Max Payne 3 - wrażenia z trybu multiplayer - DogGhost - 10 czerwca 2012

Max Payne 3 - wrażenia z trybu multiplayer

Dla większości fanów poprzednich odsłon serii Max Payne tryb multiplayer w trzeciej części stanowi jedynie ciekawostkę, nieistotny dodatek do kampanii dla pojedynczego gracza. Szczerze mówiąc, początkowo myślałem podobnie, ale wszystko zmieniło się, gdy zobaczyłem pierwsze gameplaye z konsolowej wersji. Odniosłem wrażenie, że sieciowa rozgrywka w produkcji studia Rockstar ma naprawdę duży potencjał. Teraz, gdy mam na koncie przeszło 15 godzin zabawy z innymi graczami i osiemnasty poziom doświadczenia, postanowiłem podzielić się z Wami moimi wrażeniami. Jeżeli wciąż wahacie się nad zakupem pecetowej wersji tego tytułu lub chcielibyście przedstawić własną opinię odnośnie rozgrywki wieloosobowej w grze Max Payne 3, to zapraszam do dalszej lektury…

Na wstępie zaznaczam, że nie mam zamiaru omawiać w tym miejscu podstaw w postaci dostępnych trybów, czy dokładnej mechaniki zabawy. Tego typu informacje możecie znaleźć w coraz liczniejszych poradnikach dostępnych w sieci.

Studio Rockstar przygotowało z myślą o początkujących graczach mecze, w których mogą brać udział postacie do 7 poziomu doświadczenia. Dzięki temu nie trafiamy od razu na głęboką wodę i mamy szansę przetestować bronie na innych nowicjuszach. Niestety, już po paru godzinach zdobywamy wystarczającą ilość PD i w efekcie zostaje zablokowany dostęp do tych rozgrywek. Obecnie, gdy nie ma jeszcze zbyt wielu doświadczonych graczy, nie stanowi to większego problemu. Obawiam się jednak, że po nabiciu 50 poziomu przez większą liczbę użytkowników, osoby w okolicach 10-15 poziomu będą dostawać straszne baty. Powodem tego jest odblokowywany z czasem coraz silniejszy sprzęt, większy dopuszczalny ciężar wyposażenia itd.

Nie zmienia to jednak faktu, że cały system rozwoju postaci jest bardzo atrakcyjny i motywuje do dalszej zabawy. Wraz z nabijaniem kolejnych fragów i wykonywaniem zadań, obok naszej postaci, awansują również używane w trakcie meczy bronie. W ten sposób odblokowujemy do nich specjalne dodatki w stylu kolimatora czy powiększonego magazynku. Nie ma jednak nic za darmo – wbrew pozorom ważą one dość sporo i dlatego trzeba bardzo umiejętnie zarządzać dostępnym udźwigiem, szczególnie, jeśli zależy nam na zmieszczeniu się w kategorii lekkiego lub średniego wyposażenia, co zapewnia bonusy w postaci m.in. szybszej regeneracji zdrowia i wytrzymałości.

Oprócz klasycznych trybów Deathmatch w wersji solo i drużynowej, studio Rockstar przygotowało dwa znacznie ciekawsze: Wojny gangów i Payne killer. Pierwszy z nich składa się z pięciu etapów połączonych ze sobą namiastką fabuły. Pierwsze cztery poziomy prezentują dość dużą różnorodność: próbujemy w nich atakować/bronić punkty kontrolne, podkładać/rozbrajać bomby, eliminować/chronić VIPa itd. Finałowa potyczka zawsze rozgrywa się w jednym z dwóch wariantów: Deathmatch lub Ocalony, w których musimy zabić określoną liczbę przeciwników, przy czym zwycięstwa w poprzednich rundach zapewniają handicap. Ogólnie rzecz biorąc Wojny gangów potrafią nieźle wciągnąć i graczom faktycznie zależy na jak najlepszym wykonywaniu poszczególnych zadań. Niestety, przeszkadza trochę niewielka liczba map.

Moim faworytem jest jednak tryb Payne killer, w którym dwójka graczy wciela się w Maksa Payne’a i Passosa, a pozostali próbują ich zlikwidować i zająć ich miejsce. Walka jest o wiele bardziej emocjonująca niż w zwykłym Deatmatchu, a eksterminacja przeciwników przez Maksa dostarcza wiele satysfakcji.

Po tych peanach na cześć trybu multiplayer przyszła pora na łyżkę dziegciu. Niestety, studio Rockstar niezbyt poradziło sobie od strony technicznej. Często zdarza się, że zapętla się w nieskończoność ekran ładowania i w końcu zdesperowani naciskamy ctrl+alt+del, nie wiedząc czy w końcu doczekamy się wczytania mapy. Z reguły po kilku minutach rozpoczyna się rozgrywka, ale czasem wracamy do menu z powodu braku odpowiedzi hosta, problemów z połączeniem i innych komunikatów o błędzie. Raz zdarzyło mi się, że w ciągu pół godziny nie udało mi się odpalić żadnego meczu i w końcu zrezygnowałem. Dzisiaj jednak, dla odmiany, wszystko było w porządku. W pewnym stopniu wina leży też po stronie graczy korzystających ze słabego sprzętu, co powoduje znaczne wydłużenie procesu wczytywania.

Drugi, znacznie istotniejszy problem, to plaga oszustów. Nie ma nic bardziej frustrującego niż nieśmiertelny przeciwnik, szczególnie w trybie Wojny gangów, którego ukończenie zajmuje do pół godziny. Świadomość, że w finałowej walce nie mamy szans wygrać odbiera całą przyjemność z zabawy. Raz zdarzyło mi się, że w ostatnim etapie zostałem tylko ja i jeden przeciwnik, którego pasek życia wskazywał na to, że powinien być martwy. Doszło między nami do wymiany ognia, trafiłem go kilkoma pociskami, ale oczywiście nie otrzymał żadnych obrażeń i mnie zabił. W efekcie cała mini-kampania poszła na marne. O inteligencji oszustów najlepiej świadczy fakt, że kiedyś w trybie Payne killer nieśmiertelny gracz wcielił się w Passosa, a w efekcie zajął dopiero trzecie miejsce. xD

W tym momencie chyba zakończę opis pierwszych wrażeń z zabawy w trybie multiplayer. Wiem, że nie omówiłem wielu kwestii, ale gdybym to zrobił, nie skończylibyście lektury w ciągu godziny. ;) Jeśli zainteresuje Was ten temat, to mogę za tydzień napisać jakieś porady dla początkujących graczy.

DogGhost
10 czerwca 2012 - 10:56