Te tytuły sprawią że poczujecie się staro - wielka dziesiątka roku 2004! - Imperialista - 10 marca 2014

Te tytuły sprawią, że poczujecie się staro - wielka dziesiątka roku 2004!

Jak tam Wasze konsole nowej generacji? Moja leży pod warstwą kilkucentymetrowego kurzu. Nie kupiliście jeszcze? Mądrzy z Was ludzie. Nawet jeśli emocjonujecie się kilkoma perełkami zapowiedzianymi na ten rok, pozwalam sobie prawilnie przypomnieć, że mija właśnie okrągła dekada od złotego rocznika gier wideo. Pamiętałem, że rok 2004 był przełomowym, ale robiąc research na potrzeby tego zestawienia… dosłownie złapałem się za głowę. 10 lat minęło, a większość z wymienionych gier wciąż bezlitośnie elektryzuje. 

Panie i Panowie, czapki z głów. Możecie założyć sztuczną, siwą brodę. Przed Wami wielka dziesiątka roku 2004. Czujcie się staro.

Rome: Total War

Pamiętam doskonale kilkukrotne czytanie tych samych fragmentów recenzji w CD-Action, przypominam sobie jak wyobraźnia animowała nieruchome, promocyjne zrzuty ekranowe. Niedługo później kilkadziesiąt razy rozgrywałem jedyną dostępną w wersji DEMO bitwę, jak przez mgłę widzę szarżę słoni bojowych i ośnieżone szczyty górskie.

Wreszcie w pamięci zapadł mi krótki utwór, który umilał spoglądanie na mlekiem i miodem płynące tereny niezdobytej Italii. Grając w Rome powtarzałem sobie, że lepszej strategii bitewnej zrobić się już po prostu nie da.
10 lat minęło, mogę więc w spokoju zweryfikować swój wyrok. I wiecie co? Nie wydaje mi się, żebym się wtedy pomylił.

Half Life 2

2004 rok był czasem wielkiej bitwy między dwiema zbliżającymi się wówczas wielkimi krokami tytułami, które miały być produktami przełomowymi. Jeden z nich – Doom 3, w oczach wielu nie sprostał swej własnej legendzie, nie mówiąc już o wyznaczaniu jakichkolwiek standardów, za to drugi tytuł porozstawił konkurencję po kątach. W dodatku nie tylko tę, z którą spotkał się oko w oko dziesięt lat temu. Half Life’a 2 shootery gonią w zasadzie do dziś i pod pewnymi względami wciąż dogonić nie mogą.      

                Gra uchodzi już za ikonę i w zasadzie ciężko wymienić elementy, które swego czasu nie stanowiły o nowej jakości. Drugi Half Life pokazał nam, jak istotną częścią rozgrywki może być zabawa z realistyczną fizyką obiektów, jak ważna jest dla immersji responsywność interfejsu, oraz to, że niemy protagonista wciąż może być w grach wideo świetnym pomysłem. A to w zasadzie początek - wtedy przecież rozpoczynała się rewolucja Steama, na którą początkowo ogromna większość kręciła nosem…

Grand Theft Auto: San Andreas

Chociaż pecetowi gracze zmuszeni byli poczekać z wizytą w Los Santos do połowy roku 2005, posiadacze konsol CJ’a poznali nieco wcześniej. Pod wieloma względami San Andreas było ucieleśnieniem idei „więcej tego samego, tyle że lepiej” – ilość dodatkowych aktywności znanych z Vice City została podwojona (tylko po to, by w „czwórce” znowu zniknąć). Sam w pewnym sensie znużyłem się grą tuż po wjeździe do wirtualnego Las Vegas, ale nigdy, przenigdy nie zapomnę przemierzania bezdroży w rytmie K-Rose. San Adreas było równie spójne i klimatyczne, jak poprzedniczka – pytanie tylko, w którym klimacie gracz czuł się lepiej.

Póki co, ostatnie GTA z tak doskonałym soundtrackiem.

Fable

Gdyby gra nie była zapowiadana jako któreś z kolei przełomowe magnum opus Petera Molyneux, a zamiast tego „wystrzeliła” znienacka, prawdopodobnie nikt nie zakwestionowałby jej pewnego miejsca wśród podium gier RPG dekady. Niestety - przez bardzo rozbujałe ambicje projektanta, gra mocno ucierpiała podczas zderzenia z rzeczywistością, a wielu graczy wciąż wypomina jej to, czym nie była, zamiast chwalić za to, czym się być okazała. Tymczasem Fable wyglądało malowniczo, a grało się w niego niezwykle przyjemnie. Jakikolwiek wpływ bohatera na świat przedstawiony miał co najwyżej charakter kosmetyczny, ale gdy już sporządziło się rachunek sumienia, wypisało w głowie wszystkie elementy, w których Fable irytowało – możliwa była niezwykle satysfakcjonująca przygoda. Po 10 latach Fable pamiętam doskonale. To chyba dobrze o nim świadczy, hm?


World of Warcraft

Dziesięć lat temu Blizzard uchodził za absolutną gwarancję jakości, nie mając na swym koncie ani jednej skazy. Czujni obserwatorzy spodziewali się po World of Warcraft świetnego MMO, ale chyba nikt w najśmielszych snach nie przypuszczał, że dziesięć lat od premiery liczba aktywnych kont wciąż przekraczać będzie niebotyczną granicę 7,5 milionów. Abonamentowy model MMO na dobre udowodnił swą rynkową zasadność, a gra zawładnęła wyobraźnią i portfelami miłośników podróży po Azeroth.

Łasych na sukces naśladowców próbujących uszczknąć nieco smakowitego tortu spotkała jednak sroga porażka. World of Warcraft to wciąż zawodnik nie do pokonania. Szacun.

Far Cry

Pierwsza gra, przy której miałem ochotę zanurzyć twarz w wirtualnej wodzie i napić się z górskiego strumyka. Również pierwsza, podczas której doświadczyłem na własnej skórze legendarnego „opadu szczęki” – i to nie jeden raz. Przepiękna grafika i doskonałe udźwiękowienie (pamiętacie misję na pordzewiałym okręcie?!) dopełniły dzieła – gatunek shooterów został raz na zawsze odczarowany. Wszyscy mieli w końcu pewność, że da się zrobić rewelacyjnie wyglądającą strzelankę w otwartym świecie.

Do gry wróciłem we wrześniu ubiegłego roku i przed jej ukończeniem powstrzymały mnie jedynie owiane złą sławą etapy, w których na dobre szaleją już zmutowane bestie. Prócz tego, grało się rewelacyjnie, a wrażenia niespodziewanej nowoczesności nie były w stanie zakłócić ekrany doczytywania, bo tych w grze… zwyczajnie nie ma! Przepięknie się zestarzała.

Painkiller

Narodowa duma i bodaj najprzyjemniejszy shooter, jaki do tej pory wyszedł z polskiej kuźni. Gęsty jak smoła klimat, wymagająca i piekielnie satysfakcjonująca rozgrywka, oraz jedne z najlepszych modeli broni w grach wideo, włączając w to opcję ich strzałów alternatywnych. Sam przeszedłem większość z gry z wirującym ostrzem i bodaj najprzyjemniejszym narzędziem mordu, jakim dane mi było wybijać czarcie pomioty – słynną już kołkownicą. Moment trafienia kołkiem doskakującego przeciwnika z późniejszą obserwacją jego lotu ku pobliskiej ścianie wciąż pozostaje nie do podrobienia.

Pazurki pokazał również Havok – zabawę we wbijanie kołków w drewniany wózek połączoną z obserwacją jego zachowania na równi pochyłej pamiętam jak dziś!

Need for Speed Underground 2

Dla wielu – gra pokolenia, utożsamiana z momentem największej zajawki na gry komputerowe, oraz Szybkich i Wściekłych w tuningowanych furach. Być może nie jest to najlepszy Need for Speed w całej, długiej historii serii, ale z pewnością ostatni, który był grą niemalże perfekcyjną. Bardzo duże miasto atakujące nasze oczy feerią neonowych barw, zmysł słuchu bombardowany paletą znanych kawałków topowych kapel, rasowe pomruki silników i świetne tryby ścigania. Gdyby tylko twórcy zdołali zaimplementować jakikolwiek, nawet najprostszy model zniszczeń…

Dzisiaj oglądam filmy z NfS:U2 z łezką w oku. 10 lat minęło odkąd mój Nissan Skyline przecinał wąskie, miejskie uliczki. Na remake rzuciłoby się setki tysięcy tkniętych nostalgią fanów. Chociaż może lepiej o tym zabójczym poczuciu prędkości po prostu pamiętać?

Prince of Persia: Warrior Within

Piaski czasu rozpoczęły nową trylogię Księcia z przytupem. Mimo dość miałkiego bohatera, dostaliśmy niezwykłą, baśniową atmosferę, magiczną warstwę audio-wizualną i oryginalny swego czasu ficzer – umiejętność cofania czasu. Ktoś jednak podjął w Ubisofcie nie do końca bezpieczną z marketingowego punktu widzenia decyzję, by klimat kolejnej odsłony… wywrócić do góry nogami. Wschodnie, zawodzące rytmy zastąpiły ciężkie gitarowe (mimo wszystko, stylizowane na arabskie) brzmienia amerykańskiego zespołu Godsmack. Książę z błękitnookiego blondynka o złotym serduszku stał się twardo stąpającym po ziemi gościem, którego charyzmy pozazdrościłby mu sam Adam Jensen. Za ostrą jak brzytwa prezencją gry, szedł również gameplay – mocno wymagający i niewybaczający błędów. Ucieczki przed Dahaką w rytmie „I Stand Alone”, a w przerwie magnetyzujące rozmowy z Kaileeną przemawiającą głosem Moniki Belucci… W pewnym sensie, Dusza Wojownika była nawet bardziej magiczna od Piasków Czasu.

The Chronicles of Riddick: Escape from Butcher Bay

Złoty rocznik gier wideo spłodził nam również produkcję, która potrafiła oprzeć się klątwie gier na licencji, niemal w stu procentach okazujących się katastrofą. Kroniki Riddicka dopięte były w zasadzie na ostatni guzik, umiejętnie łącząc ze sobą elementy typowej korytarzowej strzelanki, skradanki, a nawet (zakładając spore uproszczenie) gier RPG, czy przygodowych. Tytułowe Bucher Bay ociekało klimatem i do dziś pozostaje najsugestywniej przedstawionym, wirtualnym więzieniem. W dodatku nie oszukujmy się, ucieczka z więzienia jest jednym z tych elementów gier, które zawsze będą stały na podium cyfrowej listy „To do”! 


Uff. I jak, niezły był ten 2004, nie? Przy okazji, zapraszam na satyryczno-gamingową stronę, którą od niedawna prowadzę razem z Gameplayowym kumplem - Robsonem. klik klik! 

Imperialista
10 marca 2014 - 20:59

Którą grę roku 2004 cenisz najbardziej?

Rome: Total War 6 %

Half Life 2 17,4 %

Grand Theft Auto: San Adreas 42,8 %

Fable 4,9 %

World of Warcraft 6,9 %

Far Cry 4,6 %

Painkiller 1,9 %

Need for Speed Underground 2 8,1 %

Prince of Persia Warrior Within 4,8 %

The Chronicles of Riddick: Escape from Butcher Bay 2,4 %

Komentarze Czytelników (45)

Dodaj swój komentarz
Wszystkie Komentarze
12.03.2014 13:01
odpowiedz
BloodPrince
113
Senator

maciek16180- żałuj chłopie, zwłaszcza Fabla, jeśli lubisz rpg.

12.03.2014 13:12
cswthomas93pl
😉
odpowiedz
cswthomas93pl
81
Legend

San Andreas i Underground 2, zdecydowanie.

12.03.2014 13:27
Guwnokp
odpowiedz
Guwnokp
13
z0mg h4x

@cswthomas Zgadzam się z tobą, te gry są naprawdę fajne.

12.03.2014 13:34
odpowiedz
Invader01
96
Konsul

Fable przeszedłem kilka razy i dalej miło wspominam. Z World of Warcraft jestem prawie od początku, bo grałem jeszcze zanim Burning Crusade wszedł na prywatne serwery. Szkoda że obie gry z czasem trochę się zeszmaciły, ale przynajmniej mogłem je śledzić od samego początku.

12.03.2014 13:41
HETRIX22
odpowiedz
HETRIX22
139
PLEBS

Zamiast riddicka wstawić koniecznie Unreal Tournament 2004. Albo dać jedenastą pozycje bo riddick też dobry.

12.03.2014 14:04
Vroo
👍
odpowiedz
Vroo
101
Konsul

Dla mnie rok 2004 wychodzi średnio, bo nie miałem wtedy PlayStation2 czy Xboxa na które wyszło San Andreas i Fable - najbardziej interesujące mnie gry. Wersje pecetowe tych gier, to dopiero połowa 2005 roku. Po za tym w zestawieniu brakuje dwóch hiciorów:

Władca Pierścieni - Bitwa o Śródziemie
Medal of Honor - Wojna na Pacyfiku

Nieco odbiegając od tematu dodam, że dla mnie najlepszym rokiem dla gier w historii jest 2010. Co druga gra z tego roku przypadła mi do gustu (Alan Wake, Prince of Persia, Splinter Cell Conviction, Castlevania, RDR, Mafia II, Mass Effect 2, Battlefield BC2, Fable 3, Enslaved, Assassyn, NFS:Hot Pursuit, God of War III, Heavy Rain, Bioshock 2, Fallout NV, Two Worlds 2, Starcraft 2, Darksiders, Drakensang 2, Napoleon TW, Settlers 7). Oczywiście nie każdy musi się z tym zgadzać, zwłaszcza, że wiele z tych gier dostawało "siódemki", albo i niższe oceny, ale dla mnie każda z tych gier to minimum 8/10.

12.03.2014 14:48
Oburzony
👎
odpowiedz
Oburzony
56
PC Gamer

A gdzie DOOM 3? Znowu słaby artykuł...

12.03.2014 14:51
odpowiedz
zanonimizowany968377
4
Chorąży

Obecność Fable przy braku KotOR'a II to jakaś kpina...

12.03.2014 15:21
odpowiedz
blaumro
1
Junior

Gdzie Władca Pierścieni: Bitwa o Śródziemie?

12.03.2014 15:24
odpowiedz
Marokot
1
Junior

GTA SA to najlepsza gra z wszystkich na liście

12.03.2014 15:41
NewGravedigger
odpowiedz
NewGravedigger
127
spokooj grabarza

Scott

czysta ciekawość, początek 2005 r. to jakie gry?

2004 był dla mnie genialny, ogromny skok jakościowy gier - mówię ty w szczególności o skoku graficznym w hl2 i fc.

12.03.2014 15:48
adam11$13
😊
odpowiedz
adam11$13
71
Phantom Thief

To były fajne czasy. Ja najmilej wspominam Burnouta 3. Jak dla mnie nigdy nie było lepszej zręcznościowej ścigałki.

12.03.2014 16:00
Scott P.
👍
12.03.2014 16:54
odpowiedz
Kapitan Krwotok
19
Pretorianin

Metal Gear Solid 3 ;)

12.03.2014 18:26
claudespeed18
odpowiedz
claudespeed18
146
error

2004 rok byl wielkim przełomem a wszystkie wymienione gry prócz Rome i WoW to 'must play' dla gracza :]

12.03.2014 22:17
rafi894
odpowiedz
rafi894
26
Wiedźmin

A gdzie Killzone :P

12.03.2014 23:15
Pilav
odpowiedz
Pilav
116
Konsul

Równie ważny był rok 2007, gdy premierę miały m.in. Mass Effect, Uncharted, Bioshock, Assassin's Creed, Portal, Team Fortress 2, Halo 3, Wiedźmin, Crysis, Stalker i CoD Modern Warfare.

17.03.2014 14:26
Stalin_SAN
odpowiedz
Stalin_SAN
56
Valve Software

Dla mnie 2004 to najważniejszy rok dla gier ever, mało że wyszła najlepsza gra wszechczasów (HL2) to na dodatek był chyba najbardziej widoczny przeskok graficzny wszechczasów, starczy porównać takie call of duty z 2003 z takimi grami jak HL2, Far Cry, Riddick, nie wiem czy kiedykolwiek jeszcze doświadczymy równie wielkiego przeskoku graficznego. Jak ktoś jeszcze wspomniał równie ważny growo dla poprzedniej dekady był rok 2007, siódma generacja pokazała na co ją stać i dostaliśmy zatrzęsienie świetnych tytułów - Orange Box, COD4, Mass Effect, Bioshock, STALKER, hit poganiał hit, a to przecież nie wszystko co wyszło w tamtym roku.

Nie rozumiem tylko dla czego w ankiecie wygrywa San Andreas, mało że większość osób z Polski zagrało w nią najwcześniej w 2005 (w 2004 konsola była jeszcze towarem luksusowym, nie tak jak teraz, że stoi w co drugim domu) to jeszcze jakie w ogóle ta gra ma porównanie do HL2? Ja wiem, San Andreas było grą naprawdę świetną, no ale żeby lepszą od HL2? Naprawdę? I tu nawet nie chodzi o moje fanbojstwo...

17.03.2014 14:49
KochamKonsole
odpowiedz
KochamKonsole
35
Generał

To był dobry rok

20.03.2014 22:28
odpowiedz
platini209
20
Legionista

Przy GTA:SA, Fable i NFS:U2 spędziłem łącznie kilkaset godzin. Przynajmniej takie mam wrażenie. Tyle zarwanych nocy, mnóstwo radości płynącej z rozgrywki. Co prawda dwie pierwsze gry poznałem dopiero później przy ich premierze na PC, ale nie różnią się one zbytnio od konsolowych odpowiedników. Half Life 2 nie przypadł mi do gustu, jakoś nie moje klimaty (chociaż FPSy lubię), Rome nigdy mnie nie wciągnęło, Far Cry był porządną strzelanką z świetną grafiką i właściwie tylko ty (i te mutanty niszczące klimat), Painkiller'a wspominam lepiej niż FC i HL2, bo był dość luźny, włączało się go i zabijało całe tabuny wrogów, świetnie relaksował po szkole ;) PoP'a nigdy nie tknąłem, a Riddick'a poznałem dopiero przy okazji Assault On Dark Athena.
Pamiętam jak siadałem z CD Action i czytałem każdą recenzję, pierwsze zapowiedzi GTA, recenzję Half Life'a, wzmianki o Steamie (wtedy dosłownie raczkował). Każdy artykuł nakręcał mnie na daną produkcję, a później gdy w nią grałem okazywała się świetna. A teraz? Czytam zapowiedź, reckę i widzę powielane schematy, wszystko już widziałem i mało która gra może zaskoczyć. (nie licząc wyjątków, głównie gier Indie). Tamte czasy już nie wrócą niestety, przynajmniej dla mnie, bo już za stary się robię na to wszystko, ale mam nadzieję, że jakieś dzieciaki mające te 10 lat jarają się najnowszymi grami tak jak ja to robiłem będąc w ich wieku ;)

Dodaj swój komentarz
Wszystkie Komentarze