W co gracie w weekend? #254 - squaresofter - 7 czerwca 2018

W co gracie w weekend? #254

Cześć. W ten weekend przyjrzę się bliżej najnowszej części God of War. Zamierzam też pograć w Crysis 2, Radiant Historię oraz Uncharted 3. Zaprszam wszystkich zainteresowanych do lektury i komentarzy.


God of War (PS4, SIE Santa Monica Studio, 2018r.)

Strasznie chciałem pogadać o grach z jednym kumplem, gdyż dawnośmy się nie widzieli. Ustaliliśmy nawet telefonicznie, że kiedy będzie miał trochę czasu, to niech wyśle mi smsa i wtedy się spotkamy. Plan prosty. Gorzej z wykoaniem, bo zauważyłem jego wiadomość tekstową dopiero następnego dnia po jej wysłaniu. Czułem się zawiedziony, ale co się odwlecze, to się nie uciecze. Jeśli lubię coś bardziej od pisania o grach, to rozmawianie na ich temat, dlatego byłem mocno zdziwiony gdy zacząłem mu opowiadać o swoich postępach w God of War II HD a ten wyciągnł swoją kopię najnowszej części przygód Kratosa i powiedział, że mogę sobie pożyczyć na miesiąc. No cóż, mógłbym co prawda napisać do Sony o udostępnienie kodu z grą i chwalić się w mailu do nich tym jakim to zajebistym blogerem jestem łamaną angielszczyzną. Mógłbym napisać, że jak nikt inny mogę rozleklamować ich oczko w głowie i o tym, że jestem największym fanem Spartiaty pod Słońcem. Nie mówię, że to zły pomysł, ale nikt jednak nie da mi pewności, że to by wypaliło.

Ze znajomymi to jest zupełnie inna rozmowa. Mogę im powiedzieć czego nie lubię w danej grze i nie poniosę za to żadnych konsekwencji.

Najbardziej znani jutuberzy nie mogą sobie pozwolić niestety na ten luksus. Nieraz słyszałem o tym, że Nintendo zakazało publikacji materiałów z ich gier komuś, kto ośmielił się publicznie skrytykować japońską firmę. Nakaz usuwania nieprzychylnych recenzji poszególnych części gier z serii Assassin's Creed pod groźbą zaprzestania dostarczania recenzenckich kopii to przecież nie nowość w przemyśle gier.

Nie oddałbym tej swobody za nic w świecie a co do ewentualnych wad najnowszej odsłony produkci Santa Monica Studios, to nie mam na razie ochoty szukać dziry w całym. Zupełnie nie przeszkadzam mi fakt, że ten tytuł ma więcej wspólnego z The Last of Us i Horizon Zero Dawn niż z poprzednimi odsłonami God of War. Na szczęście lubię każdą z tych gier i zazwyczaj nie mam problemu z fundamentalnymi zamianami w obrębie danego cyklu, jeśli, uwaga, gra w dalszym ciągu jest grywalna. Są gracze, dla których Fallout skończył się wtedy, gdy z rzutu izometrycznego przeszedł w pełny trójwymiar i widok z oczu. Są gracze, dla których Resident Evil 4 nie jest grą z serii Resident Evil, bo to strzelanina trzecioosobowa a nie survival horror. Są nawet tacy, dla których jrpg nie jest jrpgiem kiedy nie jest turowy. Nie roszczę sobie prawa do zmiany sposobu myślenia graczy. Gracze są różni i choć to dla wilu niepojęte istnieją nawet tacy, którym Fallout 3 podoba się bardziej niż Fallout New Vegas.

Więc jak ktoś twierdzi, że nowy God of War nie jest God of Warem, to nie bierzcie na poważnie takich osób. Gry z tej serii zawsze wyciskały wszystkie soki ze sprzętów, na które się pojawiały i tak jest tym razem. Co się zmieniło? Prawie wszystko. Czy wyobrażaliście sobie kiedyś, że nieposkromiony Duch Sparty, złorzeczący na bogów przy każdej możliwej okazji stanie się troskliwym ojcem? Niezła przemiana. Kiedyś dziwkarz i bezwzględny morderca niewinnych, teraz czuły opiekun małego Atreusa, któremu udziela pożytecznych rad odnośnie polowania na jelenie. Jestem w szoku. Jestem zachwycony. Przecież Santa Monica mogła dać jakiegoś reskina tekstur i ich nowa gra różniłaby się tyle, ile Dark Souls II różniło się od Dark Souls, czyli tym, że boss będący kopią bossa ze swojego poprzednika miał inną nazwę i był inaczej pokolorowany. Dobry żart. Developer, który boi się eksperymentować nigdy nie utrzyma się na topie. Pomyślcie ile dobrych gier by nas ominęło, gdydy przykładowo Naughty Dog produkowało tylko platformówki? Oddałbym wszystko za nowego Crasha spod ich ręki, ale nie wyobrażam sobie świata gier bez Nate'a, Joela i Ellie.

Jeśli wychodzimy z założenia, że każda część God of Wara miałaby być taka sama, to lepiej nie podchodzić do tej produkcji. Ja tam wolę cieszyć się każdą chwilą z kolejnym tytułem pokazującym po co powstało PS4.


Crysis 2 (PS3, Crytek, 2011r.)

Crysis 2 to niby gra, która ma już siedem lat na karku, ale widząc kolejne sesje dla graczy na PSN Profiles zapragnąłem do niej wrócić. Od kilku dni zajmuje się próbą zebrania skromnej grupy graczy chętnych do wspólnej zabawy w fpsa wyprodukowanego przez niemieckie studio Crytek. Bez tego nie idzie praktycznie w niego grać, no chyba, że nie przeraża was widmo czekania przez pół godziny albo nawet i dłużej na to, aby rozegrać jeden mecz z innymi graczami.

Na tle innych strzelanin pierwszoosobowych takich jak przykładowo Battelfield lub Call of Duty Crysis 2 jawi się jako coś wyjątkowego ze względu na nowoczesny kombinezon, którego używają gracze.

Posiada on trzy tryby: Tryb niewidzialności, tryb siły i tryb pancerza. Każdy z tych trybów posiada również szereg modułów usprawniających jego działanie. Żeby uzyskać dostęp do wszystkich z nich należy używać kombinezonu w konkretnym trybie w celu pozyskiwania doświadczenia. 

W innych strzelaninach wystarczy celne oko, żeby wygrywać, natomiast tutaj nieraz musimy wytężać wzrok podczas potyczek z innymi graczami, gdyż praktycznie każdy używa kamuflaża termooptycznego i stara się nas zaatakować z zaskoczenia. Nie każdemu musi się to podobać, ale dlaczego każda strzelanina miałaby być tak sama? Przecież już w Bioshocku 2 naszą bronią może być wybrany plazmid, otoczenie lub kombinezon Big Daddy'ego. W Crysisie 2 jest podobnie. Skoro dobry gracz otrzymuje w nagrodę dostęp do ulepszonej wersji radaru, który pokazuje na mapie graczy z drużyny przeciwnej, to czemu nie mielibyśmy przykładowo zainstalować do kombinezonu modułu zakłócającego, żeby utrudnić mu rozgrywkę i ją trochę zrównoważyć? Jeśli kogoś denerwuje, że gracze naużywają maskowania, to przecież nic nie stoi na przeszkodzie, aby użyć modułu śledzenia, który pozwala nam dostrzegać zostawiane przez nich ślady.

Wraz ze zdobywanym doświadczeniem uzyskujemy także dostęp do nowych broni. Do ich ulepszeń posłużą nam wszelkiego rodzaju lunety itp.

Awans na kolejne poziomy rozwoju wydaje się tu dla wielu graczy udręką, ale przecież wystarczy przejrzeć kartę naszej postaci, aby szybko dostrzec to, że doświadczenie zdobywamy także za używanie kombinezonu w poszególnym trybie, za używanie poszególnych modułów lub za zabijanie wrogów określoną bronią czy też z zamontowanym konkretnym ulepszeniem.

Bardzo mi się to podoba, bo nie musimy być jakims mistrzem z oczami dookoła głowy, aby odczuć, że czas poswięcony na walkę z innymi graczami poszedł na marne i wcale się nie rozwijamy.

Przeglądając internet nie raz spotakcie się z opiniami jakmi to wielkim przełomem był pierwszy Crysis. Dla wielu graczy pecetowych kontynuacja tej gry była policzkiem w twarz, gdyż wyszła również na konsolach a te jak twierdzą niektórzy, hamują rzekomo rozwój gier. Nie będę się tu z nikim wdawał w pyskówki na ten temat, bo mógłbym udowodnić hipokryzję tych osób w postaci szeregu petycji o wydanie ekskluzywnych gier konsolowych na PC.

Dlaczego tak nie zrobię? Bo jestem prostym graczem, który stawia radość płynącą z grania w dana produkcję ponad wszystko. Jednym z najważniejszych powodów powrotu do tego starocia nie była wcale jakaś oszałamiająca grafika, bo każda oprawa graficzna zestarzeje się prędzej czy później, gdy pojawią się na rynku najnowsze układy graficzne. Chciałem jeszcze raz posłuchać motywu przewodniego z tej gry, który skomponował gienalny Hans Zimmer. To był po prostu mój kaprys.

Ta muzyka nigdy mi się nie znudzi i zawsze będą ją ciepło wspominał, nawet za następne osiem lat.


Radiant Historia (NDS, Atlus + Headlock, 2011r.)

Tydzień temu opisywałem jak to jeden z potencjalnych sojuszników Stocke'a został wymazany z mapy świata, ale Radiant Historia nie byłaby sobą, gdyby nie pokazała nam jak wiele straciliśmy przez to przykre wydarzenie.

Tutaj jeszcze raz dochodzi do głosu fantastyczny pomysł twórców tego japońskiego rpga turowego, aby scenariusz gry rozgrywał się na dwóch równoległych liniach czasu. W ten sposób możemy przecież poznać mieszkańców królestwa Cygnus i ich zwyczaje. Jeszcze kilka minut wcześniej ubolewaliśmy nad tym, że nasz sojusznik nie pomoże nam w walce o słuszną sprawę a wystarczy, że udamy się do innego świata, w którym owe pustynne królestwo jeszcze istnieje i poznamy to, co straciliśmy i to po tym, jak to już straciliśmy. Zabawa punktami czasu na jego poszczgółnych liniach, aby ujrzeć prawdziwą historię to jest to.

Raz planujemy jak obalić obalić tyranię państwa, które było kiedyś naszych chlebodawcą a kilka minut później trafiamy do więzienia, z którego jedyną droga ucieczki jest zaprezentowanie tubylcom owoców naszego szkolenia wojskowego. Po chwili okazuje się, że znajdujemy się w królestwie, które zostalo zrównane z ziemią na innej linii czas a jego lider lubi walczyć i potrafi to robić, ale w sprawnym zarządzaniem państwa posługuje się siłą intelektu a nie mięśni, ceni zdanie innych, nie patrzy na nikogo z góry i umie dostrzec zalety w drugiej osobie. Jest też na tyle wytrwanym politykiem, że nie będzie się podkładał swoim potencjalnym sojusznikom, gdy w zanadrzu znajduje się ktoś o wiele ciekawszy, jak chociażby Eruca, z którą sojusz może przynieść wiele korzyści mieszkańcom jego krainy.

Radiant Historia ma bardzo interesujący system walki, który spośród innych gier turowych wyróżnia to, że przypomina grę planszową. Jasne, że w starciach z naszymi adwersarzami możemy posłużyć się najprostszą metodą ich eksterminacji, czyli eliminować ich po kolei, ale czasem warto trochę pogłówkować nad strategią walki, która w znaczący sposób ułatwi nam życie.

Wiele walk ma zupełnie inny przebieg. Jeśli w szeregach naszej drużyny znajduje się trzech członków, to o wiele łatwiej zakończyć konfrontacje na naszą korzyść, gdy dwóch bohaterów zajmie się atakowaniem a trzeci dbaniem o zachowanie ich zdrowia na odpowiednim poziomie.

Zupełnie inny przebieg ma walka jeden na jeden, w której nasz rywal stosuje umiejętność zwiększające jego atak i obronę. Taka walka, którą z pozoru kontrolujemy kończy się naszą zgubą. Co zrobiliśmy źle? Czyżbyśmy mieli zbyt niski poziom rozwoju postaci? Może mieliśmy za słaby ekwipunek? A gdzie tam. Przegraliśmy, bo nie ruszyliśmy szarymi komórkami. Wystarczy użyć ataku, który przesunie naszego wroga do ostatniej linii na polu walki, co zmniejszy zadawane przez niego obrażenie i bez problemu przeżyjemy jego kombinację potężnych ciosów. Nie warto w takiej sytuacji atakować go atakami fizycznymi, ktore także straciły na sile. Od czego jednak mamy czary? Właśnie od tego. Wystarczy zaatakować go kilka razy ogniem i zwycięstwo mamy w kieszeni.


Uncharted 3: Oszustwo Drake'a Edycja Gry Roku (PS3, Naughty Dog, 2011r.)

Wspominałem niedawno o trybie zadań drużynowych i opisałem na czym polegają jego elementy. Dziś chciałbym skupić się za trybie Cieni.

Jest to tryb kooperacji z maksmimum trzema graczami polegający na eleminacji fal przeciwników, z którymi mieliśmy do czynienia pod koniec trzeciej części w singlu.

Gracze dysponują określoną pulą żyć i muszą robić wszystko, aby nie stracić ich wszystkich. Dużym utrudnieniem w tym modelu zabawy jest to, iż nie są to ludzcy przeciwnicy, z którymi mierzy się zazwyczaj Nate i jego towarzysze. Oznacza to mniej więcej tyle, że potrafią oni czasem przeżyć bezpośrednie trafienie w głowę, potrafią się teleportować i nie można ich zranić w walce wręcz. Odstępstwem od tej ostatniej zasady jest jedynie sytuacja, w której jeden z graczy zostaje pochwycony przez cień. Jeśli nie pomożemy wtedy takiemu nieszczęśliwemu graczowi, to prędzej czy później umrze.

Bez kozery powiem, że gra z innymi graczami, planowanie strategii na poszczegółne fale wrogów, ostrzeganie ich przed snajperami oraz wrogami używającymi strzelb lub wybuchowych pocisków, które rzucają w stronę graczy daje dużo frajdy.

Jeśli pamiętacie jeszcze mój opis poszczególnych elementów składowych trybów zadań drużynowych, to i tutaj szybko byście się odnaleźli, bo nawet w trybie cieni musimy zabijać naszych adwersarzy w konkretniej strefie, która pojawia się na mapie albo mamy pokazany cel do zlikwidowania, który jest bardziej wytrzymały od zwykłych wrogów. Jasne, że możemy się męczyć i próbować unieszkodliwić każdy cień w danej fali, ale zlikwidowanie konkretnej ilości celów vipowskich pozwoli zakończyć wszystkim graczom aktualnie rozgrywaną falę. Fal jest blisko dziesięć a w ostatniej z nich mamy zawsze do czynienia z dwoma bossami końcowymi, którzy potrafią nam napsuć sporo krwi.

Osobiście wolę grać w ten tryb z innymi graczami niż mocować się samotnie w trybie dla jednego gracza. W trybach dla wielu graczy nie ma co prawda całej tej filmowości, z której słynie seria Uncharted, ale troska o jakiegoś npca to nie to samo, co próba przedarcia się przez zastępy przeciwników, aby uratować umierającego właśnie kumpla, który dostał od kogoś z zaskoczenia.

Opisywany przeze mnie dziś tryb gry da się uruchomić też z drugim graczem, ale trzeba się wtedy liczyć z tym, że jego przejście nie będzie łatwe. Czasem chwila nieuwagi wystarczy, aby polec na placu boju. Należy także uważać na ogień przyjacielski, gdyż zdjęcie partnera celnym strzałem w głowę lub wyrzuconym granatem wcale nie należy do rzadkości.

Coraz bardziej zaczynam doceniać tryb multiplayer w Uncharted 3. Usunięcie go z wersji tej gry na PS4 uważam za jakieś nieporozumienie, bo można przepaść w nim na setki godzin, doskonale bawiąc się ze znajomymi.


Dajcie znać w co gracie w weekend? Mną się nie przejmucie, bo pewnie przepadnę grzebiąc w drzewkach umiejętności Kratosa i jego syna. Muszę koniecznie sprawdzić czy nordycki klimat tej produkcji trzyma poziom tych z Valkyrie Profile 2: Silmeria i Odin Sphere.

squaresofter
7 czerwca 2018 - 19:21

Komentarze Czytelników

Dodaj swój komentarz
Wszystkie Komentarze
08.06.2018 00:09
1
Yuri Lowell
12
Brave Vesperia

Problem w tym, że mana w Radiant Historia szybko się kończy! :P

08.06.2018 00:14
odpowiedz
squaresofter
11
W co gracie w weekend?

gameplay.pl

@Yuri
Dlatego staram się mieć przy sobie te 30-40 przedmiotów, które ją przywracają, tak na wszelki wypadek. No i są jeszcze piekielnie drogie kryształy many, które leczą całkowicie drużynę.

post wyedytowany przez squaresofter 2018-06-08 00:15:31
08.06.2018 00:18
1
odpowiedz
drenz
53
Generał

W ten weekend spędzę wyłącznie z Dungeon Rats. Wymagający taktyczny, turowy erpeg, w którym przede wszystkim walczymy. Gram dwoma postaciami (mój włócznik i Marcus z młotami) i naprawdę jest trudno. Kilka potyczek powtarzałem nawet z 20 razy, ale ciągle powoli idę do przodu. Łatwo utknąć na jakiejś walce, szczególnie gdy nie ma się maści leczniczych i prowiantu... Ja w tej kwestii ślizgam się na styk. Ogólnie polecam!

post wyedytowany przez drenz 2018-06-08 00:19:17
08.06.2018 01:09
1
odpowiedz
SpecShadow
61
Silence of the LAMs

Prócz nowej ligi w Path of Exile (pierwszy raz gram Nekro i spodobało mi się) gram też w Jeanne D'Arc na PSP. Podoba mi się poziom trudności - jest dobry, a jeśli chcemy sobie sprawę jeszcze bardziej ułatwić to idziemy grindować (ale nie godzinami, to kwestia 1-3 dodatkowych leveli w kilka minut) i cała warstwa taktyczna idzie do piachu bo wszystko pada na hita lub dwa...

post wyedytowany przez SpecShadow 2018-06-08 01:09:43
08.06.2018 01:31
1
odpowiedz
meelosh
51
I use arch btw

W to samo co przez ostatnie 2-3 miesiące: sagę Baldur's Gate. Teraz jestem już na ostatniej prostej w Tronie Bhaala (i Watcher's Keep odhaczone), więc możliwe, że nawet w ten weekend skończę. Korzystając z dobrej promocji na gogu zaopatrzę się jeszcze w Siege of Dragonspear, bo za 15 zł szkoda nie brać nawet jeśli to średniak.

08.06.2018 13:31
1
odpowiedz
Czarny Wilk
68
Bo jestem czarny

GRYOnline.plTeam

U mnie wciąż Mario Odyssey, choć już blisko końca. Wrażenia bez zmian - fantastyczny coop, fantastyczny design poziomów, fantastyczna gra.

Po dłuższej przerwie wróciłem też do Yakuzy Zero. Póki co olewam wątek główny, bawiąc się w potentata rynku nieruchomości (jak na Kiryu przystało, w bardzo dostojnym, charyzmatycznym i pełnym walk na pięści stylu) oraz niszcząc dziecięce marzenia, pokazując im, kto jest prawdziwym królem wyścigów zdalnie sterowanych samochodzików i dlaczego Kiryu.

Niemrawo ogrywam również Splatoon 2. Próbuję się przekonać do tej gry, ale idzie średnio - pomysły gra ma fajne, design też, ale sterowanie sprawia mi trudności, nie jestem też do końca przekonany do nietypowego designu poziomów, przypominających zbiór tutorialowych torów przeszkód. Tragedii nie ma, ale szału też brakuje.

08.06.2018 17:20
1
odpowiedz
1 odpowiedź
Czarny Ivo
8
Legionista

Nowy God of War nie jest God of War'em. Nie przeczę, że może być świetną INNĄ grą. Do kłótni zapraszam jak już kupię, przejdę i splatynuję ;-)

Ja dokańczam ostatnie grobowce w Rise of Tomb Raider i chcę przejść DLC Croft Manor. Łudziłem się, że będę robił 100% ale znajdźki w otwartym świecie to jest coś od czego dostaję wciąż wymiotów więc przygoda z Larą Croft dobiega końca.

Zacząłem trochę zabawę z Poochy and Yoshi's Island. Przyjemna gierka. Plansze łatwiutkie, ale rozlazłe nastawione na eksplorację i odnajdywanie sekretów, co w takim przypadku mi się podoba. Na razie dopiero drugi z sześciu światów.

Często trafiają mi się gry, do których obiecuję sobie, że kiedyś wrócę żeby wymaksować. Zaledwie czasem mi się zdarza ten powrót, ale lada dzień planuję odpalić raz jeszcze Castlevania: Lords of Shadow i być może pokusić się o platynowy puchar + DLC. Dobrze wspominam tę grę, a już dawno nie męczyłem żadnego slashera.

Pozdrawiam.

08.06.2018 17:25
1
squaresofter
11
W co gracie w weekend?

gameplay.pl

Powiedz, że nowy God of War nie jest God of Warem jak zapuka do Ciebie

spoiler start

nieznajomy.

spoiler stop

Powodzenia, haha.

post wyedytowany przez squaresofter 2018-06-08 17:28:04
08.06.2018 17:27
1
odpowiedz
adam11$13
63
Phantom Thief

Miałem ogrywać Vampyra na premierę, ale jak zobaczyłem mieszane oceny i w sumie sobie pomyślałem o tym, że pakowanie się w nastawionego na fabułę RPG-a tuż przed sesją nie jest zbyt dobrym pomysłem to sobie odpuściłem. Zacząłem ponowne ogrywanie Red Dead Redemption i w sumie się zdziwiłem jak nieźle się zestarzała ta gra mimo 8 lat na karku. Do tego jakiś szarlatan podkusił mnie do kupienia pierwszego Rollercoaster Tycoon na promocji steamowej. I tak w założeniu miałem sobie tylko odpalić na chwilę w celu małego zastrzyku nostalgii... Skończyło się na tym, że ciągle kończę coraz to dłuższe scenariusze. Mimo, że kontynuacje są dużo lepsze to jednak magia pierwszej części potrafi przyciągać.

08.06.2018 18:01
😒
1
odpowiedz
kęsik
83
Legend

Eh, tydzień temu pisałem, że zamierzam w tym tygodniu grać w Steins Gate 0 i remaster Soulsów ale nic z tych planów nie wyszło :) Straszny bieda tydzień.

Ni no Kuni 2 w zasadzie cały tydzień grindu, farmienia i robienia fetch questów. Trochę się nawet wkręciłem teraz pod koniec gry.

Zacząłem Vapyra, dosłownie ze 3 godzinki pograłem. Jest całkiem spoko, technicznie trochę bieda, typowa gra bez większego budżetu ale świat i klimat na razie bardzo na plus.

09.06.2018 12:11
1
odpowiedz
MartaJD
9
Legionista

God of War... Cudowna gierka, tęsknię za nią. Najchętniej odpaliłabym ją ponownie, ale nie... Czekam na NG+.

Kupiłam sobie dwie nowe gry, a mianowicie Detroit: Become Human i Vampyr. Tą drugą zaczęłam już wczoraj i jest ok. Szczerze to póki co nie rozumiem tych zachwytów dotyczących fabuły. Gramy sobie wampirem, który bawi się w detektywa... Postacie w grze są ciekawie napisane, ale wątek fabularny nie zachwyca. Walka jest niezła, ale potrafi być irytująca. Bohater jest trochę za wolny, ma słaby repertuar (nowe rzeczy można sobie odblokować, ale wybitnie pod tym względem nie jest), a sterowanie pozostawia wiele do życzenia. Jest niezgrabne, przestarzałe i często nieresponsywne (ale nie tylko w walce, bo w normalnym poruszaniu się też). Niestety nie są to spektakularne walki, często wkrada się brak urozmaicenia. Czasami wolę je omijać, niż brać w nich udział, bo potrafią być mega nudne. Do najtrudniejszych nie należą, ale jeśli postanowimy być 'dobrym' wampirem, to mogą sprawić lekkie problemy, a jak jeszcze dojdą bugi... Tych jest niestety sporo (przynajmniej u mnie), potrafią zepsuć grę na tyle, że trzeba ją wyłączyć i ponownie włączyć, bo się np. bohater zatnie w drzwiach. Londyn prezentuje się naprawdę dobrze, a klimat jest świetny. Graficznie jest w porządku. Jedyne co kłuje w oczy, to dosyć słaba mimika twarzy wszystkich postaci w grze (chociaż nie wygląda to tak źle jak np. w Andromedzie haha). Najgorsze są jednak LOADINGI. Tak jak w innych grach nie przeszkadza mi umieranie, to tutaj za wszelką cenę chcę zostać przy życiu, bo po śmierci gra się dosyć długo wgrywa... To samo jest gdy chcemy wejść do środka jakiegoś budynku... Pogram w tego Vampyra przez ten weekend, a po weekendzie może zrobię sobie od niego przerwę i włączę Detroit.

Życzę wszystkim udanego weekendu :).

post wyedytowany przez MartaJD 2018-06-09 12:13:13
09.06.2018 14:21
👍
1
odpowiedz
solitary_sly
10
Chorąży

Ostatnio nabyłem The Division z dodatkami na PS4 i zacząłem tę masową online'ową strzelaninę na nowo. Piszę "na nowo", bo kiedyś miałem tę grę pożyczoną od kumpla i strasznie mnie wciągnęła. Niestety, jak mówi przysłowie: "dobry zwyczaj - nie pożyczaj", kumpel zażądał zwrotu. Pożegnałem zarażony Manhattan na długie miesiące i teraz pojawiła się okazja, aby zakupić wszystko co możliwe z tej gry za 99 złociszy. Uśmiechnięty kliknąłem "Kup teraz" i oto gram.

Moja wcześniejsza gra skończyła się ledwo na 8 lvl postaci i z tego co pamiętam na misji w centrum handlowym. Trafiłem na grupę radziec... tfu, rosyjskich graczy, którzy chyba w ogóle nie ogarniali takich słów jak "teamwork" chociażby... Zobaczymy jak będzie teraz, dopiero przekulałem się do Manhattanu i zachwycam się mimo wszystko wspaniałą grafiką. I choć gra łączy się na początku powoli, tak drużynę ładuje prawie że błyskawicznie. Ubi na plus.

W AC: Brotherhood mam tyle zajęć, że gdyby nie kurtyzany to bym nie wiedział w co włożyć ręce... No nie wiem, chyba zaryzykuję stwierdzenie, że gra jest lepsza od klasycznej "dwójki", tym niemniej na ogólną ocenę poczekam do końca. Borgiowie pojawili się w komplecie, jest więc kogo dziabać. I znowu - Ubi na plus.

Czekam na pierwszą konferencję E3, która powinna się pojawić dzisiaj o 20:00. Zobaczymy co pokażą...

09.06.2018 22:41
1
odpowiedz
MarBarRastaa
7
Legionista

Wróciłem ponownie do Dark Souls 3 i znów poczułem to "coś" za co tak uwielbiam grać w gry video.

Tym razem gram NG+ i chcę zobaczyć trzecie zakończenie "Uzurpacja płomienia". Spełniłem już wszystkie wymagane do tego warunki, pozostaje dojść do końca i pokonać ostatniego bossa. Zwracam też więcej uwagi na questy poboczne i kurde jestem w szoku ile w tej grze jeszcze przede mną nieznanego i nieodkrytego, mimo dwukrotnego jej ukończenia. Na chwilę obecną mój rycerz ma 142lvl. Witalność 51 (pasek energii ciągnie się przez 80% ekranu),wytrzymałość i siła też coś w tych granicach powoduje, że jestem prawie niezniszczalny a wrogowie padają jak muchy.

Biorąc pod uwagę, że z Dark Souls 3 spędziłem na przestrzeni dwóch lat ok.140godz i zostało mi do zdobycia tylko pięć trofeów za czary, cuda, piromancje, gesty i pierścienie, to odpuścić platynę było by grzechem.

Bawię się świetnie, uwielbiam gry From Software. Chwilo trwaj.

Chwalmy słońce!

Udanego weekendu wszystkim!

10.06.2018 18:27
1
odpowiedz
Yuri Lowell
12
Brave Vesperia

W ten weekend u mnie przede wszystkim Lost Odyssey (Xbox 360). Gra spodobała mi się od samego początku choć do łatwych, jak widzę, nie należy. Miałeś Rację @Skłer polecając ją, bo wystarczyły mi dwa wspomnienia Kaima. Poznaję mechanikę gry i przede wszystkim pojedynków. Tu się zdumiałem bo nigdzie nie widziałem możliwości wyboru poziomu trudności. A i relacje żywiołów przy okazji ataków magicznych są jakieś inne. Ale i tak najważniejsza dla mnie jest historia!
Miłego weekendu!

Dodaj swój komentarz
Wszystkie Komentarze