Udany powrót? Recenzja 10 sezonu Z archiwum X - fsm - 24 lutego 2016

Udany powrót? Recenzja 10 sezonu Z archiwum X

Powroty po latach zazwyczaj są bardzo trudne. Fani dorośli, zmądrzeli, branża poszła naprzód, wymyślono nowe sposoby angażowania publiczności i tak naprawdę jedynym istotnym słowem-kluczem jest nostalgia. Z archiwum X teoretycznie zakończyło się w 2002 roku, by później powrócić jako średnio udany drugi film kinowy dający Scully i Muderowi szansę na prawdziwy happy end. Ale najwyraźniej kosmiczna moc wśród fanów i twórców była na tyle silna, by wskrzesić serial i zaoferować sześcioodcinkowy mini-sezon, który właśnie się skończył. Zapraszam na recenzję okiem oddanego fana - będzie trochę spoilerów!

Uwielbiam Z archiwum X i w ten nowy rozdział wchodziłem z oczekiwaniami, nadzieją i lękiem. Czy uda się przywrócić magię sprzed lat? Czy zaledwie 6 odcinków wystarczy, by wymieszać odcinki zamknięte z większą, konspiracyjną fabułą? Czy Gillian Anderson to nadal Scully, a David Duchovny to nadal Mulder? Jeśli widzieliście wszystkie odcinki, to na pewno macie swoją opinię. I jestem przekonany, że Wasze odpowiedzi na powyższe pytania to zarówno "tak", jak i "nie". Jestem przekonany, że za powstaniem 10-go sezonu The X-Files stały szczere chęci, sympatie i tęsknota. To widać. Ale widać też, że pewne rzeczy nie mają prawa wywołać zamierzonego efektu, gdy nie wystarcza na nie czasu. Bo Z archiwum X AD 2016 udało się tylko w połowie, co postaram się poniżej udowodnić.

Monster of the Week

Wszystkie sezony serialu zawsze łączyły ze sobą odcinki "mitologiczne", te konspiracyjne, ufologiczne (o nich poniżej) z zamkniętymi historiami nazywanymi "potworami tygodnia". Wśród 6 nowych epizodów aż 4 to właśnie Monster of the Week i to one sprawiły, że tej serialowej reinkarnacji nie można spisać na straty. każdy odcinek zahaczał o inny klimat i inny temat. Zaczęło się od dzieci z mocą, potem był czas na autoparodię i komedię, następnie trochę horroru i wreszcie udziwnione śledztwo dotyczące bieżących problemów. Na dodatek co tydzień w jakiś sposób łączono sprawę z osobistymi wątkami Mudlera i Scully. Tak było dawniej, tak było teraz. I super.

Zdecydowanie najjaśniejszym punktem tego sezonu był odcinek 3, ten najbardziej prześmiewczy. Darin Morgan, reżyser, "eksfajlsowy" weteran, zrobił fanom wielką przyjemność zawierając w tych 42 minutach masę mrugnięć okiem i odniesień, dobrze wykorzystał komediowe talenty Duchovny'ego i Anderson, doskonale obsadził Rhysa Darby'ego i generalnie pozwolił sobie na dobrze przyjętą jazdę bez trzymanki, dzięki której Mulder odzyskał wiarę w rzeczy niesamowite. Bardzo podobał mi się wątek golemopodobnego potwora zrodzonego z artystycznej kreacji ulicznego malarza (klimat klasycznego horroru udał się pięknie), historia o dzieciach władających niezwykłym darem ładnie wpisała się w tragiczną historię dziecka pary agentów, zaś narkotyczna jazda po grzybkach (kolejny wesoły motyw) w odcinku piątym mogła przywołać podobne sekwencje ze starszych odcinków. Chris Carter dobrał sobie odpowiednich współpracowników i ten aspekt dziedzictwa Z archiwum X został potraktowany należycie. Niestety niektóre bardzej osobiste, poważne wątki (jak choćby ten z matką Scully) wypadły blado, bo ich dramaturgiczna waga nie miała odpowiedniej ilości czasu na rozwinięcie się.

UFO-konspiracja

Kosmici, rządowe kłamstwa, władczy faceci w garniturach - to jest trzon głównego fabularnego wątku całego serialu, który w tym roku powraca. Czasu antenowego na konspirację wystarczyło tylko na dwa odcinki. To zdecydowanie za mało. Ogrom wydarzeń, jakie miał miejsce podczas 90 minut dawniej wystarczał na cały sezon - w efekcie całość przypomina miks motywów, zagrywek i puent. Już na samym starcie dostajemy ciekawy zwrot akcji rzucający nowe światło na kosmitów i powiązane z władzą ludzkie cienie, ale ten wątek nie ma miejsca, by się rozwinąć. Pierwszy odcinek wprowadzał nowe postacie, odkurzał stare i pędził na złamanie karku, by na nowo ustawić pionki do gry. Gdy przyszła pora na pożegnanie, znowu wszystko ruszyło z kopyta, kolejne wydarzenia nie do końca wynikały z poprzednich, a ostatnie kilka minut - okrutny cliffhanger - wzbudziły w mej gardzieli niecenzuralny okrzyk rzucony w stronę telewizora.

Naprawdę podobała mi się historia, którą Chris Cartes wysmażył na potrzeby tego sezonu, ale chyba się przeliczył bilansując stosunek rzeczy, które chciał pokazać i czasu, jaki mu na to dano. Jeśli Z archiwum X doczeka się jeszcze jednej kontynuacji - czy to w formie jeszcze jednego mini-sezonu, czy to w formie kinowego filmu, bardzo proszę - zakończcie wszystko godnie, z szacunkiem dla uniwersum, postaci i fabuły.

Chcę uwierzyć

Jak mantrę główne hasło serialu, w różnych wariantach, powtarzali bohaterowie przez 6 odcinków. Chciałem uwierzyć razem z nimi, bo momentami było naprawdę doskonale. David Duchovny szybko przeistoczył się z podróbki Hanka Moody'ego w prawdziwego Muldera, doskonale wyglądająca Gillian Adreson też dobrze odnalazła się w roli Scully, miło było zobaczyć starych znajomych (w szczególności Palacza, który jest doskonałym "bad guyem" - tyle, że nie miał tu miejsca na rozwinięcie skrzydeł), ale nowe postacie ze wskazaniem na agentów Millera i Einstein, nie zdołały wzbudzić mojego entuzjazmu. Spin-off z ich udziałem nie będzie dobrym pomysłem (jeśli, oczywiście, ktokolwiek go rozważa).

Z archiwum X wyglądało ładnie (widać zastrzyk budżetu tu i ówdzie), zdjęciowcy, scenografowie i ludzie od efektów postarali się, by weteran nabrał nieco błysku i ogłady. Muzyka Marka Snowa, odświeżona czołówka i unoszący się nad całością duch szlachetnej przeszłości sprawił, że nie było najgorzej. Ale do "najlepiej" sporo brakuje. A szkoda, bo wystarczyło zaufać twórcom i dać im jeszcze ze dwa epizody, może wówczas apokaliptyczne wizje końca świata zrobiłyby lepsze wrażenie. Tymczasem - 3+ w szkolnej skali. Siadaj, Chris.

O nowym sezonie The X-Files możecie też posłuchać w podcaście Hammerzeit, do czego oczywiście serdecznie zachęcam.

PS kto policzył, ile razy w ostatnim odcinku padły słowa "alien DNA"? :)

fsm
24 lutego 2016 - 18:42

Komentarze Czytelników

Dodaj swój komentarz
Wszystkie Komentarze
26.02.2016 13:50
promilus1
94
Człowiek z Księżyca

Tak bardzo się nie zgadzam :) Piszę to jednak z perspektywy osoby, która oglądała "Z Archiwum X" tylko w telewizji i zapewne nie wszystkie odcinki.

Moim zdaniem przesadzili z tymi żartami i ironizowaniem. Ja tutaj nie widziałem Muldera ze swoimi obsesjami, a raczej Hanka Moody'ego. Żarcik za żarcikiem, tu ironia, tam sarkazm. Anderson też się zmieniła i gra drewno. Wcześniej chyba tak nie było.

Za najlepszy odcinek uważam trzeci, który był jajcarski w całości (jak bywało dawniej). Zdumiewają mnie opinie na forach miażdżące właśnie ten epizod. Nie podoba mi się jednak to, że pozostałe odcinki też zostały robione z jajem, a przydałoby się trochę powagi - jakoś mi ta czołówka serialu teraz nie pasuje do takiego autoironicznego tworu.

Formuła serialu wyczerpała się dawno temu. Po tych kolejnych porwaniach i spiskach, Scully nie jest już taką realistką jak kiedyś, co stanowiło przeciwwagę dla Muldera. Widać, że nowy sezon to jednocześnie test tego, czy da radę zrobić spin-off z nowymi bohaterami, którzy charakterologicznie odpowiadają starej obsadzie.

I na koniec jeszcze "odcinki mitologiczne" - tutaj się zgodzę - gnają do przodu tak szybko, że stanowią własną karykaturę. Gdyby stare sezony streszczać do pojedynczych epizodów, to też okazałoby się, że to same bzdury. Zbudowali spisek na spisku, trzy wątki poboczne i wszystko w 90 minut. No bez przesady ;)

26.02.2016 13:57
😊
odpowiedz
aope
128
Corporate Occult
7.5

A mi się podobało. Przyznać jednak muszę, że wyrosłem chyba z formuły serialu, bądź zbyt przesiąkłem innym sposobem kręcenia. No właśnie, stylu. Nowe Z Archiwum X zostało nakręcone z uwzględnieniem wszystkich "starych" smaczków - tu gdzieś nagle nagłe ucięcie, kamera momentami specyficznie umieszczona, trzeci (?) odcinek z jaszczurem w starym, absurdalnym stylu niektórych minionych odcinków. Dla miłośnika serii moim zdaniem sporo w nowym archiwum było fajnego. To prawda, że czegoś zabrakło, ale z drugiej strony cieszy mnie, że twórcy zachowali ducha oryginału zamiast iść w kierunku "nowych czasów". Dobrze się bawiłem, chociaż jeśli to byłby mój pierwszy raz z tym serialem, zapewne odpuściłbym w połowie. Czekam na więcej i wskrzeszenie ogólnie uznaje za udane :]

btw - Scully wygląda teraz lepiej niż kiedyś ;)

post wyedytowany przez aope 2016-02-26 13:59:06
26.02.2016 15:04
odpowiedz
2 odpowiedzi
sekret_mnicha
191
fsm

GRYOnline.plTeam

promilus > Jak to się nie zgadzasz? Napisałeś komentarz w podobnym duchu, co ja swój tekst. 3 odcinek najlepszy, pozostałe generalnie ok, choć miały swoje braki, a te mitologiczne zdecydowanie za szybkie i nieszczególnie udane. Odbieram sezon niemal tak samo.

aope > Scully wygląda doskonale (pomijając epizod 1, gdzie coś dziwnego się działo z włosami). I generalnie nowe TXF jest całkiem spoko, ale brakuje mi większej ilości magii. Za mało odcinków na za dużo treści. Stąd zawód, bo dobrze pamiętam, co robiło ze mną "stare Archiwum".

26.02.2016 15:56
promilus1
94
Człowiek z Księżyca

Ja właśnie uważam, że pozostałe odcinki nie były nawet OK. I Ty widzisz w Duchovnym Muldera, a ja ciągle Moody'ego.

26.02.2016 16:06
sekret_mnicha
191
fsm

GRYOnline.plTeam

A, ok. Że jesteś surowszy niż ja... :) Moody był na początku sezonu. Potem już Mulder. Bo Mulder taki - wesołkowaty, sarkastyczny - przecież był dawno, dawno temu. Ale potem Duchovny "stał się" bohaterem Californication i to przesłania obecną mulderowatość.

(ale dziwnie zbudowana wypowiedź :P)

26.02.2016 15:25
odpowiedz
Matysiak G
125
bozon Higgsa

Mnie się podoba, że Carter (a z nim Mulder) dojrzał. Serial ma teraz bardziej refleksyjny nastrój, widać zaangażowanie światopoglądowe i większą niż wcześniej skłonność do stawiania pytań uniwersalnej natury. Niektórym to może przeszkadzać. Poza pierwszym odcinkiem, który miał za dużo wątków i przez to sprawiał chaotyczne wrażenie jest interesująco. Ostatniego jeszcze nie widziałem.

post wyedytowany przez Matysiak G 2016-02-26 15:29:25
26.02.2016 15:31
odpowiedz
Mitsukai
176
Internet is for Porn

Ogladalo sie ok, do 5 odcinka (6 jeszcze nie widzialem). Pojawienie sie mlodej wersji Muldera i Sculy sprowadzilo do glowy niepokojace mysli.
Minisezon 24 zaowocowal czarnym Dzakiem Bałerem. Oby reanimacja X-Files nie zaowocowala nowym pokoleniem agentow. Archiwum tylko z Duchovnym i Anderson.

Sam sezon ok, ale za duzo tresci na ta ilosc odcinkow. Przez co w kazdy bylo wsadzone cos co odciagalo uwage od glownego watku. Raz matka innym razem adopcja. To powinno byc tematem oddzielnego odcinka.

26.02.2016 17:54
odpowiedz
A.l.e.X
117
Alekde
7.0

Pierwszy odcinek był całkiem fajny, drugi też, następne były już w tobie komediowym (co też mi się podobało), ostatni 6 tak na 7/10. Ogólnie serial skierowany do starszego odbiorcy (tylko w założeniach sentymentalnych) znających sezony 1-9. Jeśli ktoś oglądał XF 10 jako pierwsze podejście do serialu to raczej będzie miał mieszane uczucia. Ode mnie:

26.02.2016 18:24
odpowiedz
Aen
171
Anesthetize

Widziałem na razie 3 odcinki, ale oceniam dosyć pozytywnie. Czuję klimat, cieszą "nowe" efekty, ogólnie jestem zadowolony. Trochę ciężko patrzy się na Duchovnego przez pryzmat Cali, ale za to Anderson jest niczym wino. Piękna kobieta.
A 3 odcinek, tak w internecie demolowany, podobał mi się strasznie.

Dodaj swój komentarz
Wszystkie Komentarze