Trzeci Mass Effect zbliża się wielkimi krokami. Na facebookowym profilu GOLa UV chwali się, że skończył jedynkę (przez którą ja nie dałem rady przebrnąć) (update z ostatniej chwili, UV walczy z jedynką, ale jest postęp w porównaniu do wcześniejszych prób) a w mojej konsoli na przeszło pięćdziesiąt godzin zagościła część druga. Nie jest to gra doskonała, sporo jej do tego brakuje, ale najważniejszy jest fakt, że gra się doskonale. Niedoróbki techniczne, nielogiczności, każdy rozsądny człowiek zepchnie na drugi plan i będzie cieszył się drugim życiem Sheparda.
Nieubłaganie rok bieżący dobiega końca. Już za kilka godzin zaczniemy się mylić, wpisując wszędzie daty z liczbą 11 jako oznaczenie roku, a ma być przecież 12. Ten rok był świetny dla graczy, wyszło całe mnóstwo rewelacyjnych tytułów i praktycznie każdy, mógł znaleźć coś dla siebie. Ale o tym nie zamierzam pisać, zarówno GOL jak i GP podsumowały wszystko tak jak trzeba.
Słyszę ciągle, że głupieję, bo faszeruję się amerykańskimi serialami i filmami. Te zazwyczaj są mało ambitne, ale za to ładnie wyglądają, dobrze się je ogląda a do tego jak szczęście dopisze, to i cycki jakieś się zobaczy. No ale, trzeba być wszechstronnym, rozwijać się i tak dalej. Stąd próba podejścia do kina rosyjskiego.
Naszło mnie jakiś czas temu, co by zorganizować w domu spotkanie towarzyskie i poczęstować gości, obok napojów wszelakich, pieczonymi żeberkami. Ta część wieprza nie jest zbyt częstym gościem w moich garach, bo oprócz mnie i rocznej córy (która zje wszystko co jej nie ucieknie) lubię je tylko ja. Była więc okazja, a ja wziąłem się do roboty już dzień wcześniej. Chcecie wiedzieć jak zrobic wypasione żeberka? Czytajcie.
Machina promocyjna nowej odsłony UFC powoli rusza. Nie wiem, jak będzie się prezentowała w naszym kraju, ale dla fanów to w zasadzie nieistotne. Ostatnia gala UFC – 137 o ile mnie pamięć nie myli – przebiegała właśnie pod wezwaniem UFC 3 a kilka dni temu podano do wiadomości publicznej informację, która dla miłośników MMA może być wyraźną wskazówką, że tytuł trzeba będzie kupić.
Nikogo w dzisiejszych czasach nie dziwią kolejne informacje o znanych osobach ujawniających swoje homoseksualne preferencje. Ostatnim takim odważnym stał się Zachary Quinto, grupie geeków znany z serialu Heroes czy pełnometrażowego Star Treka. Ja sam jestem tolerancyjny i cieszą mnie takie deklaracje, bo ludzie w końcu dochodzą do wniosku, że żyjemy w wyrozumiałym społeczeństwie. Ale, nie o orientacjach seksualnych gwiazd chciałem tu mówić, nas przecież interesują gry.
Nie przepadam za trudnymi grami. Oddaję się elektronicznej rozrywce, żeby wygrywać, poczuć się lepszym i wcale mi w tym nie pomaga obrywanie od komputerowego przeciwnika. Lata grania sprawiły, że nie zaczynam już zabawy z nowym tytułem od najniższego poziomu trudności, ale nie waham się, jeśli jest mi zbyt ciężko. W końcu chodzi o to, żeby się dobrze bawić. Ostatnimi dniami – tygodniami nawet – głośno jest o tytule, który jest trudny. Z założenia ma kopać gracza po tyłku a regulacja poziomu trudności w nim nie występuje, bo po co. Dark Souls trafiło – na razie na weekend – w trzewia mojej konsoli i w skrócie mówiąc moje wrażenia można zamknąć w trzech literach – WTF?
Tym razem polecamy lekturę trochę bardziej abstrakcyjną, można powiedzieć, czysto filozoficzną. Nie wyjaśnimy żadnego pojęcia ekonomicznego, mało tego, jak dobrze pójdzie nie zahaczymy o żadną znaną nam dziedzinę nauki. Chcemy bowiem porozmawiać o kierunku w którym mogą pójść gry, ale tak całkiem puszczając wodze fantazji. Nie chodzi bowiem o to, co naturalnie wyrośnie z tego co już mamy i znamy, to obserwujemy przecież na co dzień.
Sobota i niedziela to jedne z niewielu dni, kiedy można sobie spokojnie w kuchni poszaleć. Dogodzić własnemu i rodziny podniebieniu. W naszym domu jest tak, że co bym nie zrobił, zjedzą to wszyscy, pod warunkiem, że będzie to pizza albo frytki. Dziś padło na pizzę, danie proste ale pozwalające każdemu na zjedzenie tego co lubi, nawet jeśli ma to być same ciasto. Tak więc po kolei.
Seriale proceduralne mają tyleż samo zwolenników co przeciwników. Zamknięcie całej historii w jednym odcinku – o ile zostanie to umiejętnie zrobione – nie oznacza niczego złego, a dodatkowo nie wyklucza jakiejś dłuższej, ciągnącej się przez kilka epizodów historii. Tyle tytułem wstępu, bo nie zamieram tak naprawdę pisać o rodzajach seriali, tylko o jednym z fajniejszych seriali proceduralnych na jakie trafiłem w ciągu ostatnich kilku lat oglądania. Criminal Minds w chwili obecnej załapuje się u mnie do ścisłej czołówki.