Nomen Omen – stara baśń we współczesnym Nowym Jorku - Nato - 9 kwietnia 2019

Nomen Omen – stara baśń we współczesnym Nowym Jorku

Rebecca Kumar ma dwie matki, ale żadna z nich jej nie urodziła. Nie widzi kolorów, ale potrafi dostrzec magię. Właśnie skończyła 28 lat i skradziono jej serce. Dosłownie. Może umrzeć, bądź zaufać istocie, która szczerze odradza ufanie komukolwiek. Zwłaszcza jej.

Jest taki motyw w literaturze fantasy, który powtarza się od lat. Założenie, że równolegle do naszego istnieje jakiś magiczny świat. Było tak w „Niekończącej się Historii”, „Opowieściach z Narnii”, „Harrym Potterze” i niezliczonej liczbie innych utworów. „Nomen omen” wykorzystuje ten motyw na swój sposób.

Do lektury skusiła mnie intrygująca okładka. Żarówiasta zieleń tła i spokojna, zamyślona dziewczyna. Kilka nieludzkich rąk wydrapuje jej w piersi ogromną dziurę. Spodziewałem się po niej zjawiskowego połączenia baśni i horroru.

Właściwie utwór nosi znamiona obydwu gatunków, a jednak nie jest do końca tym na co liczyłem. To tytuł dla nastolatków, a może bardziej nastolatek. Grozę wydarzeń rozprasza stereotypowy mięśniak. Fabuła składa się z klisz, jak „złota kobieta”, która odpowiada na trzy pytania.

To nie tak, że uważam „Nomen Omen” za złą lekturę. Zwyczajnie nie potrafimy się dogadać. To niewymagający komiks, któremu zdarzyło się trafić na wymagającego czytelnika. Dla fanów współczesnych bajań i młodych dziewczyn, którym za przewodnika robi „Tajemniczy Don Pedro”.

Więcej komiksów na Instagramie: @komiksowy_pamietnik

Nato
9 kwietnia 2019 - 12:43