Polecane GRY // Część druga - RazielGP - 11 września 2012

Polecane GRY // Część druga

Polecane GRY to cykl polegający na zaproponowaniu interesujących według autora dzieł ze świata elektronicznych produkcji. W każdej kolejnej części zostanie wytypowana kolejna porcja ciekawych tytułów z krótkim, subiektywnym komentarzem twórcy niniejszego tematu.

W drugiej części tego cyklu postanowiłem wyjść naprzeciw waszym oczekiwaniom i zaprezentować kilka mniej znanych produkcji. Nie oznacza to jednak, że całkowicie zabraknie tutaj sztandarowych tytułów. Podobnie jak poprzednio, postawiłem na zróżnicowane gatunki oraz klimaty niniejszych dzieł, aby każdy znalazł dla siebie coś miłego.

1998 - Motorhead

W dniu premiery znana ścigałka, dziś już nieco zapomniana. Wszystko za sprawą jednej, jedynej odsłony oraz średnim sukcesie finansowym. Wszakże pod koniec XX wieku, wielu producentów oferowało w swojej palecie futurystyczne, nietypowe wyścigi. Jak nietrudno się domyślić, nowoczesne pojazdy prezentowały kosmiczne osiągi jak i równie niemożliwą dla nas fizykę jazdy. Omawiany tytuł nie był tu wyjątkiem. Do dyspozycji gracza oddano kilka nielicencjonowanych potworów przyszłości, z czego tylko parę z nich okazało się godnych uwagi. Zważywszy na zaciekłych i niesamowicie agresywnych oponentach. Do wad tejże produkcji można z pewnością zaliczyć bardzo krótki czas potrzebny nam do ukończenia całych zmagań. Kariera z tego co pamiętam trwa nie dłużej jak godzinę, co w dzisiejszych czasach może wzbudzać jedynie uśmiech politowania. Zresztą i w swoich czasach Motorhead należał do bardzo krótkich gier. Model jazdy również jest dyskusyjny, a to dlatego że na niemal każdym zakręcie nasze auto odbija się od barierek jak kuleczka w pinballu. Jednakże art design, ciekawie zaprojektowane trasy, fikuśne cacuszka oraz muzyka zdołały zbudować niewiarygodnie dobry klimat, który od razu czujemy w naszych tętniących żyłach. Na brak adrenaliny również nie ma co narzekać, bo tej mamy tu pod dostatkiem. To właśnie z tego względu polecam zapoznanie się z tym tytułem. Jednak dla wielu z was minusem może okazać się brak wiejskiego tuningu, ale zapewniam, że przy dostępnych tu osiągach i tak nie miałby on tutaj żadnego sensu.

2001 - The Rage

Nieznana i w gruncie rzeczy niepozorna bijatyka okazuje się całkiem przyjemną odskocznią, a to dlatego że jest prosta w opanowaniu i bardzo krótka. Do wyboru oddano nam cztery postaci, charakteryzujące się nie tylko inną budową ciała oraz płcią, ale i technikami walki. Jeden z nich świetnie walczy na pięści, podczas gdy drugi rozdaje niczym Chuck Norris kopniaki. Oprawa wizualna jest jaka jest. Pod względem kolorystyki prezentuje się jak najbardziej w porządku. Znacznie gorzej jest za to w kwestii detali. Ponadto program cierpi na wszechobecną statyczność i w gruncie rzeczy plastikowość, również w sterowaniu. Animacje naszych bohaterów są sztywne i miejscami wręcz karykaturalne. Całość utrzymana została w izometrycznej perspektywie, która spisuje się tutaj całkiem dobrze. Co prawda praca kamery nie zawsze jest idealna, ale w większości przypadków dostosowuje się do aktualnej sytuacji. Etapy są różnorodne i wpadające w oko, dzięki czemu wędrówka nie staje się dla nas nudna, a doskonale dopasowana, rytmiczna muzyka oddaje nam brudny klimat tejże produkcji. Fabuła jak nietrudno się domyślić jest tylko i wyłącznie pretekstem do rozwalania bandyckich łbów. Na końcu każdego etapu na naszej drodze staje boss, którego ubicie do łatwych nie zależy. Pewnie dlatego twórcy postanowili oddać w nasze ręce szereg ułatawiającym rozgrywkę ustawień. Także każdy z nas powinien dobrać do siebie odpowiedni poziom trudności. Szkoda tylko, że sama gra nie posiada funkcji save, przez co musimy ukończyć ją za jednym zamachem. Mimo to warto, ponieważ cała rozgrywka do długich nie należy i możemy ją przejść w mniej niż 50 minut. Dlaczego zatem polecam taki tytuł? Głównie dlatego, że dobrze nadaje się do odreagowania.

2005 - Fahrenheit

Nietypowa, przygodowa produkcja stała się w swoich czasach wielkim hitem. Głównie dlatego, że w przeciwieństwie do typowych przedstawicieli tego gatunku, dzieło Quantic Dream prezentowało się bardzo filmowo. Oprócz swojej inności wśród innych gier, tytuł ten zasłynął również z elementów QTE, wielu charyzmatycznych, grywalnych bohaterów oraz intrygującej warstwie fabularnej. Ponadto Fahrenheit kładł duży nacisk na dialogi, które w pewnym stopniu odmieniały dalsze losy naszych śmiałków. Całość zwieńczona została niesamowitym, mrocznym klimatem, który potęgował wrażenie grozy zaczęrpniętymi z horrorów scenami. Nie zabrakło również i tych miłosnych, co w połączeniu z zaistniałymi w grze sytuacjami dało nam poczucie uczestniczenia w niniejszych wydarzeniach. Uczucie immersji nie opuszcza nas na krok od początku, do samego końca zabawy. Pod koniec rozgrywki możemy zadecydować, które z trzech dostępnych tu zakończeń ujrzymy. Sterowanie również należy do mało typowych, dzięki czemu z braku konkurencji Fahrenheit wybił się ponad inne produkcje i z biegiem lat w ogóle się pod tym względem nie zestarzał. Jeśli zaś chodzi o oprawę wizualną, to nadal prezentuje się estetycznie, aczkolwiek widać po niej zaawansowany wiek. Zresztą nawet w chwili debiutu prezentowała się ona najwyżej przeciętnie. Mimo tego, mamy tu do czynienia z pewnego rodzaju fenomenem, którego każdy z nas powinien doświadczyć na własnej skórze.

2007 - Kane & Lynch: Dead Men

Kolejna marka twórców Hitmana nie odniosła tak spektakularnego sukcesu jak przygody skrytobójczego Agenta 47. Pewnie dlatego, że sama gra opierała w dużym stopniu nawiązywała do rozgrywki znanej nam z serii Gears of War, na której tle dzieło IO Interactive wypadało dość blado. Na szczęście kilka technicznych baboli zostało w zupełności zrekompensowanych mrożącą krew w żyłach atmosferą, nietuzinkowymi bohaterami oraz brutalną, ponurą rzeczywistością. W trakcie zmagań następują nieoczekiwane zwroty wydarzeń, do których w dużej mierze przyczynia się chory psychicznie Lynch. Na plus zaliczam z całą pewnością tryb kooperacji, dzięki czemu możemy przeżyć tę samą przygodę z nieco innej perspektywy, a jeśli komuś to nie wystarcza, to pozostaje mu jeszcze dość nietypowe multi. Sam singiel nie należy do długich przygód, ale zapewni nam parę godzin niesamowitych wrażeń. Szkoda tylko, że nie możemy w trakcie misji porzucić gry, ponieważ przy ponownym jej uruchomieniu zaczynamy dany rozdział od nowa. Ta sama sytuacja pojawiała się w Hitman: Blood Money. Mimo to idzie się do tego przyzwyczaić. Do zalet niechybnie zaliczam dojrzałą fabułę, której nie powstydziłby wysokiej klasy film. Emocje jakie towarzyszą nam podczas przedstawionej tu historii mogą okazać się bardzo skrajne, a to dlatego, że momentami sami nie wiemy co o tym wszystkim mamy myśleć. Gra skłania do refleksji, za co należy się do scenarzysty ogromny szacunek. Dlatego polecam ten tytuł osobom mającym powyżej uszu tandetne, splecione na kolanie bezpłciowe i zarazem bezsensowne historyjki jakich wiele. To właśnie tutaj odnajdą one swój azyl.

2012 - Max Payne 3

Najnowsza odsłona przygód charyzmatycznego Maksa została stworzona pod skrzydłami Rockstara. Wiele osób obawiało się zatem nie o samą rozgrywkę, ale o klimat tejże produkcji. Jak nowym właścicielom marki udało się wywiązać z tego zadania? Zaskakująco dobrze. Większość etapów jest wystarczająco mroczna i dołująca, dzięki czemu bez problemu wczuwamy się w rolę upadłego gliny. Czujemy również jego wewnętrzną przemianę jak i ból spowodowany okropną przeszłością. Lokacje są bardzo zróżnicowane. Ponadto jedne misje wykonujemy za dnia, inne zaś w nocy, co dodatkowo urozmaica nam rozgrywkę. Szkoda tylko, że tak rzadko pojawiały się tutaj zapadające utwory muzyczne. Większość z nich jest zbyt bezpłciowa, aby odegrała w całej zabawie istotniejszą rolę. Szkoda, bo poprzedniczki pod tym właśnie względem stały na bardzo wysokim poziomie. Za to zastrzeżeń nie mam ani do optymalizacji kodu, ani tym bardziej do jakości oprawy wizualnej. Także jej artystyczna strona prezentuje się okazale. Większość tekstur robi pozytywne wrażenie, tak samo jak szczegółowość detali. Na plus zaliczam również wiele elementów z poprzednich części jak i kilka nowych. Nie zabraknie zatem ani bullet time'u, ani systemu osłon. Całość spisuje się pod tym względem bardzo dobrze. Z całą pewnością jest to jedna z najlepszych strzelanek ostatnich lat, ale czy dorównała ona swojej legendzie? W moim mniemaniu nie, ponieważ podczas swoich zmagań z utęsknieniem wspominałem cynicznego Payne'a, który tutaj wzbudzał we mnie uczucie zażenowania. Oczywiście nowi twórcy obrali odpowiednią drogę w tej kwestii. Właśnie taki Max powinien być, zważywszy na jego niemiłe przygody. Jedno jednak jest pewne. Zdecydowanie warto zagrać w trzecią odsłonę nie tylko ze względu na przyjemny gameplay, ale i na zwieńczenie całej historii tego bohatera.

Na dziś to wszystko. Zachęcam zatem do komentowania tego artykułu jak i podzielenia się swoimi odczuciami względem niniejszych produkcji. Możecie także zadawać pytania dotyczące obecnych tutaj tytułów, na które udzielę wam w późniejszym czasie odpowiedzi.

Polub Raziela jeśli podoba ci się niniejszy tekst. Z góry dziękuję za klik.

RazielGP
11 września 2012 - 15:43

Komentarze Czytelników

Dodaj swój komentarz
Wszystkie Komentarze
11.09.2012 20:40
Damian1539
👍
Damian1539
87
4 8 15 16 23 42

Ja bym Ci polecił, żeby każdy wpis, posiadał gry tylko z jednej roku. W taki sposób zrobisz około 15-20 części i będzie wszystko bardziej przejrzyste.

11.09.2012 21:19
odpowiedz
Munchhausen
26
Centurion

Grałem tylko w Fahrenheita - wspominam sympatycznie, choć spodziewałem się większego wpływu gracza na fabułę (o zakończeniu decydowały dosłownie ostatnie minuty gry). Części ludzi nie podoba się to, że gdzieś w połowie gra z thrillera przeinacza się w Matrixa, ale osobiście przypadło mi to do gustu; zresztą wątek paranormalny to chyba jedyna możliwość rozwiązania sytuacji wyjściowej.

11.09.2012 22:42
Scott P.
👍
odpowiedz
Scott P.
99
Generał

Podobnie jak kolega wyżej grałem tylko w Fahrenheita i go nie polecam. Jak ktoś chce zagrać w grę tego typu, czyli przygodówke bazującą na QTE to lepszym wyborem jest The Walking Dead. Mamy tam wciągającą fabułę, wybory które maja wpływ na dalsze losy bohaterów i postacie na których na mam zależy. Czyli wszystko to czego nie doświadczymy w produkcji Quantic Dream.

12.09.2012 08:52
Goozys[DEA]
odpowiedz
Goozys[DEA]
137
Legend

Niestety nie mogę zgodzić się z paroma faktami przytoczonymi odnośnie gry Motorhead.

Do dyspozycji gracza oddano kilka nielicencjonowanych potworów przyszłości, z czego tylko parę z nich okazało się godnych uwagi.

Nieprawda. Każdy z dostępnych pojazdów posiadał specyficzne parametry jezdne, mimo iż mieliśmy do czynienia z klasyczną grą zręcznościową. Na tych odcinkach tras, gdzie przykładowo przewagę miał pojazd Kobra, inne były słabsze i odwrotnie. Kłaniała się umiejętność wykorzystania atutów poszczególnych pojazdów. Każdy był jak najbardziej godny uwagi.

Do wad tejże produkcji można z pewnością zaliczyć bardzo krótki czas potrzebny nam do ukończenia całych zmagań. Kariera z tego co pamiętam trwa nie dłużej jak godzinę, co w dzisiejszych czasach może wzbudzać jedynie uśmiech politowania.

Nieprawda. Krótki czas przejścia gry, a dokładnie całej ligi, to owszem godzina, ale na najłatwiejszym poziomie trudności. Na średnim czas ten wydłużał się o przynajmniej półtorej godziny. Natomiast na poziomie najtrudniejszym oscylował już w granicach kliku, a nawet kilkunastu. Wszystko za sprawą naprawdę agresywnych i bezbłędnie jeżdżących przeciwników. Nie wiem dlaczego spore grono ludzi uważało, że wyśrubowany poziom trudności był jedną z największych wad gry. Dla mnie osobiście było zachętą do dalszej gry.

Model jazdy również jest dyskusyjny, a to dlatego że na niemal każdym zakręcie nasze auto odbija się od barierek jak kuleczka w pinballu.

Nieprawda. Znowu kłania się umiejętność wykorzystania atutów każdego pojazdu z osobna i opanowanie modelu jazdy. Jak w każdej innej grze wyścigowej. Odbijanie się od band może świadczyć jedynie o marnych umiejętnościach gracza, które mogą niestety zniechęcić do dalszej gry.

---

Motorhead wbrew pozorom nie jest grą na pięć minut. Niestety. Trzeba poświęcić jej naprawdę sporo czasu, szczególnie na najwyższym poziomie trudności, a dopiero wtedy dane będzie doświadczyć wszystkiego, co gra ma do zaoferowania. Trochę niesprawiedliwie gra szufladkowana jest z innymi tytułami zręcznościowymi, które nie wymuszają na graczach ani grama skupienia i poświęcenia. Mamy rok 2012, a ja do dziś nie zagrałem w lepszą futurystyczna grę wyścigową od tej omawianej tutaj. Oczywiście są jeszcze rewelacyjne Powerslide czy też Mad Trax, ale to zupełnie inna liga.

12.09.2012 09:14
odpowiedz
Tuminure
90
Senator

z innymi tytułami zręcznościowymi, które nie wymuszają na graczach ani grama skupienia i poświęcenia
Ciężko w takim razie nazwać takowy tytuł zręcznościowym.

12.09.2012 09:20
👍
odpowiedz
zanonimizowany579358
105
Senator

Ja ze swojej strony każdemu kto nie grał, a lubi RPG - Sagę Gothic, czyli Gothica i Gothica II z dodatkiem Noc Kruka. Początki są trudne jednak po nauczeniu się zasad panujących w świecie i przełknięciu już leciwej grafiki (dla mnie jest piękna w swojej prostocie) gra wynagradza stokrotnie każdą spędzoną w nią sekundę.
Aż zazdroszczę wszystkim, którzy Sagę mają przed sobą.

12.09.2012 09:22
Goozys[DEA]
😊
odpowiedz
Goozys[DEA]
137
Legend

Tuminure
A to tytuł zręcznościowy nie może wymagać od gracza skupienia i poświęcenia? Musi być mdły jak flaki z olejem i być prosty jak budowa cepa? Dla mnie od zawsze nieodzownymi elementami gier zręcznościowych były właśnie skupienie i poświęcenie (w sensie czasu).

12.09.2012 09:30
odpowiedz
Tuminure
90
Senator

A to tytuł zręcznościowy nie może wymagać od gracza skupienia i poświęcenia?
Miałem na myśli to, że ciężko nazwać tytułem zręcznościowym, tytuły nie wymagające skupienia ;). W pełni zgadzam się z Twoim ostatnim zdaniem. Tak jak zresztą nazwa wskazuje - gry te muszą wymagać zręczności, a do tej wymagane jest skupienie.

12.09.2012 09:33
Goozys[DEA]
odpowiedz
Goozys[DEA]
137
Legend

Eh... najwyraźniej źle Cię zrozumiałem :)

12.09.2012 10:41
raziel88ck
odpowiedz
raziel88ck
149
Reaver is the Key!

No nie wiem. W każdej grupie pojawiały się po jednym, góra dwóch egzemplarzach aut, które zostawiały daleko w tyle resztę pojazdów. Gra do łatwych nie należy i wygranie wyścigów resztą pojazdów graniczyło z cudem. Twórcy źle zbalansowali dostępne w grze auta, bo dali kilka wypasionych pod każdym względem, a resztę pod każdym względem gorszą od tych flagowych modeli.

Co nie zmienia jednak faktu, że gra jest krótka. Mnie ukończenie całej ligi na średnim poziomie zajęło niewiele ponad godzinę. Na wysokim nie grałem, bo nie miałem cierpliwości. Tak, czy siak Need for Speed III: Hot Pursuit oferował znacznie więcej.

Nie w każdy zakręt wejdziesz perfekcyjnie, bo auto samo wychyla się i leci na barierkę. Ciężko nad tymi machinami zapanować. Mało tego, obijanie się o barierki daje większe szansę na wygraną, niż zwalnianie przed każdym zakrętem. Dlaczego? Bo przeciwnicy cię wyprzedzą, a przy styczności z barierką stracisz niewiele na prędkości, a jeszcze zyskasz przewagę nad swoimi rywalami.

12.09.2012 12:03
RobotKolejkowy EWA-1
odpowiedz
RobotKolejkowy EWA-1
17
Centurion

Fahrenheit jedna z lepszych gier ever. Niesamowity klimat.

12.09.2012 21:02
raziel88ck
odpowiedz
raziel88ck
149
Reaver is the Key!

Scott P. - Na brata głównego bohatera mamy wpływ i to nie lichy.

12.09.2012 21:31
kęsik
😉
odpowiedz
kęsik
101
Legend

Fahrenheita i Maxia oczywiście, że bym polecał ale Kane & Lynch? Zwykły średniak...

15.09.2012 14:15
raziel88ck
😊
odpowiedz
raziel88ck
149
Reaver is the Key!

kęsik - Może i nie jest to super gra, ale w moim odczuciu godna zagrania. Szczególnie, że można ją zakupić za przysłowiowe grosze.

17.09.2012 21:51
Zingus123
odpowiedz
Zingus123
24
Antyterrorysta

Motorhead? Z zespołem mi się kojarzy, jak kiedyś zatęsknie za starymi ścigałkami to myślę, że się tym zainteresuje, bo już na samą myśł o NFS 1 ciśnie melancholia o starych dobrych latach

21.04.2015 23:11
odpowiedz
malga1854
1
Junior

Już sie nie mogę doczekać! 2015 rok (y) xDD

www.kaminskadorota.pl

Dodaj swój komentarz
Wszystkie Komentarze