Idealna gra wyścigowa: Zabawa + zbieractwo + kariera - Brucevsky - 11 grudnia 2013

Idealna gra wyścigowa: Zabawa + zbieractwo + kariera

Ta i wszystkie inne ilustracje w tekście pochodzą ze strony wallbase.cc

Po kilkunastu godzinach spędzonych z Gran Turismo na PSP stwierdzam, że to wprost niezwykłe połączenie spełniającego dziecięce marzenia prezentu z  ukrytym pod ładnym papierkiem rozczarowaniem. Z jednej strony mogę zabrać ze sobą wszędzie potężny garaż rozmaitych modeli różnych marek i pościgach się nimi po znanych, słynnych , kultowych trasach, leżąc w łóżku lub jadąc autobusem. Z drugiej jednak, po każdych trzydziestu minutach zabawy zaczyna mi tak bardzo doskwierać brak trybu kariery, że potrzebna jest przerwa.

W ostatnich kilkudziesięciu miesiącach przyszło mi ogrywać cztery bardzo różne gry wyścigowe. Zdecydowanie najwięcej godzin poświęciłem Gran Turismo 4 na PlayStation 2, w którym kupowałem nowe samochody, wystawiałem je w kolejnych pucharach i rywalizowałem o nowe trofea. Trochę mniej czasu zabrał mi Need for Speed: Shift, ale tutaj też bawiłem się przez kilkanaście dni, biorąc udział w emocjonujących zmaganiach, wybierając odpowiednie auta i rozsądnie je modyfikując. Na najniższym stopniu podium uplasował się Wipeout Fusion, który zaoferował wiele godzin dynamicznej zabawy na wysokim poziomie. Teraz swój wynik cały czas poprawia Gran Turismo na PSP. Patrząc jednak na moją motywację do zabawy i  nieregularność kolejnych uruchomień produkcji Polyphony Digital, obawiam się, że awans w prywatnej klasyfikacji gier wyścigowych zajmie mu bardzo dużo czasu.

Dlaczego Gran Turismo na PSP nie przyciąga do zabawy, tak jak trzy inne wspomniane wyżej produkcje? Dlaczego Shift zatrzymał mnie na dłużej niż Wipeout? Próbując znaleźć odpowiedzi na te pytanie przy okazji zacząłem się zastanawiać, dlaczego w ogóle się ścigamy?

Możliwe wyjaśnienia:

1.    Dla samej radości ścigania – element obecny w każdej dobrej grze wyścigowej. Mknięcie z dużymi prędkościami po znanych lub fikcyjnych torach za sterami/kierownicami mniej lub bardziej znanych nam obecnie maszyn jest praktycznie podstawowym elementem, który zachęca nas do uruchomienia danej wyścigówki i poświęcenia jej wielu godzin. W moim przypadku znajduje się w każdej z czterech wspomnianych gier.

2. Dla kolekcjonowania nowych samochodów, odkrywania nowych torów i wygrywania bonusów – dla przyjemności wyjeżdżamy na tor trzy, pięć, dwadzieścia, pięćdziesiąt lub sto razy. Potem jednak „głód wirtualnej szybkości” udaje się zaspokoić i jeśli gra nie oferuje nic więcej to szukamy tytułu, który zaspokoi naszą nową potrzebę (niszczenia, budowania, strzelania, skakania, rozwiązywania zagadek). Lepsza gra wyścigowa powinna mieć to coś, by oprócz oferowania przyjemności graczowi, motywować go do kolejnych wyzwań. Prosty system nagród – zarabiania wirtualnych pieniędzy za wygrane, odkrywania nowych pucharów, torów lub maszyn. Ten element także jest obecny we wszystkich czterech wspomnianych na początku grach.

3.   Dla realizowania pewnego celu - dla trybu kariery - gra przynosi nam radość ścigania i pozwala kolekcjonować oraz odkrywać, więc zatrzymuje gracza na pewien czas. By jednak nie zerwał się on z haczyka danej produkcji, potrzebny jest jakiś cel, który zmotywuje go do pozostania przy danej pozycji na długie godziny. Gran Turismo 4 oferuje dziesiątki różnych pucharów, w których musimy wystawiać różne, spełniające wymagania samochody. Jest więc cel, dla którego zarabiamy wirtualne kredyty w kolejnych wyścigach i kupujemy nowe auta. Jest jakieś uzasadnienie dla inwestycji w te wszystkie kilkusetkonne potwory i małe hatchbacki. W Shifcie kolejne triumfy odkrywają nam coraz bardziej prestiżowe zawody i pozwalają rywalizować z trudniejszymi rywalami w silniejszych klasach. Dzięki temu występuje wrażenie progresu. W Wipeoucie za wygrane pieniądze ulepszamy bolidy,  a także odkrywamy nowe zespoły, z którymi mamy większe szanse na zwycięstwo w kolejnych pucharach. Znów jest po co się ścigać i inwestować w udostępniane modyfikacje. A w GT na PSP? Tam nic takiego nie ma, auta kupujemy dla własnej przyjemności, bo przeciwnicy dobierani są zawsze pod nas i na dobrą sprawę to możemy skończyć wszystkie wyścigi za kółkiem jednego mini morrisa.

Największa liczba pucharów i samochodów przełożyła się na znakomity godzinowy wynik Gran Turismo 4. Shift nie był tak bogaty pod względem zawartości i tylko dlatego „pochłonął” trochę mniej czasu. Wipeoutowi na przeszkodzie stanął wysoki poziom trudności, zbyt uproszczony schemat "kariery", a także wychodząca po pewnym czasie na jaw „złudność” bogatej zawartości (powtarzające się trasy i bardzo podobne pojazdy). Teraz ze sporymi przeszkodami mierzy się przenośne Gran Turismo, które po prostu nijak nie motywuje do kupowania kolejnych maszyn i wygrywania wyścigów.

Jaki z tego można wyciągnąć wniosek? Idealna gra wyścigowa (w dużym uproszczeniu) musi zapewniać frajdę podczas zmagań na torze, powinna dysponować bogatą zawartością do zbierania i odkrywania, a także przemyślanym mechanizmem motywowania graczy. Jeśli zabraknie pierwszego składnika to dany tytuł nawet nie zyska uwagi klientów, bo nie będzie po prostu grywalny. Bez drugiego elementu nie będzie w stanie na dłużej zatrzymać danego nabywcy. Wreszcie, bez trzeciego nie będzie w stanie skupić na sobie uwagi i zostać czymś więcej niż grą drugoplanową, dodatkiem do innych aktualnie ogrywanych produkcji. Ten los właśnie spotyka w moim przypadku przenośne Gran Turismo.

A Wy jakbyście opisali idealną grę wyścigową? Wymienilibyście zmyślnie zaprojektowane trasy, efektowny model zniszczeń, ciekawe pomysły na wyścigi, a może licencjowane samochody? Dajcie znać w komentarzach.

Gralingrad potrzebuje Twoich komentarzy, rad, uwag i opinii! Jeśli masz coś do dodania, z czymś się nie zgadzasz lub chciałbyś napisać kilka słów pochwały to śmiało kieruj swe kroki w stronę komentarzy lub na profil na Facebooku, gdzie oprócz informacji o nowych materiałach znajdziesz też ciekawostki dotyczące sportu, motoryzacji, filmu, anime, muzyki i gier. Zainteresowani mogą też uderzać na anglojęzyczną wersję Gralingradu, gdzie trafiają krótkie teksty na rozmaite tematy.
Brucevsky
11 grudnia 2013 - 19:54

Komentarze Czytelników

Dodaj swój komentarz
Wszystkie Komentarze
12.12.2013 01:25
DM
DM
158
AFO Neptune

GRYOnline.plTeam

Ja rozróżniam te gry jednak na samochodowe i wyścigowe simy...
Gra samochodowa, to np Forza, Shift, nawet GTA :) - dobieram sobie samochód - po wyglądzie, dźwięku silnika, tuninguje lekko, wybieram lubiany tor - w 99% Nurb i jeżdżę dla samej frajdy jazdy, ewentualnie staram się pobić swój czas...

a gry wyścigowe - gdzie chodzi o ściganie, zajmowanie miejsc, wyprzedzanie... cóż, żadne gridy, need for speedy już nie robią wrażenia... albo są idiotycznie proste, albo jak Midnight club idiotycznie trudne. Czasem włącze F1 od Codemasters, bo tam można przynajmniej dowalić Vettelowi :) ale gdy się kiedyś spróbowało simracingu - to frajdę z rywalizacji, adrenalinę, emocje - można znaleźć tylko tam, ze ściganie się online na poziomie...

12.12.2013 20:07
Brucevsky
odpowiedz
Brucevsky
112
Playing with writing

gameplay.pl

Rozróżnienie sensowne, ale pewnie nie przez wszystkich stosowane. Ja jednak gry wyścigowe wrzucam do jednego worka, a dzielić zaczynam dopiero, gdy szukam konkretnego typu rozrywki. Czasami potrzebny jest szalony pęd w stylu Wipeouta czy Burnouta, a czasami poważniejsza symulacja, jak Race 07 lub Gran Turismo.

12.12.2013 23:06
odpowiedz
aap1234
5
Legionista

GT5, ahh ile ja tam kilometrów wyjeździłem...i było by więcej, ale plejak padł. Pamiętam, była dobra ekipa, zasady, coś na kształt amatorskiej ligi, bez ciśnienia, ale taranowanie czy oszustwa w jakiejkolwiek postaci były karane. W szczytowej formie graliśmy serię od 400 PO wzwyż, bez TCS, na słabszych oponach itp. Dziś już niestety się wszystko rozpadło, ale że mam możliwość to wracam od czasu do czasu. Co do wyścigówek jako takich to po spróbowaniu GT4 na ps2 żadna nie dawała mi takiej frajdy jak Gran Turismo. W Forze nie grałem i nie zagram bo nie planuje kupić Xboxa, ale z tego co słyszałem też jest niezła. NFS-y, Girdy i inne arcadówki mnie nie bawią, jakoś wolę realizm, wiadomo że GT to może nie symulator pełną gębą, ale na pewno pół symulator, a po wyłączeniu kontroli trakcji, wybraniu autka z napędem na tył i najgorszych opon, latanie bokiem daję taką frajdę, że po prostu chce się jeździć. Najbardziej co mnie denerwuje w GT5 to podział na premiumy i standarty oraz dźwięk, który jest taki trochę nijaki. Ponadto emocje, w zręcznościówkach nigdy nie miałem nerwówki, a w GT do dziś pamiętam ten stres jak prowadzisz na nurbie, a za tobą całą wataha, starasz się nie popełnić błędu, jechać jak najbardziej czysto, ale i szybko, to jest adrenalina, a nie 200km/h w zakręcie 90 stopni plus nitro....

13.12.2013 19:47
Brucevsky
odpowiedz
Brucevsky
112
Playing with writing

gameplay.pl

Jak wspomniałeś o tej watasze za plecami na Nurburgu to skojarzyły mnie się moje zmagania z endurance'ami w GT4 i ten stres, czy dobrze wyliczyłem pitstopy ;)