Dalekowschodni brat Duke'a - recenzja Shadow Warrior Classic Redux - guy_fawkes - 25 września 2013

Dalekowschodni brat Duke'a - recenzja Shadow Warrior Classic Redux

Pytanie za bazylion punktów: wymieńcie herosa powołanego do życia przez 3D Realms, który rzucał pamiętnymi one-linerami, eksterminował setki przeciwników w brutalny sposób, a w międzyczasie oddawał się podziwianiu kobiecych wdzięków. Na usta z pewnością ciśnie się Wam oczywista odpowiedź, lecz nie chodzi wcale o Księcia, a o jego, można by rzec, orientalne wcielenie – Lo Wanga, bohatera gry Shadow Warrior, w założeniach bliźniaczo podobnej do Duke Nukem 3D. Już niebawem zakosztujemy remake’u stworzonego przez polskie studio Flying Wild Hog, ale do tego czasu warto pochylić się nad oryginałem – co czyniło go tak świetną, kultową dziś pozycją? I, przy okazji, dlaczego genialną okazją do jego poznania jest zremasterowana wersja?

I’M THE SHADOW WARRIOR!
W zasadzie zdradziłem to już we wstępie, gdyż Shadow Warrior kumuluje w sobie wszystkie najlepsze składowe wielkiego przeboju 3D Realms: miodną wymianę ognia na przemian z wymachiwaniem kataną, fantastyczne lokacje, energetyczny soundtrack skompowany przez Lee Jacksona, nieco pieprzu oraz naturalnie humor. Nazywanie go klonem DN3D bywa zarówno pomocne, jak i zwodnicze, gdyż produkcja cechuje się wyczuwalnym, własnym klimatem. Nutka orientu nadaje mu specyficznego posmaku, lecz grywalność jest dziwnie znajoma – w SW szarpie się bowiem równie dobrze, co w Duke’a. Pretekst do robienia z wrogów mielonki stanowi zdrada – szefostwo firmy Zilla Enterprises wypięło się na najlepszego zabójcę z tytułowego klanu, po tym jak zaczęło paktować z ciemnymi mocami. W efekcie musimy ukrócić jego niecne knowania, po drodze rubasznie komentując roznegliżowane pannice, dla odmiany zdolne skwitować sprośności ołowiem. Lo Wang najwidoczniej nie ma uroku Księcia, ale stara się to nadrobić zadziornością i podobną blondasowi błyskotliwością, dzięki której podsumowuje zamieszczone w grze smaczki, jak pewna bestia z filmu Monty Pythona, najsłynniejsza pani archeolog, czy też popularny aktor z filmów gęsto napakowanych wschodnimi sztukami walki. Naturalnie bez kompromisów i pójścia na ustępstwa – jest seksistowsko, brutalnie (katana cudownie porcjuje tałatajstwo) i po prostu satysfakcjonująco.

Kto mieczem wojuje, mieczem porcjuje

YOU NO MESS WITH LO WANG!
Duża w tym zasługa szerokiego, killerskiego arsenału, gdzie znalazło się oręże typowe (Uzi, wyrzutnia rakiet, granatnik), jak i całkowicie nieszablonowe – głowa miotająca fireballami czy serce, przywołujące śmiertelnie groźną kopię protagonisty. Mając zapas kilku takich artefaktów można ubić każdego bossa… w ogóle nie brudząc sobie rąk! Zresztą ciężko utrzymać ręce w bezruchu, kiedy wyrzutnia obsługuje także miniaturowe głowice nuklearne, zaś shotgun zdolny wypluć naraz 4 pociski to czysta poezja. Czasem Lo Wang znajdzie jakiś pojazd wymagający naprawy, ale po jego uruchomieniu siejemy jeszcze większe spustoszenie, zwłaszcza jeśli siądziemy za sterami czołgu. Biorąc pod uwagę pojemność zbrojowni i dodatkowe elementy otoczenia służące nam w walce, trudno krytykować Shadow Warriora. Autorzy włożyli weń mnóstwo widocznej na każdym kroku pracy. Interaktywność rozmaitych obiektów budzi podziw (można np. wygrać amunicję w automatach), spora ich część jest podatna na zniszczenie, zaś poziomy upstrzone sekretami (zachomikowano nawet bonusowe levele!), każące szukać kluczy i kart dostępu nawet dziś robią wrażenie – tym większe, że przecież wykorzystany silnik wcale nie generuje całkowicie trójwymiarowego środowiska, tylko je udaje. SW przyniósł co prawda unowocześnioną wersję Builda, wzbogaconą o technologię room-over-room (od teraz nad jednym pokojem faktycznie dało się zbudować drugi), ale mimo wszystko to nadal naciągane 3D. Łatwo to zauważyć odpalając oryginalną wersję i kierując kamerę w górę – obraz ulega wtedy deformacji. W czasach gry bez myszek uchodziło to uwadze graczy, lecz teraz włączenie mouse looka nie pozwala się ukryć takim detalom.

She's raided her last tomb!               

MUST BE AMERICAN DRIVER!
Tej przypadłości pozbawiona jest recenzowana przeze mnie wersja Classic Redux, w odróżnieniu od edycji f2p zawierająca zremasterowaną na wzór Duke Nukem 3D: Megaton Edition grafikę. Poprawiono w niej tekstury, czytelność HUD-a, dodano bezproblemową obsługę wysokich rozdzielczości oraz naturalnie gryzonia. Używając tajemnych geekowskich mocy da się nawet odpalić multi, ale nie ma to sensu - oficjalne serwery są martwe od lat, a zabawa z opcjami to strata czasu. W każdym razie gra działa wyśmienicie, w pełni zachowując ducha oryginału, a jednocześnie nie kłując w oczy pikselozą i udostępniając achievementy – to jeden z łatwiejszych tytułów do scalakowania. Puryści wciąż mogą uruchomić nietkniętego zmianami klasyka, ale powiedzmy sobie szczerze – po co w takim razie wydawać pieniądze, skoro dokładnie to samo oferuje edycja bezpłatna? Redux jest o tyle warta zakupu, że zawiera jeszcze 2 dodatki: Twin Dragon oraz Wanton Destruction. Pierwszy, stworzony przez Wylde Productions i Level Infinity, został wypuszczony do Sieci za darmo w 1998 roku. Fani Lo Wanga dowiedzieli się z niego, iż protagonista posiada brata bliźniaka, zaginionego dawno temu, który jednak zwrócił się ku ciemnej stronie mocy i tworzy armię na wzór Master Zilli, co oczywiście wymaga interwencji. Pojawia się tu co prawda nowy rodzaj przeciwnika, ale tylko w teorii, bo autorzy jego osobą zwyczajnie recyklingują starego, dobrego Guardiana (to właśnie jego głowa robi także za broń!). Rozszerzenie to pozostawia spory niedosyt: lokacje cierpią na chaotyczną konstrukcję, doprowadzając do szewskiej pasji niewidzialnymi minami (sic!), klucze porozrzucano ewidentnie na siłę w nieintuicyjnych miejscach, byle tylko zmusić odbiorcę do nadkładania zbędnej drogi, zaś interesujących easter eggów czy sekretów można tutaj ze świecą szukać, bo autorzy zamiast nich woleli umieścić swoje reklamy. Do tego dochodzi rozczarowujący (na domiar złego pojedynczy) boss, ale to już bolączka zarówno tego dodatku, drugiego, jak i podstawki i wielu starych gier, gdzie problemem nie jest pokonać szefuńcia, a trafić do niego. Drugi expansion pack wypada zdecydowanie lepiej, głównie przez wgląd na ewidentnie wyższej jakości, bliskie oryginałowi miejscówki, niekiedy mocno zalatujące DN3D – szczególnie urzekła mnie akcja à la Szklana Pułapka na skrzydłach lecącego samolotu, zmuszająca do zmagań na równi z przeciwnikami i pędem powietrza. Za ten pakiet misji odpowiada Sunstorm Interactive, lecz z uwagi na fakt, iż jego autora zatrudniono w zespole pracującym nad Duke Nukem Forever, Wanton Destruction ukazał się dopiero w 2004 roku, zaś w wersji nieodpłatnej rok później. Teoretycznie największą nowością są tu ludzcy przeciwnicy (do tej pory krzyżowaliśmy rękawice z wytworami ciemnej strony mocy), ale w praktyce są dobrze znani oponenci z nowymi skórkami, zatem tutaj również twórcy nie wylali siódmych potów, by odpowiednio uczcić wyprawę Lo Wanga do krewnych w San Francisco, gdzie czeka nań zasadzka urządzona przez nikogo innego, jak… sługusów Zilla Enterprises, więc będzie okazja dokończyć dzieła. Jeśli ktoś nie chce wydawać ani grosza, może się pobawić z instalacją dodatków na wersji f2p, ale biorąc pod uwagę obecność Shadow Warriora Classic Redux w niedawnym Humble Bundle Retro Shooters, nie ma to większego sensu. Koniec i bomba, a kto nie kupił, ten trąba.

I like sword - it's a personal weapon!

AHHH, BETTER THAN ACUPUNCTURE!
Shadow Warrior Classic Redux
zabiera współczesnego gracza w nostalgiczną podróż – nie nowoczesnym liniowcem, a autokarem, który trochę trzęsie, ale ma już całkiem wygodne siedzenia i łazienkę, toteż wycieczka staje się całkowicie znośna, a wręcz przyjemna, bo można podziwiać krajobrazy po drodze. Gdyby tylko Steam od razu umieszczał na pulpicie osobne skróty do każdego elementu zremasterowanej wersji, byłbym kontent, choć nie jest to przeszkoda nie do pokonania. Mam nadzieję, że polskie studio odda niesamowitą atmosferę i grywalność oryginału.

Jeśli ktoś ma ochotę śledzić mnie na Twitterze, zapraszam tutaj: https://twitter.com/guy_fawkes_gt

Zapraszam również do mojej strony na FB, gdzie zamieszczam wszystkie linki do publikowanych przeze mnie treści i ciekawostki: http://www.facebook.com/GuyFawkes88              

guy_fawkes
25 września 2013 - 02:10

Komentarze Czytelników

Dodaj swój komentarz
Wszystkie Komentarze
26.09.2013 22:48
myrmekochoria
myrmekochoria
45
Konsul

Jezu, ale rzeź... . Trailer. Jakie to jest oldskulowe.

Jak zawsze świetna recenzja.

26.09.2013 23:08
guy_fawkes
😊
odpowiedz
guy_fawkes
24
Pretorianin

Dziękuję. :) Owszem, dzieje się tu sporo i gorąco polecam zapoznanie się z SW, bo Redux jest bardzo, bardzo grywalny. Steam właśnie pobiera mi remake. Już jutro przekonam się na własnej skórze, czy dorównuje oryginałowi.

26.09.2013 23:12
_Luke_
odpowiedz
_Luke_
211
Death Incarnate

Gra jest absolutnie wyczesana. Z perspektywy czasu podoba mi sie bardziej niz duke :)

05.10.2013 22:24
Lechiander
😒
odpowiedz
Lechiander
69
Fuck Black Hole

No to jestem trąba i to jerychońska. Przegapiłem Duke'a i Wonga... :( ;(
Iść się wieszać, czy utopić... czy co. Bosz...

BTW Mogliby dorobić jeszcze Blood i Redneck Rampage.

05.10.2013 22:56
raziel88ck
👍
odpowiedz
raziel88ck
143
Reaver is the Key!

Czekam na recenzję wersji HD. Uwielbiam azjatyckie klimaty, no i Duke'a 3D również, zaś Shadow Warrior oparty jest na tym samym enginie i stworzony przez to samo studio.