Resident Evil 1 na PS1 w trzydziestu tweetach - Brucevsky - 20 lutego 2018

Resident Evil 1 na PS1 w trzydziestu tweetach

Niemal dwadzieścia dwa lata temu stworzony przez Capcom Resident Evil spopularyzował gatunek survival horror i wyznaczył mu na długie lata pewien kierunek rozwoju. Jak klasyczna produkcja broni się po upływie tak długiego czasu? Jakie wnioski nasuwają się podczas przygody? Czy dobrze gra się w hit sprzed lat na małym ekraniku PSP? Odpowiedzi na te i wiele innych pytań padną już za moment w artykule, w którym Resident Evil 1 wspominam i rozkładam na czynniki pierwsze w zaledwie trzydziestu tweetach.

1. Moje pierwsze spotkanie z Resident Evil 1 to końcówka lat 90. XX wieku, jeszcze za dzieciaka. Słabo to wówczas wyszło. Nie do końca świadomie rzuciłem się na głęboką wodę, wybierając Chrisa, a potem doczłapałem się wystrachany do domu strażników. Tarantule wystarczyły. ;) 

2. Czepiajcie się tego aktorskiego intro, ile chcecie, ale trzeba mu oddać, że doskonale zapowiada dalsze doświadczenia, wprowadzając graczy w klimat horrorów klasy B. Poza tym, ile tytułów znacie z takim openingiem?

3. Konsternacja – dokładnie takie uczucie towarzyszyło mi, gdy po przyzwoicie budującym nastrój intro nagle pojawiła się ta prezentacja głównych bohaterów dramatu. Jakby wyciągnięta żywcem ze strzelanki na automaty. Ten gruby, „trailerowy” głos w tle i jego „Krys Redfild”.

4. Szybkie wprowadzenie. Wystarczy kwadrans, by dać się zagryźć zombi, w panice uciekać przed dobermanami, które wpadły przez okna i zwalić sobie na łeb sufit, bo zachciało się kraść strzelbę. W końcu survival horror, co nie?

5. Brak motywacji? Nie tutaj. Twórcy zadbali o tło fabularne, serwując strzępki informacji. W efekcie chce się zwiedzać posiadłość i rozwiązywać zagadki, licząc na odkrycie tajemnic powstania zombi i okoliczności śmierci kolegów z oddziału Bravo. 

6. W początkowych etapach gry krucho z roślinkami i amunicją, więc trzeba kombinować. Wystrzelać wszystkie trupy i pozbawić się amunicji, a może kilku spróbować obiec, ryzykując pogryzienie i ewentualną utratę medykamentu? Ja wybrałem drugą opcję. 

7. Test na logikę. Resident Evil 1 spokojnie można ukończyć bez opisów przejścia. Trzeba tylko czytać, myśleć i… słuchać. Przyznajcie, ten głośno tykający zegar w jadalni zwraca uwagę, prawda? 

8. Lata temu, za dzieciaka, sporo trudności sprawiła mi zagadka z obrazami. Dzisiaj okazuje się, że to prosty sprawdzian umiejętności czytania ze zrozumieniem i logicznego myślenia.

9. Tragiczny przykład Foresta Spreyera dobitnie pokazuje, jak może się skończyć złe dobranie ekwipunku na misję. Granatnikiem ptaków nie wystrzelasz. 

10. A propos kruków – kolejna świetna zagrywka twórców. Jeśli nie biegasz, nie sprowokujesz ich w galerii z obrazami. Znów, logiczne.

11. Nie próbujcie doszukiwać się za to sensu w konstrukcji posiadłości. Nikt normalny nie zamyka drzwi na cztery emblematy i ukrywa je w kilkunastu pomieszczeniach.

12. Przeszkoda nie do przejścia. W domu strażników zakończyła się pewnie przygoda wielu cierpiących na arachnofobię. Te wielkie tarantule potrafią człowiekowi obrzydzić eksplorację. 

13. Pierwsza godzina to głównie zombi, ale później napotykana menażeria szybko się rozrasta. Psy, huntery, pająki, zmutowane rośliny i rekiny dają się we znaki.

14. Trochę brakuje większej liczby interakcji między wciąż żywymi członkami oddziału. Chciałoby się czasami przypadkowo wpaść gdzieś na Barry’ego. 

15. Inna sprawa, że przypominając sobie dziwną scenkę z udziałem Jill i Barry’ego po rozwaleniu gigantycznej kobry, zaczyna się wątpić, czy twórcy mieli jakikolwiek pomysł na dialogi. Tam weszli na wyższy poziom abstrakcji.

16. Resident Evil 1 uczy – zawsze noście przy sobie serum, jak szwendacie się po takich dziwnych posiadłościach. Richard popełnił ten błąd i nawet szybki rajd po odtrutkę Jill nie pomógł. 

17. Tworzenie środka V-Jolt, którym można mocno osłabić zmutowaną roślinę, to świetna zagadka logiczna. Nic wyszukanego, ale założenia są sensowne i fajnie testują umiejętność czytania ze zrozumieniem oraz myślenia.

18. Najbardziej przerażający utwór w tle? Zdecydowanie „Mansion Basement”. 

19. Najgorszy utwór w grze? Znowu „Mansion Basement”, ale w tej katastrofalnie złej aranżacji z Director’s Cut. Macie, posłuchajcie i pocierpcie. 

20. Najgorzej wyglądająca miejscówka? Zdecydowanie obszar podziemnych wykopalisk. 

21. Kiedy kamera najbardziej daje się we znaki? Gdy pojawiają się huntery, bo te skubańce są szybkie i potrafią błyskawicznym skokiem skrócić dystans (i głowę). Niekiedy ich w określonych ujęciach nie widać, a przecież na ślepo nie będziesz strzelać.

22. Trzeba oddać, że RE1 oferuje zajęcie na kilka wieczorów. Do zakończenia można dojść w trzy godziny (mnie zajęło za pierwszym razem osiem), ale jeśli chce się poznać różne endingi, scenariusze obu postaci i sprawdzić wszystkie taktyki na bossów, to robi się sporo roboty. 

23. Czy RE1 z PS1 nadaje się na PSP? Jak najbardziej. To nie jest żadna zręcznościówka, a przy swobodnej eksploracji krzyżak nie daje się tak bardzo we znaki. No i plus, że zawsze można zawiesić sobie grę, usypiając konsolę, bez marnowania ink ribbon.

24. Taktyka oszczędzania amunicji na początku przynosi taki efekt, że pod koniec można już wozić się po laboratorium z magnumem lub granatnikiem zwanym tutaj bazooką i rozwalać wszystkich na strzała. 

25. Pierwsze spotkanie z tyrantem zmusza do postawienia jednego pytania – jak Barry w ogóle przetrwał tyle godzin w posiadłości, skoro bez refleksji idzie na otwartą konfrontację z takim monstrum?

26. W końcówce znajdywane dokumenty szybko odsłaniają dużą liczbę szczegółów na temat wydarzeń, ale jednocześnie zostawiają też mnóstwo furtek. Autorzy sprytnie to rozegrali, bo mieli później wiele opcji, jak wykorzystać uniwersum i je dalej rozwijać.

27. Miło, że twórcy przygotowali kilka różnych zakończeń, ale szkoda, że różnią się one tak minimalnie. Już mogli przygotować choćby ze dwa ujęcia posiadłości więcej. 

28. Nie bez pomocy internetu mogłem zobaczyć najlepszy ending dla Jill. Gdyby nie info z poradnika, na pewno nie czekałbym na drugą linę od Barry’ego, tylko sam szukał ucieczki.

29. Kończąc Resident Evil 1 na PSP, spełniłem jedno z marzeń z dzieciństwa. Przejść hit z Szaraka, sprawdzany kiedyś na kineskopowym telewizorze, na małym, mobilnym urządzeniu. Kocham postęp technologiczny.

30. Wiadomo, że dzisiaj lepiej wybrać już dużo przyjemniejszy dla oka i wygodniejszy REmake, ale klasyk też ma swój urok. Jeśli nie jesteś uczulony na retro, możesz podejmować śmiało to wyzwanie.

A Wy jak wspominacie Resident Evil 1 w klasycznej wersji? Dorzućcie swoje "tweety" w komentarzach!

Brucevsky
20 lutego 2018 - 14:23

Komentarze Czytelników

Dodaj swój komentarz
Wszystkie Komentarze
21.02.2018 16:57
Czarny  Wilk
1
Czarny Wilk
78
Bo jestem czarny

GRYOnline.plTeam

Ciekawa formuła, choć na przyszłość przydałoby się jakieś silniejsze powiązanie screenów z poszczególnymi "tweetami" - chwilę zajęło mi dopasowanie, co łączy się z czym :)

No i jak się czyta faktycznego gralingradowego Twitera to lekko odtwórczo się tu robi :P

21.02.2018 18:09
Brucevsky
1
odpowiedz
Brucevsky
109
Playing with writing

gameplay.pl

Ale tylko lekko, tam była ledwie mała część tych tweetów. ;)

Słuszna uwaga ze screenami, następnym razem podepnę tweety pod zdjęcia, do których nawiązują, a filmiki może dam w ramce z treścią.

22.02.2018 17:13
squaresofter
1
odpowiedz
1 odpowiedź
squaresofter
21
W co gracie w weekend?

gameplay.pl

Miałem to nieszczęście, że pierwszego Residenta ogrywałem po RE2 i RE3. Zawsze uważałem go za coś przestarzałego w stosunku do jego kontynuacji nawet kilkanaście lat temu.

Dopiero remake tej produkcji na GameCube'a rzucił mnie na kolana i całkowicie zmienił moje zdanie na temat pierwszej odsłony serii o zombiakach.

Gra ma koszmarny voice acting w oryginale.

Posiadłość w RE to obok komisariatu z RE2 i RE3 moje ulubione miejscówki w całej serii.

Ktoś może powiedzieć, że ten klasyk trąci myszką i lepiej zostawić go we wspomnieniach, ale ja lubię porównywać oryginał z jego odświeżoną wersją, dlatego grałem w niego nieraz na przestrzeni kilku ostatnich lat.

Miałem kiedyś czytelnika w co gracie w weekend, który był wielkim fanem tej serii i prawie zawsze pisał w komentarzach o którejś odsłonie japońskiego cyklu.

Tęsknię za nim, gdyż to właśnie on natchnął mnie do tego, żeby od czasu do czasu wracać do historii opowiadającej o beznadziejnej walce o przetrwanie oddziału S.T.A.R.S.

post wyedytowany przez squaresofter 2018-02-22 17:14:21
22.02.2018 21:10
Brucevsky
Brucevsky
109
Playing with writing

gameplay.pl

O tak, voice acting jest koszmarny przez duże "K". I za nic nie idzie się do przyzwyczaić, że jest aż tak zły. Ja przez chwilę tak myślałem, ale potem zaatakowała mnie głosem Rebecca.

Ciekawe, czy ten wspomniany przez Ciebie czytelnik teraz też ciągle ogrywa kolejne odsłony serii. To dopiero byłby fan marki.

A nawiązując do S.T.A.R.S., ależ mi brakowało w RE1 większej liczby szczegółów na temat poszczególnych członków obu oddziałów.