Kult i sentyment humor i demolka - recenzja filmu Niezniszczalni 2 - Cayack - 26 sierpnia 2012

Kult i sentyment, humor i demolka - recenzja filmu Niezniszczalni 2

Bardzo cieszyłem się na Niezniszczalnych 2. Czekałem, wypatrywałem, przypomniałem sobie pierwszą część. Nakręciłem teaserami i kolejnymi doniesieniami z planu. A jaki okazał się być film? Po tych zdaniach można się spodziewać, że strasznie się rozczarowałem. Nic bardziej mylnego. Niezniszczalni 2 to kawał rozrywki, beczka frajdy, kupa śmiechu i dodatkowa zabawa przy wyłapywaniu całej masy odniesień do klasyków kina akcji. Czy było zatem coś nie tak? Po prostu myślałem, że dwójka będzie dużo lepszym filmem niż jedynka, a w mojej ocenie jest minimalnie słabsza. Postaram się wyjaśnić, skąd takie poczucie.

Jeśli chodzi o fabułę, to tutaj oba filmy mogą stanąć w szranki. W obu nie sposób się zagubić, naczelną zasadą jest wrzucanie postaci w coraz bardziej karkołomne akcje, a ich motywacja jest niezmiennie prosta. O ile w jedynce mieliśmy do czynienia z chęcią zrobienia dla odmiany czegoś dobrego, tak tutaj do dalszych działań bohaterów napędza chęć zemsty. To, oraz pragnienie uwolnienia się od Churcha grożącego wesołej gromadce więzieniem za grzechy przeszłości (wydarzenia z jedynki). Ponownie przedstawiana historia ma drugorzędne znaczenie, istotą jest to, jak to się wszystko dokonuje. A dokonuje się szalenie efektownie.

Znamienny obrazek. W jedynce trzech największych gwiazdorów kina akcji po raz pierwszy zagrało w jednej scenie. Tutaj takich scen jest kilka i nie kończą się na rozmowie.

Już otwierająca film scena rzuca trochę światła na to, jakim Niezniszczalni 2 są filmem. Trup ściele się gęsto, wielcy chłopcy używają wielkich pukawek, często coś wylatuje w powietrze i ciągle ktoś dostaje po pysku. Sekwencje demolki cieszą oko, zwłaszcza, że niewiele w nich skorzystano z efektów komputerowych. Morda sama się cieszy, a to nie koniec atrakcji. Bohaterowie non stop przerzucają się kultowymi tekstami z klasyków kina akcji. Albo bezpośrednimi cytatami, albo jawną, choć czasem zbyt dosłowną aluzją. Wychwytywanie odniesień jest zabawą samą w sobie, trudno je zliczyć, a przecież to tylko część większej całości.

Sporą zaletą obu części Niezniszczalnych jest humor i trudno tutaj uniknąć porównań. Żarty w pierwszej części były bardziej naturalne, sytuacyjne. Dwójka poszła w troszkę innym kierunku. Nie chcę pisać, że tu dowcipy są wymuszone, to by było nadużycie. Ale można powiedzieć, że bardziej operują absurdem i wykorzystaniem muzyki. Uśmiałem się godziwie, ale humor uderzył tutaj z nieco innej strony. Niekoniecznie lepszej. The Expendables 2 pomimo tego, że zawiera bardziej dramatyczne sceny niż jedynka, jest filmem o wiele mocniej stawiającym na komedię.

Przez wielu najbardziej wyczekiwany występ. Norris też pokazał, że ma dystans do samego siebie. Aż szkoda, że nie będzie go w trójce.

Poszerzenie obsady o kolejne znane nazwiska siłą rzeczy wymusiło skrócenie czasu ekranowego u pozostałych aktorów. Niestety nie zostało to odpowiednio zbalansowane. Owszem, Schwarzeneggera i Willisa mamy tu więcej niż w części pierwszej i akurat ich występ raczej nie może budzić w tej kategorii zastrzeżeń. Wciąż to poboczne role, ale z tym należało się liczyć. Jednak już Van Damme’a jak na głównego złoczyńcę jest stosunkowo niewiele, podobnie liczyłem na więcej Chucka Norrisa. Ja wiem, że facet ma 72 lata, ale gdy jego nazwisko pojawiało się jako piąte w kolejności, przed Crewsem i Couture’m, to jednak można było się spodziewać, że będzie możliwość obejrzenia go w akcji nieco dłużej. Na szczęście jeśli już się pojawia, to uśmiech na twarzy jest niemal gwarantowany. Największym zawodem jest jednak ledwie epizod Jeta Li. Nawet grany przez Jasona Stathama Lee Christmas, w jedynce właściwie równorzędny z Rossem bohater, tutaj musiał się pogodzić z zepchnięciem w cień. Tylko jeden Stallone pojawia się na ekranie cały czas, jest go nawet więcej niż w pierwszej części. To niestety minus.

Van Damme dał radę jako szwarccharakter.

Mam wrażenie, że potencjał Niezniszczalnych 2 nie został do końca wykorzystany. Z taką obsadą można było góry przenosić, jednak wszędobylski Stallone i skromne wykorzystanie całej reszty zniweczyło efekt, jaki dałoby się tutaj osiągnąć. Mimo wszystko jednak, jeżeli oczekujecie po prostu dobrej zabawy, to Niezniszczalni 2 na 99% się sprawdzą. Ten film to czysta akcja, sporo humoru, trochę sentymentu i ani grama nudy. Generalnie jestem zadowolony, a moje nieznaczne kręcenie nosem wynika z tego, że spodziewałem się jeszcze więcej. Polecam i zachęcam, nie powinniście żałować.

7.5/10

Cayack
26 sierpnia 2012 - 01:53

Komentarze Czytelników

Dodaj swój komentarz
Wszystkie Komentarze
26.08.2012 15:10
Cayack
😉
Cayack
57
Gospodarz Przystani

Jeszcze taka luźna uwaga. Film ma swoją długość i nie da się zmieścić w nim każdego pomysłu, ale strasznie fajnie byłoby zobaczyć

spoiler start

pojedynek Van Damme'a z Lundgrenem :)

spoiler stop

Zresztą, tak można by wyliczać i wyliczać. ;)

26.08.2012 16:59
odpowiedz
Hart321
2
Junior

epizodyczne pojawianie się Noris-a jest dobre bo jego wielkość w tym filmie jest maxymalna, zgodna z konwencją dowcipów( każdy wie że Noris doliczył do nieskończoności ale nie każdy wie że zaczynał od minus nieskończoności) i to jest tu świetnie ukazane. Stalone był aż za bardzo ukazany ale nawiązania do jego roli z przeszłości były świetne. ubranie z człowieka demolki, walki w stylu rock-iego i strzelaniny w stylu Rambo, były miłe. Statham (Lee Christmas) mocno zaniedbany ale jego miejsce w dużej mierze zajęte przez Dolph Lundgren-a(Gunner Jensen). Duża dawna dobrego humoru i mordobicia w starym dobrym stylu + ta ekipa. dobra produkcja.

26.08.2012 17:22
Hellmaker
😊
odpowiedz
Hellmaker
207
Legend

Lundgren z Van Dammem od dawna się nie lubią :)
Lundgren uważa JCVD za tępego koksa, a JVCD Lundgrena za zadzierającego nosa jajogłowego (IQ160, przynależność do MENSY, studiował matematykę, fizykę i chemię, stypendium naukowe dwóch uczelni, stypendium MIT, zna biegle co najmniej trzy języki a w następnych czterech się normalnie porozumiewa, itd.)
Już na planie Universal Soldier każda większa scena z udziałem obu potrafiła się kończyć normalną bijatyką, a nie udawaną :)
Nie wiem jak teraz - niemniej kiedyś się mocno nie lubili :)

26.08.2012 19:42
Cayack
😊
odpowiedz
Cayack
57
Gospodarz Przystani

Hellmaker --> niedawno widziałem wywiad z JCVD, gdzie o Lundgrenie wypowiadał się dobrze. Nie wiem ile w tym kurtuazji i gadki dla promocji filmu. Z drugiej strony puszczenie info o tym jak to aktorzy stający naprzeciw siebie w filmie nie lubią się także prywatnie również działa na odbiorcę. Jakby jednak nie było, taka scena byłaby fajnym motywem.