W co gracie w weekend? #294: Bulletstorm – Kopniaki wyrywanie głów smyczą i inne superstrzały - squaresofter - 14 kwietnia 2019

W co gracie w weekend? #294: Bulletstorm – Kopniaki, wyrywanie głów smyczą i inne superstrzały

Tydzień temu pisałem o Bulletstormie, ale dopiero teraz mogę napisać, że jest to mój ostatni weekend w życiu z polskim fpsem stawiającym na kreatywne unieszkodliwianie przeciwników.

Produkcja People Can Fly składa się z trzech podstawowych trybów, które postaram się przybliżyć w dalszej części tekstu. Wszystkich zainteresowanych zapraszam do jego lektury.

Anarchia

Jest to koperacyjny tryb wieloosobowy przeznaczony dla maksymalnie czterech graczy, którzy współpracują ze sobą na jednej z dostępnych map w celu wykręcenia jak najlepszego wyniku podczas jednej z dwudziestu dostępnych fal. Problem z nim polega na tym, że został wyłączony kilka lat temu przez Electronic Arts zamknęło do niego serwery. Nie ukrywam, że to właśnie przezeń nie wracałem do Bulletstorma przez kilka ostatnich lat. Nie lubię grać w gry, w których nie mam nawet cienia szansy na poznanie w nich każdego możliwego zakamarka.

Na początku ubiegłego roku zacząłem poważnie zastanawiać się nad powrotem do tej zwariowanej strzelaniny pierwszoosobowej, w której bohaterowie raz po raz rzucają mięsem i seksistowskimi żartami na poziomie rynsztoka. Okazało się jednak, że mój zapał to za mało, gdyż dowiedziałem się od dwóch graczy, którzy wykorzystali poradnik sieciowy umożliwiający używanie peceta jako własnego, osobistego serwera dla Bulletstorma, że wymagany jest do tego komputer z w miarę nowym systemem operacyjnym. Po zapowiedzi, że Valve rezygnuje ze wspierania Windowsa XP na Steamie postanowiłem przesiąść się na nowszy sprzęt, żeby nie stracić dostępu do kilku gier tam zakupionych, w tym m.in. Clannada i Umineko, czyli jedynych gier z gatunku visual novel, które mógłbym śmiało postawić obok Steins;Gate.

Wtedy jeszcze nie wiedziałem, że tworzę sobie furtkę umożliwiającą zagranie w tryb multiplayer, który został zamknięty przez wydawcę gry. Jestem jednak zdeterminowanym graczem uważającym, że w życiu trzeba spróbować wszystkiego. Próbowałem kiedyś zdobyć platynowy puchar w Wiedźminie 3, bo uznałem, że jest to dla mnie niezwykle ważne jako Polaka. Nie udało się ze względu na błąd w grze, który był niezależny od mnie. Postanowiłem więc spróbować swoich sił w Bulletstormie, zaopatrując się nawet w amerykańską wersję gry oraz dodatki z tamtejszego PS Store, pomimo faktu posiadania europejskiej wersji Bulletstorma z PS Plus. Nie moja wina, że jak dodatki do gier gdzieś znikają, to jest to w pierwszej kolejności Europa.

Czy było warto w nie grać? Kiedyś napisałbym, że nie, ale żyjemy w czasach, gdy gracz wręcz błagają o dodatki do swoich ulubionych tytułów na internetowych forach, więc mogę jedynie napisać, że świetnie się bawiłem na dodatkowych mapach trybu Anarchii a jedną z moich ulubionych jest Villa z gigantycznym dzwonem, który można bezczelnie wykorzystywać do szybkiej eksterminacji nacierających sił wroga.

Zdobycie sześćdziesiątego poziomu doświadczenia było więc tylko formalnością a dzięki dodatkowej zawartości mogłem nacieszyć oczy nowymi kolorami smyczy, gdyż ten podstawowy widziałem już tyle razy, że mi zwyczajnie w świecie zbrzydł. Najważniejsze dla mnie jest to, że mogłem pograć w Bulletstorma z innymi graczami, bo kilka lat temu potraktowałem Anarchię po macoszemu. Czasem warto wrócić do jakiejś gry po kilku latach, żeby ją w końcu docenić.

Echa

Drugim trybem, w którym możemy się wykazać są Echa, stanowiące krótkie wycinki poszczególnych plansz z kampanii. Naszym zadaniem jest ich jak najszybsze przejście i wykręcenie odpowiednio wysokiego wyniku. Mi zależało na tym, żeby zdobyć trzy gwiazdki w czternastu pierwszych, ale siłą rzeczy zdobyłem je także na dodatkowych mapach, próbując wykonać dodatkowe zadania takie jak zabicie wszystkich snajperów zanim eksploduje  bomba czy nabicie wrogów na wirnik przelatującego helikoptera.

O ile w trybie Anarchii wielką trudność może sprawić zdobycie 50000 punktów w jednej fali, czego da się dokonać tylko w ostatniej z nich, czyli dwudziestej, tak przechodzenie Ech na trzy gwiazdki to już wyższa szkoła jazdy. Nie dość, że musimy śpieszyć się, bo szybkie ukończenie echa daje nam dodatkowe punkty, to praktycznie nie możemy zabijać przeciwników inaczej jak superstrzałem i najlepiej, żebyśmy to robili coraz to innymi superstrzałami, gdyż tylko ten pierwszy daje nam maksymalną ilość punktów a kolejny taki sam już znacznie mniej. Najlepszym sposobem na to jest zmienianie broni, gdy dojdziemy do kolejnego zasobnika. Taka taktyka sprawdza się do fali dwunastej. Dwie ostatnie dały mi naprawdę w kość i tam już musiałem naprawdę się postarać, aby zdobyć w nich najwyższą ocenę.

Tryb Ech bardzo przypomina mi czasówki i speedruny z pierwszego Mirror’s Edge. Sama gra starczała raptem na kilka godzin, ale prawdziwa zabawa zaczynała się w niej, gdy musieliśmy wykazać się parkourowymi umiejętnościami. Właśnie dlatego uważam zapomnianą już nieco produkcję DICE za jedną z najlepszych gier ubiegłej generacji. Cieszy mnie, że nasz polski Bulletstorm również wykorzystuje te same podstawy do zabawy.

Kampania

Gdy jasne stało się, że zrobiłem absolutnie wszystko w trybach Anarchii i Echa znalazłem się na ostatniej prostej. Mam platynę na wyciągnięcie ręki. Wystarczy, że przejdę tą produkcję na najwyższym poziomie trudności i mogę się z nią należycie pożegnać. Bulletstorm jest jednak tak fajną grą, że zamierzam przejść ją jeszcze trzykrotnie. Raz już udało mi się nawet tego dokonać w ten weekend.

Przypomniałem sobie historię elitarnych żołnierzy Konfederacji, których zwierzchnik wykorzystywał do zabijania niewygodnych dla niego cywili. Gdy cała prawda wyszła na jaw postanowili mu wypowiedzieć otwartą wojnę. Dobrze się to dla nich nie skończyło, ale gdyby nie to, Bulletstorm nie miałby żadnego podłoża fabularnego dla wykorzystania całego tego systemu superstrzałów, dzięki któremu polubiłem ten wykreowany przez Polaków świat pełen zboków, oblechów i mutantów. Czuję ogromną satysfakcję masakrując przeciwników na różne sposoby, żongłując Gromem i konkretnymi typami broni w żależoności od zaistniałej sytuacji, upgarde'ując swój smiercionośny arsenał przy każdej sposobności.

Ubolewam nad tym, że nieprzemyślane działania Electronic Arts sprawiły, że gra nie odniosła sukcesu kasowego. Później People Can Fly zostało oddelegowane do stworzenia jednej z odsłon Gears of War a gracze, który polubili ten tytuł nigdy nie doczekali się jego kontynuacji. To wielka szkoda, bo zakończenie historii zbuntowanego oddziału Echo aż się o to prosi.

No cóż, wypadałoby wreszcie pożegnać się z tym nietuzinkowym polskim shooterem. Życzę wszystkim udanego weekendu, oczywiście nie tylko przy grach.

squaresofter
14 kwietnia 2019 - 17:38

Komentarze Czytelników

Dodaj swój komentarz
Wszystkie Komentarze
14.04.2019 18:22
Yuri Lowell
3
Yuri Lowell
22
Brave Vesperia
Image

Przebiłem już 100h w Tales of Xillia (PS3), 2 przejście, "ścieżka" Milli Maxwell. Przyznam się, że to rozwiązanie ma sporo plusów i jest dobrą zachętą do powtórnego zagrania w grę. Tales of Xillia sama w sobie jest świetna. Drugie podejście, i z innej perspektywy, jest strzałem w dziesiątkę.
Ciekawe jak na tym tle wypada Escha i Logy z serii Atelier?

Ps. Na zrzucie - podpisałem na siebie wyrok, córa mi nie daruje uczesania poważnego stratego, Rowena Illberta!

14.04.2019 19:00
kęsik
👍
1
odpowiedz
kęsik
93
Legend
Image

Far Cry New Dawn, 27,5h, skończone. Ogólnie całkiem solidnie. Wyszło, że mniej więcej o połowę gra jest mniejsza niż FC5. Dodanie elementów RPG (poziomów przeciwników, broni (lol), pojazdów (lel)) takie trochę na siłę i szczególnie na początku gdy nie możemy kogoś eliminować od tyłu bo wyższy poziom miejscami irytujące. No ale dało się to przeboleć jakoś. Różowa post apokalipsa nie jest czymś co super pociąga z zewnątrz ale no trzeba przyznać że świat wygląda nie najgorzej, jakiś tam klimat jest i wszystko ma ręce i nogi. Fabuła jest spoko o dziwo.

GRiD 2, 26h, skończone. W sumie to końcówka była jakaś dziwne trudna w porównaniu do reszty gry. AI świrowało i na pierwszym okrążeniu zdarzało się mu odjechać tak, ze nawet jadąc perfekcyjnie nie dawało się wygrać. No ale dałem radę.

Devil May Cry 5, 10h, skończone. Ale ta gra jest ładna (ładniejsza chyba niż RE2) i jak ta gra działa (lepiej niż RE2). System walki mnie absolutnie nie porwał ale pewnie jakąś winę ponosi za to skopane sterowanie na klawie i myszku. Żeby zrobić unik albo wyrzucić przeciwnika w powietrze trzeba nacisnąć jednocześnie 3 przyciski... No błagam. Fabuła dobra, chyba najlepsza w serii, japońskie głosy bardzo dobre (Dante z głosem Leona z RE2 :)) i bardzo ładne modele postaci. Druga połowa gry jakby trochę gorsza.

Sekiro, 11h. No i tu jest gra która mi nie daje spokoju. Nie wiem czy to jest najtrudniejsza gra From Software ale na pewno jest to najbardziej męcząca gra FS. W Soulsach nigdy takiego zmęczenia nie czułem. A z racji tego że w życiu nigdy nikogo nie sparowałem to gra jest dla mnie podwójnie męcząca. Lokacje według mnie są strasznie słabe, nic zapadającego w pamięć. Artystycznie też nic specjalnego w przeciwieństwie do Soulsów. Strasznie mi brakuje rozwoju postaci z Soulsów, tutaj są długie fragmenty gdzie nasza postać jest tak samo słaba i nic nie możemy z tym zrobić i to strasznie mi nie pasuje bo w zasadzie przez te 11 godzin nie czuję żadnego progresu postaci. Niby są momenty w których dobrze się bawię ale niestety jak na razie jest to najgorsza gra FS w jaką grałem.

14.04.2019 20:54
Hydraulik333
2
odpowiedz
2 odpowiedzi
Hydraulik333
9
Chorąży

Ah....Bulletstorm...Pamiętam moją jedną z najlepszych gier. Jednak ciągle smuci mi jej ,,sukces". Gra nie była aż tak doceniona, jak ,,super produkcje" Activision i EA, a zasługiwała (i to bardzo). Jednak muszę napisac, że z początku też nie byłem przekonany do tej gry. Kupiłem, zagrałem i odłożyłem. Wtedy byłem na tyle glupi, aby wrócić do coda, Battlefield itp. Później była kiedyś gdzieś tam wzmianka o Bulletstorm i pomyślałem, może jednak nie jest, aż taka zła. Zagrałem, podobała mi sie jednak nie na tyle aby jej nie odłożyć. Jednak przyszedł czas, aby postanowić sobie dokończyć ją. I wtedy jak, zagrałem tak ukończyłem do końca. Gra wydaje mi sie na tamte czasy za ,, mądra". Tak gra o kopaniu,rzucaniu, sterowaniu nabojami, robienie rozwałki byla za ,, mądra". Gra przypomina mi Wolfensteina 3D, Doom, Duke nukem 3D, co w tych grach na swój sposób trzeba było myśleć. W każdym call of duty wystarczy postrzelać, schować się za osłona, chwilkę poczekać i lecieć dalej z temat. JEDNAK, jeśli jesteśmy narzucanie masa wrogów, nie bedzie czasu na ,, chowanie sie za osłoną". Bulletstorm również ma inną fabułę oraz klimat od tamtejszych produkcji. Bulletstorm przypominał mi filmy lat 90,80. Rambo,Terminator,Predator, matrix. I jakby Pomieszać te wszystkie filmy i dac czarny, dziwny, chory humor. Ograłem Tą piękna produkcje, jednak z czasem zaczęło mi jej brakować. Wiedząc później o Remasterze Bulletstorma byłem ,, Wniebowzięty". Miałem zamiar kupić, ale opinie osób zbrzydły mi ,,Remaster" (nie grę) i sobie odpuścilem. Jednak cud sie zdarzył. Gra wylądowała na plusa. Z pewnością zagram po ograniu moich oczekiwanych gier ;)

Ahh te tygodnie od skończonej zeldy i coda MW Remaster były bolesne. Można powiedzieć, że zaniedbałem swoje growe życie. Jednak dla ,,tych gier", które będą (mam nadzieję) od tego tygodnia warto było poświęcić te tygodnie.

Jednak dali na ps plusa Grę:

Conan exiles- Miałem w planach kupić tylko dlatego, że miała nazwę Conan (co przypominały mi o 2 produkcjach filmowych z Arnoldem Schwarzeneggerem). Jednak gra nie jest tak świetn, jak filmy. Wracając do samej gry. Jest to lepsza kopia Arka. Nie żartuje. Ark wydaje mi się takim źle wykonanym prototypem. Conan Exiles jest jednak dobrze i przemyślany i zrobiony. tak gra ma denerwujące błędy, jednak muzyka (z filmu Conan i nie tylko) klimacik i dzikie pomysły twórców dają coś tej grze, coś co wiele lat temu czuli fani Minecrafta.

I to tyle na razie. Rozpisze sie więcej, gdy przybędą oczekiwane przez mnie Legendarne gry ;)
Miłego tygodnia wszystkim tym co czytają i nie czytają bloga ;)

14.04.2019 21:36
squaresofter
squaresofter
21
W co gracie w weekend?

gameplay.pl

Żałuję, że nie ma drugiej części Bulletstorma, ale tak jak mówisz, na rynku zdominowanym przez proste strzelanie jak te w Call of Duty nie miała szansy się przyjąć. Kilka late temu EA potrafiło inwestować razem z Epiciem w takie niepowtarzalne produkcje. Szkoda, że dzisiaj wygląda to zupełnie inaczej a sam Epic porzucił znakomitą serię Gears of War na rzecz Fortnite i jedyne, co teraz robi, to rozpycha się łokciami na rynku pecetowym.

14.04.2019 21:49
Bezi2598
1
Bezi2598
95
Legend

Żałuję, że nie ma drugiej części Bulletstorma, ale tak jak mówisz, na rynku zdominowanym przez proste strzelanie jak te w Call of Duty nie miała szansy się przyjąć.

Miał szansę. Przecież ostatnio jest wysyp oldschoolowych strzelanke. Doom, Rage 2, Wolfenstein. Po prostu o grze mało kto słyszał, nie pakowali za dużo w marketing. A szkoda, bo gra solidna.

14.04.2019 21:41
squaresofter
odpowiedz
squaresofter
21
W co gracie w weekend?

gameplay.pl

@Yuri
Dzięki męskiej postaci ten Atelier jest podobno najmroczniejszy w całej serii. Pewnie dlatego gracze i recenzenci go tak chwalą. Przez chwilę nawet w niego pograłem, ale mam takie zaległości związane z grami, że nie mam czasu przysiąć do niego na dłużej. Xillii też niestety nie skończyłem.

15.04.2019 08:25
SpecShadow
1
odpowiedz
SpecShadow
70
Silence of the LAMs

God of War 1 i 2 na pożyczonym PS2.
Robi piorunujące wrażenie! Szczególnie muzyka która nadaje wyniosłego klimatu tej greckiej tragedii.
GoW2 to jedna z tych gier która jest określana szczytowym osiągnięciem PS2. O wiele lepszym od Blacka który niestety był słabą grą.
Gra jest tak pompatyczna (moje tłumaczenie słowa "epic" na nasze, bo nasza „epika" to coś zupełnie innego) że człowiek co jakiś czas musi zaczerpnąć powietrza.
Co mi najbardziej dało w kość? QTE. Mimo że nadal refleks mam nie najgorszy to już w przypadku QTEsów pojawiają się problemy (mimo że regularnie ćwiczę łapy i paluchy to i tak QTE dają wycisk).

Nie znoszę tego a gra tylko utwierdziła mnie w mojej awersji do nich. Najbardziej utkwiła mi ta z walki z Aresem z tego powodu, nawet faza z dzielonym paskiem zdrowia nie była taka zła.
Prócz tego - proste zagadki ale pod presją czasu albo respiących się przeciwników, na przykład ta na taśmie gdzie czułem się jak Syzyf gdy klocek wracał na początek gdy ja byłem zajęty odpędzaniem się od przeciwników.
Albo ta gdzie przesuwamy klocek gdy zegar odlicza czas do wysunięcia kolców z podłogi. Tutaj problem sprawiało wyczucie momentu, kiedy kopnięty klocek posunie się najdalej (nie ma tutaj znacznika czy paska mocy). Powtarzałem sekwencję częściej niż walkę z finałowym bossem.
Fabularnie to GoW1 jeszcze trzymało się kupy jako historia o zemście ale GoW2 to już opera mydlana pełną gębą.

Teraz jest dobry moment by wrócić do GoWów na PSP, udało mi się wtedy ograć Chain of Olympus i utknąć na finałowym bossie...też z powodu QTE :]

post wyedytowany przez SpecShadow 2019-04-15 09:17:37
Dodaj swój komentarz
Wszystkie Komentarze