Koń, jaki jest, każdy może zobaczyć - Jak Netflix mnie przykuł do ekranu pewną pozycją
Miłość, śmierć + roboty. Oficjalna antologia
Wszystko, co ostatnio obejrzałem - minirecenzje filmów i seriali
Korporacja Konspiracja, czyli Netflix i teroie spiskowe
Horrorowa trylogia na Netfliksie - recenzja Ulicy strachu
Ziemski chaos, czyli recnzja II części 5 sezonu serialu Lucyfer
Jako, że jestem szczęśliwym posiadaczem abonamentu na Netflix, oglądam co wieczór filmy i seriale – maniakalnie. Jedne są lepsze, inne gorsze, wiadomo. Moją uwagę przykuła miniaturka z wampirami i napisem Van Helsing. Nie pierwszy raz zetknąłem się z tym tytułem. Kilka lat wcześniej oglądałem pełnometrażowy film z Hugh Jackmanem, który wcielił się w tytułową postać. Tym razem miałem zmierzyć się z serialem. Jak wyszło?
Netflix do wspólnego wora "originals" wrzuca wszystkie produkcje, do których ma wyłączne prawa dystrybucji w danej części świata. I nie jest ważne, czy to faktycznie jest produkcja stworzona przez Netflix (jak np. Daredevil) czy też pożyczona od innej firmy (jak np. Dirk Gently). Dobrze, jeśli dany film lub serial jest super, ale bywa tak, że im więcej dostępnych jest Netflix Originals, tym gorzej z ich jakością. Film Rytuał (The Ritual - nikt tu nie szalał z tłumaczenie) należy do kategorii "zrobił to ktoś, ale my to pokażemy światu" - zadebiutował w brytyjskich inach jesienią, a na platformę z czerwonym N wskoczył kilka dni temu. I przy okazji należy też do grona produkcji o bardzo wysokiej jakości. Aż miło się przestraszyć!
Netflix rozpycha się coraz bardziej nie tylko na rynku seriali, ale również filmów. Od momentu, gdy Beasts of No Nation zachwycił krytyków na festiwalach i trafił na platformę z czerwonym "n", stało się jasne, że dobre, nowoczesne kino można robić od razu do streamingu. Ale szybko okazało się, że Netflix inwestuje w ilość, a nie jakość. Tylko w tym roku pojawiło się aż 27 filmów z napisem Netflix Original Movie. Jedne lepsze, inne gorsze, ale żaden nie był tak intensywnie i długo reklamowany jak Bright - najnowsza produkcja Davida Ayera. Obraz zadebiutował dziś. I co?
Opublikowane wczoraj recenzje w zatrważającej większości mówiły o porażce. Pokuszono się nawet o określenie Bright mianem "najgorszego filmu roku" oraz "produkcji tak głupiej, że Republikanie pewnie zaraz zamienią ją w ustawę", a wyniki na Metacritic i Rotten Tomatoes nie nastawiały optymistycznie. Chciałem, by film Ayera mi się podobał i jednocześnie oczekiwałem zmarnowanych dwóch godzin. Donoszę uprzejmie, że w mojej opinii nadmiernie krytyczni krytycy nie mają racji. Ale pasek entuzjazmu nie urósł na tyle, bym po seansie szukał o(d)padnięj szczęki. Bright jest mocnym średniakiem, który chciałby być super.
Jesteście jednymi z tych widzów, którzy pytają swoich znajomych czy obejrzeli już nowe Stranger Things? A może inni Was ciągle o to pytają? Tak czy siak, od premiery drugiej części niespodziewanego hitu ze stajni Netflix minęły już ponad 2 tygodnie i wielu obejrzało całość więcej niż raz, więc mogę bez obaw zaprosić do lektury. Bo będą spoilery wielkie, jak nowy antagonista utkany z cieni. Du du du duuu!
Latem 2016 roku na Netfliksie znienacka pojawiło się coś z logotypem natychmiastowo kojarzącym się z latami 80-tymi i powieściami Stephena Kinga. Wystarczyło kilka dni, by wszystkie internety zrobiły się czerwone z ekscytacji. Stranger Things to nowa, niezwykła, nostalgiczna podróż, która nie tylko pożycza z innych dzieł popkultury, ale dokłada też coś od siebie. I zaczęło się. "Czy widziałeś już Stranger Things? Nie? No to musisz obejrzeć!".
House of Cards – oryginalny serial polityczny Netfliksa, na fundamencie którego zbudowano sukces platformy – zmierza ku końcowi. Jak poinformował serwis The Hollywood Reporter, 6. sezon produkcji z Kevinem Spaceyem i Robin Wright w rolach głównych będzie ostatnim. Finałowa seria znajduje się obecnie w produkcji i powinna zadebiutować w przyszłym roku.
Przedstawiamy kolejny raport o nowościach w polskiej ofercie Netfliksa. Przed Wami zestawienie obejmujące najciekawsze atrakcje, jakie zaplanowano na listopad.
Dziś w ofercie platformy Netflix zadebiutował drugi sezon serialu Stranger Things. Dzieło braci Duffer mogą już oglądać abonenci usługi oraz wszyscy uczestnicy darmowego okresu próbnego. Kontynuacja jednej z najlepszych produkcji serialowych ostatnich lat została podzielona na 9 odcinków.
Choć Netflix aktualnie skupia się na promocji mającego zadebiutować jeszcze w tym roku serialu o Punisherze, amerykański koncern nie zapomina o dawkowaniu informacji o pozostałych będących w produkcji tytułach opartych na komiksach Marvela. Na oficjalnym twitterowym koncie Daredevila pojawiła się nietypowa zapowiedź trzeciego sezonu przygód niewidomego mściciela.
FSM: Netflix jako dzień premiery nowego serialu reklamowanego nazwiskiem Davida Finchera wybrał 13 października, piątek. Zważywszy na potencjalnie mroczną tematykę, chyba słusznie?
Klaudyna: Trzynastego w piątek wszystko zdarzyć się może. Choć nie wiem, czy łączyłabym tę datę z mrokiem.
F: David Fincher zawsze lubił mroczne klimaty, więc może dlatego tak mi się skojarzyło. Tak czy siak, Mindhunter to nowa netfliksowa produkcja, która w ciągu 10 odcinków ma pokazać, jak pod koniec lat 70-tych zmieniło się podejście do ścigania i rozumienia morderców. Mimo luksusu posiadania całego serialu od razu, postanowiliśmy podejść do niego w sposób klasyczny: obejrzeć pierwszy odcinek i zastanowić się, co z tym dalej będzie.
K: Obejrzeliśmy pierwszy odcinek i... nie mogę się doczekać 9 pozostałych, bo mam wrażenie, że trafił nam się jeden z lepszych seriali. Pierwszy sześćdziesięciominutowy odcinek pochłonął mnie bez reszty, bo temat jest niezwykle interesujący.
Zgodnie z wczorajszymi zapowiedziami, platforma Netflix udostępniła w serwisie YouTube ostateczny zwiastun drugiego sezonu serialu Stranger Things. Materiał robi niemałe wrażenie i udanie podgrzewa atmosferę przed debiutem najnowszego dzieła braci Duffer, zaplanowanym na 27 października.