W co gracie w weekend? #300: Fallout New Vegas - Postnuklearny odjazd na pustkowiach Mojave - squaresofter - 25 maja 2019

W co gracie w weekend? #300: Fallout New Vegas - Postnuklearny odjazd na pustkowiach Mojave

W co gracie w weekend? obchodzi dziś sześć lat. To szmat czasu. Podczas tak długiego okresu pisania o różnych grach poznałem wielu graczy i ich preferencje. Nie z każdym się oczywiście zgadzałem, bo nie ma ludzi, którzy myślą w ten sam sposób, ale przynajmniej miałem możliwość wymiany opinii z innymi pasjonatami gier wideo. Właśnie to stoi u podstawy tego cyklu blogów. Jestem wdzięczny wszystkim czytelnikom i współautorom, którzy w tym wszystkim współuczestniczyli. Kontynuujmy wspólnie to przedsięwzięcie jak najdłużej się da. Dziś opiszę w kilku zdaniach o Fallout: New Vegas.

Fallout: New Veags

Informacje

Platforma: PS3

Producent: Obsidian Entertainment

Data wydania: 22 października 2010r.

Gatunek: Fabularna gra akcji

New Vegas nie widziałem od wieków, ale zawsze chciałem sprawdzić dodatki do tej gry. To uczucie narastało we mnie coraz bardziej na przestrzeni kilku ostatnich lat a gdy okazało się, że najnowsza część tego postapokaliptycznego uniwersum nie ma dla mnie absolutnie nic do zaoferowania, postanowiłem dokończyć niezałatwione sprawy z tytułem wyprodukowanym przez Obsidian.

Chciałem zakupić wszystkie dodatki do podstawowej wersji gry, ale ich cena na PS Store to jedno wielkie nieporozumienie. FNV posiada pięć dodatków, jednak nie miałem zamiaru płacić po czterdzieści złotych za dodatek do blisko dziesięcioletniej gry, podczas gdy dodatki do takich tytułów jak Halo 3 lub Halo: Reach są całkowicie darmowe a dodatek do Lost Odyssey kosztował mnie mniej niż 4zł. Zacząłem więc rozglądać się za kompletną wersję gry. Fallout: New Vegas Ultimate Edition, który posiada wszystkie dodatki na płycie to było najkorzystniejsze rozwiązanie z ekonomicznego punktu widzenia. Co więcej, o Bethesdzie możemy pisać, że jest taka czy owaka, ale na pewno nie możemy powiedzieć, że nie ogarnia kwestii dodatkowej zawartości w grach jak chociażby takie firmy jak CD Projekt RED, From Software lub Atlus.

Dwie pierwsze z nich tak robią swoje gry, że sejw z podstawki nigdy nie jest kompatybilny z sejwem z wersji ze wszystkimi dodatkami. Dobrze, że chociaż da się kupić dodatki do wersji premierowej, bo Atlus nigdy nie daje takiej możliwości swoim klientom, żądając od nich pełnej ceny za dodatek do gry. Przypadek Persony 5 The Royal nie jest tu niczym wyjątkowym a gdy czytam, że dodanie nowej zawartości do Catherine zajęło im osiem lat a w nowej wersji zdecydowano się ocenzurować pewne rzeczy z oryginału, uginając się pod krytyką mniejszości, która nie kupuje nawet ich gier, to łapię się za głowę.

Na przeciwległym biegunie stoi Bethesda, która kwestię dodatków ma opanowaną w jednym paluszku. Tak jak w przypadku Fallouta 3 oraz Fallouta New Vegas wystarczyło spatchować grę i możemy bez problemu wykorzystać sejw z podstawki z nową wersją gry. Firma, która jest wiecznie krytykowana potrafia pójść na rękę graczowi, a te które są bożyszczem milionów graczy nie ogarniają takich podstawowych kwestii. Gdy czytam komentarze obrońców polityki wydawniczej Atlusa to brakuje mi czasem słów. Twierdzą oni m.in., że zmiany w Personie 5 The Royal są tak duże, że nie da się załatwić kwestii kompatybilności sejwów jednym wielkim patchem. Guzik prawda. Podstawowa wersja Fallouta New Vegas posiada jedną wielką miejscówkę a maksymalny poziom, jaki może w niej osiągnąć gracz to poziom trzydziesty. Tymczasem dodatki podnoszą ten limit do poziomu pięćdziesiątego, odwiedzamy w nich zupełnie nowe miejsca, otrzymujemy dostęp do całkiem nowego ekwipunku, nowych perków oraz sojuszników, co stanowi około 40%-45% całkiem nowej zawartości, której nie było w podstawce New Vegas i jakimś dziwnym trafem wczytałem swój stusześćdziesięciogodzinny sejw sprzed kilku lat, gdy kończyłem grę i mogę spokojnie grac dalej. Da się? Da się, tylko trzeba chcieć.

Oczywiście w tej beczce miodu musiała się znaleźć też łyżka dziegciu. Silnik Gamebryo działa fatalnie na konsoli Sony i podobnie jak w przypadku Obliviona oraz Fallouta 3 gra ma w zwyczaju spowalniać lub całkowicie się zatrzymywać od czasu do czasu i jedyne co można zrobić w takiej sytuacji, to wyjśc z gry i odpalić ją od nowa. Inaczej nie da się grać w tym pokazie slajdów. To nic nowego w przypadku gier działających na silniku graficznym używanym w grach Bethesdy, bo znacznie większy od tych wszystkich gier Morrowind też lubi się zawieszać na Xboxie. Mistrzami w kodowaniu ta firma nigdy nie była i raczej nigdy nie będzie, ale już nie zgadzam się z twierdzeniem, że ich gry nadają się tylko do modowania. Nie mam nic przeciwko dodawaniu przez fanów nowych rzeczy do ich ulubionej gry. Dodatki do New Vegas mają jednak to coś, co sprawiło, że zapomniałem zupełnie o innych grach w ciągu kończącego się powoli tygodnia.

Spróbuję teraz napisać o tych, które udało mi się sprawdzić.

Podstawkę Ne Vegas ukończyłem w trybie hardcore, w którym cierpimy na ciągły niedobór wody i pożywienia a stimpaki są w znacznej mierze osłabione. Dodatki chciałem już ograć w normalny sposób, dlatego mocno się zdziwiłem jak dotarłem w rejon kasyna Sierra Madre (dodatek Dead Money) i co chwila wybuchała mi głowa, bo jakiś gość założył mi wybuchową obrożę na głowę i rozkazał znaleźć trzy kolejne osoby z takimi samymi obrożami w celu dostania się do rzeczonego kasyna, aby je złupić ze wszystkich kosztowności. Nie będę się rozpisywał zbytnio o konkretnych zadaniach w tym dodatku. Powiem tylko tyle, że czułem się dosyć niezręcznie mając świadomość tego, że trafiłem do miasta duchów, gdzie nie można pokonać przeciwników w żaden konwencjonalny sposób. Żeby je zabić, trzeba pokroić ije na kawałki. Na domiar złego miasto spowiła trująca czerwona chmura a w wielu miejscach były poustawiane radioodbiorniki i nadajniki wytwarzające szmery, które na dłuższą metę doprowadzały do detonacji owej obroży i mojej przykrej śmierci.  A ja głupi myślałem, że pył radioaktywny był niebezpieczny w tym  świecie zniszczonym wojnę atomową.

Moi towarzysze też okazali się być osobliwi, delikatnie rzecz ujmując. Pierwszym z nich był Pies, który ku mojemu zdziwieniu nie był żadnym psem a jedynie posłusznym supermutantem. Tak przynajmniej myślałem póki nie poznałem Boga (Dog i God to jedno i to samo słowo jeśli przeczytamy je od tyłu). Tak więc musiałem się uporać z supermutantem z rozdwojeniem jaźni co już w samo sobie czyniło go kimś wyjątkowym.

Moją drugą towarzyszką okazała się łysa Christine ze zniszczonymi strunami głosowymi, więc żeby ją zrozumieć musiałem idealnie czytać jej gesty, bo mówić niestety nie umiała.

Ostatnim moim towarzyszem okazał się ghoul Dean Domino, który kiedyś był piosenkarzem w rzeczonym kasynie. Chciał je już raz obrabować dwieście lat wcześniej, ale umówmy się, że spadające bomby atomowe w okolicy nie są idealnymi warunkami sprzyjającymi takim przedsięwzięciom.

Obsidian postarał się przy tych postaciach. Nie powiedział o nich oczywiście wszystkiego na starcie, bo to od nas zależy, ile się o nich dowiemy jak na końcu z nimi postąpimy. Nasz zleceniodawca sugeruje nam, żebyśmy się ich pozbyli, gdy tylko nadarzy się ku temu pierwsza okazja, więc postanowiłem wziąć sobie do serca jego radę i zająłem się nim samym przy pierwszej takiej okazji. Zabicie jego to zwykła formalność, ale bardzo zależało mi na spełnieniu jego wielkiego marzenia. Chciał posiąść wszystkie skarby ze skarbca znajdującego się pod kasynem, więc go tam uwięziłem. Teraz może się cieszyć tym całym złotem do końca życia. Nigdy stamtąd już nie wyjdzie, więc mam nadzieje, że jego organizm przyzwyczai się do diety obfitującej w metale szlachetne.

Szkoda, że nie dało się podróżować po pustkowiach Mojave z nowymi sojusznikami po skończeniu, ale nie miałem zbyt wiele czasu na roztrząsanie tego wszystkiego.

Zgłosiłem się bowiem do ochrony karawany zmierzającej do Syjonu i kiepsko wywiązałem się ze swojego zadania, bo gdy tylko dotarliśmy w ten obszar jej członkowie zostali zmasakrowani przez tubylców. Było mi szkoda szczególnie jednego przegrywa uzależnionego od dragów, któremu wydawało się, że poderwie mnie na chamski letni podryw (w New Vegas gram laską). Myślałem, że umrę ze śmiechu jak mi zaczął tłumaczyć, że Death Jaw to śmiertelnie niebezpieczna odmiana Death Clawa albo zaczął chwalić się precyzją w strzelaniu z broni, która nie istnieje. Dodatek Honest Hearts nie był tak klaustrofobiczny jak pierwszy i mogłem sobie pozwiedzać okoliczne górzyste tereny. Klimatem przypominał bardziej początki państwowości amerykańskiej, gdy niecywilizowani Indianie walczą z dobrze wyszkolonymi siłami okupacyjnymi, tutaj konkretnie ze szczepem Białych Nóg, sympatyzującym z wojskiem Cezara. Miałem więc okazję przyjrzeć się bliżej miejscowym wierzeniom, rytuałom oraz niebezpiecznej faunie, która ostrzyła sobie na mnie zęby, ale koniec końców nie miała ze mną większych szans, bo nauczyłem Ashe (często nazywam postacie a grach imionami postaci z Final Fantasy) chyba najlepszego perku powiązanego z przyrostem doświadczenia w całej grze. W skrócie powiem tylko, że im wyższy mam poziom, tym większy jest bonus pozyskiwanego przez nią doświadczenia. Na pierwszym poziomie wynosi on zaledwie 1% , ale na czterdziestym już 40% itd. Zrobiłem z niej prawdziwą maszynę do zabijania i coś czuję, że jak uporam się z dodatkami, to zapoluję na  przebrzydłe Deathclawy i Cazadory, tym bardziej, że ostatni dodatek nie dodaje nowych miejsc a broni oraz wyzwania i nie ukrywam, że mocno się uśmiałem, zabijając Mr. House’a kijem golfowym, bo przecież tylko niewolnik jest posłuszny. Bioshock wszedł Obsidianowi bardzo, mi zresztą też.

Pomijając wątek główny drugiego dodatku w pamięci utkwiła mi zupełnie poboczna historia o człowieku, który najpierw zobaczył jak jego bliscy są zjadani żywcem przez mieszkańców jednego ze schronów a potem w geście zemsty mordował ich jednego po drugim przez kolejne lata. To było coś naprawdę mocnego i przygnębiającego zarazem, dlatego kolejny dodatek, który dopiero zacząłem przyjąłem z otwartymi rękami, bo ma on tyle czarnego humoru, że boję się kolejny raz odpalać Old World Blues. Grozi to śmiercią ze śmiechu.

Gracz budzi się w nim w jakiejś ogromnej kopule, która została niegdyś wzniesiona ku chwale nauki, a że zamieszkujący ją naukowcy sami mieli trochę nierówno pod kopułami, to postanowili przenieść swoje umysły w ciała robotów po wybuchu wojny jądrowej. Nie muszę chyba nikomu mówić, że z tej szalonej pogoni za postępem naukowym nie mogło wyniknąć nic dobrego. Gdy tylko odzyskałem utraconą świadomość okazało się, że wykonano na mnie lobotomię i usunięto mi mózg razem z kręgosłupem. I od teraz nie jestem już renegatką pustkowi a lobotomitką poruszającą się na penisowatych nogach. W tym dodatku nie da się zachować powagi. Chcę więcej.

New Vegas zajmie mi jeszcze trochę czasu, bo zamierzam w nim zaliczyć w nim wszystkie dodatki a kiedy się już z tym uporam, to postaram się zobaczyć jeszcze dwa pozostałe zakończenia gry. Do następnego razu.   

squaresofter
25 maja 2019 - 17:01

Komentarze Czytelników (23)

Dodaj swój komentarz
Wszystkie Komentarze
25.05.2019 21:03
SpecShadow
2
SpecShadow
70
Silence of the LAMs

Też grałem ostatnio (tj. w tym roku) w Fallout NV, głównie by wbić ostatnie dwa osiągnięcia do calaka. Dotyczyły one hazardu, użyłem poradników i poszło.
Poza grą w kości z Wiedźmina 1 nie trawię tego syfu.

No i przypomniałem sobie DLCki. Dead Money podobało mi się bardziej niż pierwszym razem, jak grałem wtedy to te pikania, trująca mgła, łowcy, i braki zasobów mnie irytowały.
Old World Blues ma fajne postacie ale latanie po ruinach i pustkowiach męczyło.
Lonesome Road niezłe, tu nie zmieniłem zdania.

Ale to kiedyś a teraz? Na dysku ciągle gości Kingpin który odpalam raz na ile. Design poziomów może staroszkolny ale momentami absurdalny, jak to że by dostać się do tawerny w porcie trzeba płynąć kanałami.
A i człowiek zauważa że gra... ma elementy dieselpunku (jak w nowych Wolfensteinach).

W poprzednim odcinku mówiłem że gram w mody do Dooma, które często zaskakują wysokiej jakości wykonaniem.
Okazuje się że jeden z nich - Hedon - pojawił się na Steamie.
Za kasę. Wygląda na to że dalsze aktualizacje (i więcej zawartości?) będzie tylko dla wersji na Steamie.
Będę się przyglądał bo mod jest świetny.

post wyedytowany przez SpecShadow 2019-05-25 21:19:41
25.05.2019 21:05
Yuri Lowell
1
odpowiedz
2 odpowiedzi
Yuri Lowell
22
Brave Vesperia

Przede wszystkim squaresofter gratulacje!
300 odcinek pasji, emocji, uczuć, satysfakcji i... chęci podzielenia się z innymi istotną częścią życia gracza. Sto Lat!!!

A ja nadal czerpię satysfakcję z biegania po różnych lokacjach Tales of Xillia 2 (PS3) i pojedynkowania się ze wszystkim co mi w drogę wlezie. A jak już mam dość, wtedy pcham historię do przodu. Ale bez pośpiechu, bo jak sie skończy - złapię doła na amen!

Miłego weekendu i szampana z bąbelkiami! Freixenet!

Ps. w załączniku... bąbelki Freixenet. :D
https://www.youtube.com/watch?v=MNgyBz6NOUA

25.05.2019 23:15
ROJO.
1
odpowiedz
1 odpowiedź
ROJO.
132
Magia Kontrastu

Chętnie bym Cię kiedyś spotkał

25.05.2019 23:50
kęsik
👍
1
odpowiedz
kęsik
93
Legend
Image

Naruto Shippuden: Ultimate Ninja Storm 2, 11h. Ło panie, walka z z Kakuzu była jakaś niepotrzebnie trudna i trochę za długa. Końcowa faza tej walki jest jakaś dziwna. Inne walki z bossami były jakieś bardziej płynne. Już został ostatni arc z Painem i koniec. Potem robię skok od razu do 4 i skończę wreszcie po 1,5 roku dodatek do niej :)

We. the Revolution, 9h. Ostatni rozdział. Fabuła poleciała, twist fabularny stał się faktem. Teraz została obrona Paryża, szkoda tylko że tymi walkami rządzi niestety losowość. Teraz już pod koniec ewidentnie widać, że mimo że gra ma solidne podstawy i poadanie jest czasami mocno wątpliwe i gra nie dość że jest losowa to miejscami mało klarowna.

A Plague Tale - Innocence, 5,5h. Hit miesiąca, bardziej Last of Us niż Hellblade, absolutnie skradanka. Fabuła mimo, ze mnie nie porwała to spełnia swoją rolę i jest jak najbardziej intrygująco. Gameplay jest w sumie dosyć prosty i nie ma tutaj żadnych niespodzianek. Graficznie niektórzy twierdzą, ze to może być nawet jedna z najładniejszych gier ever no ale jak dla mnie to nie bardzo. Efekty robią robotę ale technologicznie to tak trochę średnio. Widać, ze to gra ze średnim budżetem. Ale naprawdę daję radę, dobrze się w to gra i jest wciągająca. W dzisiejszych czasach taka liniowa gra to zawsze jakaś odskocznia. No ale gra bardzo słabo działa niestety...

Chciałem zacząć grać w RAGE 2 ale niestety z niewiadomych przyczyn mi nie działa więc papa Becia. Dużo chyba nie tracę, połączenie DOOMa i Mad Maxa to od samego początku brzmiało dla mnie mocno średnio i z tego co widać tak też wyszło. Ta gra ma tyle wspólnego z RAGE co AC Odyseja z Assassin's Creedem. Włączę se pierwsze RAGE które jest dużo lepsze.

post wyedytowany przez kęsik 2019-05-26 01:03:31
26.05.2019 00:34
Hydraulik333
2
odpowiedz
1 odpowiedź
Hydraulik333
9
Chorąży

Gratuluję, że napisałeś aż 300 blogów ,,W co gracie w weekend?" Dla nas :)

Jestem chyba jednym z niewielu graczy, którym Fallout New Vegas się nie podobał. Jak grałem, ciągle spotykały mnie błędy, które powodowały u mnie szaleństwo np. nieśmiertelni wrogie (a raczej wrogowie którzy wpadli w podłogę i dalej żądają mi obrażenie, a ja moge tylko stać jak kółek albo uciec i nie ukończyć misji głównej).

Dość dawno pisałem ostatni komentarz do ,,WCGWW?", ponieważ nie miałem zbytnio czasu, więc połącze poprzednie gry, które udało mi się ograć w tamtych weekendach.

Donkey Kong Country Tropical Freeze (WiiU) (6h): Gra która przez niektórych jest porównywana do produkcji Ubisoft Rayman Legends. I w większości przypadkach uważają ja za lepsza grę. Ja jednak jestem innego zdania. Faktycznie gra w porównaniu do Rayman ma lepiej zaprojektowane poziomy. Bossowie, również są świetnie zaprojektowani. Jednakże na Rayman Legends bawiłem się o wiele lepiej. Nie wiem od czego to zależy. Może od tego, że Raymana grałem zawsze z kimś, a Donkey Kong Country Tropical Freeze sam? Jednak na ten moment wracam do ps4. Później spróbuję się w nią bardziej wciągnąć. Na tą chwilę dałbym 7,0/10

Monster Hunter World (ps4) (42h): cieszę się, że w końcu capcom wrocil do swoich złotych czasów. Tak pięknie zaprojektowanego świata z grindem jeszcze jak na czas obecny nie widziałem (ok oprocz najnowszej Zeldy jak można nazwać ze był tam grind). Gra mnie wciągnęła na wiele godzin i chce jeszcze wiecej przegrać pięknych chwil. Obecnie daje chwilową przerwe i zagrać, gdy będę miał więcej czasu. Daje na razie ocene 9,5/10

Soul Calibur 6 (ps4) (20h): ostatnio szukałem dobrej gry ,,bijatyki". I udalo mi sie wyrwać ją w promocji. Choć większość gry spędziłem w edytorze, to walki są tu zrobione perfekcyjnie. Szkoda ze gra ucierpiała na fabule i grafice, jednak to zbyt bardzo nie przeszkadza. Ocena obecnie 8,5/10

Dauntless (ps4) (2h bólu i cierpienia): Nie chcialem pisać o tej grze. Ale pomyślałem jednak, że dla niektórych może być to dobry powód aby tej gry w żadnym razie nie tykać. Nie podoba mi sie połączenie MHW+Fortnite, jednak nie będę na to narzekał bo wiadomo, że jest to raczej motyw ,,jak kto lubi". Najpierw na pierwszy ogień pójdzie...grafika. nie chodzi mi o to, że jest w stylu fortnite tylko jest brzydka. Po prostu tekstury są tak słabe, że zacząłem płakać kiedy w nią grałem. Teraz kamera. A raczej spadki płynności. Nie dość, że kamera jest jakoś dziwnie zrobiona, to kiedy zaczniemy obracać kamerą można zauważyć mocne spadki klatek. I teraz największy problem tej gry gameplay+skopiowanie mhw. Gra jest nudna, potwory są gąbkami, i wiele rzeczy są zabrane z mhw. Więcej nie chce o tym pisać. Moja ocena 0,5

Assassin's Creed 4 Black Flag (ps4) (4h): zawsze chcialem grac w 4 odsłonę AC jednak nie mogłem jakoś się przymusić do kupna. Jednak po obejrzeniu serialu ,,Piraci" zachciało mi się dobrej gry pirackiej. I o to jest AC4BF. Na razie mogę pochwalić grafikę i...statki. świetnie są zrobione. Jednak teraz zakończe pisanie o niej i w następnym ,,W co gracie W Weekend?", Więcej napisze o odczuciach moich z tą grą.

Miłego weekendu.

26.05.2019 09:53
grish_em_all
2
odpowiedz
grish_em_all
182
Grish

U mnie weekend pod znakiem dwóch gier:
Już od jakiegoś czasu F1 2018 - jestem zdeterminowany żeby ukończyć wszystkie 10 sezonów, a przy długości wyścigów i kwalifikacji 100%, może to jeszcze trochę zająć :]
Wróciłem też do Borderlands, bezpłatna aktualizacja do Enhanced Edition skłoniła mnie do ponownej wizyty na Pandorze. Na początku chciałem tylko zobaczyć jakie są różnice, w którym miejscu gra została faktycznie usprawniona, a skończyło się na tym że dobiłem do 31 lvl i nie mam zamiaru przestać ;)

26.05.2019 11:07
adam11$13
2
odpowiedz
adam11$13
72
Phantom Thief
Image

Zwiedzam sobie Hyrule w najnowszej Zeldzie Breath of The Wild. Na razie nie czuję tego 10/10, ale przyznam, że jeśli chodzi o sam świat i jego interaktywność to w sumie po raz pierwszy gram w coś takiego. Do tego dochodzi niesamowita pomysłowość w projekcie pojedynczych elementów, ale to już raczej norma dla tej serii ;) O fantastycznej muzyce i klimacie nie wspominając. Dzisiaj sobie pykam na TV, ale jednak dużooo lepiej gra mi się w trybie handheldowym.

Poza tym próbowałem grać w najnowsze Resident Evil 2 i nie wiem czemu ja zawsze to sobie robię - nie lubię survival horrorów i nigdy nie polubię, a już kilku próbowałem. Chyba tylko prez falę hajpu i całkiem fajne demo postanowiłem nabyć swoją kopię. O ile pod względem klimatu i samej oprawy jest naprawdę fantastycznie tak gemeplay to takie męczenie buły, że po 1,5 godziny dałem sobie spokój.

post wyedytowany przez adam11$13 2019-05-26 11:08:47
26.05.2019 12:26
Battle_Axe
👍
2
odpowiedz
Battle_Axe
45
Krasnolud
Image

The Order of the Thorne: The King's Challenge (3.5h) - Klasyczna przygodówka point'n'click wzorująca się przede wszystkim na serii King's Quest jednak trochę prostsza. Krótka i przyjemna historia, system grania na lutni jest ciekawą odmianą (nasz bohater jest bardem), zagadki proste, a grafika baaaardzo retro. Jeżeli kogoś nie odstrasza "pikseloza" to polecam szczególnie dla początkujących albo mało doświadczonych w tym gatunku, szczególnie że grę można skończyć w jeden wieczór lub rozłożyć sobie na weekend.

Ps. dużym plusem jest pełny voice acting

post wyedytowany przez Battle_Axe 2019-05-26 12:26:28
26.05.2019 12:37
👍
1
odpowiedz
zanonimizowany784443
55
Generał
Image

Nic, caly weekend leze w wyrku i czytam dziela wybrane-Pilipiuka Andrzeja. ;)
Dla graczy, pozycje Fabryki Slow sa bezapelacyjnie obowiazkowe.

post wyedytowany przez zanonimizowany784443 2019-05-26 12:45:06
26.05.2019 19:12
Wielki Gracz od 2000 roku
2
odpowiedz
2 odpowiedzi
Wielki Gracz od 2000 roku
122
El Kwako

Ja ukończyłem w końcu Syberię 3 na PS4. Stan techniczny to tragedia, grafika brzydsza niż w jedynce i dwójce, sterowanie bardzo złe ale... no właśnie to ale związane z poznawaniem dalszych losów Kate i Jukoli, dosyć fajna historia, muzyka, klimat, postacie i całkiem fajne zagadki spowodowały, że znów wsiąknąłem w grę na dłużej, oraz lekko wyleczyłem growego kaca po ukończeniu Detroit: Become Human (gdzie wybory doprowadziły mnie do prawie najlepszego zakończenia, a prawie bo niestety zostawiłem Luthera na śmierć by ratować małą).

30.05.2019 15:20
😍
2
odpowiedz
Ogame_fan
102
Golden Deer
Image

Blood and Truth, GENIALNY EX NA PSVR. Widac ze gra od poczatku zaprojektowana pod VR, mega strzelanie bedzie mozna poczuc sie jak badass.

Akcje w stylu lapania granatów albo strzelanie na oślep zza osłony czy otwieranie drzwi samochodu w trakcie jazdy żeby strzelić w kogoś za nami. Fabula jest intrygująca i postaci też zaskakują.
IMO jeden z kandydatów do mojej gry roku w tym momencie.

Gears of War UE to takie rozpoczęcie nadrabiania całej serii przed wyjściem piątki pod koniec roku :)

31.05.2019 09:29
solitary_sly
2
odpowiedz
5 odpowiedzi
solitary_sly
18
Chorąży

Huh, dawno mnie tu nie było;P

Tak na szybko: gram w Hitman 2: Silent Assassin. Na razie tyle i tylko tyle. Większość czasu pochłania projekt mojego RPG-a tworzonego na silniku Unity. Nie skończyłem z graniem, natomiast tworzenie gry to jest coś wspaniałego i póki co pochłonęło mnie to bez reszty.

Pozdrawiam gorąco wszystkich czytelników!

300 odcinków... Szmat czasu i masa dobrej roboty. Jedziemy dalej, Square!

Dodaj swój komentarz
Wszystkie Komentarze