Mroczna Wieża 1: Roland - to coś więcej niż książka to początek wielkiej przygody. - hongi - 23 września 2019

Mroczna Wieża 1: Roland - to coś więcej niż książka, to początek wielkiej przygody.

Mroczna Wieża pod wieloma względami jest magnum opus Stephena Kinga. I choć po części zgadzam się z tym stwierdzeniem, to zastanawiałem się, czym saga o Rolandzie jest, tak osobiście dla mnie. Zapraszam na Inny Regał #25 i krótki tekst o pierwszym tomie Mrocznej Wieży pt. Roland.

Muszę jednak zacząć od początku i usprawiedliwić się przed czytelnikami, dlaczego postanowiłem powrócić do tej sagi po tylu latach. Wszystko znów zaczęło się dla mnie po oglądnięciu filmu Mroczna Wieża według reżyserii Nikolaja Arcela. W rolach głównych Idris Elbaw jako Roland oraz Matthew McConaughey jako czarny charakter. Sam film jest streszczeniem całej sagi i masa rzeczy została po prostu opuszczona. Skromnie mówiąc wielka szkoda, że film nie skończył się tak, jak pierwszy tom sagi. Furtka do kolejnych części byłaby otwarta, a tak czekamy na kolejne próby. Na horyzoncie widać serial, więc może wreszcie zobaczymy coś dłuższego i konkretniejszego, z masą potworów i strzelania. Drugim powodem jest ciekawość odnośnie do bohaterów i całej przygody Rolanda. Czytałem całość jako młody chłopak i zastanawiałem się, czy po trzydziestce cała saga będzie mi się również podobać. Po trzecie oczywiście promocja w jednej z dużych sieci handlowych na książki. Akurat udało mi się wygrzebać w dobrej cenie trzy pierwsze tomy za trzydzieści złotych. Swoje stare książki dawno już sprzedałem i od jakiegoś czasu zaczynam uzupełniać ponownie twórczość Stephena Kinga. W tym miejscu dziękuję wydawnictwom za wersje kieszonkowe. Po czwarte odgrzebałem komiksy i przeczytałem pierwsze pięć tomów. Dzięki temu nabrałem ochoty na przypomnienie sobie losów samotnego rewolwerowca i jego ekipy. Po piąte dla recenzji i podzieleniem się własnymi spostrzeżeniami na blogu. I po szóste dla kasy i sławy.

Czym więc jest dla mnie cały cykl Mrocznej Wieży? Jest nostalgicznym powrotem do młodych lat (to na pewno), gdzie zachęcony kilkoma książkami Stephena Kinga o stricte mrocznych rzeczach, postanowiłem sięgnąć po coś innego — western, a zarazem postapokaliptyczną przygodę. W tamtych czasach (koniec XX wieku) można było przeczytać tylko pierwsze cztery tomy i odstraszały mnie wtedy grubością. W sumie w tamtych czasach każda książka przerażała mnie. Mimo to 272 stron przeczytałem w istnie rekordowym czasie. Zajęło mi to tylko jeden weekend i mogłem lecieć z drugim tomem. Książka od pierwszej strony wciągnęła mnie swoim klimatem oraz bohaterami. Mieliśmy mrocznego mężczyznę, który uciekał przed zimnym stanowczym rewolwerowcem. Mamy świat pośredni, który poszedł naprzód i stał się bardzo chaotyczny i mroczny. Mamy w końcu cel podróży, czyli Mroczną Wieże, do której główny bohater Roland Deschain próbuje dotrzeć. Mamy w sumie dobry początek, który zachęca nas czytelników, by wyruszyć ku przygodzie przez świat, który swoje lepsze dni ma już dawno za sobą.

Wszyscy co czytali cykl dobrze wiedzą, że pierwszy tom został napisany przez Stephena Kinga za sprawą przeczytanego fragmentu wiersza „Sir Roland pod Mroczną Wieżą stanął” Roberta Browninga, w dodatku we wczesnym jego wieku. Był rok 1982 i młody King chciał napisać coś wielkiego i epickiego na miarę Władcy Pierścienia. Patrząc po czterdziestu latach chyba mu się to udało. Autor ma wiele dobrych, zapadających w pamięć książek, ale jednak ten cykl czasami jest trochę bardziej z boku przyćmiony takimi tytułami jak To, Miasteczko Salem oraz Lśnienie. Ja osobiście uwielbiam cały cykl i przygody samego Rolanda, nie umniejszając innym książką Kinga, które również doceniam. Uwielbiam cały wymyślony świat, który jest dla mnie mieszanką wybuchową, i w której nie raz gubiłem się i odnajdywałem na przestrzeni tych kilkunastu lat. Lecz najważniejsza jest sama podróż. Podróż rewolwerowca do Mrocznej Wieży i to uczucie satysfakcji, gdy znów z Rolandem stanę pod Mroczną Wieżą wykrzykując imiona swoich bliskich.

Wszyscy co nie czytali jeszcze żadnej z części Mrocznej Wieży lub nie sięgnęli po komiksy, mam jedno pytanie? Gdzieżeście byli przez ostatnie 40 lat? Żal mi was, bo jeśli lubicie westerny i postapokaliptyczne klimaty, to najwyższy czas to nadrobić.

O czym jest sam pierwszy tom. Wprowadzeniem oraz przedstawieniem samej postaci Rolanda Deschaina i jego Ka-tet, czyli jego drużyny. Jego podróżą przez pustynię i wspomnienie dotyczących przyjaciół swojego rodzinne miasta oraz rodziców. Jest też pierwszym spotkaniem z tajemniczym chłopcem nie z tego świata, który jest pionkiem w grze mrocznego mężczyzny. Zachęcam z całego serca do zagłębienie się lub odświeżenia sobie całego cyklu. Po trzydziestu latach smakuję równie przepysznie jak za pierwszym razem.

Podsumowując. Zakup kieszonkowej wersji Mrocznej Wieży, stał się dla mnie powodem do odświeżenia całej sagi i spojrzenie na przygody Rolanda z bardziej dojrzałego kąta (żona twierdzi zupełnie coś innego), jak i sprawdzenie czy nadal cała historia robi na mnie takie duże wrażenie, jak to było 30 lat temu. Osobiście w pierwszy tom wszedłem jak w masło. Nie udało mi się przeczytać całej książki w jeden weekend, ale i tak miałem dobre tempo. Kolejny raz wyruszam z Rolandem na mroczny szlak i już nie mogę się doczekać kolejnych tomów sagi. Polecam z czystym sercem i do zobaczenia w świecie pośrednim.

Inne moje recenzje książek Stephena Kinga.

- Przebudzenie

- Dallas 63

- Bastion


hongi
23 września 2019 - 08:08

Komentarze Czytelników

Dodaj swój komentarz
Wszystkie Komentarze
23.09.2019 18:49
michalakweb
2
Junior

Czytalem w liceum i doslownie zylem wtedy swiatem wykreowanym przez Kinga. Wrocilem niedawno, 10 lat pozniej. Dalej uwazam to za szczytowe osiagniecie Kinga, choc tym razem bardziej zaczela mnie kluc w oczy nierowna jakosc niektorych (zwlaszcza pozniejszych) tomow. Fajnie, ze wspomniales o tej sadze, moze ktos nowy sie skusi.

Dlugich dni i przyjemnych nocy!

23.09.2019 18:55
DanuelX
odpowiedz
1 odpowiedź
DanuelX
83
Kopalny

Im dalej tym gorzej a ostatni tom to porażka na miarę "korony kruluf". Przeczytać pierwszy tom i zapomnieć.
Opinia sprzed 8lat:

spoiler start

Jestem po świeżym nadczytaniu całej serii. Jakoś nigdy nie byłem specjalnym fanem Kinga - dla mnie to bardziej rzemieślnik niż artysta - fakt robi książki zadowalające, czasem dobre - ale nie trafiłem na wybitne. Jako taki moglem spokojnie (czytaj:bez trwania w pozycji na klęczkach) czytać. Pierwsza część niezła, trochę psychodelii, Ronald bezwzględny - śmierć Jake'a przywitałem z pełnym zadowoleniem. Świat odrealniony z pogranicza snu. Myślę sobie - no takiego Kinga to nawet zdołałbym zapisać do swojego panteonu... niestety im dalej w las tym gorzej. Część druga, niestety pozbawiona została tego odrealnienia, Roland nabiera człowieczych cech traci cechy bohatera - szkoda. Rzecz moim zdaniem tragiczna - King przenosi akcję do "rzeczywistości" - to co udaje się perfekcyjnie Zelaznemu - w tym przypadku odciąga czytelnika od niesamowitości i wprowadza kolejne elementy normalności i... nudy. Przepraszam panie autorzu ale ja oczekuje pełnej kreacji świata do którego nie mam dostępu a nie opowieści o ćpunach, i jakimś miniaturowym ojcu chrzestnym...
W następnych częściach Roland staje się coraz bardziej płaczkowatym bohaterem, rodem z telenowel, King cudownie wskrzesza Jake'a żeby rewolwerowiec miał syna, cudownie dodaje nogi (na szczęście tylko chwilowo) Susannah. I na samym końcu wprowadza "śmieszne", zwierzątko-towarzysza (..pokemona?) żeby było "ciekawiej" i bardziej dla młodzieży.
W środkowych częściach są oczywiście ciekawe momenty: Szardik, Miasto Lud - dobre chociaż widziałem to już kilka razy, Blain Mono - oszalały pociąg - nieźle, nieźle.
Całości mojej rozpaczy dopełnia przedostatni tom. Ego Kinga wzrasta pod niebiosa - nie ma to jak umieścić siebie samego w książce jako "prawie" boga... Ilekroć czytałem fragment o kingu miałem ochotę wywalić książkę przez okno...
Całość odrobinę ratuje końcówka - ostatnie 200stron - lekki ded-end (chociaż zakończenie gdy wszyscy są szczęśliwi i zakochani rozczarowuje...), powrót do "znajomego" odrealnionego świata cieszy.
Samo zakończenie - jak zakończenie - może się podobać lub nie - rzecz gustu. Jak dla mnie może być - chociaż widać że Kingowi zabrakło wyobraźni.

Podsumowując:
Wydaje mi się że King próbował zrobić monumentalne dzieło na miarę Władcy Pierścieni Tolkiena - własny świat, bohater go ratujący, epicka podróż do celu, wielki zły itd itd.
Niestety (piszę to z prawdziwym żalem bo po pierwszym tomie miałem wielkie nadzieje) autorowi zabrakło "pary". Stworzył świat niby bogaty - ale jednak płytki i sztampowy. Bohaterowie poboczni nie zapadają w pamięć (no może z wyjątkiem Blaina i Andy'ego). Zakończenie nie zaskakuje, nie daje satysfakcji, nie jest czymś wielkim, wyjątkowym itd.
Jednym zdaniem: King jest jaki jest - dobry rzemieślnik - czas z Wieżą, to czas miło spędzony ale bez przeżyć wyjątkowych.

spoiler stop

post wyedytowany przez DanuelX 2019-09-23 19:55:51
23.09.2019 20:32
Nazgrel
Nazgrel
165
Ogniu krocz za mną

Podpisuje się rękami i nogami, próbowałem niedawno powtórzyć sobie całą serię po jakichś 15 latach od przeczytania ale po prostu nie dałem rady, mimo, że bardzo wiele już z tych książek zapomniałem.

23.09.2019 19:48
wielebny_666
odpowiedz
wielebny_666
115
Generał

Dotarłem do Pieśń Susannah i jest masakra, tak jak pierwsze 3 tomy przeszły gładko tak im dalej w las tym coraz ciezej.

24.09.2019 01:45
_D_R_A_G_O_N_
odpowiedz
_D_R_A_G_O_N_
38
V

Przeczytałem pierwszy tom i póki co jakoś nie ciągnie mnie, żeby czytać dalej.

24.09.2019 09:35
sekret_mnicha
odpowiedz
sekret_mnicha
202
fsm

GRYOnline.plTeam

Pierwsza część komentarza - oj, jak niechlujnie napisany jest ten tekst. Zgroza. Do poprawki co trzecie zdanie. Na szybko kilka zmian:

"W rolach głównych Idris Elbaw jako Rolanda" > Elba i Roland, za dużo tych "a".
"Drugim powodem jest ciekawość odnośnie do bohaterów" > po co to "do"?
"Akurat udało mi się wygrzebać w dobrej cenie trzy pierwsze tomy za trzydzieści złotych" > albo w dobrej cenie, albo za 30 zł. Niepotrzebnie dwa razy o tym samym.

Zdecydowanie polecam Ci przeczytać wszystko raz jeszcze i poprawić, w miarę możliwości. Przecinki też fruwają, jak chcą :)

---

Druga część komentarza. Kinga uwielbiam, niewiele jest jego książek, które by mi się nie podobały. Z różnych względów Mroczną wieżę omijałem, aż do teraz. Jakiś miesiąc temu po raz pierwszy uporałem się z wszystkimi siedmioma tomami. Było trochę nierówno, ale ogólna jakość opowieści jest dla mnie bardzo wysoka. Cały wykreowany świat, bohaterowie, nawet King w Kingu. Zagrało. No i finał bardzo adekwatny, choć epilog rzeczywiście "meh". No ale King ostrzegał przed epilogiem, więc jest usprawiedliwiony :)

Dodaj swój komentarz
Wszystkie Komentarze