W co gracie w weekend? #259 - squaresofter - 20 lipca 2018

W co gracie w weekend? #259

Smutno mi było żegnać się z najnowszą odsłoną God of War, ale po ciężkim boju z najpotężniejszą walkirią w grze i bodaj najtrudniejszym bossie, z jakim mierzyłem się w całej serii, zobaczyłem najcenniejszy puchar w tej siekance, stanowiący piękne podsumowanie mojej miesięcznej przygody z Kratosem oraz jego synem i pożegnałem się z ta wspaniałą produkcją.

To moja trzecia platyna w grach z tej serii  zdobyta w tym roku i wiecie co? Nie mam dość.

Dlatego w ten weekend wracam do God of War III po kilku latach i tym razem zrobię w nim wszystko, na co pozwolą mi moje skromne umiejętności manualne.

Moment, gdy kończę jakąś dobrą grę zawsze wiążę się z koniecznością wyboru produkcji, która zajmie mnie na jakiś czas, więc w tym celu zamierzam sprawdzić w ten weekend coś z następujących tytułów: Dark Souls III, Borderlands 2 GOTY, Warhammer 40000: Space Marine, legendarna już Radiant Historia oraz Crysis 2.

Grową ruletkę uważam za rozpoczętą. Nie chcę w nią grać sam, więc przyłączcie się do mnie i dajcie znać w co gracie w weekend? Na kogo wypadnie, na tego bęc.


Dark Souls III (PS4, From Software, 2016r.)

Wróciłem do Dark Souls III celem zrobienia ukrytego zakończenia i już poczyniłem w tym celu pewne kroki, ale idąc w stronę Katedry Głębin spotkałem jakiegoś dziwaka i trafiłem do malowanego świata skąpanego w śniegu.

Tym oto sposobem znalazłem się w dodatku tej japońskiej produkcji pt. Prochy Ariandel. Przywitała mnie w nim wielka śnieżyca, jacyś sługusi chowający się za drzewami i atakujący mnie przy każdej sposobności przy użyciu broni do walki wręcz i ognia. Czasem ciężko ich dostrzec w tak niesprzyjających okolicznościach, ale jakoś dałem radę pokonać ich wszystkich w okolicy. Gdy tylko poszedęłm dalej następiło śnieżne tąpnięcie i znalazłem się w potrzasku. Nie mogąc wrócić do pobliskiego ogniska, zostałem zmuszony do odpierania ciągłych ataków wilków, które zanim przystąpiły do szturmu wezwały posiłki swoim wyciem. Może i jeden z nich nie stanowi zbyt wielkiego zagrożenia, ale już stado atakujące mnie z każdej strony to nie przelewki i omal nie wyzionąłem ducha w sytuacji, gdy byłem atakowany bezpardonowo z każdej możliwej strony, nie mając zbyt wiele czasu na leczenie swoich utraconych sił.

Na domiar złego drzewa stanowiące integralną część tej sennej i bajkowej scenerii okazały się potworami naśladującymi florę, czekając jedynie na dogodny moment do zaatakowania nieostrożnego śmiałka.

Na całe szczęście gdy zaczynało mi już brakować estusów, to wróciłem do ostatniego ogniska, uzupełniłem zapasy a po wcześniejszym zdobyciu cennego doświadczenia starałem się nie walczyć ze zbyt dużymi grupami przeciwników.

Wziąwszy pod uwagę fakt, że gram czarodziejem kilka razy udało mi się zaskoczyć wilki, które nie zdążyły wezwać swoich towarzyszy i udało mi się dotrzeć do kolejnego ogniska, przy którym jest rozwidlenie dróg.

Jedna z nich prowadziła do zamku. Aby tam dotrzeć musiałem przejść jedynie przez znajdujący się nieopodal most. Nie wiem jeszcze jaki cel ma rezydująca tam kobieta, ale po tym jak otrzymałem od niej pierścień dający odporność na mróz postanowiłem dalej jej nie niepokoić i udałem się w drugą stronę.

Po lewej stronie od wspomnianego przed chwilą ogniska znajduje się wąska górska ścieżka prowadząca do pobliskiego bagna. Wolałem nie ryzykować walką w zwarciu ze znajdującym się tam tałatajstwem, więc pewny siły swojej magii rozprawiłem się ze wszystkimi przeciwnikami po czym przeszedłem się przez wyrwę w murze i omal nie zginąłem.

Potwór, który zeskoczył ze znajdującego się w pobliżu kamiennego mostu był straszny. Wyglądał bardzo niepozornie, ale gdy raz poraz zaczął unikać moich czarów i robić piruety swoimi szponami miałęm go serdecznie dość. Gdybym nie zauważył, że najlepszym momentem na jego zaatakowanie go zaklęciem ofensywnym jest chwila jego ataku, to na pewno bym tam zginął. Na całe szczęscie zanim udałem się tam ponownie odpowiednio przygotowałem się do naszej kolejnej konfrontacji i tym razem poszło mi z nim zdecydowanie łatwiej.

Moją nagrodą za ten wysiłek okazało się kolejne ognisko, umiejscowione w samej wiosce. Jestem bardzo ciekaw co będzie dalej i zamierzam się tego dowiedzieć w ten weekend.


Borderlands 2 GOTY (PS3, Gearbox Software, 2012r.)

Brak jakejkolwiek informacji odnośnie nowej gry z serii Borderlands na tegorocznym E3 bardzo mnie rozczarował. Mam jednak znajomego, który ciągle gra w pierwszą albo w drugą odsłonę tej szalonej krzyżówki fpsa oraz rpga i choć nie potrafi zbyt dobrze mówić po angielsku, to doceniam to, że wita mnie prawie każdego dnia, gdy jestem zalogowany na PSNie. Jak się okazuje nie każdy człowiek spotkany w sieci to troll. Kto by pomyślał?

Powrót do pierwszej odsłony Borderlands w celu zaliczenia wszystkich dodatków oceniam bardzo pozytywnie. Mogliście zresztą poczytać na ten temat w poprdzenich odcinkach W co gracie w weekend?. W ten sposób dowiedziałem się m.in. skąd wzięła się ta cała Athena.

Tym razem zamierzam zrobić to samo, ale w drugiej części gry wyprodukowanej przez Gearbox. Nie popełniłem tego samego błędu co przy jedynce i nie kupiłem wersji amerykańskiej niekompatybilnej z moimi europejskim sejwem.

Czarny Wilk dał mi cynk i kupiłem ten tytuł za śmieszne pieniądze. Gdy Sony udostępniło Borderlands 2 w ramach Playstation Plus, to tak je męczyłem, że odszedłem od nich, gdy zobaczyłem informację o zdobyciu platyny. Wycisnąłem sporo z kolejnej opowieści o poszukiwaczach skarbca. Dlatego ciesze się, że tym razem mogę wykorzystać swojego przekoksowanego gunzerkera na pięćdziesiątym poziomie i cieszyć się tym, co mają do zaoferowania dodatki już od samego początku. 

Pierwszy z nich jest utrzymany w klimatach pirackich, a że łykam takie klimaty jak przysłowiowy pelikan, to wiem, że z pewnością przypadnie mi on do gustu, tym bardziej, że celem gracza w tym rozszerzeniu jest odnalezienie pirackiego skarbu a jedną z pierwszych spotkanych postaci jest pewien dziwak, którego widziałem już przy okazji ogrywania Tales from the Borderlands.


Warhammer 40000: Space Marine (PS3, Relic Entertainment, 2011r.)

Warhammer 40000: Space Marine nie jest najpiękniejszą grą ubiegłej generacji, ale zawsze mi się podobało połączenie tej siermiężnej strzelaniny trzecioosobowej z walką wręcz. To niebyt częsty mariaż w grach wideo a tutaj masakrowanie orków sprawiło mi wiele radości w czasach, gdy ów tytuł trafił do Playstation Plus. Udało mi się go ukończyć kilka lat temu. Sprawdziłem wtedy nawet tryb dla wielu graczy, w którym rozegrałem kilka spotkań.

Gdy wspólnie z Frosztim graliśmy w Battlefielda 3 i Call of Duty: Modern Warfare 2 jakiś czas temu zachodziliśmy w głowę w co by tu później pograć? Ktoś rzucił temat Warhammera, więc byłem w ciężkim szoku, gdy dowiedziałem się, że producent (lub wydawca) tej produkcji usunął z PS Store przepustkę sieciową odblokowującą mozliwość zdobycia poziomu wyższego niż piąty i to pomimo tego, że sama gra dalej jest dostępna w cyfrze. Pozostało mi jedynie zgodzić się z nim, że to absurd.

To było jakiś czas temu. Nie miałem zamiaru wracać do tego mikstu hack'n'slasha i tpsa, w którym można się wyżyć na orkach po ciężkim dniu pracy nie gorzej niż w grach opowiadających o losach Ducha Sparty, ale kilka dni temu zaczepił mnie jakiś nieznajomy gracz, pytając czy nie chciałbym z nim pograć w Space Marine. Jasne, że mogłem mu odpowiedzieć opryskliwie, że nie mam czasu albo, żeby poszukał jeleni gdzie indziej, ale skoro trafiła się pierwsza szansa na powrót do tej produkcji sprzed lat, to czemu miałbym sobie odmówic takiej przyjemności?

Wypytałem go o wszystkie szczegóły dotyczące tego jakie ma plany odnośnie mojej osoby, o to do czego jestem mu potrzebny a on zaczął mi przedstawiać jakieś referaty na temat tego jak zdobywać poszczgólne trofea i ile osób jest nam potrzebnych do realizacji jego propozycji.

Kogo to w ogóle obchodzi?

Sprawdziłem czy mam jeszcze tą gre na liście tytułów do pobrania. Okazało się, że wciąż tam widnieje a obok niej znajduje się przepustka sieciowa. Sciągnąłem grę, pobrałem Elite Passa, zainstalowałem aktualizację i napisałem do mojego nowego kolegi, że przecież możemy sprawdzić tą pozycję we dwóch, czekając na dzień, w którym zaplanował sesję z wiekszą ilością graczy. Nie mam pojęcia kiedy to nastąpi, ale chciałem z kimś pograć w Warhammera, który nie jest pewnie nawet ceniony wysoko wśród fanów tego uniwersum, którzy nieraz mieli przecież do czynienia ze świetnymi strategiami opartymi na tej licencji.

Jak wszystko dobrze pójdzie, to nawet Froszti z nami pogra. Byłoby to na pewno niezapomniane doświadczenie.

W tej grze jest co robić a trofeum za zabicie 40000 przeciwników w dowolnych trybach gry, to nic innego jak wariactwo porównywalne z Na Poważnie (osiągnięcie polegające na zabiciu 10000 tysięcy graczy), które sprawiło, że grałem kiedyś w pierwszą odsłonę Gears of War przez ponad osiem miesięcy dzień w dzień i nigdy nie zapomnę o tym, jak się wtedy wspaniale bawiłem z Xboxem 360, którego przecież kupiłem dla gry Epic Games. Fortnite'a nie chcę nawet za darmo.


Radiant Historia (NDS, Headlock + Atlus, 2011r.)

Choć nie piszę o Radiant Historii w każdym odcinku w co gracie w weekend tak jak sobie obiecywałem, to i tak robię dalsze postępy w tym przenośnym jrpgu o podróżach w czasie. Nie są one jakoś specjalnie duże, ale każdy kolejny krok przybliżający mnie do finału tej opowieści uważam za sukces.

Przejście The World Ends With You, jednej z moich ulubionych gier na NDSa, zajęło mi prawie cztery lata, ale liczy się przecież fakt jej ukończenia a nie to, ile mi to zajęło. Im dłużej gra się w tytuł, który sprawia frajdę, tym dłużej można się nim cieszyć. Prosta dedukcja. Zawsze jest to szansa, żeby delektować się dłużej piękną ścieżką dźwiękową skomponowaną przez Yoko Shimomurę.

Jak już wspominałem, historia na jednej linii czasu została zablokowana ze względu na brak jakiejś zdolności, która uniemożliwia mi dogadanie się z wojowniczymi gutralami. Dlatego też musiałem udać się do tytułowej Historii, łaczącej ze sobą światy. Użyłem w tym celu Białej Kroniki, która została mi podarowana na samym początku tej intrygującej historii pełnej polityki, podstępów, zdrady, dumy, nienawiści, przyjaźni i miłości.

Udało mi się przegonić armię Diasa dzięki skoordynowanemu atakowi mojej drużyny oraz niewielkich sił najemnych pod dowóddztwem Garlanda, co stworzyło mi sposobność dotarcia do Forgii, w której mieszkają nieustraszeni gutrale. Jeden z nich zaproponował mi współpracę w wojnie z Granorgiem i odsunięcie despotki Protei od władzy, lecza zanim do tego dojdzie muszę najpierw przeżyć pewien niebezpieczny rytuał w pobliskich ruinach.

Muszę popisać się tam swoim bohaterstwem, bo jest to jedyny sposób na otrzymanie znaku stanowiącego świadectwo akceptacji ze strony wojowniczej rasy, co będzie moją furtką do dalszych postępów fabularnych.

W międzyczasie odnalazłem wielkiego mistrza sztuk walki, u którego mogę uczyć Stocke'a, Eruci i Aht nowych umiejętności zapisanych na zwojach rozsianych po całym świecie gry. Nie jest to aktywność z wątku głównego, ale lepiej umieć więcej w walce niż mniej.

Podróżując do wspomnianych ruin między głównymi bohaterami wywiązała się dyskusja dotycząca przyczyn zaprzestania wykonywania uroczystości mających na celu powtrzymania procesu upustynnienia, który grozi zagładą całego świata. Eruca wyjaśniła, że jej macocha, Protea, nie może wykonawać takich obowiązków, gdyż tylko członkowie rodziny królewskiej,  mogą się tym zajmować.

Rozmowa utkwiła w martwym punkcie, gdy okazało się, że ojciec Eruci nie dopełnił swoich obowiązków, ponieważ do prawidłowego przebiegu tej uroczystości wymagana jest ofiara. To właśnie wtedy do dyskusji wplątała się Aht, która nie została wzięta za poważnie, ale bystra księżniczka z Granorgu zaczęła podejrzewać, że jej koleżanka może wiedzieć coś o tym, co się stanie z osobą, która wbrew wszystkiemu zdecyduje się na wykonanie tej uroczystości w pojedynkę.

W trakcie tej dyskusji bardzo zaimponował mi protagonista, który stwierdził, iż owa uroczystość to jedynie półśrodek bez względu na to, czyja dusza zostanie użyta w jej trakcie, bo ostatecznie wszystko kończy się na tym, że proces upustynnienia świata zostaje jedynie odroczony w czasie, a trzeba przecież pozbyć się przyczyny tego kataklizmu środowiskowego a nie przeciwdziałać jego skutkom.

Co będzie dalej, jeszcze nie wiem, ale możecie być pewni, że dam Wam znać o swoich postępach w fabule Radiant Historii za jakiś czas na łamach tego cyklu.

Niech zagra muzyka.


Crysis 2 (PS3, Crytek, 2011r.)

Na początku października tego roku Electronic Arts ostatecznie zamknie serwery w drugiej odsłonie Crysis 2, więc zamierzam wykorzystać pozostały czas, żeby spędzić ostatnie chwile z innymi graczami w tym tytule. Nie ważne czy pomogę innym z trofeami lub będę walczył z nimi na poważnie, każda z tych opcji jest mi na rękę.

Lubię tryb dla wielu graczy w Crysisie 2 i fajnie jest od czasu do czasu powalczyć z innymi pozostając w ukryciu po odpaleniu trybu maskowania kombinezonu lub zrobienie z siebie prawie niezniszczalnego wojownika po użyciu trybu pancerza, dzięki któremu możemy brać udział w dłuższej wymianie ognia z innymi graczami.

Odblokowywanie nowego wyposażenia, grzebanie przy wyborze konkretnych zdolności naszego kombinezonu i dopasowywanie dodatków do broni to coś, co misie lubią najbardziej.

Zamierzam grać w Crysis 2 nie tylko w ten weekend, ale również i w kolejne. Najlepiej jak będę robił to tak często jak bedzie to możliwe. Chcę, żeby fps niemieckiego Cryteka stał się moją codziennością przez najbliższy kwartał 2018r., bo po tym okresie czasu nie będę miał już możliwości współnej zabawy z innymi graczami.


God of War III (PS3, SCE Santa Monica Studio, 2010r.)

Jak pewnie niektórzy z Was już zauważyli gruntowne ogranie przeze mnie już trzech części sagi o mordercy bigów pt. God of War w tym roku to dla mnie niewystarczająca ilość. Miałem wrócić do trzeciej odsłony przygód Kratosa zaraz po ograniu dwójki, ale skoro kolega pożyczył mi jej najnowszą odsłonę, to pozwoliłem sobie skorzystać z tej okazji. Wyniki moich midgardzkich eskapad już znacie. 

Chcę jednak powrócić do jednego z tych najpiękniejszych momentów epoki PS3, gdy nieposkromiony Spartiata pokonał w końcu najważniejszych olimpijczyków a każdy z nas myślał, że już nigdy nie zobaczymy go w akcji.

Po zrobieniu sobie takiego maratonu z chlubą Santa Monica Studio możemy dojść do wniosku, że God of War to gra ukazująca kim jest w gruncie rzeczy Duch Sparty, skąd wziął się jego przydomek i o jego nienawiści do Aresa, któremu poprzysiągł zemstę.

God of War II pokazuje go nam w roli nowego boga siejącego zamęt i pożogę, ale widzimy w niej także moment, gdy Kratos zostaje zdradzony przez Zeusa i Atenę, więc umierając z ręki swojego ojca nie błaga go o litość, tylko grozi mu, że jeszcze tego gorzko pożałuje.

Od tej chwili cała fabuła tego cyklu zostaje zatrzymana, gdyż naszym zadaniem jest cofnięcie sie w czasie w celu niedopuszczenia do tego, żeby Kratos zginął z ręki boga greckich bogów. Cała druga odsłona GoW to jeden wielki cliffhanger i dopiero trzecia część jest podsumowaniem chyba najelpszej historii w grach wideo z akcją osadzoną w starożytnej Grecji.

Nie mogę się doczekać tej chwili, gdy obiję gęby wszystkim tym bogom w GoWIII. Zanim to się jednak wydarzy zamierzam przyjrzeć się bliżej wyzwaniom, które odblokowałem kilka lat temu przechodząc jedną z najlepszych gier na PS3.


Życzę Wam udanego weekendu, oczywiście nie tylko przy grach.

squaresofter
20 lipca 2018 - 11:26

Komentarze Czytelników

Dodaj swój komentarz
Wszystkie Komentarze
20.07.2018 12:09
😁
1
MrFroszti
5
Legionista

W moim przypadku w ostatnim czasie nie ma zbyt dużej dywersyfikacji ogrywanych tytułów. Wszystko zaczęło się jakiś czas temu kiedy to "nasi" sportowcy postanowili pokazać jak się nie gra w piłkę nożną na boiskach MŚ 2018. Na ekranie monitora przez bardzo długi czas gościły mecze piłkarskie, które ponownie zachęciły mnie do sięgnięcia po FM2018 (po krótkiej przerwie). Liga hiszpańska w 3 sezonie w Eibar nie ma już przede mną tajemnic a i tamtejsi giganci muszą się mnie obawiać. Jenak ciągle było mi mało: szybki przegląd wzrokiem stanu posiadania.. i jest bingo a jakby tak zagrać w przenośną wersję menagera z roku 2007 na PSP. Jak postanowiłem tak też zrobiłem - szybki wybór ligi angielskiej i tamtejszych "srok". Pierwszy sezon i od razu 4 miejsce (w pucharach europejskich niestety poszło o wiele lepiej). Włodarze z St James’ Park najwyraźniej niebyli zadowoleni z tego wyniku i postanowili sięgnąć po innego trenera. Szybko jednak wskoczyłem ponownie na "byka" tym razem z "kanonierami". Szalone okienko transferowane i zakup Anelki, który w parze z innym znanym Francuzem pozwolił mi sięgnąć po tytuł mistrza. Nie mogę również zapomnieć o nabyciu kilku "juniorów" takich jak Falcao czy Luka Modrić. Kolejny sezon to popis umiejętności Rosickiego oraz Hleba i kolejny tytuł mistrzowski oraz niestety przegrany z Milanem finał LM.

Oczywiście nie mogę nie wspomnieć o tym, że w ostatnich dniach stałem się przysłowiowym mięsem armatnim dla wściekłych i nabuzowanych kosmicznych marines. Bynajmniej jednak nie narzekam zawsze w przerwach pomiędzy licznymi śmierciami można podyskutować na wiele ciekawych tematów z autorem bloga. :)

post wyedytowany przez MrFroszti 2018-07-20 12:10:28
20.07.2018 12:39
1
odpowiedz
squaresofter
13
W co gracie w weekend?

gameplay.pl

@Froszti
Poszedłem spać po trzeciej rano a dziś jak wstałem po ósmej, to zamiast kupić dodatek do Dead Nation to grałem w Warhammera i miałeś rację, expa da się zdobyć nawet grając samemu, niewiele, ale jednak, więc udało mi się awansować na dwudziesty poziom. Jak będę robił trofeum za 40000 zabójstw, to pogramy razem w Extermintaus w kooperacji. Wtedy będzie ciekawiej.

P.S. Dodatek do DN kupię jak tylko wrócę do domu. Dzisiaj gramy. Damy radę we dwóch.

post wyedytowany przez squaresofter 2018-07-20 12:42:28
20.07.2018 13:07
👍
2
odpowiedz
1 odpowiedź
kęsik
85
Legend

Steins Gate 0, 35h. Skończone. Meh, true ending jest jakiś z pupy. Nic tak naprawdę nie jest pokazane, trzeba sobie samemu wszystko złożyć w jedną całość i połączyć to czego się dowiadujemy w 0 z tym co wiemy z oryginału. Gra fajnie rozwija oryginał, trochę dopowiada nowych rzeczy, nowe postaci dają radę ale ten true end taki jakiś jakby urwany.

Dark Souls Zremasterowane. 29h, 69 zgonów. Skończone. Jezu, ta gra przypomniała mi jakim fanboyem Soulsów się stałem. Pomimo że jedynka jest zdecydowanie najbardziej irytującą częścią i ma jak dla mnie strasznie słabe lokacje to i ma to coś co sprawia, że jest najlepsza. Bałem się walki z Gwynem bo miałem z nim jakieś problemy dawno temu, też w DSIII ostatni boss trochę dał mi w kość a tutaj pyk, pyk i po nim. Ostatecznie okazało się, że bossem który najwięcej razy bo aż 5 mnie zatłukł był... Stray Demon, ale to chyba tylko dlatego, że po prostu zbyt wcześnie się wróciłem do Asylum :) Artorias easy, Sif easy, Nito easy, koledzy z Anor Londo easy.

Batmany od Telltale ogrywam. Pierwszy sezon skończony, drugi sezon zacząłem. Nie wiem jak inni to odebrali ale te niekanoniczne bzdury to jakiś dramat. Aż się za głowę łapałem jak tam w pierwszym sezonie coś się działo co z kanonem nie ma nic wspólnego. Jezu, jestem przekonany że spokojnie można było zrobić jakąś nową historię ale w zgodzie z kanonem a tu takie bzdury. To nie jest z niczym zgodne, ani z komiksem, ani z filmami, ani z serią Arkham. Do tego, głosy kompletnie nie pasują do postaci. Troy Baker w serii Arkham jako Dwie Twarze czy nawet jako Joker w Origins dawał radę ale jako Batman? To jest jakiś dramat. Nowy głos Jokera też dramatycznie słaby. Ehhhh, szkoda gadać. Drugi sezon jakby jest trochę lepszy. Dalej są niekanoniczne bzdury ale jakoś chyba trochę lepiej napisane. Jakaś losowa babka się pojawia w Gotham pierwszy raz i już na koniec epizodu 1 wie kim jest Batman? Poważnie? No i drugi sezon jakoś lepiej chodzi po w pierwszym to był jakiś kryminał w wydajnością.

Vampyr, 36h, skończone. Żadne rozczarowanie, żaden zawód tylko bardzo solidna produkcja która stoi klimatem, miastem, muzyką, dialogami, postaciami i wyborami. Wszystko jest ładnie i składnie napisane, ma sens, postaci i dialogi są ciekawe a miasto jest bardzo klimatyczne. System walki jest funkcjonalny, nic więcej. Parę intrygujących rozwiązań (np. powiązania poziomu trudności gry ze sposobem w jaki gramy) jednak na dłuższą metę potrafią być trochę irytujące. Gra jest strasznie trudna jeżeli zdecydujemy się nikogo nie zabijać. Ma to swój urok ale chyba trochę przesadzono. Ogólnie bardzo mi się jednak podobało.

Red Faction Guerrilla Re-Mars-tered, 4h na liczniku, ze 2 dzielnice wyzwolone. Jezu, jak włączyłem ten remaster, wziąłem młot w rękę i poszedłem rozwalać to aż mi się łezka w oku zakręciła. 9 lat temu w to przecież grałem i wtedy nie sądziłem że w 2018 nadal gry będą miały prawie zerową destrukcję otoczenia. Gra jest ogólnie ok, taki sandbox gdzie musisz nawalać w kółko te same rodzaje zadań pobocznych aby przejść fabułę ale to rozwalanie robi całą robotę.

Thief of Thieves, to jest ciekawa pozycja którą odkryłem. Na Steamie całe 12 recenzji. Na podstawie komiksu Roberta Kirkmana. Taka skradanka w komiksowej oprawie. Nie powiem, jest to intrygujące. Gameplay trochę koślawy ale coś w tym chyba jest.

20.07.2018 14:15
squaresofter
13
W co gracie w weekend?

gameplay.pl

Przy destrukcji otoczenia z Guerrilli to nawet Battlefield: Bad Company 2 wymięka.
W pełni zgadzam się z Twoim zarzutem odnośnie słabej implementacji tego elementu rozgrywki w dzisiejszych grach. Najlepszym przykładem są hack'n'slashe takie jak Devil May Cry, Bayonneta a nawet najnowszy God of War, które przegrywają w tym aspekcie z Otogi z pierwszego Xboxa.

20.07.2018 13:11
1
odpowiedz
MrocznyWędrowiec
54
aka Hegenox

Mam zamiar zabrać się jutro za Elexa.

20.07.2018 13:55
2
odpowiedz
MarBarRastaa
7
Legionista

Rodzinka dziś jedzie na trzy dni do teściowej, więc znów czekają mnie dziesiątki godzin beztroskiego grania ;-)

W tan weekend mam zamiar zobaczyć pierwsze zakończenie w Dark Souls Remastered. Zakupiłem też The Last of Us Remastered i mam zamiar wrócić do tej gry od razu po pierwszym przejściu DS. W obu będę chciał zdobyć platynę i choć w obu mam ok.50% wbitych trofeów, to wiem, że jest to czasochłonne zadanie i trochę to potrwa. Mam co robić gdzieś do połowy sierpnia.

Dead Nation to świetna gra! Jak by co też jestem chętny na co-op. Alien Nation też daje radę, no i tam to nawet we czterech można biegać.

Udanego weekendu wszystkim!

20.07.2018 14:40
2
odpowiedz
SpecShadow
63
Silence of the LAMs

U mnie bez zmian.

Ciągle siedzę nad Dungeon Keeper 2. Co dziwne - końcowe misje nie są wcale trudne. Owszem, wymagają sprytu i pomyślunku (a także masy, masy mikro) ale tylko 2-3 misje dały mi popalić jak dotąd w tej grze (są to albo początkowe albo z środka) i to albo z powodu braku pokoi/potworów albo kasy+miejsca albo spamu ataków bohaterów (bleh) albo wszystko naraz.

Skończyłem atlas map w Path of Exile, wykosztowałem się na moją postać ostro i jak najbardziej daje ona radę Shaperowi. Kto grał ten wie jaki twardziel z tego starca.
Także do końca ligi będę farmił dziada, niestety brak dropów map wysokiego tiera (czerwonego) właściwie uniemożliwia mi brania satysfakcji z obecnej ligi (podróże w czasie) a na słabszych mapach dropy są śmieszne.
I tak oceniam ligę bardzo pozytywnie bo RNG nie daje tak po tyłku jak poprzednio.

20.07.2018 15:00
2
odpowiedz
solitary_sly
12
Chorąży

Ja siedzę po uszy w AC: Revelations. Choć fabuła nie porywa, zarówno w przypadku Ezia jak i Desmonda, tak ponownie zatraciłem się w klimacie parkouru, orientalnych klimatów i tony zawartości pobocznej gry. Znowu czuję platynę w pobliżu, choć lekko pewnie nie będzie.

Ostatnio przeszedłem też Beyond: Dwie Dusze na PS4 i było to moje drugie ukończenie tej gry (pierwsze było jeszcze na PS3). Tym razem również kręciłem nosem na "serialowość" scenariusza i dalej stawiam mimo wszystko Heavy Rain na piedestale gier Quantic Dream. Czy to się zmieni wraz z przejściem Detroit? Szczerze mówiąc - nie wiem... Zobaczymy, na razie poluję na jakąś obniżkę;P

20.07.2018 15:38
3
odpowiedz
adam11$13
65
Phantom Thief

U mnie bardzo plejstejszynowo.

Pożyczyłem od kumpla kolekcję Uncharted. Jako, że grałem już w czwórkę oraz Zaginione Dziedzictwo to uznałem, że warto dopełnić całą serię przygód Nathana Drake'a. Aktualnie jestem jakoś pod koniec pierwszej części i pewnie dzisiaj zacznę dwójkę. Wiele się nasłuchałem o tym jaka to jedynka jest słaba i kiepsko się zestarzała. Osobiście mi się gra bardzo przyjemnie, a i same widoczki są bardzo ładne - fakt, że gameplay trochę kuleje bo te nawałnice wrogów potrafią naprawdę zmęczyć, a i same miejscówki (mimo, że ładne) są bardzo monotematyczne. Dlatego tym bardziej nie mogę się doczekać dwójki, która przez wielu jest uważana za najlepszą w serii.

Persony 5 jak widać jeszcze nie uruchamiałem bo i dopiero dzisiaj doszła. Mam nadzieję, że się nie zawiodę.

22.07.2018 10:39
1
odpowiedz
Yuri Lowell
14
Brave Vesperia

Witam
Nadal Lost Odyssey, zbliżam się ku finałowej rozgrywce i typowy element jRPG - misje poboczne. Jedna z nich - Świątynia Olśnienia - dała mi nieźle popalić. Błąkałem się najpierw w jej wejściu a potem w środku przez... póltora tygodnia by na końcu... ale o tym za chwileczkę. Ciekawą charakterystyką Lost Odyssey jest, że gdy trafiasz do nowej lokacji i jej wymagania są ponad poziomem Twoich bohaterów, awansują oni szybko zdobywając z każdą walką liczbę punktów pozwalającą na uzyskanie kolejnego poziomu. Oczywiście jeśli uda Ci się przeżyć. :D
Raz już mi się tak zdarzyło w tej grze, że trafiłem na Atol Numara i bydle tam siedzące nie dało mi najmniejszych szans. Game Over przy każdym podejściu. Wróciłem na atol po jakimś czasie i skorzystałem by znacząco ulepszyć zdolności moich podopiecznych. Szczególnie przydatna okazała się obroną przed atakiem z elementem typu: ziemia no i ochrona przed atakiem magicznym i fizycznym. Podobna sytuacja wydarzyła się właśnie w Świątyni Olśnienia. Tu na szczęście moi nieśmiertelni mieli już zdolność anulowania lub wchłaniania ataków z elementem ognia. Jak się tam pojawiłem mieliśmy poziom ok. 54. Po pokonaniu ducha maga Fu ok. 84. Skok brutalny, w samej świątyni, im wyżej tym mniej przyjemni przeciwnicy. Ale za to świetna możliwość zyskania kolejnego poziomu za każdym razem gdy pokonamy piekielnego kelolona (wrażliwy na paraliż i ataki elementarne typu: ziemia). A sam duch maga Fu to niezły... ból głowy! Jeszcze mi się tak nie zdarzyło, że ani przeciwnik wraz ze swoimi akolitami (używają czaru autosacrificio) ani moi bohaterowie, nie byli w stanie przeważyć w tej potyczce. Walka, zapowiadało się, że nie będzie miała końca bo nawet pozostawienie wszystkich moich bohaterów z rozkazem: obrona nie zbliżało mnie do przegranej. Nie zdarzyło mi się jeszcze, żebym musiał WYŁĄCZYĆ! konsolę w trakcie walki. Takiej sytuacji nie spotkałem jeszcze i jak już mi przeszedł atak "cholery", Lost Odyssey ma już u mnie najwyższą notę! A sama Świątynia Olśnienia ze swoim "labiryntem" to kolejny, genialny ból głowy!
Pozdrawiam. :)

22.07.2018 16:12
2
odpowiedz
1 odpowiedź
Czarny Wilk
70
Bo jestem czarny

GRYOnline.plTeam

Po ponad trzech miesiącach od pierwszego uruchomienia, w końcu skończyłem Yakuzę Zero. Fabularnie cudo, system walki też świetny, ale minigry mnie tym razem wymęczyły - na ich maksowanie schodzi stanowczo za dużo czasu. Tym niemniej, gra jest świetna i jest to perfekcyjny punkt wejścia do tej fantastycznej serii.

22.07.2018 22:43
1
adam11$13
65
Phantom Thief

O to widzę, że nie tylko ja przechodziłem Yakuzę 0 około trzech miesięcy mimo, że gra mi się cholernie podobała.

22.07.2018 18:42
1
odpowiedz
SpecShadow
63
Silence of the LAMs

Z ciekawości odpaliłem Anomaly, kolejny mod do Stalker - Call of Chernobyl na podstawie Misery.
Jak dotąd najłatwiejszy i najprzystępniejszy wariant Mizerii w jaki grałem, a ograłem ich sporo...

22.07.2018 22:40
1
odpowiedz
zanonimizowany1258334
7
Pretorianin

Grałem w hogs od war na PSX, o ile pierwsze misje są super to później gra robi się mega trudna.Wrog potrafi co do centymetra trafić w nas z bazooki a w naszym przypadku graniczy to z cudem. Ogólnie gra super i odskocznia to starych, pięknych kawalerskich czasów ;-)

Dodaj swój komentarz
Wszystkie Komentarze