudno jest osiągnąć element zastraszania, dlatego twórcom należą się brawa za stworzenie komisariatu pełnego ciemnych pokoi, w którym możemy przestraszyć się spadającego na nas znienacka lickera, jakichś zwłok zwisających z sufitu a nawet własnego cienia na ścianie, jeśli gdzieś w pobliżu słyszymy pojękiwania umarlaka a nie mamy pojęcia gdzie jest.

Tyran w kapeluszu

Bardzo podoba mi się to, jak twórcy zmienili koncept jednostki typu tyrant, która ściga nas niemal przez całą grę w nowej wersji Resident Evil 2. Kiedyś pojawiał on się raptem kilka razy przez całą grę, ale tylko i wyłącznie w drugim scenariuszu. Tutaj pojawia się w obu, potrafi otwierać drzwi, wchodzić po drabinie, jest praktycznie nieśmiertelny i przeszkadza nam w wykonywaniu czynności mających na celu zdobycie przedmiotów kluczowych w scenariuszu. Jasne, że można strzelić go kilka razy w głowę, co sprawi, że przyklęknie w bezruchu na kilka sekund, ale spróbujcie strzelać do niego przesuwając ciężkie regały z książkami w bibliotece, odganiając się jednocześnie od zwykłych truposzy. Zabawa gwarantowana.

Na tym zakończę swój tekst. Chciałem jedynie pokazać zalety nowej-starej gry Capcomu. Komfort grania to niezwykle istotny element podczas poznawania wirtualneych światów. Japończycy poszli na wiele ustępstw w stosunku do oryginału, umożliwiając zdobycie rangi S w Resident Evil 2 nawet jeśli używamy specjalnych broni dodatkowych. Ilość sejwów w grze lub używanie sprayów pierwszej pomocy nie wpływa już na naszą ocenę na końcu, ale remake Resident Evil 2 broni się sam i gwarantuję Wam, że nawet najbardziej niezadowolone osoby ze zmian, jakie zaszły pomiędzy dwiema wersjami dwójki będą miały problemy ze zdobyciem rangi  S+ na poziomie hardcore. To najlepiej pokazuje, że tak jak i oryginał ten remake przejdzie absolutnie każdy, ale już ktoś, kto spróbuje wycisnąć wszystkie soki z tego tytułu może się nim bawić miesiącami, tym bardziej, że gra otrzymała już dodatkowe scenariusze za darmo a jak ktoś nie jest do końca do nich przekonany, to zawsze może spróbować się z przygotowanymi co tydzień wyzwaniami takimi jak przejście gry, zabijając maksymalnie siedmiu przeciwników. Mnie ta gra wciągnęła jak cholera i boję się o to, co się będzie działo jak wyjdzie remake Resident Evil 3 z Nemesisem w roli głównej.

squaresofter
2 marca 2019 - 16:55

Komentarze Czytelników

Dodaj swój komentarz
Wszystkie Komentarze
03.03.2019 08:53
Yuri Lowell
2
Yuri Lowell
21
Brave Vesperia
Image

Witam
Zbliżam się do 70h w Tales of Berseria (PS4) i trama zaczyna nabierać kształtów. Gra wciągnęła mnie na dobre i tylko czekam na wolną chwilę, żeby włączyć konsolę i wrócić do moich bohaterów. Trochę się pobawiłem kostiumami - co widać na obrazku - i śmiać mi się chce jak chwilami nie pasują one do sytuacji. No, ale wszystkiego nie da się przewidzieć, szczególnie upodobań graczy!
Tales of Berseria ma kilka lokacji gdzie można swobodnie robić zrzuty ekranu. Podobnie jak Tales of Zestiria, w całej grze ta opcja jest zablokowana. W Tales of Berseria można to zrobić na wyspach - arenach gdzie można się podszkolić w pojedynkach z wybranymi typami potworów.

Miłego game-weekendu!

post wyedytowany przez Yuri Lowell 2019-03-03 08:54:05
03.03.2019 09:36
squaresofter
odpowiedz
1 odpowiedź
squaresofter
20
W co gracie w weekend?

gameplay.pl

@Yuri
Blokowanie możliwości robienia zrzutów ekranu to idiotyzm. Denerwowało mnie to przy okazji Persony 5.

03.03.2019 09:37
Yuri Lowell
1
Yuri Lowell
21
Brave Vesperia

Mam aparat zawsze pod ręką. ;)

03.03.2019 10:11
SpecShadow
3
odpowiedz
SpecShadow
69
Silence of the LAMs

Kolejny tytuł z serii "guilty pleasuers" - Road to the North, kolejny mod na bazie Call of Chernobyl do STALKERa.
Co mi się podobało? Infiltracja wspomnianej Północy, gdzie siedzą fanatycy Monolitu, nowe zadania.
Co mi się nie podobało? Bieda w zadaniach pobocznych i FEDEXach. Na początku przeczesałem kilka map i na ani jednej NPCe nie dawali zadań. Potem podbijasz sobie reputację (niszcząc skrzynki, czyszcząc skrytki i odstrzeliwując bandziorów) i dopiero wtedy ludzie ci dają zadania.
I tu zdziwko - wchodzisz do Baru, pytasz NPCe w o robotę i wszyscy mają zadania z odbiciem zakładnika o.O co tu się odjaniepawla w tej Zonie, porwania na porządku dziennym??

Niestety po tym jak ograłem Anomaly to wszelkie inne podobne mody wydają się przy nim słabe :] eh, żeby już się pojawiła wersja 1.5, tak to nadal beta...

Odkurzyłem The Nameless Mod do Deus Ex, wielgachny mod w którym występują postacie z forum PlanetDeusEx (obecnie nieistniejącego). Grałem w niego parę lat temu dobrą stroną, teraz wróciłem i zamierzam przejść tą złą :]
Ekipa robiąca moda poświęciła z 7 lat na niego, wyszła rewelacja. Z tego co kojarzę to ekipa obecnie pracuje w innym studiu i robi gry z serii Expedition (Conquistador, Vikings) które są świetnymi ale niedocenianymi grami.

03.03.2019 11:17
grish_em_all
2
odpowiedz
grish_em_all
181
Grish

Ja postanowiłem wreszcie skończyć Fallout 4 w trybie Przetrwanie. Parę miesięcy temu jakaś inna gra (już nawet nie pamiętam co to było, chyba F1 2018?) odwróciła moją uwagę, stwierdziłem że czas najwyższy wrócić do Bostonu i dokonać dzieła zniszczenia Instytutu/Bractwa - jeszcze nie zadecydowałem w którą stronę pójdę. O F4 można powiedzieć dużo gorszych lub lepszych rzeczy, ale ten poziom trudności na pewno trzeba zaliczyć do tych drugich. Bawię się przednio przeczesując pustkowia dosłownie na paluszkach, uważając żeby nie zwrócić na siebie uwagi ludzi czy zwierząt chcących odstrzelić lub odgryźć mi kawałek tyłka :] Bardzo podoba mi się pomysł braku szybkiej podróży, przed każdą dalszą wyprawą trzeba ją sobie zaplanować, dobrać odpowiednią ilość zapasów, przypominają mi się dobre czasy kiedy namiętnie łupałem w Stalkery. Brak ręcznych zapisów, choć niekiedy potrafi być frustrujący, gdy dostanie się kulkę w łeb i trzeba znów popylać przez pół mapy, też zaliczam na plus. Teraz przed przystąpieniem do walki, której da się uniknąć, lepiej się dwa razy zastanowić, czy nagroda jest warta ryzyka. Możecie się ze mną zgodzić albo nie, ale moim zdaniem wprowadzenie Survivalu do tej gry dało jej drugie, lepsze życie.

03.03.2019 11:28
adam11$13
2
odpowiedz
adam11$13
71
Phantom Thief
Image

Już mówiłem Ci jaki jest mój stosunek do przechodzenia jednej gry 20 razy w przeciągu 2 tygodni ;)

Dzisiaj prawdopodobnie skończę Kingdom Hearts 3. Została mi końcówka bonusowego świata i fabularne kreszendo na końcu. Fabuła dalej ssie, a i wiele elementów jest tak cholernie źle zaprojektowane, że dopiero teraz jakoś zacząłem na to zwracać uwagę (niemożność wyjścia do menu w trakcie walki w grze z 2019 roku #co), ale ogólnie... to całkiem dobra i niezwykle urokliwa gra.

A tak to ostatnio odkurzyłem sobie dziadka Xboxa 360 i pykam sobie w Sonic Generations i The Elder Scrolls IV: Oblivion, czyli idealne gierki do ogrywania na zasadzie "odpalasz na godzinę-dwie i niczym się nie przejmujesz".

post wyedytowany przez adam11$13 2019-03-03 11:36:57
03.03.2019 12:02
1
odpowiedz
sabaru
26
Pretorianin

Ja to ogrywam DiRT 4 ale chyba nie dam radę go skończyć. Zbyt powtarzalne trasy są.

03.03.2019 12:32
kęsik
👍
1
odpowiedz
kęsik
92
Legend
Image

Yakuza Kiwami, 77h skończone. Uff. 77h w 11 dni i koniec. Świetna gra. Krótsza niż 0, mniej zawartości ale to co jest jest wykonane tak samo wspaniale. Karaoke jakoś dużo trudniejsze jak dla mnie niż w Zero. Walka z sekretnym bossem sprawiła że prawie pada wyrzuciłem przez okno. Któreś dnia spędziłem bite 6 godzin nie robiąc nic innego tylko tłukąc Majime. No regrets. Tiger Drop OP. Teraz tylko szkoda, że następna Yakuza cholera wie kiedy wyjdzie a jak będą wydawać w kolejności takiej jak na PS4 to na Kiwami 2 poczekamy z co najmniej rok. Nie będę przecież grał w 6 nie grając w 2, 3, 4 i 5.

Catherine, 3,5h. Jezu, myślałem że zwariuje. Frustracja ogromna. Nie mogę tych puzzli. To nie dla mnie jest. Ja to bym siedział tam z godzinę i myślał jak tam wejść no ale nie można bo śmierć. Muszę jakoś przeboleć te segmenty wspinaczkowe by dotrzeć do mięska, do tego co mnie bardziej interesuje ale to może się negatywnie odbić na stanie mojej psychiki. Ale jeżeli moje pieniążki oraz mój ból i cierpienie sprawią, że dadzą Personę na PC to uznam że było warto.

Po skończeniu Yakuzy miałem wrócić do RE2, bo jeszcze nie skończone ale teraz się boję bo zapomniałem co tam się dzieje, co gdzie tam żyje jeszcze itd. Musiałbym się na nowo uczyć wszystkiego. No ale trzeba wrócić.
Z Jump Force będzie gorzej, bo do tego nie chce mi się wracać więc pewnie to sobie akurat podaruję.

post wyedytowany przez kęsik 2019-03-03 12:54:51
03.03.2019 13:37
Hydraulik333
1
odpowiedz
1 odpowiedź
Hydraulik333
8
Legionista

Jeśli chodzi o RE3 remake to boję się, że twórcy gry zrobią ją z kamerą statyczną, a nje z perspektywy TPP (wątpię natomiast żeby była w FPP).

A w tym weekendzie postanowiłem ograć 3 gry.

For honor- grałem w nią z dobry tydzień i powiem, że przez cały czas spędzony z tą grą bawię się wyśmienicie. Myślałem że z czasem mi się znudzi jednak było odwrotnie. Racja fabuła nie powala, jednak widać, że jest tylko takim treningiem postaci danej frakcji ( oprócz kampanii samurajów, ponieważ większość misji gramy tylko i wyłącznie orochim). Jednak atutem for honor jest tryb multiplayer. Podoba mi się ze każda postać jest różna od siebie.

Mario & Luigi dream team bross- ciężko mi sie wraca do tej gry przez Gameplay. Jest nudny i powtarzalny. Jednak widać, że twórcy się starają ja urozmaicić.

Xcom2- pozytywnie sie zaskoczyłem. Tak gra ma błędy jednak nadrabia pomysłami i gameplayem. Troche grafika postaci mi sie nie podoba.

I na tym chciałbym zakończyć mój komentarz.

Miłego growego weekendu :)

(Trochę wczesciej z 2 razy bardziej sie rozpisalem ale cos nie chciało mi sie zapisać komentarz. Więc nie chciałem sie męczyć tym razem)

07.03.2019 10:04
squaresofter
1
squaresofter
20
W co gracie w weekend?

gameplay.pl

Najlepiej by było, gdyby Capcom zaimplementował do remake'u RE3 trzy perspektywy prowadzenia akcji gry, czyli tpp, fpp oraz statyczne kamery.

03.03.2019 16:52
😐
1
odpowiedz
zanonimizowany784443
55
Generał
Image

Resztke weekendu przeznaczam na Just Cause 4 oraz na penetracje Metro Exodus.
Niestety JC 4 uwazam za najslabsze ogniwo w serii i prawdopodobnie ostatecznie wyleci dzis na zawsze z dysku.
Takze nie polecam tego nawet za 5 zlotych, szkoda zasobow pradu, czasu i wspomnianej piatki.
Natomiast Metro to najprawdziwsza rozkosz od czasu ostatniego Stalkera.
To tak na szybko.

post wyedytowany przez zanonimizowany784443 2019-03-03 16:54:28
Dodaj swój komentarz
Wszystkie Komentarze