Recenzja: Nasz Cud #1-#5 - Froszti - 25 maja 2020

Recenzja: Nasz Cud #1-#5

Szkolna codzienność, problemy dorastających nastolatków, kiełkująca miłość kontra reinkarnacja, magia, intrygi, spiski i próby zabójstwa. Dosyć nietypowa mieszanka, która na dodatek staje się podstawą niezłej opowieści fantasy, która może wielu miłośników mang z gatunku josei naprawdę mocno zaskoczyć.

Harusumi Minami – z pozoru zwykły japoński nastolatek, który rozpoczyna właśnie naukę w gimnazjum. Jest jednak jedna dosyć istotna rzecz, która wyróżnia go z tłumu rówieśników. Odkąd tylko pamięta, posiada on wspomnienia ze swojego poprzedniego życia. Reinkarnacja i pamięć wcześniejszego wcielania jest już sama w sobie dosyć specyficzna. Do tego chodzi jeszcze fakt, że był on księżniczką Veroniką, następczynią tronu magicznego królestwa Zerestrii. Jak łatwo można się domyślić, rozpowiadanie tego typu rzeczy, raczej nie przysparza mu zbyt wielu przyjaciół. Większość rówieśników traktuje go jako odmieńca i dziwaka, na którym można się „wyżyć”. Jedyną osobą, której jego historia kompletnie nie przeszkadza jest Kamioka, dziewczyna akceptująca go takim, jakim jest. Mija czas, gimnazjalne realia zamieniają się w życie nastolatka w szkole średniej. Wspomnienia poprzedniej egzystencji ciągle w nim buzują, jednak stara się on to ukrywać przed społeczeństwem, pragnąć o tym wszystkim zapomnieć. Punktem zwrotnym dla całego jego życia stanie się pewien epizod, w którym starsi uczniowie będą chcieli mu dać „nauczkę”. Chłopak w swojej obronie użyje magii znanej tylko członkom rodziny królewskiej, która teoretycznie nie powinna istnieć w tym świecie. Drzemiąca w nim dusza pięknej księżniczki Veroniki daje o sobie znać, wywołując lawinę kolejnych wydarzeń. Szybko okazuje się, że szkolni koledzy również przypominają sobie wcześniejsze wcielania. Kolejni nastolatkowi okazują się reinkarnacjami osób, które przebywały na zamku wraz ze wspomnianą arystokratką w momencie, kiedy został on zaatakowany przez siły „sojusznika” (gdzie wszyscy zginęli). Grupa młodych osób musi poradzić więc sobie z uporządkowaniem dwóch osobowości w jednym ciele, jednocześnie próbując odkryć prawdę, kto jest przyjacielem a kto wrogiem (tym bardziej że rozpoczęty konflikt z innego świata przenosi się do współczesnych realiów).

Fabuła brzmi dosyć zawile i mocno specyficznie? Dokładnie taka jest, bardzo trudno tutaj po lekturze pierwszych tomików określić, z czym ma się tutaj do czynienia. Szkolny dramat z masą nastoletnich problemów egzystencjalnych i kiełkującą gdzieś w tle pierwszą miłością? Psychologiczna manga, w której zawiłe postacie odkrywają stopniowo przed czytelnikiem swoje wnętrze? Nietuzinkowe fantasy, w którym intrygi, spiski, próby zabójstw i ciągle poszukiwanie ukrytej prawdy, jest na porządku dziennym? W zasadzie każdy wymieniony aspekt historii jest tutaj dosyć mocno wyczuwalny, tworząc specyficzną, ale też całkiem interesującą mieszankę.

Główną osią fabularną, jest tutaj próba okrycia prawdy na temat zdrady, w wyniku której śmierć poniosła księżniczka i spora grupa ludzi znajdujących się wraz z nią na zamku. Wątek ten już w drugim tomie staje się głównym i najważniejszym aspektem dzieła. To jednak zdecydowanie nie wszystko, co ma do zaoferowania tytuł. Świetnym pomysłem autorki było przedstawienie płynnego przenikania się granic obu światów. Mowa tutaj zarówno o magii, jak i postaciach, które starają się pogodzić dwie różne egzystencje. W jednym świecie byli sługą i panem - tutaj są parą, tam byli wrogami - tutaj przyjaciółmi, w Zerestrii ktoś był giermkiem zakochanym w pięknej niewiaście - w naszym świcie role i płcie się odwracają. Istny galimatias buzujących emocji, do którego dochodzą coraz liczniejsze (od trzeciego tomu) retrospekcje, które mają ogromny wpływ na postrzeganie całej historii i szybko postępująca akcja. Początkowo może wydawać się to jednym wielkim chaosem, w którym bardzo łatwo się pogubić, jeśli nie śledzi się historii z należytą uwagą. Na całe szczęście szybko można się przekonać o tym, że Natsuo Kumeta doskonale potrafi kreślić całą zawiłą opowieść i przedstawiać ją czytelnikowi w naprawdę przejrzystej i mocno treściwej formie. Przekłada się to na naprawdę horrendalną ilość słowa pisanego. Każda kolejna plansza mangi to istna ściana tekstu, dzięki której czytelnik poznaje zawiłości całej historii i stopniowo odkrywa jej smaczki.

Wiele dobrego można napisać również na temat samych bohaterów. Postacie są różnorodne, świetnie nakreślone (stopniowo każdej poświęcony jest odpowiedni fragment dzieła), co najbardziej uwidacznia się w ich relacjach między nimi. Pomimo tego, że mamy tutaj do czynienia z grupą nastolatków, zachowują się oni nad wyraz dojrzale i są świadomi skutków swoich działań (infantylność postaci jest problemem w wielu innych tytułach tego typu).

O ile fabularnie jest lepiej niż dobrze, to już w kwestii oprawy graficznej nie można być takim wielkim entuzjastą. Kreska od samego początku jest bardzo prosta, co samo w sobie nie jest wielkim problemem, szczególnie w pozycjach gdzie najważniejszą rolę ogrywa scenariusz. Tutaj jednak owa „prostota” ma ogromny wpływ na wizualny aspekt wyglądu bohaterów. Spore grono obsady wygląda bardzo podobnie do siebie. Jakby tego było mało, artystka ma manierę umieszczania wielu kadrów na jednej stronie, gdzie gadające głowy wypluwają z siebie kolejne solidne porcje tekstu. Początkowo naprawdę trudno połapać się tym, kto jest kim i często można jedynie wywnioskować to na podstawie przeczytanych dialogów. Na temat teł nie ma większego sensu się tutaj rozpisywać, bo w zasadzie ich tutaj prawie w ogóle nie ma. Jedno jest pewnie, nie jest pozycja, którą wybiera się dla pięknych rysunków.

Na temat rodzimego wydania nie można napisać nic innego jak tylko „bardzo dobre”. Poprawne tłumaczenie (co jest dużą zaletą, biorąc pod uwagę ilość słowa pisanego), wyrazista czcionka, ładne i przyciągające uwagę obwoluty.

Nasz Cud to naprawdę mocno fabularnie rozbudowana manga z pogranicza fantasy, która raczej powinna zainteresować bardziej dojrzałego czytelnika, dla którego liczą się intrygi i zawiłości historii niż sama widowiskowa akcja. Pozycja zaliczana jest do grona komiksów josei, która powinna przypaść do gustu płci pięknej, nie oznacza to jednak, że „męskie” grono fanów mangi nie może po niego sięgnąć, szczególnie jeśli szuka czegoś nietuzinkowego.

Wciągająca zawiła historia z dosyć przeciętną oprawą graficzną.

Radosław Frosztęga


Egzemplarz do recenzji dostarczyło wydawnictwo Waneko.

 


Froszti
25 maja 2020 - 11:39

Komentarze Czytelników

Dodaj swój komentarz