Final Fantasy VII - trochę o świecie gry [Z okazji powrotu na PC] - Cascad - 14 lipca 2012

Final Fantasy VII - trochę o świecie gry [Z okazji powrotu na PC]

Za każdym razem gdy piszę o Final Fantasy VII wydaje mi się, że wszystko zostało już powiedziane o tej grze, okazuje się jednak, że jest to prawdziwa kopalnia ciekawych zabiegów, historii i rozwiązań. Tu ciągle można coś odkryć, coś zauważyć i zinterpretować na nowo…
 

Od niedawna wiemy, że lekko odświeżona „siódemka” (z obsługą chmury, achievementami itd.) trafi na PC. Będzie to idealna okazja do ponownego poznania tego świata i zobaczenia wielu niesamowitych scen. Nie byłyby one jednak tak pamiętne gdyby nie lokacje w jakich się wydarzyły.

 


Najważniejsze jest poznanie miejsc w których rozgrywa się Final Fantasy VII. Napotkane postaci, już od samego początku będą nas prosić o pomoc w ratowaniu „Planety”. Słowo-klucz to jednak „Gaia” czyli prawdziwa nazwa tej krainy, będącej o wiele bardziej zaawansowanym technicznie światem, niż te w których umieszczane były poprzednie części Final Fantasy. Wielki postęp, wielkie miasta i wielka energia mają swe źródło w sercu ziemi, w życiodajnej energii Mako, którą wydobywa i przetwarza korporacja Shinra Electric Power Company. Spotkamy się tu z wizją społeczeństwa postindustrialnego, mieszanką sience fiction i elementów mistycznych, powiązanych z epoką wielkiego niepokoju.
 
 


Magicy ze Sqaresoftu zastosowali na samym początku gry genialny myk. Całe rozkręcanie się akcji, tona istotnych dla fabuły wydarzeń, zróżnicowany gameplay i uczucie odkrywania wielkiej tajemnicy miały miejsce w Midgar. To miasto-kolos otoczone murem, wyglądające jak wielka elektrownia, jak ciało obce w ciele planety, okazało się być zaledwie początkiem przygody. Po kilku godzinach spędzonych w tym ciemnym i stale inwigilowanym miejscu gracz trafia nagle na onieśmielająco wielką mapę świata, mapę, która z siłą pędzącego bawoła uderza w czoło mówiąc „chłopcze, jeszcze nic nie widziałeś. To dopiero początek przygody”.
 


Pierwsze co wtedy zobaczymy to trawiasta równina będąca częścią jednego z trzech kontynentów siódemki. Za stolicę całego świata należy uznać Midgar, a rolę Shinra przyrównać można do rządu światowego. Działania polegające na wyssaniu Mako z planety bardzo zaszkodziły środowisku – w mieście praktycznie nie było roślin, zaledwie kilku osobom udawało się coś wyhodować. W takim świecie postać kwiaciarki Aeris i widok dywanu kwiatów, jaki miała zarówno w odwiedzanym przez siebie kościele jak i w ogrodzie, należy odbierać bardzo symbolicznie.
 


Miasto tworzyło okrąg i zostało podzielone murami na 8 sektorów, koło każdego z nich znajdował się reaktor, a w centrum 70 piętrowa siedziba Shinry. Oczywiście wszystko to było umieszczone 50 metrów ponad ziemią, w niższych rejonach zamieszkali najbiedniejsi – miejsce to szybko przemieniło się w slumsy. W sektorze siódmym znajduje się siedziba AVALANCHE, czyli grupy będącej ruchem oporu, walczącym o życie planety. W późniejszych tworach, ukazujących wydarzenia po FF7 (Final Fantasy VII: Advent Children i Dirge of Cerberus: Final Fantasy VII), na północnych peryferiach zniszczonego Midgar tworzony jest nowy świat, nowy porządek – miasto Edge.
 


Drugim największym ośrodkiem Gai jest Junon – wojskowa baza Shinra. Symbolem tego dużego, portowego miasta (jedynego na wschodnim kontynencie) jest wielkie działo nazwane Sister Ray, które odegra ważną rolę w grze. Junon wspominam przede wszystkim ze względu na piękną defiladę, podszywanie się pod żołnierza, cudowne uliczki i resuscytację małej dziewczynki, która z przejęciem opowiada o tym jak pięknie było tu kiedyś, nim Shinra postawiła swe budowle i zasłoniła w ten sposób plaże przed słońcem.
 

 

Miejscem na jakie natrafimy jako pierwsze będzie jednak Kalm – mieścina o bardzo średniowiecznym wyglądzie, z przytulnymi domkami, karczmą i sklepami. Miejscowa ekonomia opierała się na pracy w kopalni Mythril, ta jednak została odizolowana od świata przez Sninre za pomocą gigantycznej bestii-węża. Potwora w wymowny sposób zaszlachtował nasz arcywróg - Sephiroth, w czasie swej ucieczki. Był to jeden z tych wymownych momentów w których gracz zaczynał zdawać sobie sprawę z potęgi białowłosego szaleńca.
 


Innym ważnym ośrodkiem jest Fort Condor – kryje się tu potężna Huge Materia. Poza tym gniazdo gigantycznego ptaka to potężna twierdza, w której można zabawić się w mini-RTSa odpierając atak Shinry. Z pewnością jest to klimatyczne miejsce, wyglądające ciekawie zwłaszcza z zewnątrz.
 


Farma Chocobo
z siódemki to z pozoru niewielki teren, którego największą atrakcją są żółte
kurczako-strusie biegające za ogrodzeniem – nie można jednak tak bardzo nie doceniać tego terenu. To tu dostaniemy pierwszego summona (potwór przyzywany podczas walki do pomocy drużynie) i możliwość łapania dzikich Chocobosów! Po co? Po to by wystawiać je na wyścigach, karmić i krzyżować w coraz to lepsze gatunki odznaczające się specjalnymi możliwościami, takimi jak bieganie po górach – dawało to dostęp do ukrytych miejsc. Wejście w posiadanie najpotężniejszego ataku w grze było zresztą niemożliwe bez odpowiednio wyhodowanego Chocobo.
 


Zachodni kontynent ma największe kasyno i park rozrywki jakie można spotkać w grach. Chodzi oczywiście o Gold Saucer. Zbudowana na ruinach miasta Corel budowla przypomina Las Vegas połączone z Disneylandem. Dowiadujemy się tu wielu ważnych rzeczy, poznajemy przeszłość jednorękiego Barreta (czasy gdy jeszcze kończyny mu się zgadzały) i po raz kolejny wpadamy na ślad Sephirotha. Poza tym jest to jedyne miejsce w którym gra umożliwia nam pójście na randkę, możemy się tu też zmierzyć w wielu bardziej lub mniej zręcznościowych dyscyplinach.
 


North Corel – miasto będące osadą ocalałych po katastrofie w starym Corel. Shinra miała tu plany co do budowy reaktora… Ten niestety eksplodował zostawiając po sobie szczątki, śmierć, dym i garstkę osób, która pragnie wszystko odbudować. Przygnębiająca sceneria pełna gratów i prowizorycznych mieszkań staje się miejscem bardzo interesujących zdarzeń.
 


Nie mogło w tak wielkiej grze zabraknąć letniego resortu jaki jest Costa Del Sol. To główny port zachodniego kontynentu, a także miejsce słoneczne, z plażą i możliwością kupna wielkiej willi. Dostajemy się tu po kryjomu na statku Shinry. Odprężające miejsce.
 

Rocket Town stało się centrum projektu kosmicznego Shinry to także dom Cida – nałogowego palacza, pilota, człowieka którego wielkim marzeniem było wylecieć w kosmos. Rocket Town bez przerwy żyje niepowodzeniem związanym ze startem rakiety, wiele jednak się zmienia gdy do miasta przybywa Rufus (Szef Shinra), a późniejsze wydarzenia związane z losem planety sprawią, że marzenia co niektórych się spełnią. Nie jest to co prawda baza NASA, jednak dzieją się tu niezapomniane rzeczy podkreślające wielkość siódemki.


Domy rodzinne głównych bohaterów gry, czyli Tify Lockhart i Clouda Strife znajdują się w Nibelheim. Wioska położona u podnóża góry Nibel to teren, będący centrum drastycznych scen. W wielkiej posiadłości należącej do Shinry robione były eksperymenty związane z kosmiczną formą życia Jenova i tworzeniem nadludzi. To kluczowa lokacja dla całej gry, dobitnie pokazująca o jak wielką stawkę toczy się walka. Niepokojąca okolica od początku sprawia wrażenie, że działo się w niej coś złego… Prawda jednak przerosła „oczekiwania” wszystkich. W takie góry nikt nie chciałby trafić.
 

 

W Pamięci wielu jako najchętniej odwiedzane miejsce zapisał się Cosmo Canyon. Indiański klimat, krajobraz jak w pobliżu Wielkiego Kanionu, rytmiczna muzyka, drinki i zachodzące słońce. Nazywane „Doliną spadającej gwiazdy” miasto jest największym obserwatorium astrologicznym Gai. Historia Nanakiego (dołączającego do drużyny) opowiedziana w tym miejscu jest jednym z najciekawszych momentów FF7. Co ciekawe w pierwotnym scenariuszu gry Barret obiecuje członkom AVALANCHE, że któregoś przyjadą do Cosmo Canyon świętować, choćby jeden dzień – scena ta nie znalazła się jednak w końcowej wersji siódemki.
 

 

Północny kontynent jest mocno ośnieżony i raczej niezamieszkały, znajdziemy na nim jednak Bone Village – wioskę w której odbywają się wykopaliska archeologiczne. Z tego miejsca udamy się, przez niebezpieczny las, do Forgotten Capital czyli miasta starożytnej rasy Cetra, z którą powiązanie czują zarówno Aeris jak i Sephiroth. W miejscu tym przetną się losy świata, starożytnych, kosmicznego najeźdźcy i obecnej cywilizacji. To prawdziwy katalizator wydarzeń.
 


Oczywiście Final Fantasy 7 kryje w sobie jeszcze więcej miejsc. Jest przecież Gongaga (wioska nieopodal zniszczonego reaktora), Wutai (miasto inspirowane architekturą feudalnej Japonii) i Temple of the Ancients – gigantyczna piramida skrywająca w sobie czarną materię. Wszystkie one są istotne tworząc tło dla wielkiej przygody – a o samym zwiedzaniu Midgar można bez problemu napisać tekst dwa razy większy od tego. Najważniejsze to jednak zwracać uwagę na detale i widzieć nie tylko historię Clouda i pościgu za Sephirothem. Tło też się liczy.
 

Ktoś stworzył wielką Gaie po to, by dać nam gigantyczną przygodę. Misja się udała. Od 1997 aż do dziś ciężko jest się oprzeć urokowi wspaniałej siódemki. Mam nadzieję, że tym tekstem przywołałem wspomnienia choćby garstki osób, innych odsyłając do nadrabiania zaległości.

 

PS Prawdopodobnie to nie ostatni artykuł o FF7 na tym blogu, następna część opowie o realiach i bohaterach tego świata.

Cascad
14 lipca 2012 - 09:42
Dodaj swój komentarz
Wszystkie Komentarze
14.07.2012 19:43
extinct
extinct
14
Legionista

Tak bardzo to lubię, ze chyba za chwilę odpalę mojego save'a z FF7 i będę pracował dalej nad master materiami :)

14.07.2012 21:56
maciek16180
odpowiedz
maciek16180
54
Konsul

Piękna gra, zawsze miło się o niej czyta. Ale czemu nad opisem North Corel nie ma screena z tego miejsca tylko z więzienia?

14.07.2012 22:39
odpowiedz
domzz
68
Centurion

O tak, doskonały artykuł. W końcu ktoś wziął się do roboty na GP.
Piszesz: Po kilku godzinach spędzonych w tym ciemnym i stale inwigilowanym miejscu gracz trafia nagle na onieśmielająco wielką mapę świata, mapę, która z siłą pędzącego bawoła uderza w czoło mówiąc „chłopcze, jeszcze nic nie widziałeś. To dopiero początek przygody”
Haha, miałem dokładnie tak samo, myślałem, że to już zbliża się do końca, a tu nawet jeszcze początku nie było :))
Pamiętam, że zacisnąłem zęby i zacząłem żmudną i fenomenalną przygodę. Każdy powinien zagrać w FF7.
Ta gra to był przełom, a ludzie ze SquareEnix pokazali, że są w stanie wymyślać światy i historie, które były inspiracją dla większości późniejszych gier i filmów SF.

15.07.2012 00:32
Kamikaze_man
odpowiedz
Kamikaze_man
109
Korwin zjedz mielone

Fajnie, ale na widok Cosmo Canyon mam smutne oczy ;_; W tym momencie gra mi padała i nie moglem przejsc :(

15.07.2012 00:40
CascadJazz
odpowiedz
CascadJazz
17
Pretorianin


@domzz dzięki wielkie - ech to była moja pierwsza gra na psx, więc traktuję ją szczególnie.

@maciek16180 screen jest taki, a nie inny bo potraktowałem okolice Corel jako jeden teren - podobnie jest w przypadku screenów przy Nibelhim (jest tam też mt. Nibel). :)

@Kamikaze_man to bierz się do roboty i nadrabiaj - warto, to samo extinct ;)

15.07.2012 12:27
extinct
odpowiedz
extinct
14
Legionista

@CascadJazz: wiem ; ] przeszedłem tę grę kilka (kilkanaście?) razy, ale nigdy nie udało mi się ogarnąć KOTR i master materii. Teraz mam save'a już pod koniec, gdzie od czasu do czasu sobie pofruwam, powalczę, pozdobywam. Ot tak, dla sportu :)

15.07.2012 18:07
odpowiedz
Munchhausen
26
Centurion

Aktualnie po przerwie wróciłem do ogrywania FFVI. Dobrze, że dzisiejsze RPG mają różnego rodzaju pamiętniki, bo po przerwie ciężko się połapać w fabule... Choć dla mnie ta gra nie kwalifikuje się na RPG - niby jest rozwój postaci za punkty doświadczenia, ale to nie my decydujemy o tym, w co wpakować expa. Przez te 7 godzin na liczniku nie doświadczyłem też jakiegoś wielkiego wpływu gracza na przygodę, wszystko jest liniowe do bólu. Najgorsze jest jednak to, że trzeba co kilka kroków toczyć walkę - wolałem rozwiązanie z Pokemonów, gdzie trzeba było łazić po krzakach (?), żeby spotkać przeciwnika. Ale mimo to gram dalej, bo gra ma swój urok :)

16.07.2012 12:53
CascadJazz
odpowiedz
CascadJazz
17
Pretorianin

Oczywiście, że jest to RPG :) po prostu innego rodzaju - wyznający inną szkołę niż "rób co chcesz, masz tu piaskownice i gildie". Final Fantasy VII to gra fabularna w której nie tworzenie własnej postaci, a odgrywanie wielkich losów innej jest na pierwszym miejscu. Tworzenie długich epickich wątków i niezwykłych przygód wymaga takiego "zawężenia" wyboru u gracza, jednak nie zmienia to faktu, że jest to RPG pełną gębą :)

Dodaj swój komentarz
Wszystkie Komentarze