W co gracie w weekend? #316: Dead Space 3 – O tym jak unicestwiono jeden z najlepszych cyklów survival horrorów w historii - squaresofter - 22 września 2019

W co gracie w weekend? #316: Dead Space 3 – O tym jak unicestwiono jeden z najlepszych cyklów survival horrorów w historii

Witam wszystkich graczy. Tydzień temu zrobiłem sobie wolne od naszego cotygodniowego cyklu. Doprowadziłem do końca niedokończone sprawy z The Last of Us i doszedłem do wniosku, że recenzja lepiej wyrazi moje odczucia w tej kwestii niż kolejny wpis blogowy. Gram oczywiście dalej w opisywane ostatnio tytuły. Uznałem jednak, że warto od nich odpocząć choć na krótką chwilę. Dlatego też w dzisiejszym odcinku skupię się na ostatniej części jednej z najlepszych kosmicznych trylogii, czyli na Dead Space 3.

Isaac Clarke kontra nekromorfy

Głównego bohatera Dead Space poznajemy jako inżyniera, który udaje się na statek kosmiczny Ishimura w poszukiwaniu dziewczyny. W ten sposób trafia w jedno z najkoszmarniejszych miejsc w kosmosiem, opanowane przez mordercze nekromorfy – potwory, które są ożywionymi członkami zabitej wcześniej załogi. Druga część kontynuuje wątek tego protagonisty. Tym razem Isaac potrafi wreszcie mówić. Nie jest już tylko fachowo wyglądającym awatarem a człowiekiem z krwi i kości, który stara się przetrwać kolejny nekromorficzny koszmar. Jeśli dodamy do tego halucynacje i przerażające wizje z przeszłości, które nie dają mu spokoju tworzy się obraz najlepiej wykreowanej dylogii grozy z akcją rozgrywającą się w przestrzeni kosmicznej. Isaac poznaje podczas swojej drugiej przygody Ellie i stara się zrobić wszystko, aby ją uratować. Jego przeciwnikami są nie tylko kosmiczne potwory, ale również unitolodzy, oddający wręcz bałwochwalczą cześć kosmicznym artefaktom, nazywanym Znakami. To one stoją za wszystkim i reanimują nieumartych. Inżynier Clarke, który zawsze pakuje się w jakieś tarapaty chce je zniszczyć, aby położyć wszystkiemu kres, co stoi w sprzeczności z interesami owej fanatycznej grupy religijnej.  

Carver co ty robisz tu, uu, co ty tutaj robisz?

I tu dochodzimy do części trzeciej. Isaac jest w niej zbiegiem, który musi ukrywać się przed unitologami, a że nie może zapomnieć o Ellie, z którą nie wiadomo co się stało, to wyrusza kolejny raz w podróż kosmiczną w rejony tajemniczej planety Tau Volantis. Szybko okazuje się, że jego ukochana żyje i ma się dobrze u boku innego faceta, tworząc z innymi osobami grupę mającą na celu zniszczenie wszystkich istniejących Znaków. Akcja gry przenosi nas na planetę pokrytą lodem i skąpaną w śniegu, z której pochodzi najważniejszy z wszystkich Znaków. I wszystko byłoby dobrze, gdyby nie ingerencja wydawcy w cykl produkcyjny Dead Space 3. Ktoś w zarządzie Electronic Arts stwierdził, że wcześniejsze odsłony Dead Space były zbyt straszne. Przy okazji trzeciej odsłony tych kosmicznych survival horrorów dodano więc partnera głównemu bohaterowi. Szkoda tylko, że nie przemyślano tej kwestii należycie i często dochodzi do absurdalnych sytuacji, gdzie przez większość gry jest jedynie Isaac aż tu nagle w kolejnym filmiku wyskakuje Carver niczym królik z kapelusza. Bardzo ciężko brać wtedy na poważnie scenariusz, gdyż fabuła powinna mieć przede wszystkim jakiś zgrabny i logiczny ciąg przyczynowo-skutkowy a ciężko o niego, jeśli po którymś z przerywników nasz co-opowy kolega, z którym umówiliśmy się na wspólną grę, nie wie w jaki sposób kierowana przez niego postać znalazła się w danym miejscu.

Misje opcjonalne i kooperacja potrzebne jak pięść do nosa

Co-op w Dead Space 3 całkowicie zabił klimat grozy w tej serii. Tak samo było kiedyś z Resident Evil. Odpowiedzialni za niego Japończycy tak bardzo zachłysnęli się pieniędzmi z marnych filmów Andersona, że postanowili zamienić jedną z najbardziej zasłużonych serii survival horrorów w zwykłą siekę. Ludzie mieli tego dość i na własną rękę zaczęli odświeżać klasyczne odsłony Residenta, żeby poczuć ten wyjątkowy klimat wyobcowania i zaszczucia. W trzeciej odsłonie przygód Isaaca tego  klimatu nie ma w ogóle. Uleciał gdzieś po dziesiątkach kolejnych wymian ognia z unitologami. Trójka bardziej przypominają Lost Planet niż horror.

Kooperacja została wprowadzona do produkcji Visceral Games także z dwóch innych powodów.

Po pierwsze, DS3 nie posiada splitscreena, więc każdy kto zakupił ten tytuł na X360 musiał wykupić dodatkowo  Golda, żeby móc zagrać z innymi graczami. Na PS3 niby multiplayer był darmowy, ale nie zapominajmy, że Sony i EA walczyło wtedy z używkami, wciskając do każdej swojej gry z trybem sieciowym przepustkę sieciową, bez której nie dało się korzystać z funkcji sieciowych danego tytułu, jeśli zakupiliśmy jego używaną wersję. To był celowy zabieg ze strony wydawcy. Dead Space 3 był największą grą z całego cyklu. Dodano doń m.in. opcjonalne misje, w których mogliśmy zdobyć nowe schematy czy elementy wyposażenia. Problem w tym, że każda taka misja to praktycznie to samo. Polegają one na dojściu w jakieś wskazane miejsce, wybiciu wszystkich okolicznych nekromorfów, zebraniu fantów i powrót do punktu wyjściowego. Najgorsze jest to, że niektóre z tych dodatkowych miejscówek były podobne do siebie jak kropla wody, co nie tylko nie urozmaicało rozgrywki a wręcz  niemożebnie ją rozwlekało do granic przyzwoitości.   

Po drugie, w ostatniej odsłonie Dead Space nie da się zebrać wszystkich znajdziek, jeśli nie zagramy przez sieć trzech rozdziałów z innym graczem. Dla kogoś, kto zrobił to w dwóch poprzednich odsłonach bez żadnych problemów było to niemal jak policzek w twarz. Nawet w takim Resident Evil 5, który nie każdemu przypadł do gustu mieliśmy możliwość zajrzenia w każdy zakamarek świata gry, gdyż nawet jeśli nie mieliśmy partnera do pomocy to druga postać zawsze była kierowana przez konsolę.

O, jaki fajny kombinezon. Po ile?

Celowe rozwleczenie DS3 też nie wzięło się znikąd. Aby skorzystać z nowej broni w pierwszej odsłonie Dead Space wystarczyło ją po prostu znaleźć lub odblokować. W Dead Space 3 znajdujemy zaś schematy i surowce do ich tworzenia. Surowce zbierają przeznaczone do tego roboty. Aby uzyskać zebrane przez nie materiały musimy odczekać jakiś czas a gdy proces zbierania zostanie zakończony to wystarczy podejść do warsztatu i odebrać nagrodę. Wyobraźcie sobie, że EA sprzedaje za  prawdziwe pieniądze zestawy kombinezonów i broni, których nigdy nie zdobędziemy w samej grze. Niektóre z tych zestawów oferują nawet opcje głosowe dla naszych małych pomagierów. Inne przyśpieszają sam proces pozyskiwania surowców. Te ostatnie także dało się kupić za prawdziwe pieniądze, bo wydawca nakazał producentowi implementację mikrotransakcji.

Wydawca, który zabija swoje studia i marki w sposób bardziej brutalny niż nekromorfy

Wiele zagorzałych fanów przygód Isaaca odpuściło sobie przez to Dead Space 3. Wydawca wymógł te wszystkie zmiany na autorach w celu zwiększenia sprzedaży gry. Nie wziął tylko jednego pod uwagę, że nie każdy gracz to leming, którym można sterować wedle własnego widzimisię. Tak więc wyprana z klimatu trójka sprzedała się najgorzej ze wszystkich odsłon Dead Space. Przypomnę tylko, że wtedy kiedy debiutował DS3 na rynku pojawiło się The Last of Us. Naughty Dog pokazało całemu światu jak się robi absorbującą produkcję polegającą na przetrwaniu. A co stało się z Visceral Games? To co stanie się z każdym studiem pod ‘opieką’ EA. Wydawca zamknął to zdolne studio, pozwalniał pracowników i umył od wszystkiego ręce.

Koszmar, z którego nie ma ucieczki

W takich właśnie okolicznościach została unicestwiona seria najlepszych kosmicznych horrorów. Visceral Games zostało najpierw pocięte na kawałki, podeptane i wyrzucone w przestrzeń kosmicznego niebytu, z którego już nigdy nie wróci. Teraz, gdy ogrywam ponownie Dead Space 3 nie mogę się pogodzić z takim stanem rzeczy. Na przestrzeni raptem kilku lat utraciliśmy geniusz BioWare, Criteriona, Visceral Games i prawdopodobnie nie zagramy już nigdy w kolejne odsłony Kingdoms of Amalur i Mirror’s Edge. Tego, że Battlefield zamieniono w festiwal poprawności politycznej nawet nie chcę komentować, bo po prostu brak mi słów.

No nic, w przyszły weekend wrócę do ogrywanych wcześniej gier, to pewnie tez wróci do mnie moje dobre samopoczucie. Do następnego razu.

squaresofter
22 września 2019 - 12:04

Komentarze Czytelników

Dodaj swój komentarz
Wszystkie Komentarze
22.09.2019 13:40
kęsik
😍
kęsik
95
Legend
Image

Tales of Vesperia: Definitive Edition, 78h, skończone. No powiem szczerze że po tych wszystkich zachwytach nad Vesperią to spodziewałem się czegoś dużo lepszego. Fabuła była dosyć senna i wolno się rozkręcająca, była bardzo przewidywalna i sztampowa. Żadnych niespodzianek. Postaci były akurat ok, i dziwo główny bohater mi się podobał chodź przed zagraniem widząc jak on wygląda miałem pewne obawy. Świat nie do końca mnie przekonał, jego eksploracja nie była czymś ciekawym tym bardziej przez to jak rozwiązane rozstały tutaj zadania poboczne (bez poradnika się nie zbliżać). System walki to nic specjalnego, tylko mnie utwierdził w przekonaniu że turowy system walki w jRPGu jest tym prawidłowym rozwiązaniem bo jak już wcześniej pisałem przy innych grach, nie spotkałem się jeszcze w jRPGu z dobrym systemem walki w czasie rzeczywistym. Chyba jedynie Ni no Kuni II było najbliżej. Więc tak ogólnie gra może i solidna ale rozczarowanie, Berseria jak dla mnie była dużo lepsza.

Kingdoms of Amalur - Reckoning, 73h. No chyba twórcy kłamali z tymi 200 godzinami bo tak już czuję endgame na horyzoncie. Został już tylko ostatni fragment mapy. No dodatki jeszcze są wiec może do tych 100h dobiję ale nie więcej. Jak na tamten okres to strasznie długa ta gra, w tamtych latach z reguły gry AAA były może na 20-30 godzin (Mass Effect, Dragon Age, Wiedźmin, Asasyny) ale widać okropne naleciałości MMO niestety. Świat jest spoko, lore jest ciekawy, system rozwoju jest bardzo dobry (wczoraj chyba stałem się hybrydą ostateczną) no ale te zadania to takie sobie. Główny wątek ma potencjał ale jest zbyt rozwodniony aby wciągać. Nowa gra w którą zacząłem grać tydzień temu bardzo uwypukliła wady Amalura ale o tym trochę niżej.

Need for Speed Rivals - 23h. Dalej się w tą grę strasznie nieprzyzwoicie bawię. Zupełnie nie pokrywa się to z moimi wspomnieniami sprzed 6 lat i opiniami innych o tej części. Pisałem ostatnio że mapa jest trochę mała. To nie do końca jest prawdą, bo jeżeli popatrzymy na kilometry to ta mapa nie jest mniejsza niż mapa z GTA V, problemem jest to że jest mało dróg po których możne jeździć. Po prostu spora część mapy jest tłem, jest nieprzejezdna. Gdyby było chociaż x2 więcej dróg to już byłoby zupełnie inaczej. Pomijając to i fakt że jest bardzo mało samochodów to naprawdę bawię się aż za dobrze, aż mi z tym źle.

GreedFall, 23h. No co to dużo mówić, jak na na razie GOTY. Jest dużo lepiej niż się spodziewałem. Przepaść dzieli tę grę i poprzednie gry tego studia praktycznie pod każdym względem. Nie czuć wcale że to gra małego studia z małym budżetem. Gra wygląda dużo bardziej wysokobudżetowo niż można było myśleć. Jakby mi ktoś powiedział ze to zrobiło BioWare w 2010 roku i EA wydaje to bym uwierzył. W tej grze nie ma praktycznie typowego europejskiego drewna. Najbliższe porównanie to chyba naprawdę Dragon Age II. Strasznie mi się podobają zadania, szczególnie poboczne. Nawet jeżeli trochę trzeba w nich pobiegać to te zadania mają fabułę, są złożone i nieoczywiste. Autentycznie przyciągają uwagę. Jak dla mnie to są lepsze niż side questy z Wiedźmina 3 które zawsze polegały na opalaniu trybu detektywistycznego i podążaniu za nim. A fabuła stojąca za zadaniami w W3 także nie była niczym specjalnym i tam w zasadzie każdy quest był mniej lub bardziej przewidywalny i prosty w swojej konstrukcji. Tutaj tak nie ma. Świat jest bardzo ładny, zarówno krajobrazy jak i same miasta, które oczywiście nie są żadnym Novigradem ale dają radę i mają sens przez wzgląd na świat i lore. Nasi kompani o dziwo są lepsi niż się spodziewałem, może jeszcze nie poziom Mass Effecta 2 ale wcale dużo nie brakuje. Ich zadania są jednymi z lepszych w grze. Tak naprawdę to ciężko się do czegoś mocno przyczepić. System walki mimo że jakby mniej drewniany niż w poprzednich grach tego studia to jakoś nie specjalnie mi leży ale akurat w tej grze walka nie jest wcale tak częstym zjawiskiem. Wydaje mi się że taki Vampyr miał ten system walki trochę lepszy jednakże to też nie było nic wspaniałego. Widziałem gdzieś opinię że najgorszą rzeczą w GreedFallu jest lip sync więc jeżeli to jest największy problem to znaczy ze gra musi być po prostu bardzo dobra. Granie w GreedFalla jednocześnie z Amalurem pokazało mi jeszcze dobitniej słabe strony tej drugiej pozycji i sprawiło ze trochę już mi się jej odechciewa podczas gdy na Teer Fradee bardzo mnie ciągnie :)

22.09.2019 14:47
SpecShadow
1
odpowiedz
SpecShadow
72
Silence of the LAMs

Hell Forged do Dooma, pukawy wyglądają obłędnie (wręcz jak podręczne dzieła sztuki rzemieślniczej)

Miałem się brać za Atom RPGa ale zapowiedzieli kolejną wielką aktualizację więc cisnę w UnderRail+Expedition, odkąd dorwałem dynamit i dałem radę niesławnemu Depot A (wielu graczy tu się wykłada) całe metro stoi przede mną otworem. Oczywiście wszędzie czai się śmierć...

Udało mi się dorwać Vaporum w promocji, pograłem trochę i jest nieźle ale jakby zapał opadł szybko i zająłem się innymi grami.

post wyedytowany przez SpecShadow 2019-09-22 14:48:12
22.09.2019 19:20
konewko01
1
odpowiedz
konewko01
4
Konsul

Rozpocząłem Ni no Kuni Remastered, a w DQ Builders 2 stuknęło 200h.

22.09.2019 21:05
adam11$13
👍
1
odpowiedz
adam11$13
74
Phantom Thief
Image

Na początku weekendu przeszedłem Astral Chain - fantastyczna gra, dla której warto kupić Switcha. Ma trochę problemów, ale całość się mega broni. Dla fanów Akiry, Cyberpunka, Evangeliona i dobrych slasherów, pozycja obowiązkowa.

Z gier, które faktycznie ogrywam - wróciłem do Zeldy Breath of The Wild. Ostatni save wskazuje na koniec czerwca więc trochę ciężko było mi wrócić zważywszy na to jak dużo jest tam różnorakich mechanik, które są niezwykle ważne dla gameplayu.

Do tego danie główne czyli Gears 5. W zeszłym tygodniu przeszedłem czwóreczkę i czułem niedosyt. Piątka jest absolutnie fenomenalna i zaspokoiła mój głód na krew, flaki i piły mechaniczne. Grałem praktycznie całe niedzielne popołudnie i jeśli gra dalej będzie dostarczać mi tyle radochy to być może powalczy z Astralem o moje osobiste GOTY.

22.09.2019 23:36
😡
1
odpowiedz
1 odpowiedź
Strielok1011
29
Centurion
Wideo

Artykuł w samiutkie sedno, oto przykład jak można zabić wspaniałą grę... Uwielbiałem Dead Space do czasu trzeciej części. Jak grałem w jedynkę to kopara nonstop na dole i byłem "pożerany" przez ten klimat. Dwójka była poprawiona względem jedynki w wielu aspektach lecz nie utraciła mocno na klimacie. Tak uwielbiałem te gry że przechodziłem je po kilka razy na każdym poziomie trudności w tym na poziomie hardcore gdzie były tylko 3 zapisy na całą grę, zrobiłem sobie nawet krótki klip który możecie obejrzeć tu https://www.youtube.com/watch?v=5Iqz4nBm-Vk i łudziłem się głupio że gdy powstanie trójka to będzie rewelacja, niestety zawiodłem się i nie myślę nawet że powstanie 4 część. Jak widać EA potrafi wszystko schrzanić...

23.09.2019 00:22
squaresofter
squaresofter
23
W co gracie w weekend?

gameplay.pl

Też kończyłem DS i DS2 na każdym poziomie trudności. Hardcore w DS2 będę chyba wspominał do końca życia. To był survival pełną gębą i prawdziwe wyzwanie.

23.09.2019 07:27
odpowiedz
3 odpowiedzi
JohnDoe666
4
Generał

U mnie te ostatnie 2 tygodnie gamingowo bardzo intensywne. Głównie pod względem zakupowym też sobie trochę poszalałem. Zdążyłem kupić i ukończyć Gears 5 (w moją listę tytułów do ogrania Gearsy wepchnęły się trochę bez kolejki, ale nigdy nie potrafiłem sobie ich odmówić), kupiłem MGS V, Ni no Kuni Remastered, Metal Gear Rising, dwie części Tales of Xillia oraz Nier.
Natomiast ten konkretny weekend to 3 tytuły:
- Metal Gear Solid IV - Za mną jakieś 19 godzin gry i fabuła wyraźnie sugeruje że jestem na ostatniej prostej. Myślę że do końca tego tygodnia zobaczę nappisy końcowe. Gra jest niesamowita, fabuła, przerywniki filmowe, gameplay dający tak wiele możliwości, coś wspaniałego. Myślę że to jedna z najlepszych gier z jakimi miałem okazję się zetknąć. Póki co jeszcze trochę przedemną więc poczekam z ostatecznymi wnioskami.
- Ni No Kuni Remastered - To jest jedna z tych gier które uwielbiam a których nigdy w 100% nie ukończyłem. A stało się tak dlatego że kilka lat temu miałem drobny crasch konsoli który pozbawił mnie savów. Ofiar tego wypadku było kilka ale najdotkliwiej dostało się Final Fantasy XIII oraz Ni No Kuni właśnie ponieważ w każdej miałem już po kilkadziesiąt godzin gameplayu i po prostu nie chciało mi się zaczynać z tym od zera. Teraz kiedy ukazał się remaster na nową konsolę uznałem że to najlepszy moment na powrót do tej gry. Za mną jakieś 5 godzin i już wiem że tym razem nie odpuszczę do końcowych napisów.
- Fable II - Większość weekendu zajęły mi dwa powyższe tytuły. Znalazłem jednak chwilę żeby rzucić okiem na drugie Fable ponieważ jednynka początkowo mnie zaintrygowała, żeby jednak ostatecznie trochę znudzić. Póki co dwójeczkę uważam za lepszą grę. Świat nie jest tak pocięty, bardziej zachęca do pobocznych aktywności. Jestem daleki od stwierdzenia że to jakaś wybitna gra, ale bawię się conajmniej poprawnie.

29.09.2019 10:30
squaresofter
squaresofter
23
W co gracie w weekend?

gameplay.pl

Zawsze, ale to zawsze staram się kopiować sejwy na pendrive'a lub kartę SD. Też mi kiedyś padła PS3 na amen i na całe szczęście nie straciłem żadnych postępów, bo wszystkie sejwy miałem skopiowane na penie i w chmurze. Z PS4 też miałem przygodę, która zakończyła się przymusowym stawianiem systemu od nowa, ale dzięki temu, że kopiuje sejwy straciłem jedynie kilka godzin gry w Horizonie.

29.09.2019 12:14
1
JohnDoe666
4
Generał

Z tego co pamiętam to tamta utrata savów to była wyłącznie moja głupota.
Zglitzowały mi się trofea (ładowały się do pewnego momentu potem konsola wyzwalała kod błędu).
Sony na stronie pomocy technicznej podało kilka sposobów naprawy sytuacji ale żaden u mnie nie zadziałał. Jako ostateczny sposób proponowali usunąć konto użytkownika na konsoli następnie założyć nowe i pod to nowe podpiąć swój PSN, co oczywiście zrobiłem. Niestety o tym że nie skopiowałem savów przypomniałem sobie w momencie kiedy konsola od dobrych 20 sekund radośnie kasowała moje pliki :). I tym oto sposobem diabli wzięli ponad 20 godzin Ni No Kuni, 40 godzin Final Fantasy XIII, ponad 20 godzin Darksiders i kilka innych :).

29.09.2019 15:37
squaresofter
squaresofter
23
W co gracie w weekend?

gameplay.pl

Znam ten ból. Kiedyś straciłem 60 godzin gry w FFXII; Revenant Wings na NDS, bo nie zauważyłem, że mam rozładowana konsolę i podczas sejwu mi się wyłączyła.

25.09.2019 14:49
Hydraulik333
1
odpowiedz
1 odpowiedź
Hydraulik333
11
Chorąży

Powróciłem znów. Trochę rzeczy miałem na głowie, ale już mogę z powrotem wejść w świat gracza.

Grałem kiedyś w pierwszego Dead Space. Nigdy nie ukończyłem jej, ale bardziej ze zapomnienia. Grę bardzo polubiłem, a gdy usłyszałem o 3 której miał być ''co-op'' to strasznie się ucieszyłem. Tak...myślałem, że będzie to kanapowy co-op. I ostatecznie gry nie kupiłem.

powróciłem do konsol (nareszcie) jednak PC nie zostawiłem.

Alan Wake (PC) (14h) (porzucona): próbowałem już grać na spokojnie. czytać, oglądać wszystko. Ale gra jest nudna. Przestałem w nią grać...jak bossem był kombajn.Moja ocena 5.0/10.

The Last of Us Remastered (PS4) (4h) (kontynuowana): Dalej lecę z tą produkcją. Trudny poziom jest...trudny bardzo xD. Jestem szczęśliwy, że w 2 powróci Joel. Teraz czekam na tą produkcję. moja ocena chwilowa 10/10.

Celeste (PC) (1-2h) (kontynuowana): Tak, zagrałem przez autora bloga. I jest to bardziej gra...która jest skierowana to pewnej grupy graczy. Graczy, którzy lubią stare gry i lubią jak im nerwy puszczają. Gra ma jeden bolący błąd, który da się naprawić...sterowanie. sterowanie padem myślę, że nie jest złe, ale na klawiaturze... chyba zależy dla kogo. Jednak gra ma ciekawy świat i...rozgrywkę. Moja ocena chwilowa 7.0/10.

Total War: Warhammer (PC) (11h) (kontynuowana): Gra nie należy do łatwych. Dużo trzeba nauczyć się o rasie naszej jak i przeciwnika. nie mam jak na razie żadnych problemów z tą grą. Jednak ocenę na tą chwilę dam 9.0/10.

Fallout New Vegas (PC) (6h) (kontynuowana): Dawno grałem w nią jednak zapomniałem o niej napisać. Więc tak. Podoba mi się ten lekko westernowski klimat. Jest inny od swoich poprzedników. Ale jednak muszę dalej zagrać. Bo na razie gra bardzo dobra ale tylko bardzo dobra. nic więcej. Moja ocena chwilowa 8.0/10.

The Ultimate Doom + Hell Forged (PC) (2h) (kontynuowane): Nie dawno znalazłem moda przez czytelnika tego bloga. I jest rewelacyjny. Bronie zrobione są z klasą, a mapa również daje świetny klimat. Na razie 9.0/10

The Ultimate Doom + Sigil (PC) (2h) (kontynuowane): Nie wiem co napisać. Z jednej strony dobre mapy, a z drugiej okropne. 1 poziom świetny. Wiem, że może nie tańczymy tam jakoś mocno, ale da się. Jednak poziom jest dobrze zrobiony. Ten pomysł z otwieraniem przejścia na plus. Muzyka w 1 poziomie też na plus. i wtedy 2 poziom...to nie doom. Przeciwnicy wszędzie i nigdzie. I te przejścia. Muzyka też tak może być w tym poziomie. I jest 3 poziom. Znów świetny pomysłowy. I wchodzi 4. dziwny nudny nie wiadomo gdzie iść. I na tym poziomie się zatrzymałem. Daje Sigil na tą chwilę 7.5/10

Zacząłem później poszukiwać czegoś co będzie inne, niż gry ''podobne'' do PS4. Czegoś co na konsoli nie znajdę. I znalazłem dość popularną stronkę z grami darmowymi jak i płatnymi. Itch.io. I muszę przyznać, że ciekawe gry są tam przez osoby nie znane światu.

Cozy (PC) (30min-1h) (kontynuowane): Ciekawa gra wzorowana na stare gry point and click z klimatem horroru. Jedyne co mi tu przeszkadza...nie ma save. Dlatego grając w tą grę, musisz wiedzieć, że nic ci nie przeszkodzi. Nawet raz wyłączyło mi grę przez moją nie obecność. Na razie mocne 9.0/10.

Też było więcej gier, ale to na później. Na pewno w tamte jeszcze zagram.

wiem że dużo tu gier z PC ale też trochę grałem sieciowych na PS4. Ale nie będę o tym pisał.

Miłego tygodnia życzę wam wszystkim ;)

29.09.2019 10:24
squaresofter
1
squaresofter
23
W co gracie w weekend?

gameplay.pl

W celeste na PC grałem za pomocą Dual Shocka 4 i grało mi się wybornie.

post wyedytowany przez squaresofter 2019-09-29 10:25:03
29.09.2019 11:51
SpecShadow
1
odpowiedz
SpecShadow
72
Silence of the LAMs
Image

Przypadkowo wpadłem na video z jakiegoś map packa do Dooma (Avactor.wad) z ciekawym motywem - zaginionego lądu, elementy kultury azteckiej czy coś w tym stylu. Potem przypomniałem sobie o modzie podmieniającym arsenał na ten z dzikiego zachodu (choć nie ma dynamitu, są granaty oraz pistolet maszynowy z drugiej wojny światowej) o nazwie High Noon Drifter.

Zaskakująco przyjemna kombinacja. Człowiek czuje się jak Indiana Jones.
Sekrety fajnie zrobione - zamiast klepania Spacją przy ścianach jak w klasycznym Doomie rozwiązujemy zagadki.

Przy takich modach bawię się o wiele lepiej niż przy wielomilionowych produktach z segmentu AAA. Szybko się odpala, popykasz ile chcesz bez zawracania sobie głowy checkpointami czy brakiem zapisów (pozdro dla GTA) i robisz coś innego.

Miałem nie ruszać dopóki nie kupię reszty dodatków, taka moja zasada ale niestety inne wydatki dostały znacznie wyższy priorytet - bywa - i pogrywam w War for the Overworld. Nie chciałem dokładnej kopii Dungeon Keepera 2, żeby nie dołączyć do grupy narzekaczy którzy kręcą nosem z tego powodu. Chciałem dobrej gry z taką mechaniką jak DK2 i dostałem. Humoru nie spodziewałem się bo dzisiaj o humor trudno. Ale to temat na inną dyskusję...

post wyedytowany przez SpecShadow 2019-09-29 11:54:41
Dodaj swój komentarz
Wszystkie Komentarze