Nie będziemy przecież grać za darmo! - OsK - 7 marca 2014

Nie będziemy przecież grać za darmo!

W tym wpisie:

- opiszę doświadczenie naukowe, wykonane przez psychologów,

- przytoczę żydowską opowieść z morałem,

- wytłumaczę, w jaki sposób achievementy psują dzisiejsze gry.

Zacznijmy „przypowieści”.

Pewien stary krawiec miał warsztat, pod którym schodziły się dzieci i krzyczały „Żyd! Żyd!”. Krawiec był tym bardzo zmartwiony, bo wyraźnie psuło mu to interes, a dzieci były po prostu złośliwe, więc wiedział, że nie dojdzie z nimi do ładu.

Wpadł jednak na pewien pomysł. Gdy dzieci krzyczały „Żyd!”, wyszedł do nich i powiedział, że od dzisiaj, każdy kto przyjdzie pod jego warsztat i będzie to wykrzykiwał, dostanie dziesięć centów. Dzieciaki były zachwycone i przychodziły regularnie.

Pewnego dnia jednak, krawiec wyszedł do nich i powiedział, że nie może już im tyle płacić. Od dzisiaj będą dostawały tylko pięć centów. Dzieciaki dalej przychodziły i krzyczały „Żyd!”. Krawiec każdego dnia im płacił.

W końcu wyszedł i powiedział, żeby dalej przychodziły, ale już nie może im za to płacić. Dzieci były naprawdę oburzone. Wykrzyknęły: „Przecież nie będziemy tego robili za darmo!”.

Powiecie, że to tylko opowieść. Nie ma w niej nic prawdziwego, a do tego ma się nijak do gier... Jednak mechanizm przedstawiony w opowiadaniu o krawcu jest faktem potwierdzonym naukowymi eksperymentami. Na przykład Harry Harlow (badania opublikowane w 1950 roku) obserwował małpy, które bawiły się deskami. Do desek były przymocowane różne elementy (zasuwki, haczyki itp.). Im dłużej zwierzaki się nimi bawiły, tym sprawniej wychodziło im majsterkowanie. Z czasem spróbowano nagradzać małpy za zabawę, ich zainteresowanie zabawkami natychmiast zaczęło maleć.

Nastąpiło wyraźne zastąpienie motywacji wewnętrznej (wynikającej z faktu, że coś daje przyjemność) motywacją zewnętrzną (nagrodą). Powoduje to bardzo szybki zanik motywacji wewnętrznej. Eksperymentów potwierdzających taki mechanizm w mózgach ludzi było całkiem sporo. Gdy zaniknie motywacja wewnętrza, pozostaje opieranie się na zewnętrznej. Gdy i jej zabraknie, człowiek zupełnie traci zapał do danej czynności.

Zanim pojawiły się na tak szeroką skalę achievementy, gracze byli trochę jak powyższe małpy na pierwszym etapie: gra miała przede wszystkim bawić, odkrywaliśmy największe sekrety różnych produkcji dla samej frajdy, stawialiśmy sami sobie cele, które realizowaliśmy tylko dlatego, że sprawiało nam to radość.

Achievementy zaczęły jednak delikatnie zmieniać tę sytuację. Teraz często gra dokładnie nam mówi (np. zakładką na Steamie lub dodatkowym panelem dostępnym z menu), co dokładnie musimy zrobić, żeby dostać achievementa i które zagrywki będę promowane przez program.

Achievementy miały motywować do głębszego poznania gry, zamiast tego sprawiły, że traktujemy ją bardziej powierzchownie i w momencie gdy wykonamy wszystkie nagradzane zadania, tracimy zainteresowanie, bo inne formy zabawy, nie uwzględnione w osiągnięciach, wydają się być bez znaczenia.

Oczywiście, wielu graczy pozostaje niewrażliwych na achievementy i wciąż potrafi bawić się zupełnie ignorując ich istnienie. Nie zmienia to jednak faktu, że mieliśmy już pierwsze przykłady gdy wielkie firmy zdawały sobie sprawę ze szkodliwości osiągnięć. Największym tego typu przypadkiem są chyba achievementy w Docie2, które długo były w stanie zawieszenia, aż w końcu znikły zupełnie. Skoro gra bazuje na rozgrywce multi, bano się, że mecze zamienią się (na przykład) w parady masowych pożeraczy drzew (achievement za zjedzenie trzech setek). Pozornie chodziło o coś innego, ale wciąż wszystko sprowadza się do sztucznego nabijania osiągnięć przy ignorowaniu frajdy, którą może dać sama rozgrywka, prowadzona według podstawowych zasad.

Nawet jeżeli nie nabijamy osiągnięć, sam fakt że są opisane, sugeruje wyraźnie, co w grze jest możliwe, a co nie. Czy można przejść grę bez zabijania ludzi (np. Metro: Last Light)? Kiedyś byśmy sprawdzali i kombinowali jak to zrobić, dzisiaj achievementy mówią wprost, że twórcy już taką opcję przewidzieli. Element eksploracji i poczucie odkrywania nowego został przez to jeszcze bardziej ograniczony. Hitman: Absolution padł ofiarą wyłożenia graczowi na stół wszystkich możliwości i premiowaniu osiągnięciami np. dotknięcia każdego przedmiotu na danym poziomie(!).

Użycie takiego tytułu mojego wpisu i podanie opowieści o krawcy mają znacznie lepsze uzasadnienie niż może się wam do tej pory wydawać. Niedawno Playfire, powiązany z Greenmangaming wprowadził system płacenia graczom za zrobione w grach achievementy. Osiągnięcia można wyrabiać tylko przez jasno określony czas od ogłoszenia. Założenie jest proste – dzięki temu systemowi łatwiej zmotywować gracza do zakupu gry, która jest aktualnie w promocji na GMG (zazwyczaj).

W praktyce, prowadzi to do całkowicie groteskowej sytuacji, w której gracz czeka na jakiś tytuł kilka miesięcy, a później ma kilka dni na zaliczenie w nim osiągnięć. Tutaj już w ogóle nie ma mowy o cieszeniu się grą – rozgrywka jest nastawiona na konkretny cel, którym jest na przykład „przejście gry bez zabijania i ogłuszania” (w Thiefie, + 50 centów). Może ktoś planował sobie spokojnie zwiedzać świat gry, a w taki sposób przejść ją dopiero za którymś razem? Nic z tego! Musisz się śpieszyć, żeby 50 centów nie uciekło!

Kiedy już zdobędziemy upragnione fundusze, w grze wciąż pozostanie wiele miejsc nieodkrytych. Pytanie tylko, czy będziemy jeszcze mieć ochotę na zwiedzanie ich za darmo, skoro w kolejce czekają inne tytuły, którymi możemy powiększyć wirtualny portfel?

Póki co płacenie za osiągnięcia w grach jest co najwyżej ciekawostką, jestem jednak pewien, że na dłuższy dystans jest to najprostsza droga do zabicia czystej frajdy, płynącej z nieskrępowanego badania dawanych przez grę możliwości.

OsK
7 marca 2014 - 19:44

Komentarze Czytelników (25)

Dodaj swój komentarz
Wszystkie Komentarze
07.03.2014 19:24
odpowiedz
zanonimizowany166638
152
Legend

Dlatego wyłączyłem na Steamie wszelkie powiadomienia (samych achievementów nie da się odhaczyć). Takie wyskakujące informacje to nic innego jak burzenie czwartej ściany. To tak, jakby pod koniec rozdziału w książce znajdowała się notatka "przerzuć jedną kartkę, żeby czytać dalej" albo w połowie oglądanego filmu nagle przed kadr wychodził reżyser uspokajający widzów, że to całe strzelanie nie jest na serio, a leżące trupy to naprawdę żywi aktorzy.

07.03.2014 20:06
odpowiedz
$ebs Master
108
Profesor Oak

A ja tam lubie achievementy. Zeby nie bylo nie jestem jakims lowca osiagniec, po prostu gdy gra mi sie podoba to staram sie wycisnac z niej maks. Nigdy nie wbijam pucharkow (bo gram na ps3) dla samych pucharkow.

07.03.2014 21:07
odpowiedz
KarpackieMocne
31
Chorąży

Szczerze mówiąc nie do końca rozumiem bunt przeciwko osiągnięciom. Kiedyś liczyć można było co najwyżej na high scores, podsumowanie po ukończonej misji kampanii w Warcrafcie czy klasyfikacje strzelców pucharu w SWOS. Osiągnięcia to naturalne rozwinięcie tego pomysłu, ot kolejny bajer, kolejne punkty, odznaki i dodatki które można zdobyć.

Osobiście nie przywiązuje do nich zbyt wielkiej wagi, nie studiuje przed zakupem czy rozpoczęciem kampanii, nie czuję musu grać do oporu celem jedynie 'ozłocenia' wszystkich ikonek - ot tu coś zamiga, tam się odblokuje, a po kilku sesjach czy nawet później, z perspektywy czasu, przyjemnie jest do nich wrócić i zobaczyć ile stworków się zabiło albo jakie w danej grze ciekawe akcje/miejscówki się zaliczyło. Przydaje się też jako ciekawostkowy wyznacznik w jak dużym stopniu poznało się dany tytuł. Może, jeśli rzeczywiście przywiązuje się do nich przesadnie wielką wagę, mogą się przejeść, jak każdy na tyle prostacki element 'rozgrywki'.

Co do GMG, to nie skupiałbym się na nich zbytnio - to ciekawy, ale raczej peryferyjny serwis dystrybucji cyfrowej (odsprzedaż posiadanych gier w postaci zniżki na zakupy, nie do końca trafna inicjatywa Playfire, kręcenie przy walutach dla Polaków z USD na GBP; zresztą wystarczy poużywać trochę ich Capsule, czyli aplikację do ściągania i odpalania gier). Pomysł zresztą chyba nie jest nowy - podobne atrakcje, rabaty proponował bodajże Microsoft na 360 w oparciu o gamerscore.

07.03.2014 21:39
odpowiedz
Kajdorf
60
Konsul

KarpackieMocne - widzę że nie rozumiesz różnicy pomiędzy punktami a achie. Przy punktach to gra Cię zmuszała do myślenia, do kombinowania jak najwięcej punktów zrobić, jak ustawić armie aby mieć jak najmniejsze straty. Co zrobić aby zrobic lepiej misję i takie tam rzeczy. Punkty zmuszaja Cię do myslenia, a nie jak achie to odklikania gry. Przy achie masz wszystko na dłoni, to gra ci mówi jak masz grać.

Achie dopiero się interesuje gdy już ze dwa, trzy razy ukończę grę. Albo znam już bardzo dobrze serię i wiem czego się spodziewać po danej części. Przykład: X3: Albion Prelude. Mam rozegranych w całej serii ok 800 godz. Więc zacząłem się bawić achie, a tak to mi one są kompletnie do niczego nie potrzebne. Ale autor ma racje, achie zmuszaja graczy do klikania, wtedy ludzie juz nie myslą, nie kombinują. I sami zamieniają się w casuali, na których tak większość z nich narzeka. Co śmieszniejsze, dla nich wyznacznikiem jest wtedy liczba punktów achie, a nie znajomość samej gry.

07.03.2014 21:46
odpowiedz
deTorquemada
190
I Worship His Shadow

A takie tam bla bla bla.
Ktoś każe te achivki robić komukolwiek ? Zmusza do tego ? Chyba nie. Beż nich da się grać, z nimi da się grać również. Po co do tego filozofia ?

Osobiście nie zwracam na nie zupełnie uwagi. Są niech będą. W większości mnie śmieszą (Achivek za włączenie gry omg), ale jeżeli jest ktoś kto sie na daną grę zapali, i przechodzi ją setki razy to takie achivki są świetnym rozwiązaniem. Achivki zatrzymują przy takiej grze o wiele dłużej niż cokolwiek innego. Tak samo jak wszelkie inne statystyki i porównania z innymi graczami.

Jedyne czego mi brakuje to achivkow ukrytych, specjalnych.

Edit. No nie moge zrozumiec - jest ktos kto odpala gre i zaczyna od przegladniecia achivkow i dopiero zaczyna grę nastawiajac sie na to, ze zaliczy je wszystkie, albo w wiekszosci ? LoooooL ;)

07.03.2014 22:06
odpowiedz
KarpackieMocne
31
Chorąży

@Kajdorf
Nie zgodzę się. Przecież punkty w grach zdobywa się zgodnie z zasadami gry, a te zasady z zasady :) są jawne - w przeciwnym razie skąd gracz miałby wiedzieć, jak grać, aby wygrać? Diablo, Civilization, FIFA, Need for Speed - wszystkie najeżone są statystykami broni, oddziałów, umiejętności czy samochodów, tutaj też wszystko widzimy jak na dłoni - a po jakimś czasie znamy je na pamięć, opanowujemy do perfekcji, i przechodzimy na tryb mechaniczny (odklikiwania; ktoś dziś gra w Heroes 3 na innej szybkości walki niż najwyższa? Albo WoW lub LoL - czym by były bez skrótów klawiszowych i APM?).
Oczywiście, są wyjątki (np. wykrywanie który wróg jest wrażliwy na jaki atak), ale i wśród osiągnięć zdarzają się takie, których opisy nie są oczywiste (dziś jest internet, którym można popsuć sobie radość z odkrywania, ale de facto tak jest z każdym środkiem komunikacji - nie trzeba z niego korzystać), albo wymagają od gracza niemało pomyślunku w przygotowaniu odpowiedniej taktyki (jak pokonać bossa X nie używając napojów leczących?) czy planowaniu posunięć (gdybym tylko miał 1 ptaka więcej by sięgnąć po złote jajko na planszy Y w Angry Birds...).

07.03.2014 22:44
odpowiedz
Cziczaki
130
Renifer

Musiol i tak będzie wbijał za darmo.

07.03.2014 22:59
odpowiedz
Kajdorf
60
Konsul

karpacieMocne - tak, ale te zasady najpierw poznajesz. Zgadza sie? Albo czytasz instrukcję, a jak znasz zasady to ty sam musisz wykombinować jak je wykorzystać aby zdobyć największa ilość pkt. A achie? One Ci mówią że za to i za to dostaniesz tyle punktów. Masz podane na dłoni co jest ważne i co się tylko w tej grze liczy. To jest dla mnie podstawowa różnica. I w tym momencie już olewasz misję, fabułę bo wiesz ze już punktów nie dostaniesz.
Na końcu wypowiedzi podałeś to co wg mnie różni dobre achie od punktacji. A takie zrobienie ich to rzadkość, gdyby takie achi były w każdej grze jak podałeś to bym się nie czepiał tej różnicy, a większość to jest masówka wzorem z MMO azjatyckich.
Podam przykład poronionego systemu achi w grach multi. W GW2 gram tylko jedną postacią, uważam że znam ją bardzo dobrze. A gdy chce do jakiejkolwiek ekipy dołączyć to nie pytają się ile mam czasu spędzonego tylko sprawdzają ile jest achi. Swoją drogą, już nie gram bo mnie po 1200 godz gra znudziła :P. W Borderlands2 mam 400 godz, też rozegranych jedną postacią, a gdy patrze na innych to oni mają połowę mniej czasu, a punktów 2-3 razy więcej. A gdyby to była punktacja to nawet grając jedna postacią bym im dorównał. Bo by się punkty za każdą misje sumowały. Nie pisze żeby się skarżyć, bo kompletnie mi na tym nie zależy. Mam frajdę z takiego grania, a że ktoś nie chce to jego sprawa. :)

07.03.2014 23:10
odpowiedz
Raiden
88
Generał

Dobry wpis.
Jednak zadam pytanie- a co z drugą stroną medalu? Poruszyłeś sprawę motywacji wewnętrznej i zewnętrznej, pisząc że achievementy zabijają tę pierwszą, nagradzając nas. Natomiast cała sprawa jest bardziej złożona i w grach osiągnięcia mogą też służyć budowaniu motywacji wewnętrznej, chociażby przez wzmaganie poczucia rywalizacji z innymi. Tego rodzaju metoda jest dość często stosowana, gdy mowa np. o pracy zespołowej, w której podejście do sprawy motywacji jest odmienne. Oczywiście odkrywanie sekretów dla samej frajdy, a nie trofeum, dalej będzie ważniejsze, lecz warto pamiętać, że dziś nie ma rzeczy tylko czarnych lub tylko białych.

08.03.2014 00:03
odpowiedz
zanonimizowany879063
36
Konsul

Raiden, dobra uwaga, ale wydaje mi się, że znacznie bardziej budowaniu motywacji wewnętrznej przez poczucie rywalizacji sprzyjają starsze metody, takie jak np. rankingi. Poza tym, rywalizacja z innymi na achievementy ma się nijak do zdobywania ich dla pieniędzy, tutaj chyba się zgodzimy. No i zastanawia mnie, jeżeli się rywalizuje osiągnięciami, czy często nie przybiera to formy pójścia na ilość - gdy wydoisz jedną grę do zera (z achie), nie masz ochoty dalszego odkrywania jej sekretów, bo przecież "korzystniej" byłoby zdobyć kolejne w innych grach.
Nie mówię, że sam wszystkie achievementy są złe, ale sądzę, że jeżeli już być muszą, powinno się poświęcić znacznie więcej uwagi ich zaplanowaniu.

08.03.2014 00:09
odpowiedz
Cobrasss
138
Senator

Raczej nie nie robię :D chyba że jakiś ów wyskoczy np w Fable 3 podanie ręki ileś tam osób.

08.03.2014 02:53
odpowiedz
piotreksik23
84
Konsul

Achievementy? Szczerze, to gardzę nimi. Dla mnie to uwstecznianie rynku, takie cofanie się do "grania na punkty".

Achievementy przede wszystkim psują historię. Wyobraźmy sobie, jestem żołnierzem, walczę o życie i nagle gra sugeruje mi, żebym przerzucił się na nóż, bo dostanę aczika jak wykończę tu i tam kogoś z noża mimo, że mam broń z tłumikiem albo mogę wroga obejść.

Gry to historie i gry pod takim kątem mnie głownie bawią plus klimat. Dla mnie jedynym aczikiem jest ukończenie gry i "zbieranie" ich do "koszyczka" poprzez oceny np. na Filmwebie. To jest moja kolekcja, a nie jakieś sztucznie wykreowane ustrojstwo.

Acziki degraduja grę do poziomu jakiegoś "meczu", wyzwania, rywalizacji z programem. Oddalają zaś od jego fabularnego doświadczania.

PS: zamiast aczików lepiej gdyby producenci postarali się "nagradzać" gracza zgodnie z ideą gry, np. wiemy, że w tych ruinach jest unikatowa broń i warto je zbadać (mamy powód tam zajrzeć). Inne: jeśli nie będziemy zabijać przeciwników zdobędziemy szacunek społeczeństwa, a co za tym idzie jakies profity (dodatkowe misje, żonę z wioski, prezenty). Lub na odwrót. Zabijając kogoś z noża zyskamy sympatię "Morderczego Pustelnika" z Bractwa Ostrzy, co spowoduje, że nagrodzi nas czymś unikatowym itp. Dopiero teraz mamy sensowne powody by kogoś zabić z noża/nie zabijać.

08.03.2014 08:39
odpowiedz
zanonimizowany847542
23
Generał

Dla mnie acziwki sa pretekstem do tego, aby powrocic do gry kolejny raz. Pierwsze, drugie lub trzecie podejscie jest tylko i wylacznie dla zglebienia fabuly, poznania gry i przejscia jej na kilka sposobo (jesli to mozliwe). Dopiero pozniej przychodzi czas na osiagniecia i to tylko wtedy, jezeli wlasciwa rozgrywka zainteresowala mnie wystarczajaco, by w ogole zawracac sobie nimi glowe.

08.03.2014 12:22
odpowiedz
BloodPrince
112
Senator

O ile w produkcjach single player achivmenty to zbrodnia, tak w mmorpg nie wyobrażam sobie bez nich gry.

08.03.2014 12:43
odpowiedz
Sethlan
92
Negative

Widze to na sobie. Swego czasu gralem w CS:GO dla przyjemnosci - teraz, odkad dodano te skiny, skrzynki, za ktore mozna dostawac pieniadze - gram tylko dla nich, a wiem, ze rzucilbym to badziewie w kat, bo coraz bardziej mnie irytuje, no ale zawsze jakis grosz mozna dostac.

08.03.2014 19:03
odpowiedz
kamilp5
60
Pretorianin

Przeklikanie gier przez acziki, ma miejsce wtedy gdy na liście osiągnięć do zdobycia są one dokładnie opisane np. "Zrób coś tam w jakimś miejscu". Jednak usuwając opis i zostawiając nazwę/obrazek lub pokazując tylko zdobyte osiągnięcia, można sprawić, że gracz będzie kombinował, żeby je zdobyć, lub gdy zrobi coś fajnego i jednocześnie okaże się że za to był aczik to sprawi to jeszcze więcej radości z dokonanego czynu.

08.03.2014 22:01
👍
odpowiedz
Jah1122
9
Legionista

Świetny wpis !! Idealnie pasująca przypowieść no i zgadzam się w 100 %.

09.03.2014 18:08
odpowiedz
realsolo
157
Generał

Na szczescie mi wisza achievmenty, bo w wiekszosci sa one dla ulonow-bezskilla graczy. "Zabiles 3 pierwsze potworki - achivment!". Jaki to achivment, skoro kazdy to zrobi po 5 minutach w grze. itd.

Zamiast grac w gre dla siebie, jak sie chce i czerpac fun, to niektorzy "ida do pracy" w grze, robic achivmenty. L O L

09.03.2014 19:00
odpowiedz
Zdenio
99
Generał

@Sethlan - Ale teraz CS już ci nie sprawia radości i się zmuszasz? :P

Achiki/dropy nie psują zabawy. Komu na nich zależy, ten i tak się bawi. Komu na nich nie zależy - ten ma je gdzieś i gra po prostu nie patrząc na nie.

13.03.2014 07:52
odpowiedz
czopor
87
Konsul

W grach single na achievmenty nie patrzę w ogóle dopóki nie ukończę gry - gram teraz w Deus Ex i co to niby za frajda wcisnąć odpowiednie przyciski żeby dostać achieva? (z tego samego powodu nie używam w grze ulepszenia pomagającego prowadzić rozmowy).

W multi tylko jeśli chcę odblokować broń, ale też nie robię tego jak ostatnio głupki w bfie - zadanie zniszcz 20 łodzi, więc 50 z 64 osób kampi z javelinami żeby tylko zrobić jak najszybciej... tylko po co, jak można grać normalnie...

Dodaj swój komentarz
Wszystkie Komentarze