Recenzja: Zgasić Słońce. Szpony Smoka.
Domena Demonów #1. Tysiące Światów I Uniwersów - cz.1
Aristophania 2 – Tajemniczy ogród Xaviera Dorisona
LastMan 8 - Nic się nie kończy, wszystko się zmienia
Jak przetrwać w innym świecie – Jest tak wiele kobiet, że kręci mu się w głowie
Locke & Key: Złoty Wiek - Obowiązkowa lektura dla fanów Sandmana (i nie tylko!)
Wydawnictwo Waneko zaczyna coraz bardziej rozpieszczać miłośników dobrych mang na naszym rynku, wypuszczając kolejne świetne tytułu. Do tego zacnego grona, na dość wysokim miejscu, można zaliczyć dzieło Badaczka mitycznych bestii. Tytuł, który jednoznacznie sugeruje magiczną i baśniową treść i dokładnie tak jest, zarówno pod względem historii, jak i rysunków.
Tytułowa Vei jest młodą wojowniczką od lat przygotowywaną do turnieju, w którym reprezentować będzie swe ukochane bóstwa – olbrzymy. Uświęcona rozrywka bogów okazuje się walką o wysoką stawkę. Dziewczynie przyjdzie mierzyć się nie tylko z przeciwnikami lecz także z własnymi pragnieniami, słabościami i wiarą.
Grupa dzieci, z których żadne nie przekroczyło 12-go roku życia spędza szczęśliwe chwile w elitarnym sierocińcu. Przechodzą specjalną selekcję i bezustanne szkolenie. Większość z nich zasługuje na miano geniuszy. Pewnego dnia odkrywają, że ich wesoły domek jest farmą dla potworów jedzących ludzkie mózgi. Za bramą sierocińca miast miłości czeka śmierć.
Istnieją dwa rodzaje dobrych książek: takie, które odpowiednio dawkowane zapewniają co najmniej kilka dni relaksu oraz te, które zakrzywiają czasoprzestrzeń, w wiele większym stopniu niż śliniło się Einsteinowi. Siada wtedy człowiek z książką w dłoniach w wygodnym fotelu i nagle uświadamia sobie, że jest już na ostatniej stronie. World of WarCraft: Ostatni strażnik można zaliczyć do grona tych drugich.
Przeczytałem w życiu setki, jeśli nie tysiące komiksów, ale tylko kilkukrotnie lekturze towarzyszyło przeświadczenie, że oto mam do czynienia z czymś, co zapisze się na listach światowej klasyki. Azymut ma szansę stać się kolejną "Alicją w Krainie Czarów", a przynajmniej "Niezwykłymi przygodami Barona Münchhausena".
Fani brodatego maga wiedzą doskonale, że za sukcesem jego utworów w równym stopniu, co pisarski geniusz, stoi maniakalny perfekcjonizm z jakim autor przygotowuje grunt pod swoje historie. Tym razem bierze na warsztat bohaterkę, która, wiele na to wskazuje, pojawiała się niezależnie u różnych autorów na przestrzeni lat. Poznawszy jej wszystkie wcielenia postanawia, tym razem z pełną świadomością, ożywić ją po raz kolejny...
Jak do tej pory, nie miałem jeszcze okazji zetknąć się bliżej z książkami z uniwersum World of WarCraft. Wszystko wskazuje jednak na to, że lektura „Przez Mroczny Portal” obudziła we mnie spore pokłady zamiłowania do tego uniwersum i chęć wzbogacenia domowej biblioteczki o kilka innych tytułów z logiem WoW.
W świecie, który na wzór Tajlandii zdaje się żyć sportami walki, zbliża się wielki turniej. Młody chłopak właśnie stracił szansę udziału z powodu braku partnera do drużynowych zmagań. Sytuację ratuje tajemniczy przybysz. Wydaje się potężny i nieobojętny wobec uroczej matki młodzieńca. Szykuje się akcja i romans.
Rebecca Kumar ma dwie matki, ale żadna z nich jej nie urodziła. Nie widzi kolorów, ale potrafi dostrzec magię. Właśnie skończyła 28 lat i skradziono jej serce. Dosłownie. Może umrzeć, bądź zaufać istocie, która szczerze odradza ufanie komukolwiek. Zwłaszcza jej.
Należę do pokolenia wypożyczalni kaset VHS. Pamiętam sobotnie wycieczki po filmy na weekend i dylemat co wybrać a co zostawić na drewnianej półce. Człowiek w wyborze zazwyczaj kierował się okładką. Im bardziej wypasiona tym lepszy film. Takie założenie bardzo często okazywało się błędem, ale czasem trafiło się na perełkę, która wysadzała człowieka z bamboszy. Jako osoba wychowana w takiej filmowej kulturze nie mogłem przejść obojętnie obok The Head Hunter. Wypasiona grafika przypominająca mi trochę Dark Souls musi gwarantować genialny film. Na pewno nie będzie do kolejna wpadka, gdzie okładka jest sto razy ciekawsza od tego co pojawi się w filmie. Prawda?