Młoty w dłoń kujmy broń! Klasa robotnicza w grach - Maurycy - 1 maja 2016

Młoty w dłoń, kujmy broń! Klasa robotnicza w grach

Wszystkim 1 maja, czyli nasze Święto Pracy kojarzy się jednoznacznie z komunistycznymi czasami i pochodami celebrującymi pracę i samych pracowników. Prawda jest taka, że ów święto obchodzone jest niemal na całym świecie, a jego geneza sięga daleko, bo do końca dziewiętnastego wieku. Wydarzenia te, jak i wątek klasy robotniczej uciskanej i walczącej o swoje prawa stały się inspiracją dla niejednego twórcy gier komputerowych.

Haymarket Riot. To od tego wszystko się zaczęło

Rok 1886, rewolucja przemysłowa, która niesie ze sobą kompletną modernizację modelu pracy przetacza się przez dziesiątki tysięcy miast i dotyczy setek milionów osób. Sytuacja w Chicago była z jednej strony wyjątkowa, bo to tutaj wszystko się zaczęło. Z drugiej strony jednak podobny model mógłby być zaprezentowany w innych miastach, w tym w Polsce (pierwszy bunt robotników związany z rewolucją przemysłową miał miejsce w zakładach włókienniczych w Żyrardowie, polecam odwiedzenie tego miasta i zapoznanie się z jego dramatyczną historią). Właściciel McCormick Harvester Co., który chciał zmodernizować zakład zwalniając przy tym większość pracujących tam ludzi napotkał silny opór z ich strony. Nie przeszkodziło mu to jednak w ostatecznej wymianie całej kadry i zastąpieniem jej nowymi pracownikami. Na pierwszego maja wyznaczono wielki strajk, mający na celu walkę o lepsze warunki w zakładach, a głównie o ośmiogodzinny tryb pracy. Choć w wiecu wzięło udział kilkadziesiąt tysięcy osób, to wszystko przebiegło pokojowo. Brak reakcji i rezultatów pchnął organizatorów do zorganizowania drugiego przemarszu, tym razem trzeciego maja. Tego dnia wywiązała się bójka pomiędzy pracownikami McCormick Harvester Co.,a demonstrantami, którą brutalnie tłumiła policja. Skutkiem tego był czwartomajowy strajkna Haymarket. I choć z powodu ulewnych deszczów na placu zebrało się około dwustu demonstrantów i niewielu mniej przedstawicieli sił porządkowych to tego dnia wydarzyła się tragedia. Z nieznanych powodów policjanci zaatakowali strajkujących. Pod ich nogi z tłumu robotników została rzucona bomba zabijając na miejscu jednego funkcjonariusza i raniąc (w tym śmiertelnie) kilkunastu innych. Wywiązała się strzelanina, w której zginęło kilkudziesięciu robotników i kilkunastu policjantów (częściowo, z powodu chaosu, zastrzelonych przez swoich kolegów). Dziś historycy mówią, że bombę rzucił policyjny agent, który miał postawić strajkujących w złym świetle.

Pochód pierwszomajowy w Szczecinie, 1978 (Wikipedia)

Trzy lata po wydarzeniach i wykonanych wyrokach (ośmioro zatrzymanych organizatorów i związkowców skazano na powieszenie) II Międzynarodówka uznała pierwszy maja za Święto Pracy, dzień mający upamiętnić wydarzenia z 1886 roku. Pierwsze święto wypadło w 1890 roku (w Polsce jako święto państwowe od 1950 roku) i jego celebrowanie trwa do dziś...

Pierwotne znaczenie proletariatu, które ukształtowało się w starożytnym Rzymie było mocno pejoratywne. Proletarius, czyli ten najuboższy, niepłacący podatków traktowany był pasożytniczo, a ich jedyną rolą była prokreacja. Z czasem proletariuszy zaczęto wykorzystywać do prac przymusowych. I tak na wsi robotnicy przypisywani byli do właścicieli ziemskich, w mieście natomiast do warsztatów produkcyjnych. Na przełomie wieków robotnicy zawsze utożsamiani byli z najniższą, a co za tym idzie najgorszą klasą społeczną, poniżej której byli tylko więźniowie i niewolnicy. Uciskani, wykorzystywani, żyjący w bardzo złych warunkach, czy to na łasce pana, czy rządu niejednokrotnie nie posiadali niemal żadnych praw. Nie dziwi więc fakt, że pomiędzy nimi, a postawionymi wyżej w hierarchii zawsze trwał konflikt, który zwykle kończył się wybuchem w postaci rebelii, powstania,jak zwał tak zwał. Napięcie, o którym mowa wyraźnie zaznaczane jest w marksistowskim ujęciu podziału klas społecznych. Według niego klasa robotnicza – proletariusze to najniższy stopień w społeczeństwie, nieposiadający środków produkcji. Przeciwstawiany był burżuazji, która te środki posiadała. Z tego powodu pomiędzy nimi trwa nieustanny konflikt.

I właśnie ten moment, punkt kulminacyjny stał się jednym z tu i tam powtarzających się motywów w grach komputerowych.

Jednym z najznamienitszych przykładów gier, w których wątek robotników gra dużą rolę jest wydana w 2001 roku przez THQ pierwszoosobowa strzelanka. Red Faction, bo tak się nazywa, kupiła graczy świetną grafiką i muzyką, ciekawym umiejscowieniem akcji, dobrym wątkiem fabularnym, ale przede wszystkim rewolucyjnym w tamtych czasach silnikiem Geo-Mod. Generował on niespotykaną wówczas integrację w kształt terenu, pozwalał na niszczenie budowli i pojazdów. Kilka strzałów z wyrzutni rakiet wystarczyło, by ciasny kopalniany korytarz zmienić w przestronną komnatę, a hutniczy komin zawalić w kupę gruzu.

Jednak nie silniki fizyczne są dzisiejszym tematem, a wątki robotnicze. Ten w Red Faction gra pierwsze skrzypce. Fabuła opiera się o typowy schemat rebelii wśród robotników. Pozbawieni niemal wszystkich praw górnicy pracujący kopalniach na Marsie są nieludzko traktowani przez korporację Ultor, jedynego wykonawcę prac odkrywkowych na planecie. Plaga, choroba siejąca śmiertelne żniwo wśród robotników tylko zaostrza sytuację. Napięcie między górnikami, a strażnikami widoczne jest od dawna, jednak śmierć jednego z proletariuszy jest iskrą, która szybko zmieniła się w niebezpieczny pożar. Gracz staje po stronie Czerwonej Frakcji (tytułowe Red Faction) przeciwko potężnej korporacji.

Od tej reakcji strażnika wszystko się zaczęło (Youtube)

Wątek Czerwonej Frakcji i samej rebelii klasy robotniczej przewija się w kolejnych częściach gry, a historia buduje całkiem spójne, ciekawe uniwersum. W samych działaniach proletariatu nie ma się co doszukiwać wyjątkowych cech. Opierają się one o dość powszechny schemat: bunt, próba przejęcia władzy, poszukiwanie sojuszników, ochrona tych, którzy znajdowali się pod uciskiem obalanych.

Zwycięstwo klasy robotniczej w Drugiej Rewolucji Marsjańskiej w Red Faction 2 (Red Faction wikia)

Pozostając w klimatach górniczych warto wspomnieć o kultowej w naszym kraju grze Gothic. Nikomu, nawet najmłodszym, gry nie trzeba przedstawiać. Nie była to produkcja idealna, ale wspaniały klimat był nie do podrobienia, ciekawie opowiedziana historia, genialnie wykonana polonizacja i świeży system rozwoju postaci przyciągnął całe masy graczy. W Gothiku bardzo wyraźnie zaznaczona była hierarchia. W obrębie magicznej bariery (która pierwotnie zabezpieczać miała tylko kopalnię i przebywających tam więźniów) przez przypadek znalazły się duże tereny wraz z ich mieszkańcami. Zamknięta społeczność błyskawicznie zorganizowała się w funkcjonujące, miniaturowe państwo.

Górnicy w Starym Obozie żyją w spartańskich warunkach. Spójrzcie tylko jak Wrzód patrzy na ten kawałek mięsa! (Gamespot)

Rozwarstwienie społeczne widać bardzo wyraźnie na przykładzie Starego Obozu. Wewnętrzny pierścień zamku zajmują strażnicy królewscy, Magowie Ognia i burżuazja. Zewnętrzny pierścień to niższa klasa strażników i kopacze pracujący w Starej Kopalni. Zresztą w każdej z trzech frakcji najniższa klasa robotnicza jest zniewolona. Kopacze w Starym obozie pracują dla Gomeza. Zbieracze w Nowym, pozornie „wolnym” Obozie pozyskują ryż dla Ryżowego Księcia, a Krety wydobywają rudę z Wolnej Kopalni. W bractwie Śniącego Zbieracze ziela zbierają dla Cor Caloma materiał na skręty o podejrzanym działaniu. Co ciekawe mimo bardzo mocno zarysowanych różnic i wyczuwalnej niechęci, czasem wrogości pomiędzy klasami nie ma mowy o buntach na tym tle, nie jest to bynajmniej nawet podpięte o oś fabularną. W obrębie bariery bardziej chodzi o konflikt pomiędzy frakcjami i ich dążeniami, aniżeli klasami.

Wyraźnie zaznaczoną rolę ma klasa robotnicza w ostatniej odsłonie uznanej przez szerokie grono graczy serii Bioshock. Gracz zostaje rzucony do podniebnego miasta Columbii o tradycyjnym już dla serii systemie antyutopijnym (poprzednie części również bazowały na tym schemacie) z teokratycznym rządem na czele. Patrząc na aspekty wizualne widać w grze połączenie steampunkowego sznytu z architekturą i modą kolonialną południowej części Stanów Zjednoczonych, co całkiem pasuje do podtekstów ksenofobicznych i rasistowskich, które gra momentami akcentuje.

W Shantytown hasła powstańcze nabierają mocy (Gry-online)

Wspomniana klasa robotnicza w B:I zajmuje część Columbii, którą gracz ma okazję odwiedzić. Finkton, bo o tej dzielnicy mowa, należy do Jeremiaha Finka i jest właściwie niczym innym, jak miasteczkiem fabrycznym, które służy również za więzienie. Mamy więc tutaj wszystko, co powinno się znaleźć w takim miejscu. Doki, fabryki, magazyny, punkt przyjęć do pracy i oczywiście miasteczko robotnicze, Shantytown. Pracownicy i ich rodziny zamieszkujący Shantytown żyją w ubogich warunkach, niekiedy przymierając głodem, wyzyskiwani przez Finka i jego manufakturę. Jedyne miejsce, gdzie można zapomnieć o trudzie życia to Graveyard Shift Bar, ponura speluna gdzie ów zapomnienie serwowane jest w postaci podłego alkoholu. Nic dziwnego, że to właśnie w Shantytown narodził się bunt przeciw purytańskim rządom w Columbii. Vox Populi właśnie tutaj ma swoją siedzibę. I choć ich działania przez średnią i wyższą klasę społeczną uchodzą początkowo za „anarchistyczne” i „szkodliwe” szybko okazuje się, że Columbią musi wstrząsnąć rebelia. Bowiem każda antyutopia dąży do samozagłady...

W Graveyard Shift Bar znużona podłym życiem klasa robotnicza stacza się na jeszcze niższy poziom
(Bioshock wikia)

Klasa robotnicza kojarzy mi się głównie z rewolucją przemysłową w XIX wieku. Nie jest to wcale złe skojarzenie: okres ten cechuje wielkoskalowa urbanizacja wywołana przez napływ dużej ilości ludności ze wsi do miast. Zwiększone potrzeby mieszkańców nie były już zaspokajane przez manufaktury, nastała potrzeba zmechanizowania fabryk. Tak też się stało. Efektem były nie tylko masowe zwolnienia niepotrzebnych już pracowników, ale i zatrudnianie na ich miejsce ubogich (a co za tym idzie mniej wymagających) imigrantów do ciężkiej i niebezpiecznej pracy przy maszynach. Konsekwencją było powstanie ruchu robotniczego, ideologii socjalistycznych i związków zawodowych broniących zwykłych robotników przed wyzyskiem ze strony pracodawców.

Ten proces możemy zauważyć w świeżej odsłonie serii od Ubisoft – Assassin's Creed: Syndicate. Tu fikcja, która obecna była we wcześniej wymienionych gatunkach sprowadzona została do fabularnego minimum. Londyn z kolei ukazany został z dbałością o szczegóły. Gracz ląduje w samym środku rewolucji przemysłowej, która mocno uwypukliła różnice klasowe. Byt arystokracji znacząco się poprawił, natomiast najubożsi zostali zmuszeni do zaciśnięcia pasa. I po raz kolejny narastające napięcie musi znaleźć ujście w postaci walki o swoje prawa, a po stronie uciskanych staje nie kto inny, jak wybawiciel gracz. Tym razem jednak dostaje się on w szeregi asasynów odnajdujących swoje miejsce w tworzącym się powoli światku przestępczym głęboko na terenach zajmowanych przez coraz bardziej rozjuszoną klasę proletariacką. Co prawda konflikt na linii właściciele – robotnicy jest tylko tłem do odwiecznej walki zakonu Asasynów z Templariuszami to w przypadku Assassin's Creed Sindicate możemy obserwować cały proces budzenia się oporu przeprowadzany realistycznie. Jest to przeciwieństwo takiego Red Faction, w którym w przeciągu pierwszych minut nagle wszyscy z Ultor Corporation wiedzą, że muszą strzelać do górników.

Starcia na linii robotnicy - stażnicy to chleb codzienny w Assassin's Creed (Gry-online)

Gry strategiczne to także przykłady, w których klasa robotnicza się pojawia, ale już na całkowicie innym poziomie. To najczęściej jednostki bardzo tanie w utrzymaniu (i produkowaniu), służące do wydobywania surowców, prac budowlanych, zwiadowczych, sprzątania, produkcji i tak dalej. W Age of Empires właśnie tak to wyglądało. Rebelie niskich klas społecznych nie były jednak widoczne w najbardziej rasowych RTSach z racji ich uproszczenia. Gry w stylu Europa Universalis lub Victoria 2przeznaczyły na to więcej miejsca, bunty wpływają ujemnie na statystyki i wymagają od nas odpowiednich działań.

Ostatecznie możemy powiedzieć, że twórcy gier komputerowych sięgając po wątek klasy robotniczej korzystają ze wspólnego mianownika jakim jest marksistowski ciągły konflikt pomiędzy robotnikami, a właścicielami należącymi do klas(y) wyżej. Taki wybór nie dziwi: okres narastającego niezadowolenia, strajki, bunty, wreszcie powstanie i przelew krwi to dramatyczny proces także w realnym świecie, gdzie nierzadko zapisuje się na kartach historii. I należy mieć tylko nadzieję, że temat nie będzie zbyt mocno eksploatowany, bo już teraz bunt uciśnionych biedaków nie robi takiego wrażenia jako tło fabularne.

Maurycy
1 maja 2016 - 12:06