Dragon Age: Cesarstwo masek - Froszti - 11 listopada 2019

Dragon Age: Cesarstwo masek

Państwo gdzie każdy nosi maskę, za którą skrywa swoje prawdziwe oblicze, zarówno to fizyczne, jak i duchowe. Ziemie, na których elfy nie są darzone zbyt wielkim szacunkiem i nie mają tutaj nazbyt lekkiego życia. Miejsce, gdzie rozgrywana jest nieustanna gra polityczna, a otrucia i zabójstwa na zlecenie są czymś naturalnym. Tak właśnie wygląda Cesarstwo Orlais, największa i najbardziej wpływowa kraina w całym Thedas.

Na cesarskim tronie już od pewnego czasu zasiada Celene osoba, która od małego miała do czynienia z dworskimi intrygami i walkami o władzę. Głównie dzięki temu i pomocy doskonałych nauczycieli stała się prawdziwą mistrzynią politycznej gry, w której znaczenie ma każde wypowiedziane słowa i każdy niekontrolowany gest. Nawet najmniejsza chwila słabości lub nieuwagi może prowadzić do utraty władzy albo życia. Jak do tej pory udaje się jej rządzić bez większych problemów, umiejętnie lawirując pomiędzy wszystkimi potrzebami szlachty. W razie jakichkolwiek problemów może liczyć na dwójkę swoich wiernych poddanych. Jednym z nich jest cesarski czempion sir Michel, gotowy w każdym momencie stanąć w obronie władczyni. Drugą osobą jest elfia służka Briala, która jest dla cesarzowej zarówno garderobianą, świetnie wyszkolonym skrytobójczą, jak i szpiegiem oraz kochanką. To właśnie za jej sprawą władczyni z coraz większą pobłażliwością patrzy na ową rasę, wywołując pomruki niezadowolenia pośród szlachetnie urodzonych. Jednym z nich jest książę Gaspard, który widząc pewną słabość cesarzowej, postanawia je wykorzystać i zdobyć tron dla siebie. Punktem zwrotnym całego planu jest bunt elfów w jednym z cesarskich miast. Celene wyrusza na czele swojego wojska, aby krwawo rozprawić się z rebelią, jednoznacznie pokazując wszystkim, że w każdej chwili jest gotowa wymordować elfy. Wszystko to okazuje się misternie przygotowaną pułapką, mającą na celu osłabienie jej siły militarnej i pozbawienie jej głowy. Jednak ten, kto raz zakosztował władzy, tak łatwo jej nie odda. Na cesarzową czekają liczne przeciwności, które musi pokonać w gronie bliskich sobie osób, aby ponownie objąć pełnie władzy. Będzie ona gotowa poświęcić nawet swoich towarzyszy i sięgnąć do starej dawno zapomnianej elfiej magii, która zdecydowanie nie powinna być na nowo odkryta.

Mamy tutaj do czynienia z zupełnie innym dziełem niż przyzwyczaiły nas do tego wcześniejsze pozycje książkowe z uniwersum Dragon Age. Patrick Weekes ma zupełnie inny styl pisania i inny pomysł na otoczkę fabularną niż David Gaider. Twórca scenariusza do gry, bardziej skupiał się na dynamice wydarzeń, rozbudowanych dialogach pomiędzy bohaterami, ich przemianie wraz z rozwojem fabuły i bardzo oszczędnych opisach otoczenia. W przypadku Weekesa jest zupełnie inaczej, już od samego początku książki widzimy, że autor nie ma zamiaru być oszczędnym w słowach, jeśli chodzi o oddanie czytelnikowi wyglądu otoczenia, w którym dzieje się akcja. Opisy są bardzo rozbudowane i szczegółowe, momentami sprawiając wrażenie aż nadto rozbudowanych, mogących powodować u niektórych odbiorców delikatnie wyczuwalną nutkę nudy. Pierwsza połowa książki to głównie obraz polityki, knowań, zawiązywania się spisków, odkrywania niebezpiecznych tajemnic i przygotowań do bardziej dynamicznej drugiej części dzieła. Weekes ma również zupełnie inny pomysł na prowadzenie dialogów. Każda zaprezentowana tutaj rozmowa jest dobrze przemyślana, a każde wypowiadane słowo ma na celu wywołanie określonej emocji u konkretnej postaci biorącej udział w konwersacji.

Silną stroną książki są występujące w niej postacie, które są mocno niejednoznaczne i bardzo trudne do określenia w kategoriach „dobra i zła”. Cesarski rycerz skrywający tajemnicę swojej przeszłości i gotowy splamić swój honor, aby tylko utrzymać swoje dzieciństwo nieodkryte przed innymi. Briala wiernie służąca cesarzowej, będąca na każdej jej skinienie, ale starająca się wywrzeć również na nią pewien wpływ i wykorzystać do swoich celów. Książę Gaspard będący żądny władzy i gotowy nie tylko przeciwstawić się swojej władczyni, ale nawet wywołać bratobójczą wojnę, w której ofiarami będę głównie niewinny obywatele cesarstwa. Władczyni Celene Valmont, niebywale przebiegła osoba, która umiejętnie wykorzystuje wszystkich swoich poddanych, rozgrywając nimi wybitną partię szachów. Jest ona na tyle enigmatyczna, że trudno jednoznacznie powiedzieć co tak naprawdę myśli i jakie są jej plany. Czy rzeczywiście chce ulżyć losowi elfów, czy tylko jest to jej przebiegły plan, aby później wykorzystać tę rasę do swoich celów?

Jeśli zaś chodzi o same elfy, które odgrywają swoją rolę w scenariuszu, są one potraktowane przez autora odrobinę zbyt płytko. Mógł się on pokusić o pokazanie większego tragizmu tej rasy, która jest tutaj pomiędzy przysłowiowym młotem a kowadłem. Obrywa się im tutaj dosłownie z każdej możliwej strony, zarówno od możnowładców (i raczej nie zmieniłoby się to niezależnie kto siedzi na tronie), jak i od zwykłych ludzi, a nawet od przedstawicieli własnej rasy, jeśli tylko są członkami innego klanu.

Kolejną, ale naprawdę bardzo malutką łyżką dziegciu, którą można odnaleźć w książce, są bardziej dynamiczne momenty historii. Walki są z pozoru dobrze napisane: potyczki z zarówno z ludzkimi, jak i nadnaturalnymi przeciwnikami; chwile słabości konkretnych postacie wymuszające wykrzesanie z siebie dodatkowej siły; magia; rycerski oręż i lejąca się krew. Niby wszystko jest na swoim miejscu, a jednak walki w niektórych momentach wydaje się dość płytkie i bardzo przewidywalne. Na całe szczęście fragmentów takich jest bardzo mało i można policzyć je na placach jednej dłoni.

Bardzo trudno mi jednoznacznie ocenić książkę, biorąc pod uwagę jej przynależność do literackiej serii Dragon Age. Klimat uniwersum (przynajmniej jeśli chodzi o dwie pierwszy gry) jest tutaj na tyle nikły, że gdyby nie tytuł na okładce i dosłownie dwa albo trzy momenty w całym dziele, to kompletnie zapomniałbym, że mam do czynienia z dziełem, którego prekursorem była ceniona gra wideo. Sam nie wiem, czy jest to wada tej pozycji, czy może właśnie ogromna zaleta, sprawiająca, że mamy tutaj do czynienia ze zadecydowanie najlepiej napisaną i najprzyjemniej czytającą się książką z serii DA. Patrick Weekes stworzył dzieło, które śmiało można nazwać bardzo dobrą i przemyślaną powieścią fantasy, która powinna się spodobać szerokiemu gronu miłośników tego gatunku. Jest to również książka będąca świetnym wstępniakiem do gry Dragon Age Inkwizycja, pozwalająca poznać większość zawiłości Cesarstwa Orlais.

Radosław Frosztęga

Froszti
11 listopada 2019 - 10:31

Komentarze Czytelników

Dodaj swój komentarz
Wszystkie Komentarze
11.11.2019 15:41
Lou
Lou
3
Junior

"Bardzo trudno mi jednoznacznie ocenić książkę, biorąc pod uwagę jej przynależność do literackiej serii Dragon Age. Klimat uniwersum (przynajmniej jeśli chodzi o dwie pierwszy gry) jest tutaj na tyle nikły, że gdyby nie tytuł na okładce i dosłownie dwa albo trzy momenty w całym dziele, to kompletnie zapomniałbym, że mam do czynienia z dziełem, którego prekursorem była ceniona gra wideo."

Cesarstwo Masek jest częścią Dragon Age Inquisition. Rozbudowuje lore gry i bardzo nawiązuje do jednego z głównych questów. Wypadałoby jednak aby recenzent miał świadomość z jaką książką ma do czynienia.

11.11.2019 15:44
konewko01
odpowiedz
konewko01
5
Generał

Państwo, w którym każdy nosi maskę, za którą skrywa swoje prawdziwe oblicze, zarówno to fizyczne, jak i duchowe. Kraina, w której nauka i sztuka stoją na dość wysokim poziomie i są sowicie wspierane pieniężnie przez lokalnych możnowładców. Ziemie, na których elfy nie są darzone zbyt wielkim szacunkiem i nie mają tutaj nazbyt lekkiego życia. Miejsce, gdzie każdy z każdym rozgrywa pewnego rodzaju grę, w której pionkami na szachownicy mogą być obywatele, jak i ziemie. Terytorium, w którym otrucia, zabójstwa na zlecenie i morderstwa polityczne, są na porządku dziennym.

To przeszło przez jakąś korektę czy heja, byle do przodu? Teksty na gameplay to trzy poziomy niżej niż newsy na golu.

post wyedytowany przez konewko01 2019-11-11 15:45:59