Retro granie w modern stylu - Kibi - 5 czerwca 2013

Retro granie w modern stylu

Dzieciństwo w latach 90. miało wiele fantastycznych cech. Poza muzyką, która jest w zasadzie popularna nawet dzisiaj (ba, wierzcie lub nie ale wtedy nawet na MTV była muzyka) czy amerykańskimi serialami komediowymi, które realizowane były faktycznie w latach 70. i docierały do nas z opóźnieniem jednym z najważniejszych czynników był pegazus. Naturalnie nie muszę pisać czym była ta konsola bo każdy jakąś odmianę tej maszynki posiadał i na pewno pamięta urok dyskietek z napisem „9999999 in 1”. Pegazus odcisnął swoje piętno na większości dzieciaków zainteresowanych grami i po 15 latach każdy bardzo chętnie wraca pamięcią do tytułów jakie oferował. Pomimo, że Pegazus był repliką Nintendo Entertainment System to oferował praktycznie większość tytułów, które w swojej bibliotece posiadał NES. Twórcy gier na szczęście też nie zapomnieli jak ważne są tamte gry dla starszego pokolenia i coraz częściej powstają produkcje czy to nawiązujące bezpośrednio do tytułów określanych mianem „retro”, czy utrzymane w bitowej, pikselowanej stylizacji przywodzącej na myśl dobre lata 90. Chciałbym przybliżyć kilka z takich gier, które kiedyś robiły furorę wśród dzieciaków, a dziś możemy cieszyć się ich odświeżonymi wersjami, które są niezgorsze niż ich poprzedniczki.

Space Invaders to klasyk gatunku. Na nim bazowały kolejno takie tytuły jak Galaga czy Galaxian, a pomysł jest prosty. U dołu ekranu mamy stateczek, u góry całą armię kosmitów do zestrzelenia. Kilka żyć, cała masa poziomów, zero fabuły i liczy się tylko wynik punktowy. Do dziś zastanawiam się skąd w czymś tak prostym brała się taka niezwykła siła przyciągania, która nie pozwalała oderwać się od ekranu telewizora. Jednak co ważniejsze, panowie z Taito doskonale uchwycili ten retro klimat w remake’u Space Invaders, który już 5 lat temu pojawił się na PSP, NDS i Xbox Live. Fakt faktem styl został nieco zmieniony lecz sama idea rozgrywki pozostała wierna swoim poprzednikom. Została ona wzbogacona o bonusy, Power-upy i inne bajery w bardzo kolorowej, nawet nieco fajerwerkowej oprawie. Miałem niewątpliwą przyjemność raczyć się tym tytułem na Nintendo DS i była to swojego rodzaju podróż do przeszłości. Podróż, z której nie chciało się wracać.

Kolejnym doskonale zapamiętanym przeze mnie tytułem jest 1942. Kolejna, prosta strzelanka, w której lecimy samolotem w górę ekranu, na którym pojawiają się setki przeciwników. Gra została wydana w latach 80. przez co zapoznać się z nią mogłem jedynie grając na Commodore 64 u kolegi na osiedlu. Niemniej jednak była to jedna z moich ulubionych pozycji na tę platformę i trzeba przyznać, że ukończenie kolejnych poziomów wymagało niemało zręczności. Jej bezpośrednią kontynuacją było 1943, które cieszyło się niemniejszym sukcesem niż poprzedniczka. W 2011 roku Capcom zdecydował się wypuścić odświeżoną wersję 1942 o podtytule Joint Strike. Podobnie jak w przypadku Space Invaders Extreme, forma rozgrywki pozostała bez zmian, a ulepszona, dostosowana do dzisiejszych standardów oprawa audiowizualna cieszy zarówno oko jak i ucho.

Nie możemy także zapominać o dwóch królach bijatyk. Mam naturalnie na myśli Street Fighter oraz Mortal Kombat. Obie serie należały do tych najczęściej przeze mnie granych w dzieciństwie i muszę przyznać, że mam do nich chyba największy sentyment. Szczególnie do Mortal Kombat, w którego zagrywałem się ze znajomymi i w sumie tak pozostało. Seria otrzymała drugie życie i muszę przyznać, że Mortal Kombat z 2011 roku jest bodaj najlepszą bijatyką na obecnej generacji konsol. Jest to niezwykle udany powrót serii do środowiska dwu, może dwu i pół wymiarowego (walki toczone w dwóch wymiarach, jednak postaci posiadają pełne 3D). Zawsze ceniłem MK nieco wyżej od SF, głównie przez to że SF należy do tego bardziej „technicznego” typu bijatyk, z którymi zawsze jako dzieciak miałem sporo problemów by coś zwojować. Niemniej jednak Street Fighter IV to stary, dobry SF w nowej oprawie, z kilkoma nowymi wojownikami i ciekawie zaprojektowanymi planszami trzymający poziom swoich poprzedniczek.

Jak wspomniałem na samym początku, twórcy coraz częściej sięgają po pewne cechy nawiązujące do gier z NES’a, czy innych konsol tamtych generacji. Jedną z tych cech jest zdecydowanie oprawa audio-video – nieco kanciasta, rozpikselowana ale jednocześnie piękna, już nieco archaiczna, przywołująca wiele dobrych wspomnień. Takimi tytułami są chociażby Retro City Rampage, Dead Pixels czy Realm of Mad God. Z drugiej zaś strony twórcy nawiązują także do niewybaczalnego poziomu trudności starszych produkcji. Niech tylko wspomnę o serii Ninja Gaiden, która pojawia się od czasów NES’a do dziś, Mega Man’a czy Ghosts n’ Goblins. Fakt powrotu takiego wyzwania cieszy, tym bardziej w czasach gdy gry są specjalnie przystosowywane do mniej wymagających, niedzielnych graczy.

Ostatnią zapożyczoną cechą jest naturalnie forma rozgrywki. Wszystkie odświeżone wersje gier, które wymieniłem powyżej zachowały swój charakter, który został zbudowany dawno temu, a którego tak cholernie brakuje grom dzisiaj. Dlatego niewybaczalnym byłoby wypuścić jakąkolwiek produkcję bazującą na innej, popularnej niegdyś grze bez zachowania jej tożsamości. Dodatkowo tytułem, który kojarzy mi się z grami w stylu retro jest zdecydowanie Ikaruga – bardzo trudny, nie wybaczający najmniejszego błędu shooter bazujący na grach z automatów i konsol lat 80. i 90.

Podsumowując, widać że zarówno gracze jak i twórcy są spragnieni takiego oldschoolu. Minęły czasy, w których nawet gra traktująca o postaciach z bajek dla dzieci była na swój sposób wymagająca i stawiała przed graczem prawdziwe wyzwanie. Na szczęście od pewnego już czasu twórcy udowadniają nam, że nie wszystko stracone i może te czasy nie minęły bezpowrotnie.

Kibi
5 czerwca 2013 - 18:31