Avengers czy Batman? Kto wygrał komiksową bitwę w multipleksach - Cascad - 9 sierpnia 2012

Avengers czy Batman? Kto wygrał komiksową bitwę w multipleksach

 

Wśród rzeczy jakie na zawsze będę kojarzyć z rokiem 2012 z pewnością będą kinowe premiery Avengers 3D i Dark Knight Rises (niestety polski tytuł "Mroczny Rycerz Powstaje" nie przechodzi mi przez gardło). To dwa pewniaki swych wytwórni, które tylko w przypadku globalnej klęski żywiołowej mogłyby nie zwrócić wyłożonych na nie pieniędzy. Z jednej strony dostajemy połączenie sił bohaterów pokazywanych nam przez lata w osobnych filmach, z drugiej epickie zakończenie trylogii, której druga część przez wielu uważana jest za genialną... Oba filmy bazują na ikonach świata komiksu, na ludziach dla których niemożliwe nie istnieje i na walce dobra ze złem, jednak różni je tak wiele, że trudno je porównywać. Można jednak spróbować...

 

  • IKONY

 

To co przyciąga najwięcej ludzi do kin to ikony - pod tym względem Avengers 3D nie ma sobie równych. Marketingowo wykonano genialny ruch i Marvel dobrze wie jak negocjować ze studiami filmowymi tak, by mieć kieszenie wypełnione pieniędzmi aż po brzegi. Kapitan Ameryka, Hulk, Thor, Iron Man - wszyscy dostali osobne filmy i tylko czekali na moment w którym uda im się połączyć siły, by rozsadzić od środka srebrne ekrany rozsiane po całym świecie. Batman pozostał nieco w tyle i swych najsłynniejszy oponentów - Harveya Denta i Jokera pokonał w poprzedniej odsłonie, a w tej zamiast Riddlera czy Pingwina pojawia się Bane co wizerunkowo szału nie robi. Na pierwszy rzut oka.

 

Owszem, wizja Christophera Nolana (reżyser) broni się sama, jednak nie ma w sobie tyle symbolicznej potęgi co bohaterowie kilku osobnych projektów wrzuconych w jedno miejsce... Choć przeczuwam, że maska Bane'a szybko okaże się być tak samo mocnym symbolem jak makijaż Jokera. "You have my permission to die" to fraza równie chwytliwa i mocna co "Why so serious".

 

  • A:1 B:0

 

  • Rating/Klasyfikacja wiekowa

 

...Czyli główna przyczyna zepsucia Avengersów. Jak się chce zrobić film akcji pełen niezapomnianych momentów to niestety, ale wklejenie go do kategorii 7+ po prostu zabija całą dramaturgię i jakiekolwiek sensowne wątki. Obrońcy ziemi starali się jak mogli jednak uczyniono z nich zbiór nie do końca śmiesznych gagów i sytuacji w których cały potencjał fabularny wynikający z zebrania tak potężnej grupy zmienia się w amerykański film o ratowaniu kraju pełnego McDonaldów. Dark Knight Rises to pozycja od lat piętnastu i tak naprawdę nie widać w niej zbytnich ograniczeń (tylko osoby przewrażliwione na tym punkcie, tak jak ja, zauważą brak strzelania do policjantów, zmiany kadrów przy łamaniu karku etc.). Mrok, powagę sytuacji i dosadne sceny zawsze będę stawiał wyżej niż kolorową walkę nordyckiego boga z zielonym gościem w niezniszczalnych jeansach.

 

  • A:1 B:1

 

  • Fabuła

 

W prostocie często tkwi siła. Avengers 3D rozwija się zaskakująco dobrze zwłaszcza w momentach kiedy widzimy interakcję między poszczególnymi herosami. Początkowy proces łączenia sił z pewnością sprawił wiele radości każdemu kto interesuje się komiksem i wyrastał na bojach facetów w obcisłych kostiumach. Batman prezentuje coś zgoła innego, widzimy w nim dramat, sytuacje bez dobrego rozwiązania (Nolan je uwielbia), struktury dążące do upadku i klimat mrocznego miasta w którym nadzieję daje tylko wyjęty spod prawa demoniczny heros. Porównywanie Mrocznego Rycerza walczącego z najemnikiem, którego plan i metody walki to przykład bezwzględnej doskonałości do opowieści o wielkich robalach atakujących ziemię przez kosmiczny portal to jakieś nieporozumienie. Może i realizacja obu filmów jest na tym samym poziomie, a miliony dolarów użytych do efektów specjalnych robi w nich takie samo wrażenie, jednak to Rises pokazuje klasę i zmyślne wykorzystanie starannie dobranych elementów. To bardzo istotne w sytuacji gdy ma się budżet dosłownie na wszystko. Już "skromna" scena otwierająca w której widzimy samolot rozkładany w locie przez drugi samolot znakomicie wyjaśnia, że Nolan nie miał żadnych granic poza własną wyobraźnią, a mimo to udało mu się zachować umiar i skupić przede wszystkim na postaciach. Szacun.

 

  • A:1 B:2

 

  • Zły Gość

 

Loki, Loki, Loki... Internet w ostatnim czasie obiegło wiele zdjęć pokazujących jak świetny jest ten zielony żuczek żywiący szczerą nienawiść do Thora. Jego umiejętności i wygląd nie mogą nawet śnić o zbliżeniu się do Bane'a. Od pierwszego trailera, od zobaczenia jego maski i kożucha wiedziałem, że na pewno jest to gość noszący w kieszeni portfel z napisem "bad motherfucker". Tom Hardy miał co prawda zmodyfikowany głos i zasłoniętą twarz, potrafił jednak przekazać tak wiele swą brutalnością, przygotowaniem ciała i postawą, że ani przez chwilę nie brakowało mi chorego psychicznie Jokera. Poza tym trylogia nietoperza zawsze pokazywała walkę jednego faceta nie tylko z kilkoma świrami, ale i ze swoim wnętrzem, podczas gdy "wojna" z robalami widziana w Avengers 3D nie ma sobie nic osobistego, żadnego tła. Jeden Loki nie wytrzymuje porównania z Hulkiem, Iron Manem i resztą - od samego początku filmu wie się, że to dla nich żaden przeciwnik - co innego oponenci Batmana potrafiący walczyć z nim nie tylko fizycznie ale i podłamywać jego mentalność. W tym elemencie jest przepaść między oboma filmami.

 

  • A:1 B:3

 

  • Marvel czy DC?

 

Postaram się tu o choćby odrobinę obiektywizmu... Albo nie. Nazywajmy rzeczy po imieniu - Marvel to śmieciowa fabryka, która bez dawnych przebłysków Stana Lee niewiele by zdziałała. Tworzą setki bohaterów, starają się robić uniwersa które padają, jedno po drugim, wojny domowe nic nie zmieniają, wieczne crossovery tylko psują jakikolwiek klucz przyczynowo-skutkowy i każdy kto szuka sensu go tutaj nie znajdzie. DC jest oszczędniejsze, tworzące bardziej niepokojące historie człowieka ze stali, Batmana, strażników spod szyldu Zielonej Latarni, Flasha i Ligi Sprawiedliwości. Tu wszystko trzyma się swego komiksowego toku bez akcji w stylu zabijanie Kapitana Ameryki i Spidermana tylko po to, by za chwilę zbudować cały świat od nowa. Nie jestem stałym czytelnikiem noweli graficznych, jednak gdy chcę sięgnąć po coś z USA to z pewnością nie jest to nieprzystępny Marvel w którym nigdy nie wiem, który komiks uznaje którą wersję wydarzeń za prawdziwą. Poza tym DC ma Lobo, który wyrżnął całą swą populację by być wyjątkowym. Lobo jest kawaii.

 

Sytuacja obu wydawnictw nie przekłada się jednak zbyt dokładnie na to co widzimy w kinie. Sporo ekranizacji Marvela wypada przynajmniej w porządku, podczas gdy DC ma dwie potężne armaty w postaci ekranizacji Watchmenów i trylogii Nolana (plus nadciągający Man of Steel od Zacka Snydera). Jakość wygrywa z ilością, i żadne Spidermany czy też genezy Xmenów nie są w stanie z tym konkurować, a już na pewno nie Avengersi.

 

  • A:1 B:4

 

  • Takie kino

 

W kwestii filmów o superbohaterach możemy zaobserwować dwie szkoły - pierwsza to bycie bardzo wiernym stylistyce i historii oryginału, druga to "pożyczanie" licencji i tworzenie czegoś we własnych zakresie. Avengers 3D stanowi wierne odtworzenie na poziomie - stroje, charaktery i specyficzna czystość serca, która zawsze ratuje bohaterów to coś co ma w sobie wiele uroku. Każdy wie jak takie historie się zaczynają, rozwijają i kończą. Przerabianie wszystkiego może się źle skończyć, lub stworzyć nowe standardy (jak np. "przełomowe" zrezygnowanie z pstrokatych strojów w pierwszej ekranizacji Xmenów) – Batmanowi udaje się to drugie. Podstawa to konsekwencja. W tym miejscu wynik jest remisowy gdyż realizacja obu filmów to mistrzostwo swych szkół. Mściciele to szczyt kolorowego fubździu z wybuchami, a Rises poszerza świadomość wszystkich tych, którzy po facecie z peleryną spodziewają się tylko kolorowego fubździu z wybuchami.

 

  • A:2 B:5

 

  • Obiektywnie


Wychowywałem się na zeszytach legendarnego wydawnictwa TM-Semic i to dzięki nim wchodziłem w świat amerykańskiego komiksu, pamięć bywa jednak zdradliwa. Gdy po wielu latach przerwy zdecydowałem się na powrót do tego hobby i zorientowaniu się w trendach jakie w nim panują, okazało się, że Marvel nie wytrzymał próby czasu (nawet ten cały "wspaniały" Deadpool mnie nie rusza). Nadal cieszą mnie za to historie Batmana i Supermana oraz Zielonej Latarni (to skandal, że zrobiono z niej tak słaby film). Dzieje się tak zarówno na papierze jak i w kinie.

 

Świadomość kilku wad i uproszczeń na które idzie w pewnych momentach Dark Knight Rises nie jest w stanie przesłonić mi fantastycznej realizacji tego filmu. Wiem, że niektórzy chcieliby w Bane'ie widzieć symbol rewolucji która ma siłę obalić świat, alegorię tego co się może stać gdy bogaci zaczną zgarniać jeszcze większe bogactwa, ale... Lepiej sobie to odpuścić. Bane to niszczyciel perfekcjonista, Catwoman (ani razu nie nazwana w filmie Catwoman) jest fantastyczna dzięki kreacji Anne Hathaway („Girl must eat”), i to samo można powiedzieć o każdej innej postaci. Tworzenie takich widowisk i umiejętność napełnienia ich odpowiednim tempem, dynamiką, wieloma kadrami, szczegółami itd. to nie jest bułka z masłem. Dokładnie takiej samej chemii oczekiwałem od Avengersów, którzy byli jedynie zbiórką fajnych postaci między którymi nie istniało nic istotnego. Nie wszystko potrzebuje drugiego dna, jednak symbolem kina wysokobudżetowego (nie rozrywkowego) jest dla mnie obecnie Rises bo po prostu uwielbiam gdy zwycięstwo odbywa kosztem pewnych strat - bez nich jest praktycznie nic nie warte.

 

  • A:2 B:6

 

 

Pojedynek jakościowy wygrywa zatem finał trylogii Nolana, a jak prezentują się wpływy do kas? Choć oba tytuły są olbrzymim przebojem kasowym, to jednak Avengersi zgarnęli więcej krwawicy (to trzeci film, który zarobił w Ameryce 600 milionów dolarów, Batman ma obecnie 378,4 milionów). Tylko czy w przypadku takich kwot to jeszcze o czymś świadczy?

 

Według mnie nie i tak jak żałowałem pieniędzy wydanych na Avengers TYLKO 3D (paranoja), tak z Dark Knight Rises wychodziłem oniemiały, układając sobie wszystkie akcje w głowie i starając się ogarnąć skalę wydarzeń jakie przed chwilą widziałem. Uwielbiam to uczucie po filmie i jedyne czego mogę żałować to to, że to już koniec trylogii. 

Cascad
9 sierpnia 2012 - 19:16

Komentarze Czytelników (25)

Dodaj swój komentarz
Wszystkie Komentarze
10.08.2012 16:26
odpowiedz
Munchhausen
26
Centurion

Avengersi. Trylogia Nolana to chyba najbardziej przereklamowana rzecz ostatnich lat, zupełnie nie kumam tego fenomenu.

10.08.2012 16:39
smn
odpowiedz
smn
37
Centurion

Mój zmysł "Poszedłbym na to jeszcze raz" zdecydowanie mocniej wibrował po Avengersach. Ostatni raz zadziałał przy Incepcji, a jeszcze wcześniej przy Mrocznym Rycerzu, więc nie to że nie lubię Nolana. Nie wiem jak ważna jest Talia w komiksach, ale tu mi zepsuła zabawę.

10.08.2012 17:15
berial6
odpowiedz
berial6
106
Donut Hole

Ważna. A jej motywacje były z goła odmienne.
P.S- RAS AL GHUL NIE MOŻE ZGINĄĆ. Jest nieśmiertelny!

10.08.2012 17:18
Mitsukai
😁
odpowiedz
Mitsukai
185
Internet is for Porn

A Robin nie nazywa sie Robin.

10.08.2012 17:45
berial6
odpowiedz
berial6
106
Donut Hole

Dokładnie!

10.08.2012 19:59
odpowiedz
zanonimizowany166638
152
Legend
Image

[4]

A ja jednak z sobą się zgadzam, bo owe uzasadnienia mają niewiele wspólnego ze stanem faktycznym. Zarzucasz Marvelowi wady, które dzieli z DC, tak samo jak chwalisz to drugie wydawnictwo za zalety, które można znaleźć w komiksach sygnowanymi obydwoma markami. Kilka rzeczy z brzegu.

Marvel to śmieciowa fabryka, która bez dawnych przebłysków Stana Lee niewiele by zdziałała. Tworzą setki bohaterów, starają się robić uniwersa które padają, jedno po drugim, wojny domowe nic nie zmieniają, wieczne crossovery tylko psują jakikolwiek klucz przyczynowo-skutkowy i każdy kto szuka sensu go tutaj nie znajdzie. DC jest oszczędniejsze, tworzące bardziej niepokojące historie człowieka ze stali, Batmana, strażników spod szyldu Zielonej Latarni, Flasha i Ligi Sprawiedliwości. Tu wszystko trzyma się swego komiksowego toku bez akcji w stylu zabijanie Kapitana Ameryki i Spidermana tylko po to, by za chwilę zbudować cały świat od nowa.

Na tle całej działalności Marvela, to akurat zasługi Stana Lee są mocno przeceniane, ale mniejsza z tym.

Śmieciowe postaci masz u jednych i drugich, przy czym to właśnie Marvel rozpoczął trend "herosi jako zwykli ludzie", czego mocno się trzyma. DC przez długie lata miało z tym problemy i specjalnie doprowadziło do pierwszego Kryzysu, żeby rozpocząć wszystko od nowa. Wymieniony Superman to chyba najgorszy możliwy przykład (no dobra, jest jeszcze Captain Marvel). Green Lantern (Hal Jordan) przez długi czas był wyblakły jak kartka papieru, dlatego właśnie podjęto decyzję o utworzeniu duetu z Green Arrowem, którego główną zaletą był właśnie charakter.

Strzałem w stopę z armaty jest wspominanie o budowie universum i przyczynowo-skutkowości w przypadku wydawnictwa, którego skrót fani rozwijają złośliwie jako Ditch Continuity po wszystkich kolejnych, zupełnie niepotrzebnych Kryzysach. I to jeszcze teraz, kiedy wciąż pobrzmiewają echa Flashpointa, a New 52 nie sięgnęło jeszcze półmetka. Wspomnienie o alternatywnych światach też śmieszy, bo to właśnie Marvel kataloguje je niczym osiemdziesięcioletni filatelista z siedemdziesięcioletnim stażem, który w życiu nie dotknął kobiety. DC ze swoimi Elseworlds zrobiło taki rozpieprz, że nikt już nie wie co należy do kanonu, a co nie (po niedawnych wydarzeniach prawdopodobnie nic stamtąd nie jest już kanoniczne). Ile to universum ma w ogóle na chwilę obecną alternatywnych światów? Znowu jeden? Czy jednak 52? A może nieskończenie wiele? I jak to się ma do komiksów od Vertigo, w których Lucyfer stworzył własny wszechświat (potem na krótko powstał jeszcze jeden)? To, e akcja tej serii działa się w tym samym świecie, w którym Batman gania po mieście za Jokerem jest tyleż pewne, co i niedorzecne.

Crossovery - Marvel robi je ostatnimi czasy o wiele zbyt często i o wiele zbyt często zapowiada rewolucje, z których nic nie wychodzi, ale ze słabych Civil War i Secret Invasion udało im się zbudować całkiem niezły katalizator dla Dark Reign. W tym samym czasie postępowała izolacja X-Menów, którą można oceniać różnie, ale na pewno nie można powiedzieć, że nie przyniosła zmian. Inna sprawa, że w kontekście wszystkich wspomnianych Kryzysów, nie tak dawnej Blackest Night czy również wymienionego Flashpointa, ten zarzut wydaje się śmieszny.

Zabijanie bohaterów (na niby) - może prześledź historię i zobacz kto zapoczątkował tę kretyńską modę. Dobra, powiem. Death of Superman. Skrajnie idiotyczny motyw służący tylko chwilowemu napompowaniu porfteli. Zaraz potem wyszedł Knightfall, który, choć fajny, okazał się w rezultacie równie błahy i bezużyteczny jak DoS. Z Emerald Twilight przynajmniej udało im się zachować pozory nieco dłużej, ale na dłuższą metę i tak zachowano status quo. Tak jakby.
Co do przytoczonych przykładów - "śmierć" Capa sama w sobie nie była durna, ale jego zmartwychwstanie już tak. Zaletą było to, że przynajmniej przysłużyła się zakończeniu Civil War. I czemu nie dostrzegasz analogicznej sytuacji w "śmierci" Batmana z Final Crisis?
A jeśli chodzi o śmierć Parkera z E-1610, to możesz być spokojny. Wciąż nie żyje.

Btw, największą "zasługą" DC dla Watchmenów było bezpardonowe wypierdolenie ich ze świata DC, przez co Moore był zmuszony od nowa stworzyć własny. Późniejsze wymienianie ekranizacji tego komiksu jako wiekopomnego dorobku filmowego tego wydawnictwa też nie jest zbyt rozsądne.

Ja wiem, że to blog i w ogóle. Subiektywizm, bla, bla bla. Ale nie sil się na dogłębne analizowanie czegoś, czego nie znasz. W dodatku zestawiając dwa filmy, w którym jednemu wybaczasz wszystkie wady, a drugiemu wytykasz najmniejsze słabostki.

Żeby nie było - obecny trend w New 52 raczej mi się podoba. Z Marvelem bywa różnie. Póki co największym gównem, jakie zagraża obydwu wydawnictwom jest panosząca się wszędzie poprawność polityczna. Śmiejącym się z pół człowieka - pół pająka - pół murzyna - pół latynosa musiała nieźle zrzednąć mina, kiedy dowiedzieli się o tym, że stary-nowy Green Lantern jest homosiem. Mam nadzieję, że nie liczyli na pojawienie się Jade.

[8]

Ibn al Xu'ffasch zabił Ra'sa al Ghula. Skończ już.

10.08.2012 20:01
odpowiedz
Ivrox
2
Centurion

Po pierwsze - Avengers to głupia bajeczka, a Batman to film.

10.08.2012 20:46
odpowiedz
qweasdzxc654
9
Centurion

@Mephistopheles
Ibn al Xu'ffasch
Po co się popisujesz? też wiem, że to Damian. (poniekąd)
Ale kiedy go zabił? W którym tomie/numerze?
Aha, wiesz, że się napisałeś, a nikt tego nie przeczyta. Bo niewiele zrozumie, o co chodzi z np. New 52.
A superman też jest postacią ludzką. Chociażby widać to w Superman:Earth one

10.08.2012 21:01
odpowiedz
zanonimizowany166638
152
Legend
Image

[13]

Ale kiedy go zabił? W którym tomie/numerze?
Masz obok (swoją drogą, ciekawa wariacja na temat kazirodztwa). W świecie z Kingdom Come syn Bruce'a nie nazywał się Damian Wayne. Gdybym pisał o głównej linii fabularnej, nazwałbym go jego zachodnim imieniem.

Aha, wiesz, że się napisałeś, a nikt tego nie przeczyta
Trudno. Będę musiał z tym żyć. Poza tym istnieje duże prawdopodobieństwo, że akurat autor wpisu to przeczyta.

A superman też jest postacią ludzką. Chociażby widać to w Superman:Earth one
A np. w All-Star Superman jest praktycznie bogiem. Co z tego? Niemal każda postać z nieco dłuższym stażem miała podobne momenty, ale Sups to chyba jeden z najgorszych możliwych przykładów, jeśli traktować historie z nim jako całość.

11.08.2012 12:41
😊
odpowiedz
Lans_Tartare
41
Pretorianin

Preferuję D.C. W Marvelu za dużo tego nraz - komisci, mutanci, wilkołaki, wampiry, pradawne byty, supermoce, co chwilę wojny, a wszystko i tak wraca do punktu wyjścia. Oczywiście Marvel ma swoje perełki, jednak jeżeli chodzi o główne, mainstreamowe komiksy wolę D.C, choćby dzięki Dark Knight od Millera (ale takim Wolverine Origins nie gardzę ;) )

11.08.2012 16:25
berial6
odpowiedz
berial6
106
Donut Hole

W DC tego nie ma.
A Liga Sprawiedliwych to co? A to jak Batman spotyka się z Supermanem to co? A kryzysy to co?
A pradawne byty- a kim jest Martian Man Hunter?
A Bizarro? A Green Lantern? To WCALE NIE JEST postać z supermocami z KOSMOSU!

11.08.2012 16:48
NewGravedigger
odpowiedz
NewGravedigger
129
spokooj grabarza

DC ze swoimi Elseworlds zrobiło taki rozpieprz, że nikt już nie wie co należy do kanonu, a co nie (po niedawnych wydarzeniach prawdopodobnie nic stamtąd nie jest już kanoniczne)

można przybliżyć?

11.08.2012 17:24
odpowiedz
zanonimizowany166638
152
Legend

Elseworlds to serie komiksów, które bazują na głównym universum, ale w znaczący sposób odbiegają od niego. Czasem działają na zasadzie marvelowego What If (np. Kingdom Come albo Justice League: Nail), a kiedy indziej to zupełnie odrębne światy, które tylko wykorzystują mainstreamowe postacie (Batman: Red Rain, Gotham by Gaslight itd). Status tych wszystkich światów w ogólnym multiversum jest dość niepewny. U Marvela po prostu dodaliby im przypadkowe numerki, DC ma dość restrykcyjne (ale wciąż zmieniające się) zasady co do ilości alternatywnych światów. Dlatego też co jakiś czas autorzy stwierdzają, że te wydarzenia z Elseworlds faktycznie miały miejsce, ale inne już nie. Tego nawet najbardziej zjebane nerdy już nie ogarniają.

A jeśli chodzi o część w nawiasie - zobacz sobie czym był Flashpoint.

11.08.2012 17:28
rzaba89nae
odpowiedz
rzaba89nae
51
Aes Sedai

Aha, wiesz, że się napisałeś, a nikt tego nie przeczyta

Wszystkie posty Mephistopelesa dotyczące komiksów czytam (o ile je dostrzegam naturalnie), bo ten gość ma tak obszerną wiedzę, że szok i zawsze dowiem się czegoś ciekawego.

11.08.2012 18:14
odpowiedz
qweasdzxc654
9
Centurion

Żeczywiście- Mephistopheles ma szeeeeeeeeeeeeeroką wiedzę na temat komiksów. Nawet ja ledwo się w tym łapię

12.08.2012 13:11
Harry M
odpowiedz
Harry M
133
Master czaszka

Ja tam wolę zakończenie trylogii Batmana od Avengers'ów

12.08.2012 14:17
CascadJazz
odpowiedz
CascadJazz
17
Pretorianin

szkoda, że bardziej komentujemy tu fragment o komiksach niż tekst o porównaniu obu filmów ;) ale co jeszcze mogę dodać to, to że mój 'pogardliwy' stosunek do marvela tak tutaj wygląda ze względu na oszczędność formy. To nie miał być elaborat o podsumowaniu obu światów tylko krótkie przedstawienie tego, który i za co bardziej lubię. I nawet jeśli Mephistopheles faktycznie wkroczył tu ze swoimi przemysleniami na ten temat to wciąż pokazuje tylko ułamek problemu i przerzucanie się kolejnymi nazwami i wydarzeniami na niewiele się zdaje w tak pokręconym światku jak ten. Naprawdę, historie superbohaterów już od dawna zbyt mocno sobie zaprzeczają i zostaly rozciągnięte na takie ilości zeszytów, że nie sądzę by znalazł się ktoś kto z ręką na sercu powie, że faktycznie to wszystko ogarnia... Sytuacja prezentuje się jednak tak, że DC wykazuje się bardziej przejrzystym światem. Tak jak napisałem - mi odnalezienie się w ich zeszytach idzie dużo łatwiej niż w przypadku marvela, który samych xmenów ma już chyba dwustu, nie wspominając o reszcie wspaniale zmutowanych. to już jest przecież przesada przesady i nie widzę w tym nic zabawnego.

12.08.2012 14:38
odpowiedz
zanonimizowany166638
152
Legend

Ale to przecież właśnie budowa świata / wszechświata / wszechświatów w DC jest niesamowicie pokręcona i cały czas się zmienia, a mający wyjaśniać wszystko Hypertime tylko jeszcze bardziej ją komplikuje. Po to właśnie zrebootowali w zeszłum roku całe universum.

Btw, po akcji z House of M, mutantów w universum Marvela została naprawdę garstka.

12.08.2012 19:13
odpowiedz
LukopPL
5
Junior

Co to w ogóle rubryka "obiektywnie"? Przecież to wszystko subiektywna ocena autora. Jak dla mnie 3:2 dla Avengers.

Avengers
+ ikony
+ Marvel
+ takie kino

DK Rises
+ ikony
+ zły gość

PS. Gratuluję autorowi tekstu "układania sobie zdarzeń" w Batmanie 3. o_O

12.08.2012 19:54
odpowiedz
Malaga
81
ma laga

Avengers, zdecydowanie.

Film ma bawić, wzbudzać emocje i wywoływać ten efekt "wow". Tym właśnie jest Avengers.
Najnowszy Batman jest mocno średni, przegadany i przydługawy. Avengersów mógłbym obejrzeć ponownie i zapewne jeszcze kilka razy... do TDKR będę się zbierał co najmniej rok, w przeciwieństwie do świetnej drugiej części, którą pochłonąłem już wielokrotnie i za każdym razem bawię się świetnie.

Dodaj swój komentarz
Wszystkie Komentarze