Nine Inch Nails - Hesitation Marks. Autorefleksja nie autopilot. - fsm - 3 września 2013

Nine Inch Nails - Hesitation Marks. Autorefleksja, nie autopilot.

Mierzenie się z nowym materiałem od Nine Inch Nails to zawsze wielka przyjemność i wielkie wyzwanie, szczególnie jeśli potem chce się opisać rezultat tego mierzenia. Hesitation Marks dostępne jest do odsłuchu od tygodnia, co jest naturalną konsekwencją wycieku płyty do sieci. Od dzisiaj jednak rownież wszystkie spotifaje, dizery i łimpy powinny oferować nowe NIN w swych zasobach. A musicie wiedzieć, że Hesitation Marks jest rzeczą nietuzinkową i zaskakującą, choć w swym rdzeniu niezmiennie nin-ową.

W maju Trent Reznor zaskoczył ludożerkę wyznaniem, że nie był do końca szczery i "potajemnie" tworzył w swym leżu nowy album Nine Inch Nails, choć wszyscy spodziewali się w najlepszym razie dwóch nowych kawałków, które wcześniej zapowiedział na zaległe wydawnictwo typu "the best of" (BTW nadal jest je winny wytwórni Interscope). Po stworzeniu numerów zatytułowanych Everything i Satellite, Reznor postanowił sprawdzić czy nie siedzi w nim więcej piosenek. Po roku pracy ze swym wieloletnim towarzyszem broni, Atticusem Rossem, okazało się, że płyta jest gotowa i że bardzo mu się podoba. Hesitation Marks dzisiaj ma swoją światową premierę, a ja zapraszam na krótką słowną wycieczkę po tym trwającym nieco ponad godzinę albumie.

POSLUCHAJ PŁYTY W CAŁOŚCI

Hesitation Marks już zdobyło wśród masy fanów tytuł najlepszego wydawnictwa z logo NIN od czasów With Teeth, albo i nawet The Fragile - wyraźnie widać więc, że głód i potrzeba posłuchania nowego Reznora była w narodzie silna. Wszak poprzednia pełnoprawna płyta zatytułowana The Slip została wydana w maju 2008 roku, czyli 5,5 roku temu. To kawał czasu, który został zajęty przez nagradzane soundtracki i poboczny projekt How to destroy angels (bardzo sympatyczny, ale wciąż dla wielu stanowi jedynie namiastkę Nine Inch Nails). Ale dosyć czekania. NIN wraca i ma się świetnie (choć nie bez zgrzytów, które postaram się wytknąć).

Nowy album to 14 kompozycji, z czego początkowa i końcowa to krótkie instrumentale, między którymi znajduje się 12 różnorodnych utworów - od pop-rockowego singla, przez niemal hip-hopowe "tłuste bity" aż po mroczny hałas, z którego Reznor jest najbardziej znany. Od razu ostrzegam miłośników żywych instrumentów - każdy utwór na HM bazuje na elektronicznym, perkusyjnym rytmie, obowiązki gitary basowej często przejmuje syntezator, a gitary lubią zostawać w tle. Więc jednym z minusów nowego Nine Inch Nails jest np. za mało prawdziwej perkusji i gitarowej ściany dźwięku, a trochę za dużo "plumkania". A skoro zacząłem od narzekania, to... Może nie podobać się też nieco zbyt usilne wydłużanie piosenek - przynajmniej dwa utwory mogłyby trwać o minutę krócej bez straty dla całości. A już na pewno wielu nie będzie sie podobał utwór Everything (oficjalny singiel numer 2), który w zwrotkach jest tak nietypowo dla Reznora radiowy, wesoły i plażowy, że gdyby nie pewność, że to gra NIN i chaos w refrenie, zastanowiłbym się dwa razy nad ponownym odsłuchaniem go. Niespecjalnie udany eksperyment, który atakuje uszy dokładnie w połowie płyty.

4 wersje okładki Hesitation Marks autorstwa Russella Millsa, człowieka odpowiedzialnego za grafiki z czasów The Downward Spiral. Zgodnie z ruchem wskazówek zegara, od lewej: deluxe, digital, winyl, standard (a u góry tekstu jest okładka iTunesowa)

Cała reszta na szczęście błyszczy bez specjalnego wysiłku i podlizywania się słuchaczowi. Fani odnajdą na Hesitation Marks całą masę odwołań (zarówno tekstowych, jak i muzycznych) do poprzednich dokonań Reznora, celowo zresztą tam umieszczonych. Atmosfera albumu czerpie z obecnego samopoczucia człowieka, który w 1994 roku dał światu rewelacyjne The Downward Spiral. Wtedy był na autodestrukcyjnej ścieżce, a teraz jest szczęśliwy i po przejściach, z których wyszedł zwycięsko. Nie bez powodu niektórzy nazywają HM sequelem do TDS, ale zrobionym na takich warunkach, jakie dyktuje pan autor (czyli bez atomowej agresji i wrzasków, ale niemal równie ekscytująco).

Po spokojnie narastającym intro przechodzimy do nowego koncertowego otwieracza - Copy of A, świetnej rytmicznej, industrialowej dyskoteki, która pomału rośnie, rośnie i rośnie. Główka sama chodzi! Następnie uszy osładza hałaśliwy, pełen cytatów, ale bardzo bezpieczny, pierwszy po latach przerwy singiel - Came Back Haunted (za kilka lat to będzie jeden z klasycznych utworów grupy, choć tego samego nie da się powiedzieć o epileptycznym teledysku autorstwa Davida Lyncha). Kolejne 3 utwory to bardzo szerokie spektrum kompozycyjnych umiejętności Reznora: mamy spokojne, pościelowe, bardzo ładne Find My Way (echa pracy w zespole z żoną), szalone, funkowe, pełniące funkcję Closer i kojarzące się z Prince'em (yup) All Time Low, inkrustowane smykami oraz brzęczącą, "fragile'ową" gitarą Disappointed (które moim zdaniem lepiej brzmi w wersji studyjnej, niż live). Potem znienacka wkracza wspomniane wcześniej Everything (pocieszenie: najkrótsza piosenka na płycie) i szybko przechodzi w doskonale nadające się na parkiet dyskotekowe rytmy w Satellite. Beat oraz zaśpiew skojarzył mi się z... Justinem Timberlake'iem (sic!), choć typowo Trentowe zagrywki szybko zaczynają zwracać uwagę (cudowne jest pierwsze, wyraźne wejście gitary).

Survivor - Sezon 6 już niedługo w Twojej telewizji!

Przekroczyliśmy półmetek i teraz już będzie dużo klasyczniej (z jednym wyjątkiem), ale w konsekwentnie wysokiej jakości. Various Methods of Escape to kawałek, który z powodzeniem mógłby trafić na The Fragile i przy okazji jest utworem, który od razu awansował jako główny nowy kandydat do listy "the best NIN songs ever". Ciary! Po nim czas na ostatnią "dziwną" kompozycję, do której trzeba się trochę przekonywać. Running to wesoły, szalony galop, sample żywcem wyrwane z Pretty Hate Machine i kanciasta, pocięta gitara. Trent z 1990 wita się z soundtrackowym Trentem. Hesitation Marks kończy się czteroutworową opowiastką, w której wszystko płynnie przechodzi jedno w drugie. Najpierw mamy świetne, bardzo basowe (pozdrowienia dla subwooferów) I Would For You z zacną gitarową końcówką i typowo reznorowym pianinkiem, potem na myśl przychodzi The Downward Spiral, bo oto rozbrzmiewa drugi najlepszy numer na płycie, bardzo głośny In Two, a na dobranoc mamy zestaw While I'm Still Here/Black Noise. Spokojne, ciche wyznanie faceta, który dobrze wie, że demony czają się za rogiem, ale póki co jest spokojny i radosny (jest bluesowa gitara i saksofon!) spuentowane powoli nadciągającą burzą hałasu. Zakończenie albumu traktuję jako dobry cliffhanger i obietnicę, że kolejne wcielenie NIN wróci do żywszego, agresywniejszego grania.

[porównajcie dwie najlepsze kompozycje na Hesitation Marks]

Nie ma co ściemniać: bardzo mi się ten album podoba. Cieszy ogromna różnorodność, która nie brzmi jak powrzucane na chybił-trafił do jednego wora różne triki, doceniam odwołania do bogatej przeszłości zespołu wymieszane z nowymi patentami. Lubię, jak Trent sili się na falset, choć nie ukrywam, że więcej wrzasków na pewno płycie by nie zaszkodziło. Świetnie spisują się zacni goście na tym albumie - gitary w wykonaniu Adriana Belew z King Crimson (to kolejna jego kolaboracja z TR) i Lindseya Buckinghama z Fleetwood Mac oraz bas Pino Palladino (The Who, Genesis) dodają smaku głównie elektronicznym utworom. Hesitation Marks dużo zyskuje, gdy się posłucha go w słuchawkach - wtedy do uszu docierają różne fajne motywy z tła, które umykają podczas normalnego słuchania. A dodatkową niespodzianką jest chyba pierwszy w historii popularnej muzyki zabieg, by udostępnić album w dwóch wersjach - standardowej i specjalnej audiofilskiej (dostępnej na nin.com), która jest przeznaczona dla wrażliwych uszu i równie wrażliwego, high-endowego sprzętu. Ciekawe, czy taki prosty człek, jak ja, usłyszy jakąkolwiek różnicę...

Hesitation Marks nie jest idealne i mam wrażenie, że gdyby Reznor poszedł wyraźnie w jedną albo drugą stronę (czyli: albo zrobił album w zaskakującym, dynamicznym, popowym stylu Copy of A czy Satellite ALBO skierował się bardziej w stronę klasycznych NIN-zagrywek - Various Methods of Escape, In Two) byłoby jeszcze lepiej. Póki co jednak jestem przekonany, że dostaliśmy najlepszy album, jaki mogliśmy w tym momencie otrzymać. Bezwzględnie czołówka 2013 roku, choć do końca zostało jeszcze kilka miesięcy.


PS Najbardziej ciekawi mnie teraz, jak pozostałe nowe utwory zabrzmią na żywo - wszak powrót NIN na wielkie sceny już okazał się ekscytującym i bardzo skomplikowanym przedsięwzięciem, co doskonale udowadnia poniższy materiał:

fsm
3 września 2013 - 16:01

Komentarze Czytelników

Dodaj swój komentarz
Wszystkie Komentarze
03.09.2013 18:33
GameSkate
53
Pretorianin

album w dwóch wersjach - standardowej i specjalnej audiofilskiej (dostępnej na nin.com), która jest przeznaczona dla wrażliwych uszu i równie wrażliwego, high-endowego sprzętu. Ciekawe, czy taki prosty człek, jak ja, usłyszy jakąkolwiek różnicę...
Zakładam, że wiesz na czym polega loudness war (jak nie to odsyłam np. do wikipedii). "Audiofilska" wersja albumu jest zmiksowana jak za dawnych czasów, więc różnicę na pewno będzie słychać. :)

03.09.2013 18:59
odpowiedz
U.V. Impaler
176
Hurt me plenty

GRYOnline.plRedaktor naczelny

Ja nie pieję z zachwytu. Jak zwykle podoba mi się kilka numerów i jak zwykle reszta to zwykłe przeciętniaki. Drażni mnie to, że koncertowa wersja "Copy of A" brzmi lepiej niż studyjna, za dużo plastiku w tych ostatnich NIN-ach, za mało ognia. No ale cóż, twórczość Trenta się kocha, albo nie - ja kocham, więc i tak będę do tej płyty wracać, tak jak było to w przypadku mierniutkiego The Slip. Czasy The Fragile i agresywnego gitarego grania z epoki Broken/TDS już nie wrócą, a szkoda, bo za nimi tęsknię najbardziej. Kiedyś każdy kawałek NIN był hiciorem, dziś wlatują mi one jednym uchem, drugim wylatują.

Inna sprawa, że jak dziś usłyszałem pierwsze takty Everything w "trójce", to od razu poprawił mi się humor. Dziwi mnie to mocno, bo kawałek jest wybitnie kiepski. :) Magia NIN jednak działa.

03.09.2013 19:42
odpowiedz
ubersniper
88
Pretorianin

Istniała dotychczas spora różnica między żywym brzmieniem klasycznego NINa a side-projektami przesyconymi wysmakowaną elektroniką z Rossem i resztą.
Reznor wrzucając wszystko do jednego kotła - robiąc album z Rossem i nazywając to coś nowym NINem zrobił wg mnie ogromną krzywdę marce jaką stworzył. Na dodatek marce, która w swojej formie została definitywnie zamknięta. Nowy NIN bliższy jest HDA (a w niektórych momentach identyczny) niż do czegoś co mogło być naturalną ewolucją poprzedniego zespołu Reznora. Na dodatek pomysły typowo NINowe są aż nazbyt oczywiste i wtórne. Nie rozumiem co chciał osiągnąć. Mam wrażenie, że zapuszczając się z Rossem, kobitą i resztą na nowe tereny (OST i HDA) wypalił tam magię NINa. Gdy zamknę oczy i wyobrażę sobie, ze to kolejny HDA to płyta chce się podobać. Kiedy wracam na ziemię i widzę nową okładkę NINa przy playliście to mnie rozpier$%^%&. Ech Trent :).

03.09.2013 20:05
odpowiedz
sekret_mnicha
196
fsm

GRYOnline.plTeam

Co ja poradzę, że podoba mi się... Lepsze to niż HTDA, lepsze niż The Slip, prawie wszystko na HM do mnie trafiło. Inna sprawa, że moje fanbojskie 8,5 albo i 9/10 trzeba będzie poddać weryfikacji pod koniec roku (teraz działa głownie efekt nowości), ale i tak myślę, że ocena "bardzo dobre" się utrzyma.

I tak, wiem na czym polega loudness war. I wciąż się zastanawiam, czy usłyszę różnicę (na pewno będę próbował) :)

03.09.2013 23:21
odpowiedz
Papisotoromek
52
Pretorianin

Dziwię się, że recenzent tak odrzucił Everything, który jest moim zdaniem najlepszym, najciekawszym i najbardziej odważnym utworem na nowej płycie NIN. Płyta jest mocno średnia, brakuje jej pazura, momentami wręcz nudzi. Świetne kawałki przeplatają się z kiepskimi. Everything jest za to mocne wokalnie, melodyjne, a gitara spisuje się świetnie. Jasny, wesoły początek i raczej optymistyczny tekst, w kontrze ostry, instrumentalnie shoegaze'owy refren. Zaś jego popowa charakterystyka nie powinna zdziwić żadnego fana NIN, bo NIN z popem romansuje od zawsze, kropka.

04.09.2013 10:55
odpowiedz
sekret_mnicha
196
fsm

GRYOnline.plTeam

NIN to w swym rdzeniu pop - zgadzam się w 100%. Zgadzam się również, że Everything to najbardziej zaskakujący utwór na płycie. Mimo wszystko uważam go za najgorszy w tej kolekcji - nie bierze mnie wysilony wokal Trenta i wesolutka gitara w tle. Nie pasuje mi ten kawałek do całości i często go po prostu pomijam podczas odsłuchu HM. Brawa za odwagę, klaps za efekt końcowy. Jeśli chodzi o popowe zagrania dużo lepsze jest Satellite. Ale oczywiście nikomu nie mogę zabronić lubienia Everything :) Ciekawi mnie wersja live (ma potencjał na bycie duuuużo lepszą) i jaki będzie do tego teledysk.

04.09.2013 18:38
odpowiedz
zanonimizowany5018
15
Legend

Dzisiaj dostałem. Edycję limitowaną w mediabooku (lubię ten sposób wydawania krążków). Nawet nie wiem, co jest na drugiej płycie! W każdym razie dopiero chwilę temu zacząłem odsłuchiwać. Jestem gdzieś pomiędzy "Running" i "I Would For You". Dlatego też nie czytałem jeszcze opinii autora, aby najpierw utworzyć swoją. W każdym razie po tych kilku utworach muszę powiedzieć, że album brzmi... świetnie. I nie chodzi mi tylko o świetnie ukręcony sound (norma), ale o świeże i wciągające kompozycje.

Na głębszą refleksję i ewentualną polemikę przyjdzie czas. Tyle się w tym roku dzieje w muzyce, że trudno nadążyć!

07.09.2013 21:41
odpowiedz
zanonimizowany5018
15
Legend

sekret_mnicha: Słucham kolejny dzień tego krążka. Oceniłeś go ze zbyt dużą ostrożnością, bo to wielkie dzieło. Nie jest jakieś specjalne nośne, ale słychać tam dotyk Boga Adriana z Kentucky. Za dużo będzie napisać, że NIN wypłynął na progresywne szerokości, ale właśnie ze względu na urozmaicony klimat dzieło brzmi świeżo i naprawdę otwiera się w kilku następnych odtworzeniach. Nie ma tu takiego chamskiego, nachalnego brzmienia w stylu "Year Zero". To raczej subtelna strona NIN, choć brzmi to dosyć dziwne w kontekście tej energii, którą do "Hesitation Marks" włożono. Zgadzam się, że to hybryda. Szukać i wybierać w różnych gatunkach. Budzi skojarzenia z "The Fragile", a to baaardzo dużo.

07.09.2013 23:42
👍
odpowiedz
sekret_mnicha
196
fsm

GRYOnline.plTeam

Ostrożność wynikała poniekąd z tego, że dobry kolega - również miłośnik NIN - jest HM zawiedziony i bardzo starał się mnie przekonać, że nuda, za dużo gołębi w garści i brak motywu przewodniego. Nie dałem się, bo uważam ten album za coś bardzo dobrego i z każdym kolejnym przesłuchaniem utwierdzam się w tym przekonaniu. Aczkolwiek do Fragile i Spirali jednak brakuje - tamte płyty są kompletne, a tutaj mimo wszystko kilka mikro-zmian bym wprowadził. Tym niemniej dalej zdecydowana czołówka roku i oczywiście cieszę się, że tak Ci się ten album podoba.

08.09.2013 00:34
odpowiedz
rog1234
77
Dragon Install

Jestem nieprzekonany. Słyszałem całość ze trzy razy i nie mam siły i nerwów do kolejnych. Niby nie brzmi to źle, niby wszystko jest na miejscu, produkcja niby super, wykonanie niby również... ale po prostu brak "tego czegoś". Parafrazując - "a copy of a copy of a copy of a copy of a really good NIN album"... z drugiej strony zaś nie brzmi jak żaden poprzedni, a bardziej jak coś z ostatnich niepodpisanych NIN wyczynów Trenta - a to nie jest komplement. Nie ten klimat, nie ta gęstość, nie ta moc.

Nie oczekuję po Reznorze mroku z wczesnych lat, bo jego życie to już inna bajka - a wymuszanie tego byłoby okropnie nieszczere, a to najgorsze co może być w muzyce. Tyle że taki Year Zero, przecież w zasadzie science fiction lirycznie i stylistycznie, był wyśmienitą, wystrzałową i charakterną płytą. Hesitation Marks brzmi jak jeszcze bardziej spłukana z pomysłów wersja How to Destroy Angels.

Za dużo dobrego w muzyce w tym roku się działo (do tej pory ukazało się przynajmniej cztery albumy oscylujące wokół "wybitnych") i dalej będzie się działo, żebym takim... w sumie ochłapem jak nowe NIN miał się na dłużej zajmować, a jako wielkiemu fanowi w zasadzie wszystkiego co zrobiła ta "grupa" (poza The Fragile, które ściąłbym o połowę i With Teeth, które jest nudne) liczyłem na więcej.

09.09.2013 20:56
odpowiedz
Rezor
143
NIN

Jestem po którymś tam już odsłuchu.
Pamiętam pierwszy i pierwszą reakcję: WTF?! - elektro pomieszane z pop z odrobiną przypraw, tak pomyślałem.
Teraz zupełnie inaczej do tego podchodzę. Album mi się coraz bardziej podoba. W zasadzie większość piosenek jest dla mnie na tak. Jest pare sztuk które mi nie podchodzą: Everything, All time low z Disappointed też średnio jakoś. Ale reszta jak najbardziej na plus.
Widać przemianę artysty, jego ciągły rozwój i eksperymenty. Album bardzo dojrzały także biorąc pod uwagę teksty.
Sorry ale jak czytam, że to już nie jest to samo co DS czy TF, to myślę: no co za dupcenie.
Tamten okres muzyczny Trent Reznor zamknął zamykając tamte albumy i kropka. Jak ktoś chce posłuchać mocnego NINa to niech wraca do tamtych albumów.
Porządny artysta wraz z wiekiem dojrzewa, tak samo jak jego muzyka. Stać w miejscu by klepać mocne kawałki bez żadnego powiązania z teraźniejszym samym sobą to przecież jakaś pomyłka. A takie wydają się być prośby niektórych fanów. Przynajmniej takie odnoszę wrażenie.

Na chwilę obecną 7.5/10

20.10.2013 23:07
odpowiedz
zanonimizowany5018
15
Legend

U mnie utrzymało się 9/10. Świetny album. Słucham prawie codziennie, prawie codziennie też coś odkrywam. Swoją drogą zauważyłem, że na blogach o wiele więcej sympatii do NIN niż w tzw. serwisach branżowych, tal:
http://zatopionywciszy.blogspot.com/2013/09/nine-inch-nails-hesitation-marks.html
http://metalcandance.wordpress.com/2013/10/10/nine-inch-nails-hesitation-marks/

21.10.2013 10:46
👍
odpowiedz
sekret_mnicha
196
fsm

GRYOnline.plTeam

Też z mniejszymi lub większymi przerwami słucham HM z przyjemnością od momentu premiery. Bardzo dobra płyta. I również zauważyłem, że fani są zdecydowanie przychylniejsi nowemu NIN, niż krytycy. Trent zrobił coś trafiającego w zaprawioną w bojach publikę, co nie do końca podoba się recenzentom (choć ogólna opinia jest pozytywna - rzadko trafiały się teksty oceniające HM na mniej, niż 7/10).

Dodaj swój komentarz
Wszystkie Komentarze