In The Flesh - inne podejście do tematu zombiaków - Buja - 18 sierpnia 2013

In The Flesh - inne podejście do tematu zombiaków

Filmy i gry z zombie w roli głównej wyrastają ostatnio jak grzyby po deszczu. Jeśli chodzi o seriale, to mamy tylko The Walking Dead*, który osobiście odpuściłem sobie w połowie drugiego sezonu. Bo był nudny. Bo bohaterowie mnie wkurzali. Podobno potem znowu wrócił do formy, ale nigdy nie dałem mu drugiej szansy.

In The Flesh w przeciwieństwie do produkcji telewizji AMC prezentuje zgoła odmienne podejście do tematu. To nie kolejna opowieść o przetrwaniu, ale prawdziwy dramat. Tutaj śmierdziele stanowią tylko tło. Brytyjski mini-serial w trzech odcinkach opowiada historię o tolerancji, wykluczeniu społecznym i problemach, z jakimi spotykają się ludzie, którzy jeszcze niedawno pełzali po ulicach przeżuwając fragmenty ludzkich mózgów.

Historia i pomysł są ciekawe. Zmarli wstali z grobów i zrealizowali typowy scenariusz znany z filmów, z tą różnicą, że ludziom w końcu udało się opanować sytuację. Zombiaki, których nie zabito, zostały wyłapane, zamknięte w ośrodkach resocjalizacji i wyleczone. Jakkolwiek by to abstrakcyjnie nie brzmiało, cierpiący na PDS (po polsku „syndrom częściowo zmarłych”) mocno się od nas różnią. Ich narządy wewnętrzne są w rozsypce, więc nie mogą jeść i pić. Tęczówki kompletnie wyblakły, dlatego muszą nosić kolorowe soczewki. Ex-zgnilce muszą się pudrować, bo ich cera jest nienaturalnie szara i blada. Mało tego, jeżeli któryś z nich zapomni o dziennej dawce antidotum, to może nastąpić nawrót  diety z ludzkim mięsem w roli głównego składnika.

Główny bohater to wrażliwy młodzieniec z małej miejscowości leżącej gdzieś na zadupiu Anglii. A może Wielkiej Brytanii? Zawsze mam z tym problem. Wyobraźcie sobie emocjonalny burdel, jaki musi dziać się w głowach jego rodziców, którzy trzy lata wcześniej chowali go jako samobójcę. Dostał drugą szansę i tym razem wcale nie jest łatwiej. Angielska prowincja to po pierwsze bardzo nietolerancyjne miejsce, a po drugie ośrodek tworzenia się anty-zombiakowych bojówek. Mam w związku z tym pewną teorię. Przesłanie serialu jest na tyle uniwersalne, że motyw powracania z zaświatów można zastąpić nawracaniem się z islamu. Muzułmanie siłą przekonują niektórych mieszkańców do swojej wiary, reszta się buntuje i katolickie bojówki masakrują wyznawców Allaha. Teraz ludzie, których udało się odratować, nie są akceptowani przez konserwatywne społeczeństwo kierowane przez lokalnego pastora. Ktoś nie wytrzymuje i ginie starsza kobieta, która przez jakiś czas była muzułmanką. Napięcie rośnie, rodziny martwią się swoich odzyskanych krewnych. Teraz zamieńcie muzułmanów na zombie – i problem jest ten sam.

Tylko z pozoru uzasadniony brak tolerancji i zaściankowa mentalność mieszkańców fikcyjnego Roarton to najważniejsze tematy tego zombie dramatu. Motyw powrotu z zaświatów pozwala jednak dodać kilka dobrych wątków. Dlaczego młody Kieren Walker popełnił samobójstwo? Jak ochronić chłopca w wiosce, której mieszkańcy dalej polują na niedobitki zgnilców? Jak pogodzić się z faktem, że jako zombie cierpiący na PDS żerowali na innych ludziach i czy powinno się ich z tego rozliczać? Przez trzy pięćdziesięciopięciominutowe odcinki twórcy serialu zaledwie liznęli temat, a ja mam ochotę na więcej. Zwłaszcza, że mocno intrygujący wątek sekty dla ex-śmierdzieli nie rozkręcił się ani trochę i mamy punkt zaczepienia na kolejny sezon. Cieszę się, że BBC już potwierdziło kolejną serię w 2014 roku.

In The Flesh nie jest serialem dla każdego. Raczej mało tutaj akcji i napięcia, a więcej skomplikowanych relacji i uczuć. Klimat szarych wysp brytyjskich pokazano idealnie, a post-apokaliptyczny nastrój czyni to miejsce jeszcze bardziej smętnym. W dodatku angole gadają z takim cholernym akcentem, że bez napisów ciężko ich zrozumieć. Jeżeli przebijecie się przez ponurą otoczkę, to wciągnięcie się na dobre i połkniecie trzy epizody za jednym zamachem. Momentami można się wzruszyć, a już na pewno niektóre sceny wywołują u widza poruszenie i zmuszają do przemyśleń. No bo co byś zrobił, gdyby ktoś z Twoich zmarłych bliskich wrócił do życia, ale wcześniej odgryzł kilka kończyn? Niech to będzie tematem Waszych rozważań na tę niedzielę. Amen.

* - google podpowiada mi jeszcze Dead Set. Dobre to?

Buja
18 sierpnia 2013 - 19:08

Komentarze Czytelników

Dodaj swój komentarz
Wszystkie Komentarze
18.08.2013 20:05
marcus alex fenix
80
Marcus

A nie chodzi Ci czasem o Dead Set?

Jeśli tak, to polecam obejrzeć. W zasadzie bez rewelacji, ale serial krótki, bo zaledwie pięcioodcinkowy, więc nie ma co zwlekać i samemu trzeba się przekonać, czy warto. :D

18.08.2013 20:15
odpowiedz
zanonimizowany520587
72
Senator

Dead Set obejrzałem, zapowiadało się nieźle, ale ogólnie to lekki zawód, za to In the flesh jest bardzo dobre, przede wszystkim serial trzyma fajny klimat dzięki przytłumionym barwom na zewnątrz, czy też mgle, no i wiadomo podejście do tematu wyjątkowo oryginalne.

18.08.2013 21:01
odpowiedz
Paul12
133
Buja

marcus alex fenix - poprawione, dzięki

19.08.2013 16:29
odpowiedz
zanonimizowany885743
14
Generał

reszta się buntuje i katolickie bojówki masakrują wyznawców Allaha.

może raczej kuffa anglikańskie? prawdziwa makabra to ilość kretyńskich stereotypów jakie autor umieścił w tym jednym akapicie. Może nawet tego bloga tworzy były zombie, który już zatracił możliwość wnioskowania i myśli wygodnym kliszami?

19.08.2013 18:22
odpowiedz
Grizzfor
1
Junior

The Walking Dead nie jest serialem o zombie i nie jest też typowym survilalem. Ten serial pokazuje ludzkie zachowania w obliczu jakiejś katastrofy, tragedii.. Traktowanie go jako typowego survivala z zombiakami jest jak powiedzenie, że Zielona Mila to horror.

19.08.2013 18:34
👍
odpowiedz
Kamoq
60

Ja już obejrzałem dostępne odcinki In The Flesh i z niecierpliwością czekam na następne

19.08.2013 19:30
odpowiedz
koobon
82
Legend

[5]
The Walking Dead nie jest serialem o zombie
o, poważnie?
Ten serial pokazuje ludzkie zachowania w obliczu jakiejś katastrofy, tragedii.
"Noc Żywych Trupów" stanowi metaforę nietolerancji rasowej, "Świt..." krytykę konsumpcjonizmu, i tak dalej, i tym podobne; nie zmienia to faktu, że są to filmy o zombie
Traktowanie go jako typowego survivala z zombiakami jest jak powiedzenie, że Zielona Mila to horror.
no dobra, a kto go tak traktuje?

20.08.2013 15:01
odpowiedz
create
14
Chorąży

Zombie ztrawię tylko w jednej formie: nieobecności zombie.

Dodaj swój komentarz
Wszystkie Komentarze