Recenzja: Harleen - Froszti - 3 lipca 2020

Recenzja: Harleen

Harley Quinn i Joker to dwójka postaci, których raczej nie trzeba nikomu przedstawiać. Na przestrzeni lat relacje owej pary zostały zaprezentowane w najróżniejszych formach, prawie zawsze jednak ukazując destrukcyjny charakter związku. Pora więc na coś innego, jak na przykład uwspółcześniona wersja klasyki „Romeo i Julia”, gdzie „miłość” staje się początkiem szaleństwa.

Najprościej można byłoby określić komiks jako historię o Harley Quinn. Bohaterce, która ostatecznie wychodzi z cienia swojego „partnera” i zaczyna coraz mocniej błyszczeć jako niezależna, wyrazista gwiazda ze stajni DC Comics. Takie potraktowanie zamieszczonej tutaj fabuły, byłoby jednak nazbyt płytkie, szczególnie biorąc pod uwagę złożoność treści, którą ma do zaoferowania ta pozycja.

Zacznijmy jednak od samego początku momentu, kiedy to młoda obiecująca pani doktor psychiatrii Harleen Quinzel (zwana pośród znajomych Harley – powód takie ksywki jest wyjaśniony w albumie), mocno interesuje się spaczonymi umysłami przestępców. Wierzy ona, że dzięki jej badaniom, powstanie innowacyjna metoda leczenia, która wyeliminuje aspołeczne zachowania takich jednostek. Jej pomysł jest na tyle intrygujący, że otrzymuje ona grand na badania, które będzie mogła przeprowadzać w placówce „Azyl Arkham” miejscu, gdzie mrok czai się na każdym kroku, a szaleństwo dosłownie wyczuwalne jest w powietrzu. To właśnie tam, spaczone umysły jej pacjentów, mają stać się początkiem nowej ery psychiatrii. Jednym z obiektów badań, jest on – „Joker”. Szalony przestępca, który już wcześniej stanął na jej drodze i to właśnie wtedy narodziła się pomiędzy nimi pewna nierozerwalna „nić”. Coś, co balansuje na cienkiej granicy „miłości od pierwszego widzenia” i „niebezpiecznej obsesji”.

Z każdą kolejną pochłanianą stroną dzieła, czytelnik widzi ewolucję doktor Quinzel zarówno pod względem psychicznym, jak i później fizycznym. Lekarka powoli daje się opętać „szalonemu uczuciu”, które przemienia ją w dobrze znaną fanom szeroko pojętej popkultury antybohaterkę, ukazaną przez liczne komiksy, której bardzo daleko do psychicznej stabilizacji. Relacja na linii lekarz-pacjent, ulega tutaj tak znaczącym perturbacją, że w pewnym momencie trudno stwierdzić, kto tak naprawdę jest tutaj obiektem badań. Deprawacja umysłowa postępuje z każą kolejną sceną coraz mocniej, dając początek nowemu obliczu zbrodni.

Wątek ten zaprezentowany jest naprawdę ciekawie i w wielu swoich aspektach mocno niesztampowo. Nie stanowi on jednak jedynego elementu komiksu, który warty jest uwagi odbiorcy. Stjepan Šejic stara się również w intrygujący i wielowymiarowy sposób zaprezentować fanom postać Jokera. Pytaniem otwartym pozostaje czy mamy tutaj do czynienia z osobą, która w wyniku swojej przeszłości i traumy przemieniła się w „antybohatera”, który zachował jednak w sobie cząstkę ludzkiej duszy (którą może wydobyć na światło dzienne silne uczucie miłości). Czy też może jest to przebiegły socjopata, który umiejętnie się maskuje i stara się wykorzystać każda nadarzającą się okazję do realizacji swojego pokręconego planu, nawet wykorzystując zakochaną w nim kobietę.

Trzecim ciekawym elementem komiksu, który co prawda nie jest tutaj nazbyt mocno rozbudowany, jednak i tak stanowi łakomy fabularny kąsek, jest obraz Gotham. „Miasta Potworów”, które prędzej czy później przeżuje każdego mieszkańca, doprowadzając go do sytuacji, w której przekroczy on granice „prawa”. Wątek mrocznej metropolii i jej problemów nie jest pokazany z perspektywy Batmana (którego jest tutaj tyle, co nietoperz napłakał), ale stróżów prawa, którzy zaczynają mieć dość niewydolnego systemu i chcą raz na zawsze pozbyć się zbrodniczego balastu miasta.

Trzy dosyć ważne i świetnie zaprezentowane wątki, zaciekawią spore grono odbiorców. Cała zaserwowana tutaj akcja nie jest jednak jednym wielkim dynamicznym ciągiem wydarzeń. Należy przygotować się na liczne i mocno rozbudowane przemyślenia głównej bohaterki, które mogą co niektórych czytelników odrobinę znużyć.

Jeśli chodzi o „szaleństwo” komiksu, podkreślane jest ono tutaj nie tylko przez fabułę, ale również ciekawy sposób kadrowania poszczególnych plansz. Wiąże się to również z genialną oprawą graficzną, która pokazuje, że chorwacki artysta należy do grona najlepszych w swoich fachu. Wyrazista stylistyka zarówno przy projektowaniu postaci (szczególnie ekspresja twarzy), jak i teł uzupełniona jest tutaj nutką „artystycznej” niesztampowości (najbardziej widocznej w doborze palety kolorów). Oczywiście znajdzie się tutaj kilka prac, które ostro będą kolidować z obrazami innych komiksowych twórców (szczególnie jeśli chodzi o wizję wyglądu Jokera). Należy jednak pamiętać o tym, że Šejic stara się ukazać tego antybohatera oczami głównej bohaterki, która nie widzi w nim potwora.

Komiks Harleen jest zdecydowanie wart poznania, nie tylko przez wielkich fanów DC Comis, ale również czytelników, którzy szukają czegoś z szeroko pojętej popkultury, co zapewni im chwilę relaksu i rozrywki przy jednoczesnym zaserwowaniu bardziej poważanych i skłaniających do refleksji treści.

Szalony i momentami mocno wypatrzony komiksowy obraz „miłości”, który pochłania czytelnika w swój zwariowany emocjonalny świat

Froszti
3 lipca 2020 - 11:02

Komentarze Czytelników

Dodaj swój komentarz