Nareszcie! Jeden z najlepszych seriali ostatnich lat powraca w wielkim stylu i od razu wgniata w fotel. Jak wrażenia po pierwszym odcinku drugiej połowy ostatniego sezonu?
Jesień przyniesie ze sobą ponad dwadzieścia nowych seriali. Wiele z nich nie dotrwa do końca sezonu, inne zostaną skasowane już po pierwszym. Przyjrzyjmy się pięciu najciekawszym produkcjom, które mają szansę zyskać szerokie grono widzów i szansę na więcej niż jeden sezon.
Za nami już połowa wakacji i powoli zbliżamy się do depresyjnej pory roku. I mimo, że podczas jesieni powodów do smutku jest wiele, to warto rozweselić sobie ten okres przy jakimś dobrym i znanym nam serialu. Rzućmy okiem na najciekawsze powroty.
Już w przyszłym roku odkryjemy jak potoczą się dalej losy załogi transportowca Serenity... w grze Firefly Online.
Na ten piątek planowałem opisać pewien film, ale w międzyczasie moją uwagę zwróciło coś innego, czym mam ochotę się z Wami podzielić. Chodzi o raczej nieznaną u nas serię Firefly. Co wyszło, kiedy Joss Whedon, legendarny amerykański reżyser i scenarzysta, odpowiedzialny między innymi za Buffy, Angel (u nas przetłumaczony na kiczowato brzmiącego Anioła ciemności), Toy Story (jako scenarzysta), a ostatnio Avengers (reżyseria i scenariusz), postanowił zrealizować swoje odwieczne marzenie i nakręcić serial science fiction? Kliknijcie „zobacz więcej”, a prawda będzie wam objawiona.
Kolejny serial, który wiernie śledziłem od kilku lat, nie doczeka się konkretnego zakończenia. Tym razem padło na The Borgias!
Chyba nikomu nie trzeba przybliżać tego, czym jest Top Gear - najpopularniejszy program motoryzacyjny na świecie. Nawet największy ignorant/ignorantka kojarzy, z czym to się je. A jeśli nie wie, to powinien się wstydzić i zastanowić nad sobą, bowiem, przynajmniej w męskim towarzystwie, powiedzenie, że nie zna się Clarksona, Hammonda, Maya i Stiga jest jak przyznanie się do bliskich kontaktów ze zwierzętami - nawet jeśli tak jest, to po prostu się o tym nie wspomina.
Być na dnie i dalej tonąć? Fizycznie niemożliwe, a jednak to chleb powszedni mediów brukowych. Każdy kolejny dzień staje się dowodem na to, że granice przyzwoitości wciąż można przekraczać, że papier potrafi znieść wszystko (szklany ekran także). Coraz trudniej wyobrazić sobie, czym można nas jeszcze zaskoczyć - wszak w nawale pseudo - sensacji stajemy się coraz odporniejsi na najgorsze obrzydliwości, co tworzy zaklęty krąg rynsztokowej beznadziei.
Kto by pomyślał, że założony w 2005 roku serwis YouTube błyskawicznie zyska ogromną popularność. Już rok później stał się jedną z najszybciej rozwijających się stron internetowych i zajął 5. miejsce pod względem popularności w internetowym rankingu Alexa Internet. Już latem 2006 roku (w nieco ponad rok po starcie) firma miała 20 milionów odwiedzających na miesiąc. I teraz najważniejsze: 13 listopada 2006 YouTube przejął jeden z gigantów branży IT – Google – za niebagatelną kwotę 1,65 mld dolarów. Czy te liczby nie robią wrażenia? Zatem skoro coraz częściej sięgamy po informacje w internecie zamiast do gazet, podobna rewolucja jest tuż za rogiem – telewizja od kilku lat ma konkurenta, który może nie tyle ją zastąpić, co sprowadzić do niszy. Co dla nas oznacza także koniec darmowej zawartości - przynajmniej po części i stopniowo.
Co najbardziej denerwuje Was we współczesnej telewizji? Ustalone godziny emisji, które mogą pokrywać się z zajęciami na uczelni? To, że w pakiecie z 15 minutami programu dostajemy 5 minut reklam? „Miecugowowa tabloidyzacja” dokonywana przez widzów na twórcach i vice versa? A co byście powiedzieli na platformę, na której w pełni legalnie możecie oglądać uiszczając niewielką opłatę inteligentnie i z rozmachem zrealizowane seriale, i to na dodatek kiedy chcecie? Netflix swoim pierwszym autorskim serialem staje na wysokości zadania i ma szansę na zrewolucjonizowanie rynku medialnego!