Problem z God of War - Teoria umorzenia hejtu - Cascad - 16 lipca 2012

Problem z God of War - Teoria umorzenia hejtu


God of War to opowieść o łysym mieszkańcu Sparty, który sprzedał swą duszę bogu wojny. Ponieważ w zamian dostał nie tylko wielką siłę, ale i szaleństwo - zaczął zabijać wszystko dookoła. Tak długo aż nie padło na jego rodzinę. Następnie zabrał się za wybijanie panteonu olimpijskiego. Uroczo.
 

W zasadzie nigdy nie podzielałem przesadnie pochlebnych opinii o tej serii. Z czasem zachwyty wokół historii Kratosa zaczęły mnie tak drażnić, że musiałem stanąć w opozycji do tego płytkiego światka. Nie lubiłem God of War'ów tak bardzo i przez tak długi czas, że w końcu coś mi się przestawiło i teraz patrzę na nie dużo bardziej przychylnym okiem. Zacząłem nawet popierać ten koncept.


Czasem to się zdarza: hate/hejt czyli przerysowana nienawiść będąca solą Internetu (w zasadzie to jego główny składnik) przemija. Tak po prostu jest i każdy w końcu się przełamuje i zaczyna próbować gier, które mu nie podeszły, których nie lubi, które są dla niego synonimem czegoś źle zaprojektowanego. Inteligentni ludzie wiedzą, że pewnych rzeczy wypada spróbować parę razy, nawet jeśli za pierwszym i drugim nie smakują.
 

Na pewno jednym z głównych powodów sukcesu God of War jest Kratos. Wrzeszczący, łysy troglodyta potrafiący wywijać ostrzem na łańcuchu ma fajny czerwony zygzak na sobie i skórę białą od popiołów. A-ha. Chodzi w swych sandałach po świątyniach, ruinach i pustkowiach w brutalny sposób mordując wszystko co się nawinie. Używa do tego standardowego lekkiego i mocnego ataku, skoku i chwytu… Można się też turlać. Nic nowego prawda? Zagadki logiczne to banał, czas przejścia króciutki i tak sobie człowiek naparza kulanie po ziemi i mini-combo od początku do końca gry. I nawet jest z tego zadowolony.
 


Niby mamy tu więc zajechaną i zmęczoną, nie mogącą się bronić standardową grę z bezsensowną fabułą, którą ludzie w jakimś masońskim spisku wznieśli na piedestał. Myślałem tak przez długi czas, aż nie pojawiły się u mnie pierwsze syndromy zjawiska „umorzenia hejtu” – czyli czegoś w stylu odwróconego syndromu sztokholmskiego. W tym przypadku to ofiara (God of War) zaczyna nagle być lubiana przez porywacza (czyli przeze mnie).


Po wieloletnim czasie żywienia hejtu (fani czystości językowej pewnie mnie zjedzą za tak podłe makaronizmy) nagle zaczęły wracać wspomnienia. Okazało się God of War 1 był właściwie pierwszą grą utrzymaną w takim stylu i stanowiącą udaną alternatywę dla tych, którym w Prince of Persia: Sands of Time było za dużo myślenia, a w Devil May Cry za dużo trudnej walki. To tu po raz pierwszy od dawna pojawili się tak wielcy bossowie i tak brutalne wykończenia… Poza tym GoW miał sporo pomysłów – kanon Boga Wojny dopiero zaczął powstawać. Kontynuacja jechała już na sprawdzonym szkielecie, była krótsza i zdecydowanie zaczęła tracić kontakt z fabułą (robiło się już byle co, byle odpalić sekwencję QTE i wykłuć komuś oczy) - tylko jak można jej tego nie wybaczyć skoro osiągnięto, a moim zdaniem przekroczono, szczyt możliwości PlayStation 2 już na samym wstępie witając gracza niesamowitą walką z Kolosem z Rodos. Część trzecia to przeskok na PS3 i niby wszystkie efekty i skala wydarzeń w niej oszałamiają, jednak na dnie swej brodatej duszy, Kratos wciąż był pamperkiem do wciskania kwadratu i trójkąta na przemian, eliminując definitywnie pozbawionych inteligencji przeciwników. Nic nowego, ale jak się ruszało.
 


Tu się wskoczy, tam pobije, kupi nowe combo, spróbuje innej broni – wszystko w God of War jest proste ale zrobione z dźwiękiem wysokiej jakości, grafiką wysokiej jakości i bardzo dopracowanymi momentami w których wypada zrobić „wow”. Gdybym miał teraz oceniać tą trylogię to dałbym kolejno: 9, 8 i 7 (oczywiście "na dziesięć") i to z czystym sumieniem. Twórcy zbyt mocno odwołują się do mej słabości do bohaterów-barbarzyńców, znajomości mitologii greckiej (podświadomie bardziej lubimy to co znamy), do gier opartych na walce i do zwiedzania nowych lokacji. Gdybym tego w jakiś sposób nie polubił to działałbym niespójnie, wbrew sobie.
 


Po pewnym czasie po prostu łapie się dystans do mechanizmów i rozwiązań, które uważamy za głupie. Trzeba tylko znaleźć w sobie ten moment i odkryć, że zarówno gry, które kochamy jak i te do których nie jesteśmy przekonani są najczęściej w równym stopniu przepełnione idiotyzmami i można się o nie kłócić w kółko. Stan tej Nirvany gracza to po prostu umorzenie hejtu, skupienie się na plusach, nie na jęczeniu. Przecież:
 

Mass Effect zamknął cały wszechświat w korytarzach Unreal Engine 3 czyniąc arcywroga lewitującymi robo-robalami.

Diablo to klik-klik bez przerwy. Final Fantasy to walka w której raz ja zadaję szlag, raz przeciwnik.

W Assassin’s Creed II skaczemy z sufitu na papieża w Watykanie, urządzając sobie potem pogawędkę z kosmitami. Poza tym walka polega na staniu w miejscu i czekaniu.

Wystarczy przemalować samochód, by zgubić pościg w GTA.

Mario po zjedzeniu grzyba strzela kulkami i zmienia kolor kalesonów.

Do zagrodzenia drogi w Pokemonach wystarczy śpiący Snorlax/drzewko.

Resident Evil uniemożliwia chodzenie i strzelanie.
 

I tak dalej, do nieskończoności... Jak widać gracze potrafią wybaczać naprawdę wielkie rzeczy. To z pewnością ich (nasz!) największy plus. 



PS Czy wam też się zdarzyło nie lubić jakiejś gry i po pewnym czasie odkryć, że jest naprawdę ciekawa i warta waszego czasu?

Cascad
16 lipca 2012 - 09:20

Komentarze Czytelników

Dodaj swój komentarz
Wszystkie Komentarze
16.07.2012 13:57
Mortanius
69
Pretorianin

Ja do niedawna byłem bardzo uprzedzony do wszelkiej maści gier stworzonych w Japonii, bez względu na gatunek. Po prostu wychodziłem z założenia, że jeśli coś powstało w tym kraju, po prostu musi być dziwne i nie do przetrawienia dla graczy z reszty świata. Trzy lata temu udało mi się zagrać w Shadow of the Colossus i od tej pory całkowicie zmieniłem swoje nastawienie - od tamtego czasu ukończyłem Ico, Demon's Souls, Resident Evil 4 & 5 i wszystkie części Devil May Cry. Jakkolwiek wciąż nie mogę się przekonać do jrpgów to całkowicie zmieniłem zdanie - Japończycy umieją tworzyć wspaniałe produkcje i tylko szkoda że odkryłem to tak późno, tym samym omijając wiele wspaniałych pozycji (szczególnie żal mi serii Legend of Zelda i Metroid)

16.07.2012 15:53
odpowiedz
ciopaka
40
Chorąży

Kiedyś nienawidziłem i unikałem jak ognia Newerwinter Nights 1 , pamiętam że kupiłem ją po premierze o była wtedy dla mnie za trudna (14 lat miałem chyba) i tak się do niej zraziłem że odkurzyłem sobie ją z rok temu i tak mnie wciągnęła że skończyłem 1 jak i NWN 2 wraz z dodatkami nie odrywając się od monitora . Dlatego żywiecie hejtu choć może trochę niefortunne to wyrażenie nie jest mi obcym uczuciem :P

16.07.2012 16:14
malyb89
👍
odpowiedz
malyb89
156
Demigod

HMmm. miałem taki hejt do Red Dead Redemption, o czym dałem znać w jakimś wątku. Krzyczałem wtedy, że jak to możliwe, że RDR jest grą roku, a nie coś innego. Podchodziłem do tego chyba ze 4 razy. Za piątym nie wychodziłem przez wakacje z domu. :)

Druga gierka to The Darkness do którego również ni byłem przekonany przeszdłem kawałek, ale jak wyłączyłem to nie włączyłem do teraz :). Gra widać wyśmienita, co zresztą mówią opinie i recenzje, ale po prostu nie czułem dalszej satysfakcji :)

Halo 3- pograłem 5 minut i wyłączyłem :)

Martanius -> japońskie gry to jedne z najlepszych, ale turowych jrpg też nie zdzierżę :)

16.07.2012 16:17
odpowiedz
zanonimizowany187303
65
Senator

Kontynuacja jechała już na sprawdzonym szkielecie, była krótsza i zdecydowanie zaczęła tracić kontakt z fabułą

Krótsza? No way.
Tracić kontakt z fabułą? Tutaj zdania mogą być podzielone. Ja jako miłośnik serii, dwójkę stawiam na pierwszym miejscu, jeżeli chodzi o fabułę i całokształt. Dla mnie jest to sequel doskonały.

Cieszy natomiast fakt, że przekonałeś się do tej serii. Pod względem rozmachu, brutalności, walk z bossami, jest to bez wątpienia kamień milowy w elektronicznej rozrywce, obok którego nie powinniśmy przechodzić obojętnie.

edit: Ja z kolei nie mogłem się oswoić serią Mass Effect. Po gejmplejach, materiałach promocyjnych, w moich oczach to była zwykła strzelanka TPP + system rozmów. Zacząłem grać i zostałem pochłonięty do reszty.

16.07.2012 16:45
😈
odpowiedz
Persecuted
91
Senator

IMO na początek trzeba zrobić rozróżnienie. "Hejt" to nie to samo co zwykła niechęć do danej gry. Awersja ma podłoże faktyczne (czyli mamy swoje argumenty, potrafimy dowieść dlaczego coś jest bee), natomiast "hejt" to esencja czystej nienawiści. Nie lubię czegoś bo tak, sam nie wiem czemu ale nie lubię i już. Zazwyczaj jest to podyktowane zwykła zawiścią i podłością. Np. Jakaś gra nie wyszła na moją platformę = "hejt". Gra wygląda lepiej na innej (niż moja) platformie = "hejt" itd.

Z tego względu mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że "hejt" jest mi obecnie obcy. Może z 10 lat temu jak byłem gówniarzem, ale teraz już nie. Jasne że wielu gier nie lubię, ale ma to swoje różne przyczyny i podstawy, które jestem w stanie uzasadnić.

Wielu ludzi tego podziału nie rozumie. Dla nich każdy przejaw niechęci to tylko i wyłącznie "hejt". Nie możesz krytykować NICZEGO, bo od razu przypinają Ci łatkę "hejtera", trolla i ogólnie osoby niegodnej uwagi. Z drugiej strony warto zauważyć, że jest to wybieg stosowany głównie przez "fanboyów", którzy nie radzą sobie z "obroną" swojego bożyszcza (bo w gruncie rzeczy oni są taką odwrotnością "hejterów". "Hejter" nienawidzi dla samej nienawiści, a "fanboy" kocha dla samej miłości ;d. I Żadna ze stron nie bardzo ma argumenty, by swoje zapatrywania jakoś zracjonalizować). A jak świat światem, zawsze gdy komuś brakuje rzeczowych argumentów, stara się zdyskredytować oponenta... Przykład? Kazus Diablo III ;).

16.07.2012 18:11
CascadJazz
odpowiedz
CascadJazz
17
Pretorianin

@malyb89, oj oj ja wpadłem w RDR już od samego początku - burza na prerii mnie zniszczyła, i te krajobrazy... Mega rzecz.

@fredzio92 - do ME też nie mogłem się przemóc, to zupełnie nie moja bajka. A potem wpadłem i wszędzie brałem ze sobą Wrexa ;) szkoda tylko, że druga część wyszła jak wyszła...

@Persecuted, Internetu nie naprawisz, w sieci hate to bardzo szerokie pojecie, którego używa się zarówno bardzo serio jak i prześmiewczo, z dystansem. Tworzenie twardej definicji pojęcia "płynnego" raczej tu nie przejdzie. Taki już jest język Internetu i przemierzając go lepiej się do tego dostosować niż to zmieniać. Właśnie w ten sposób, nieco na wyrost, funkcjonuje ten termin w powyższym tekscie :)

16.07.2012 18:13
odpowiedz
zanonimizowany822463
13
Centurion

Ja dawno temu miałem hejta na Fallouta w wydaniu Bethesdy, ale potem się przekonałem do gierki :)

16.07.2012 18:18
malyb89
👍
odpowiedz
malyb89
156
Demigod

Zawsze przestawałem grać po nauce jazdy konnej, w sensie wyścig z Bonnie- zawsze go przegrywałem i zawsze sie wkurzałem. Denerwowało mnie specyficzne sterowanie (John nie obracał się wokół własnej osi a chodził dookoła) i ogólnie powolność początku tej niesamowitej przygody :)

16.07.2012 19:12
odpowiedz
Ogarniacz
8
Generał

nie istnieje cos takiego jak "trudna walka" są tylko małe umiejętności gracza :)

16.07.2012 19:19
odpowiedz
causal/hardcore
41
Pretorianin

A ja mam odwrotnie: na początku do hack'n'slashy podchodziłem z uśmiechem na twarzy, ale byłem wtedy jeszcze dość mało wymagającym graczem, a kiedy już zacząłem odróżniać wszystkie gatunki i wiedzieć co mi się podoba, a co nie, znienawidziłem je, nie za prymitywizm sam w sobie, a za to że rozgrywka w błyskawicznym tempie mnie męczyła i nudziła, bo nie było absolutnie żadnych urozmaiceń, a system walki nie istniał. I tak jest do dziś.

PS. A jeżeli komuś się to podoba, to dlaczego ma serce kupować je po cenie znacznie wyższej od DUUUUUUUŻO większych i bardziej rozbudowanych tytułów?

17.07.2012 09:31
SlowedGiant041
odpowiedz
SlowedGiant041
22
Pretorianin

hmmmmm ja tak miałem z Gothickiem.... nie umiałem podnieść kilofa ani nic zrobić, ogólnie była zbyt toporna i za trudna dla mnie, za młody byłem i nie lubilem go, a później, gdy znów zainstalowałem jak już podniosłem ten kilof to zatopiłem się w tym świecie.

17.07.2012 15:03
CascadJazz
odpowiedz
CascadJazz
17
Pretorianin

@Ogarniacz - chyba jednak się mylisz ;) jest wiele gier pokazujących bezproblemową walkę, inne stawiają małe wyzwanie przed graczem, jeszcze inne (jak DMC) potrafią zajść za skórę. Wymaganie od gracza większej uwagi, lepszego rozeznania się w mechanice i polepszania swych zdolności manualnych to właśnie coś przez co można całkiem obiektywnie uznać gdzie jest "trudna walka".

18.07.2012 16:32
SpecShadow
odpowiedz
SpecShadow
73
Silence of the LAMs

Czemu ludzie piszą o „hejcie" a nie używają terminu „nienawiść"? Przeca to samo jest. Polski jest tak bardzo passe?

Do głowy przychodzi mi Fallout 3. Nie dało się w ogóle o nim dyskutować. Nazywali mnie fanboyem Fallouta choć taki Fallout Tactics bardzo mi się podobał (bardziej niż JA2).
Drażniły mnie tam dialogi, używanie broni (jako gra akcji/FPS jest słaba). Moduł rozwoju postaci byłby dobry, gdyby nie wizytówka Bethesdy - level scalling. W poprzednich Falloutach używali tylko broni ciężkiej więc trzeba było mieć dobrą postać, aby się im stawić. W F3 mają słabe bronie palne, do tego są słabi. I wyglądają jak orki z Elder Scrollów.

No właśnie to jest najgorsze - F3 tak przypomina flagową grę Bethesdy, że aż mdli. Mdli bo dla mnie seria jest jedną z najnudniejszych gier w jakie grałem.
Chylę czoła Obsidianowi, że udało im się sklecić grę lepszą, mimo że oceny na to nie wskazują.

Do glowy przychodzi mi jeszcze Halo. Średni FPS, niewiele lepszy od pierwszych gier City Interactive. Nie wiem, może dlatego że nie jestem mieszkańcem usa to mi nie podszedł?

20.07.2012 18:45
PSXFAN
odpowiedz
PSXFAN
67
Last Samurai

Mass Effect zamknął cały wszechświat w korytarzach Unreal Engine 3 czyniąc arcywroga lewitującymi robo-robalami.

Diablo to klik-klik bez przerwy. Final Fantasy to walka w której raz ja zadaję szlag, raz przeciwnik.

W Assassin’s Creed II skaczemy z sufitu na papieża w Watykanie, urządzając sobie potem pogawędkę z kosmitami. Poza tym walka polega na staniu w miejscu i czekaniu.

Wystarczy przemalować samochód, by zgubić pościg w GTA.

Mario po zjedzeniu grzyba strzela kulkami i zmienia kolor kalesonów.

Do zagrodzenia drogi w Pokemonach wystarczy śpiący Snorlax/drzewko.

Resident Evil uniemożliwia chodzenie i strzelanie.

Świetne wypunktowanie głupoty w grach, Jednak od czasu do czasu trzeba patrzeć przez różowe okulary

Dodaj swój komentarz
Wszystkie Komentarze