Retro Granie #07 na Atari 2600 - recenzja gry - Spider-man - hongi - 7 lutego 2017

Retro Granie #07 na Atari 2600 - recenzja gry - Spider-man

W Retro Graniu staram się opisywać stare gry, które spotkałem w przeszłości i w jakimś tam stopniu wpłynęły one na mnie. Najlepsze czasy spędziłem przy takich konsolach jak Pegasus oraz pierwszy Soniak. Dziś jednak chciałbym przedstawić wam jedną z pierwszych gier, w jaką zagrałem, a mianowicie Spider-Man na Atari 2600. Zapraszam na krótką recenzję.

Spider-Man na Atari 2600 ukazał się już w 1982 roku, długo, długo przed moim urodzeniem. Była to pierwsza próba przeniesienia komiksowych przygód człowieka pająka na ekrany naszych telewizorów. Świat oszalał. Ale na krótko. W tej grze nie ma wspaniałych walk, dialogów, wyuzdanych architektonicznie budynków i odległych skoków. W sumie nieważne jest, czego ta gra nie posiada, bo tego jest bardzo dużo. Skupmy się na tym, co ma, a na początku lat osiemdziesiątych, ta gra miała wszystko.

Spider-Man na Atari wyglądał jak wszystkie inne gry stworzone na tę konsolę. Oszałamiające kolory biją po oczach. Prosta pikselowa grafika wylewa się z naszych starych, niekiedy czarnobiałych odbiorników. W samej grze nie ma długich wstępów oraz zawiłych fabuł. Jesteś tylko Ty (jako Spider-Man), budynek i twój wskaźnik pajęczyny. Resztę musisz się domyślać i kombinować. To ta prostota oraz brak instrukcji czy wiszących strzałek urzekał graczy. Teraz wszystko podane mamy na tacy, a zdarza się, że niekiedy sama gra robi wszystko za nas. W tamtych czasach gry były proste, bo musiały być. Dziś twórcy wszystko komplikują. Proste jest lepsze i według mnie daje więcej frajdy.

Celem gry jest wspiąć się na sam szczyt budynku, omijając przeszkody i Zielonego Goblina. Jak to na antybohatera przystało, Goblin ciągle nam przeszkadza w osiągnięciu celu za pomocą dyniowych bomb (nie zobaczymy tego na ekranie, to trzeba sobie wyobrazić). Musimy tak manewrować naszym bohaterem po budynku, by omijać przeszkody i nie wchodzić na okna, bo z jakiegoś powodu człowiek pająk nie może się po nich wspinać (może świeżo myte, lub jest to nowy budynek i nie ma jeszcze wstawionych okien). Głównie chodzi o to, by nie dać się strącić w dół. Gra kończy się, gdy w spektakularny sposób uderzymy o ziemię, zabijając się. Lecz jeśli uda nam się wspiąć na samą górę, to przechodzimy do kolejnego poziomu. Zielony Goblin lata szybciej, a my mamy mniej pajęczyn do wykorzystania. I tak bawimy się do momentu, gdy coś nas nie strąci i nie zginiemy.

Dźwięk jest, ale nie taki, jakbyśmy chcieli. Muzyczka na początku gry oraz efekt uderzenia o goły beton. Wybuch bomb i dziwny dźwięk wypuszczania pajęczyny, jakby Spider-Man huśtał się na własnym języku. I to by było na tyle. Może teraz to nie za dużo, ale w latach osiemdziesiątych to był szczyt możliwości programistycznych. Dzisiejsze dzieci nie potrafią sobie nawet wyobrazić, by mogły w coś takiego grać. Myśmy grali i świetnie się bawili. Warto im pokazać, jak obecni dorośli spędzali swój czas, gdy byli w ich wieku. Nawet jakby to miało trwać tylko 5 minut.

Podsumowując, gra Spider-Man na Atari 2600, to nikogo nieobchodzący już staroć. Teraz kiedy na to patrzę, wydaje mi się to takie śmieszne. A w wieku pięciu lat to było coś wielkiego. Jeśli macie dzieci, warto, by dać im coś prostego do grania, a nie od razu Call of Duty. Zdecydowanie polecam odkurzenie starych konsol i pokazanie najmłodszym, że gry mogą bawić i nie wymagają aktualizacji czy mikro płatności. Poza tym, kto nie lubi Spider-Mana.

hongi
7 lutego 2017 - 19:56

Komentarze Czytelników

Dodaj swój komentarz