Ferst luk - Resident Evil Revelations - Kibi - 24 maja 2013

Ferst luk - Resident Evil Revelations

Istnieją pewne serie gier, które są bliższe memu sercu niż pozostałe. Nie jest to nic wyjątkowego, gdyż każdy z nas tak ma. Jednak tak się stało, że moja ukochana seria Resident Evil pierw zmieniła się z klasycznego survival-horroru w grę akcji, a ostatnimi czasy zaczęła w ogóle podupadać. Po bardzo średnim Resident Evil 6 przyszła pora na kolejną część serii, tym razem o tajemniczym podtytule Revelations. Co ciekawe, tytuł ten jest portem gry, która ukazała się również w zeszłym roku na Nintendo 3DS. Zabieg na pierwszy rzut oka przynajmniej dziwny ale czy udany? Oto moje pierwsze wrażenia z Xbox'owej wersji Resident Evil Revelations.

Przyznam, że niezwykle ciężko jest śledzić swoją ulubioną serię przez długie lata i patrzeć jak ona powoli dogorywa. Dzięki Resident Evil przeżyłem wiele wspaniałych chwil ale też i niemałą ilość zawodów spowodowanych niewytłumaczalnymi dla mnie zmianami w serii. Tak było, gdy wychodził Resident Evil 4 i pierwszy raz zaprezentowano nową, bardziej nastawioną na akcję mechanikę gry. O ile jeszcze jakiś powiew świeżości sprawił, że RE4 było całkiem grywalne to każda kolejna odsłona była jeszcze bardziej nastawiona na ciągłe strzelanie i nic więcej. Największym jak dotąd rozczarowaniem było RE6 gdzie chciano zadowolić każdego, zarówno fana horroru jak i zwolennika strzelanek. Niestety nie od dziś wiadomo, że gdy coś jest do wszystkiego to jest do niczego i tak można najkrócej scharakteryzować to, czym był Resident Evil 6, czyli typowy średniak nie wyróżniający się dosłownie niczym w całej serii, a będący do tej pory największą breją.

Na szczęście gdzieś w oddali było dostrzegalne malutkie światełko nadziei tak bardzo tłumione przez Capcom. Ich decyzja o wypuszczeniu Resident Evil Revelations jedynie na 3DS była niezrozumiała tym bardziej, że tytuł ten był faktycznie większym zwrotem w kierunku survival-horror niż poprzednie RE z numerkami od 4 do 6.

Na szczęście Capcom się zreflektował i zdecydował wypuścić RE Revelations na konsole stacjonarne. Dokładnie dziś trafia on na półki sklepowe w naszym kraju na Xboxa360, Playstation3, PC oraz WiiU. Ale do rzeczy. Resident Evil Revelations nieco nas cofa w czasie, gdyż jego akcja dzieje się pomiędzy czwartą i piątą częścią serii. Główną bohaterką jest tym razem Jill Valentine, członkini ugrupowania BSAA, które ma za zadanie zwalczać zagrożenie bronią biologiczną na świecie. Naturalnie Jill nie pracuje sama. Jej partnerem jest Parker Luciani, postać zupełnie nowa w uniwersum. Jill oraz Parker lądują na luksusowym statku o jakże ciekawej nazwie „Queen Zenobia” gdzie ponoć przetrzymywany jest Chris Redfield. I w tym miejscu do akcji wkracza gracz, który kierując poczynaniami Jill, Chrisa czy Parkera będzie powoli odkrywał kolejne strzępy fabuły, które to zaś będą się łączyć w całość.
”Queen Zenobia”, którą przyjdzie nam zwiedzić podczas rozgrywki to stylizowany na lata 30., luksusowy statek wycieczkowy (przechadzając się po nim można się poczuć jak na Titanicu”. Przyjdzie nam go przemierzyć wzdłuż i wszerz, od obskurnych pokojów przeznaczonych dla załogi aż po promenadę, kasyno czy fenomenalnie zaprojektowany hol główny, który wydaje się być żywcem wyjęty z filmu Jamesa Camerona. Pewnym fenomenem ostatnich części Resident Evil jest motyw nowego wirusa, wokół którego zbudowana jest fabuła gry. Nie inaczej jest i tym razem, gdzie po Las Plagas, Uroborosie i wirusie C otrzymujemy wariację na temat tego najbardziej znanego wirusa – T-Abbys. Naturalnie jak to już w tej serii bywa los świata jest w rękach naszych dzielnych wojaków i tylko od nich zależy czy wirus zdewastuje ludzkość czy też nie. Gra oferuje także nowe rozwiązania w samej rozgrywce jak chociażby ulepszanie broni znalezionymi częściami czy skanowanie otoczenia w poszukiwaniu ukrytych przedmiotów. Dodatkowo poza trybem fabularnym otrzymujemy tzw. Tryb Szturmu, czyli przechodzenie pewnych wyznaczonych sekwencji, nabijanie doświadczenia, walka z przeciwnikami na określonych poziomach i zarabianie pieniędzy zgodnie z naszym wynikiem końcowym. Szturm oferuje zarówno rozgrywkę w trybie dla pojedynczego gracza jak i online z żywym partnerem.

Co do oprawy audio-wideo wydaje mi się, że jest lepiej niż w RE6. Większość tekstur jest ładnie podciągnięta do odpowiedniej rozdzielczości (jednak zdarzają się brzydkie, nieostre, rozmazane babole). Na słowa uznania zasługuje grafika bo może i nie jest ona najwyższych standardów, jednak nie możemy zapominać, że jest to port gry z konsoli przenośnej i trzeba przyznać, że niezbędne kroki zostały poczynione by Revelations wyglądało jak najlepiej. Nie mogę natomiast się w najmniejszym stopniu przyczepić do audio. Fakt, że niektóre bronie brzmią jakby były na kapiszony jednak jest to standardowy problem wszystkich gier w serii. Muzyka zaś jest majstersztykiem samym w sobie. Wraz z uczuciem odosobnienia, muzyka buduje fenomenalny klimat i śmiem twierdzić, że to ona odpowiada za 80% doznać płynących z gry.

Podsumowując, Resident Evil Revelations to w końcu zwrot serii we właściwym kierunku. Fakt faktem, że ciągle jest spora orientacja na akcję jednak powracają elementy horroru, które do tej serii najzwyczajniej należą. Z której strony by nie patrzeć, Resident Evil wraz z Alone In the Dark oraz Silent Hill są ojcami gatunku survival-horror. Szkoda by było, gdyby RE zasiliło już i tak bogate grono gier akcji za cenę niezbyt popularnego gatunku jakim są survival-horrory.

Kibi
24 maja 2013 - 17:03

Komentarze Czytelników

Dodaj swój komentarz