W co gracie w weekend? #317 - Dead Space 3: Awakened i Final Fantasy V - squaresofter - 4 października 2019

W co gracie w weekend? #317 - Dead Space 3: Awakened i Final Fantasy V

Witam wszystkich graczy. Kolejny weekend przed nami. Najbardziej ze wszystkich gier, które debiutują na dniach  chciałbym sprawdzić najnowszą odsłonę Yooka-Yaylee, za którą stoją osoby odpowiedzialne za Banjoo-Kazooie i Donkey Kongi, ale ostatnio tak popłynąłem z zakupami, że muszę odłożyć to na bliżej nieokreślony czas. Dlatego też w ten weekend skupię się na ogrywaniu dodatku Awakened do Dead Space 3, stanowiącego zwieńczenie tej kosmicznej trylogii oraz na Final Fantasy V, do którego wróciłem po wielu latach przerwy. Jestem też oczywiście ciekaw tego w co gracie Wy? Rok powoli się kończy. Nie znaczy to jednak wcale, że nie wyjdzie w nim już nic ciekawego. Dajcie znać w komentarzach cokolwiek by to nie było.  

Dead Space 3: Awakened

Przez dwa ostatnie tygodnie nieźle wsiąkłem w trzecie przygody Isaac’a Clarke’a i udało mi się je ukończyć aż trzykrotnie. W podstawce widziałem praktycznie wszystko, więc jedyne co mi zostało do zrobienia to sprawdzenie dodatku Awakened, którego akcja rozgrywa się zaraz po zakończeniu Dead Space 3.

Clarke i Carver są zdziwieni tym, że udało im się przeżyć wydarzenia z końca gry i zastanawiają się nawet nad tym czy przypadkiem nie mają jakichś pośmiertnych halucynacji? Prawda jest jednak taka, że ich działania wcale nie doprowadziły do tego, że nekromorfy całkowicie wyginęły, więc my jako gracz dalej musimy przedzierać się przez ich szeregi.

Dodatek do Dead Space 3 nie należy do najdłuższych, bo składa się z raptem trzech rozdziałów i niestety dla tych, którzy nie mieli z nim do czynienia, jest prawdziwym zakończeniem trójki, które celowo zostało wycięte z podstawowej wersji gry i sprzedawane oddzielnie.

Chciałbym napisać, że jestem pod jego wielkim wrażeniem, ale kłamałbym Wam w żywe oczy. Miejscówki, które w nim zobaczymy są wzięte z podstawki i tak w zasadzie niczym się nie różnią od tych oryginalnych. W jednym miejscu natrafimy na zamieć, w której nic nie widać. Gdzieś w rogu jakiegoś pomieszczenia lub na stole spotkamy oszalałego żołnierza mówiącego coś o głodzie, z którym nie da się porozumieć w żaden sposób itp.

Nie otrzymujemy żadnej nowej broni. Podobnie jest z przeciwnikami, którzy są niemal identyczni jak ci z podstawowej wersji gry, nawet jeśli trafimy na ich nowy rodzaj.

Wszystko to idealnie wpisuje się w to, co napisałem już wcześniej o Dead Space 3.

Jedyne za co mógłbym pochwalić ten dodatek to tryb Pure Survival, który różni się tym od gruy w normalnym trybie, że przeciwnicy nie zostawiają w nim apteczek i amunicji. Musimy sami je stworzyć z dostępnych zasobów, niejednokrotnie pozbawiając się możliwości polepszenia statystyk broni lub pancerza, choć na całe szczęście można tu wykorzystać system zapisu gry na naszą korzyść. Jeśli na początku Awakened nie skorzystamy z exploita polegającego na skasowaniu łatki do Dead Space 3 to nie możemy używać w nim Devil’s Horn, a więc najlepszej broni w grze, która zdobywamy po przejściu trybu klasycznego. Bez niego czeka nas ciężka walka o przeżycie. Startujemy ze zwykłą piłą plazmową i dodatkową bronią, bez dodatkowej amunicji i apteczek, więc już pierwsi przeciwnicy zrobią z nas miazgę. Jeśli jednak zbierzemy trochę surowców i zapiszemy stan gry to będziemy bogatsi o te surowce. Wystarczy powtarzać ten proces dotąd aż nazbieramy ich odpowiednią ilość i możemy zacząć rozgrywkę w dodatku z całą masą zapasowej amunicji, bronią wyposażoną w mody zwiększające zadawane obrażenia i dodatkowe pociski w magazynku oraz niezwykle istotne zestawy pierwszej pomocy. Bez tego nie wyobrażam sobie przejścia Awakened i absolutnie nie dziwię się, że gracze stosują trik z rogami, żeby ułatwić sobie życie. Co ciekawe, nawet tutaj możemy zakupić surowce za prawdziwe pieniądze, co najlepiej pokazuje, że nawet w dodatku do Dead Space 3 położono duży nacisk na mikrotransakcje, kompletnie zapominając o odpowiednim zbalansowaniu poziomu trudności produkcji.    

To jest już chyba moje definitywne pożegnanie z Dead Space. Wydawcy z Electronic Arts zadbali o to, żeby na obecnej generacji nie powstały kontynuacje tej znakomitej serii kosmicznych survival horrorów, więc jeśli nie zaopatrzę się w celowniczek zatytułowany Dead Space: Extraction to nie spotkam się już raczej nigdy więcej z unitologami i nekromorfami.

Final Fantasy V

Final Fantasy V to klasyczna odsłona jrpgowej serii Squaresoftu. Debiutowała na SNESie dwadzieścia siedem lat temu a później została przeniesiona na PSone, gdzie doczekała się m.in. nowego intra, z których słynęli wtedy Kwadratowi. Fabuła koncentruje się wokół magicznych kryształów i Wojownikach Światła, gdyż właśnie tak w pierwszych odsłonach Final Fantasy nazywani byli bohaterowie.

FFV reprezentuje gatunek jrpgów turowych oparty o system Active Team Battle. Jest to taki system turowy, w którym mamy ruch postacią gdy napełni jej się pasek czynności. Możemy wtedy zaatakować, użyć czaru lub innej zdolności oraz ewentualnie przedmiotu.

To jakich zdolności możemy używać zależy od przypisanej pracy (klasy postaci) konkretnemu bohaterowi. Z początku mamy do dyspozycji tylko podstawowe jak wojownik, biały i czarny mag lub złodziej, ale w miarę postępów fabularnych mamy kontakt z magicznymi odpryskami wspomnianych wcześniej kryształów, co daje nam dostęp do nowych prac takich jak niebieski mag, używający zdolności napotkanych potworów, geomanta, czerpiący siłę z aktualnie odwiedzanego obszaru, przywoływacz lub trener, zajmujący się tresurą potworów.

W pierwszym Final Fantasy też mieliśmy klasy postaci, ale były one niezmienne przez całą grę po naszym wyborze na początku. W Final Fantasy III doszły kolejne prace, które mogliśmy zmieniać wedle własnych potrzeb. Każda z nich miała też jakąs charakteryzującą ją zdolność. Natomiast w Final Fantasy V oba te pomysły zostały jeszcze bardziej poszerzone, gdyż razem z punktami doświadczenia otrzymujemy także punkty przeznaczone do rozwoju konkretnej klasy postaci a im wyższy nasz poziom w danej klasie, tym lepiej. O ile taki wojownik charakteryzuje się na początku dużą ilością punktów zdrowia i silnymi atakami fizycznymi, tak później dostępne są dla niego konkretne zdolności klasowe i możemy przykładowo przyjmować ataki za naszych słabych towarzyszy, z przyjmowaniem za nich ataków, które zakończyłby się dla nich śmiercią włącznie.

Możemy się śmiać z tego, że nie ma absolutnie żadnego sensu grania w niemal trzydziestoletnią grę, ale są to podstawy systemowe, z których do dziś korzystają takie serie jak choćby Persona, tylko, że w Personach musimy rozwijać więzi z członkami drużyny, aby przyjmować razy za poszczególne postaci.

W Piątkę grałem już kilka lat temu i spędziłem z nią nawet koło dziesięciu godzin. Robiłem to jednak w czasie, gdy nie miałem fazy na Final Fantasy. Teraz, po skończeniu wątku głównego w Final Fantasy XI wróciła mi chęć na kolejne odsłony tego cyklu, więc może spędzę z nią trochę więcej czasu w ten weekend? Starsze odsłony tej serii mają po prostu w sobie to coś, za co zawsze je uwielbiałem i nie mogłem się od nich oderwać. Wystarczy, że zobaczę Cida, chocobo, latający statek lub nowe czary w sklepie i gram aż zobaczę litery końcowe. Jak będzie teraz czas dopiero pokaże. 

To tyle na ten weekend. Na więcej już raczej nie starczy mi czasu. Do następnego razu.

squaresofter
4 października 2019 - 18:55

Komentarze Czytelników

Dodaj swój komentarz
Wszystkie Komentarze
06.10.2019 10:09
Yuri Lowell
2
Yuri Lowell
24
Brave Vesperia

Witam.

Po ukończeniu Utawarerumono (PS Vita)
https://www.crossplay.pl/utawarerumono-chiriyuku-mono-e-no-komoriuta/
przepadłem w świecie Tales of Hearts R (PS Vita). Dużo humoru, ale po jakimś czasie zrobiło się w grze trochę poważniej. Dwa światy, w tym przypadku Organica i Minera, są dość typowe dla tej serii gier.

Miłego weekendu!

06.10.2019 14:39
kęsik
👍
odpowiedz
kęsik
95
Legend

Need for Speed Rivals, 32h. Coś chyba ta gra ma mnie dosyć, działa coraz gorzej im dłużej w nią gram. Najpierw działała spoko, potem zaczęły się pojawiać lagi, potem mapa miała problem z doczytywaniem, kilka razy wpadłem pod mapę, raz był jakiś dziwny problem z geometrią i krajobrazem w grze, następnego dnia punkty się przestały nabijać, a kolejnego dwa samochody miały problem z 6 biegiem... Dziwne. Milicja w tej grze jest z jednej strony spoko bo daje w kość ale czasami mam wrażenie że jest aż przegięta. Mam super samochód ulepszony na maksa ale niekiedy mam wrażenie że wystarczy go stuknąć 3 razy i po punktach które zarobiliśmy.

Kingdoms of Amalur - Reckoning, 81h. Już chyba jestem blisko końca, już się dobieram do wielkiej siedziby zła. Ale już zdecydowanie przeszła mi super ochota na granie. No już to monotonne niestety trochę. No spoko jest ta gra, systemy ok, lore bardzo fajny ale kurde jednak trochę brakuje tu głębi szczególnie jeżeli chodzi o zadania i fabułę.

GreedFall, 57,5h, skończone. Zdecydowanie najlepsza gra studia Spiders. To co najbardziej rzuca się w oczy to to ze gra wcale nie jest drewnem które tylko Polska doceni. Nie widać tego że gra miała dosyć niski budżet. Ogólnie jeżeli mamy to porównać do jakiejś innej gry to powiedziałbym że GreedFall stoi w rozkroku pomiędzy Dragon Age II a Inkwizycją. Mamy kilka oddzielonych od siebie stref ale bez fetch questów rodem z MMO. Questy to chyba najlepsza rzecz w grze, zdecydowanie postawiono tu na jakość a nie ilość i to widać. Zadania są wielowątkowe, złożone i rozbudowane, lepsze niż w Wiedźminie 3. Nawet jeżeli trzeba przy nich trochę pobiegać, to zadania są wciągające a dialogi są dobrze napisane. Świat i lore są bardzo interesujące, frakcje w grze są dobrze rozrysowane i zasadniczo różnią się od siebie. I w zasadzie obie główne frakcje są jakby trochę złe i tak naprawdę dosyć ciężko je polubić. Jedna to fanatycy religijni którzy siłą próbują nawrócić tubylców i przy okazji wszelkich heretyków wyeliminować a drudzy to naukowcy którzy nie zawahają się porywać i torturować ludzi w celach naukowych. No nie wygląda to dobrze. Muzyka jest bardzo dobra, z reguły w trakcie gry nie zwracam na nią jakiejś szczególnej uwagi ale tutaj do mnie docierała a to znaczy że było dobrze. System walki mniej drewniany niż w poprzednich grach studia ale jednocześnie niespecjalnie mi się podobał. Ni to Soulsy, ni to Wiedźmin, ni to Dragon Age. Chociaż do tego ostatniego chyba najbliżej szczególnie że mamy aktywną pauzę. Technicznie bez zarzutów. Dla mnie mocny kandydat do tytułu gry roku 2019.

AI: The Somnium Files, 2h. Nowa gra od człowieka który zepsuł zakończenie serii Zero Escape. Za długo jeszcze nie pograłem ale wygląda w miarę spoko, jak dla mnie bliżej tej grze do Danganronpy niż 999/VLR/ZTD. Jeszcze nie widziałem wszystkich segmentów gameplayowych które gra oferuje ale zaskoczył mnie fragment w których chodzimy w widoku TPP i klikamy po przedmiotach. No jakoś nie spodziewałem się czegoś takiego. Oprócz tego większość tego co widziałem to oglądanie planszy nieruchomo z oczu bohatera, klikanie gdzie się da i dialogi które są w zdecydowanej większości nagrane za co oczywiście plus. Chociaż główny bohater jest strasznie niekonsekwentnie nagrany bo nie wszystkie jego pytania są nagrane, ale jego kwestie już w trakcie dialogu albo w cutscence są.

post wyedytowany przez kęsik 2019-10-06 14:52:10
06.10.2019 16:36
SpecShadow
1
odpowiedz
SpecShadow
72
Silence of the LAMs

UnderRail z dodatkiem Expedition ukończone, dodatek zdecydowanie wart swojej ceny, teraz tylko rozgrzebuję swoją bibliotekę gier :]

Jak dotąd najdłużej spędziłem czas z STALKER Lost Alpha. Czuć że taki przerobiony Cień Czarnobyla, tylko gorszy. Grałem w lepsze mody. Gramatyka ssie po całości, momentami jak pijany Yoda. Ale i tak gram, z ciekawości. Tylko podkręciłem prędkość biegania bo latania z buta tu sporo, mapy duże a pojazdów niet, nawet jakby były to nie tknąłbym ich bo jazda po Zonie to jak po polu minowym - mutanty, anomalie, NPCe, kulejąca fizyka pojazdów po zderzeniu z czymkolwiek...

Pykam też mody do Dooma, głównie map packi. Kończę HellForge - człowiek dostaje kręćka chodząc po tych budowlach :]

post wyedytowany przez SpecShadow 2019-10-06 16:43:29
06.10.2019 16:58
solitary_sly
1
odpowiedz
solitary_sly
20
Chorąży

Cześć!

Wasteland 2 - jestem już w... no w sumie to nie mogę zdradzić gdzie;P Gra jest super pomimo bugów i wkurzającej kamery. Oto mój skład:

Solit - rozbrajanie bomb, snajper. Umiejętność zastraszania ludzi na poziomie 7/10. Rozwali łeb komara z 50 m.
Clint - rewolwerowiec. Spec od elektryki i handlu. Nosi granaty, bo jako jedynemu w drużynie wrzuciłem odpowiednią perkę do materiałów "rzucanych" i jako jedyny potrafi się nie wysadzić.
Nuoki - z pochodzenia Indianin. Umie oswajać zwierzęta (obecnie poziom 6/10). Karabiny szturmowe, pistolety maszynowe i broń sieczna/obuchowa to jego pasja. Zna się na traperstwie (oszczędza wodę na mapie, znajduje kapliczki umiejętności).
Snake - to jest pro über kozak w mojej drużynie. Specjalista od otwierania zamków, sejfów i strzelania różnym dziadostwem, od karabinów plazmowych aż po CKM-y. Również jemu powierzam cięższą broń typu LAW albo RPG. Rozwala syntki w drobny mak, kulom się nie kłania. Z racji ksywy wysyłam go na rekonesans przed walką. Wiem że zawsze wróci.

Postaci które zwerbowałem i które mam w drużynie:
Rose - pani medyk. Zna się na komputerach jak nikt (Haker na poziomie 10/10), dzięki czemu walki z robotami to dosłownie kilka minut (potrafi je przeprogramować na moją stronę). Poznałem ją w Agrocentrum, gdzie ratowaliśmy tamtejszych naukowców przed epidemią dzikich roślin.
Scotchmo - pijaczyna. Kradnie drużynie alkohol (poważnie), a gdy nie ma nic w ekwipunku potrafi podczas walki dostać delirium i zwyczajnie strzelać gdzie popadnie (!). Dlatego też wrzuciłem na niego karabin snajperski i trzymam raczej z tyłu. Już mu nie daję shotguna do rąk.
Ralphy - również Indianin. W sumie to nie bardzo wiem po co go trzymam bo to zdecydowanie najsłabsze ogniwo zespołu. Może jeszcze wyjdzie na ludzi, zobaczymy.

Co jeszcze mogę powiedzieć o Wasteland 2 - dla mnie tak powinna wyglądać gra postapo RPG. Wciągające zadania, dynamiczny system walki (pomimo zasady turowej), masa "znajdziek" i rzeczy do zrobienia przy jednoczesnym zachowaniu rozsądku w kreowaniu otwartego świata. Tutaj nie ma pustych hektarów do zwiedzania i podziwiania - jest wielka mapa podzielona na, powiedzmy, mniejsze etapy. Te są zawalone zadaniami, wrogami i duperelami do zbierania. I mi to pasuje. Wchodzę, rozwiązuję zadania na x sposobów (są misje gdzie wcale nie trzeba walczyć, wystarczy mieć dobrze rozwiniętą Charyzmę) i idę dalej. Na razie 8/10.

Pro Evolution Soccer 2 - kończę Master League "Cataluną" (odpowiednik FC Barcelona) w następującym składzie:
BR Westerveld - OB Puyol, Samuel, Leboef - DP Davids, Cellini - LP Vicente - ŚP Riquelme/Ronaldinho (w zależności od dyspozycji) - PP Figo - N Ibrahimovic, Ronaldo. Mam jeszcze w zanadrzu Zambrottę i Xaviego, a na atak dokupię Henry'ego, tylko na razie jestem goły.

Destiny - stworzyłem sobie nowego Huntera i... gram od nowa:) I na razie tyle.

07.10.2019 08:07
1
odpowiedz
4 odpowiedzi
JohnDoe666
4
Generał

Piąteczka te ten tytuł którym też muszę się zająć. Niestety moja kupka wstydu urosła do niebotycznych rozmiarów i sam nie wiem kiedy miałoby to nastąpić.
Moja lista dzisiaj trochę naciągana bo jeden z tytułów ukończyłem w poprzedni weekend, natomiast chciałem o nim napisać kilka słów więc mimo wszystko się pojawi.
- Metal Gear Solid 4 - No i to jest właśnie ta gra. Historię Solid Snaka zakończyłem w poprzedni piątek po nieco ponad 22h zabawy i utwierdziłem się w przekonaniu że grałem w jedną z najlepszych gier poprzedniej generacji. Świetnie wyreżyserowane cutscenki, satysfakcjonujący gameplay, kilka naprawdę niezłych bossfightów. Naprawdę świetne zwieńczenie losów jednej z najbardziej ikonicznych postaci w grach video. Jeśli ktoś ma dostęp do PS3, to zdecydowany "mustplay".
- Killzone 3 - Ten tytuł również ukończyłem, tym razem w ten weekend, tym samym mam już ukończone wszystkie 4 gry z tej serii. I muszę przyznać że "trójeczka" jest chyba moją ulubioną. Świetny shoter, daleki jestem od stwierdzenia że jest to tytuł który pobił Xboxowe Gearsy, jednak z opinią że jest to tytuł gorszy też bym się wstrzymał.
- Ni No Kuni Remastered - dobiłem do około 20 godzin i dopiero niedawno (w sensie jakie 2 godziny gameplayu temu) otworzyła się przedemną cała mapa ponieważ dostałem do dyspozycji statek. Od czasu do czasu lubię pobawić się w takim typowo baśniowym świecie. Myślę że przedemną jeszcze przynajmniej drugie tyle zabawy więc na podsumowania przyjdzie jeszcze czas.
- Final Fantasy X - w Finalu również przekroczyłem już magiczną granicę 20 godzin. Jeśli ktoś grał to mam małe pytanko bo nie chcę popełnić błedu który zmusi mnie potem do kilku godzin grindowania. Czy Kimahri jest do końca gry tak bezużyteczny czy jednak lepiej wrzucać go czasem do walki żeby łapał doświadczenie? Nie lubię go używać ale boję się że gdzieś pod koniec będzie miał jakąś obowiązkową walkę z której nie będzie mógł się wymigać a będzie zbyt mało rozwinięty żeby temu podołać.
- The Lost Odyssey - jako że z kupki gier "rozgrzebanych" zniknęły mi dwie które ukończyłem, uczciłem to dorzuceniem kolejnej "kobyły" na kilkadziesiąt godzin. To już ostatni jRPG który był w kolejce przed serią Tales of Xillia więc mam nadzieję najbliższym czasie rozpocząć pierwszą z tych gier. Co do samego LO to narazie ciężko cokowiek powiedzieć. Póki co wrażenie pozytywne, podoba mi się system walki i nawet polubiłem bohaterów, ale za mną około 2,5 godziny więc to za mało na jakiekolwiek wnioski. Czy tytuł przypadnie mi do gustu, czas pokaże.

07.10.2019 13:14
squaresofter
1
squaresofter
23
W co gracie w weekend?

gameplay.pl

Po co walczyć z bossami w MGS4? Przecież najlepsze w tej grze są sesje zdjęciowe ze ślicznotkami.
Też lubię Killzone'a, ale to w serii Gears of War można przejść kampanię w cztery osoby lub zawalczyć w trybie Hordy.
P.S. Kimahri ma obowiązkową walkę pod koniec FFX.

07.10.2019 13:30
JohnDoe666
4
Generał

Po co walczyć z bossami w MGS4? Przecież najlepsze w tej grze są sesje zdjęciowe ze ślicznotkami.
Czy najlepsze to nie wiem, ale trzeba przyznać że całkiem fajna opcja :).
P.S. Kimahri ma obowiązkową walkę pod koniec FFX.
No i tego się właśnie obawiałem, no nic trzeba go będzie używać w miarę możliwości i liczyć na to że z czasem będzie bardziej przydatny.

post wyedytowany przez JohnDoe666 2019-10-07 13:31:06
09.10.2019 21:30
Yuri Lowell
2
Yuri Lowell
24
Brave Vesperia

Lost Odyssey jest świetną grą. Przy drugiej czy trzeciej płycie tempo gry trochę spada ale pomimo tego historia Kaima jest warta poświęconego jej czasu. A Xillie po prostu nie mają sobie równych. ;)

10.10.2019 08:49
1
JohnDoe666
4
Generał

Faktycznie Lost Odyssey z każdą minutą wciąga mnie coraz bardziej. Przyznam że mam też takie skojarzenia ze starymi Finalami, które osobiście bardzo lubię. Ogólnie świetna gra.

07.10.2019 13:25
adam11$13
1
odpowiedz
adam11$13
74
Phantom Thief

U mnie bardzo skromnie.

Skończyłem na dniach najnowszą Zeldę: A Link's Awakening. Świetna gra aczkolwiek niezwykle kryptyczna i oldskulowa co sprawia, że naprawdę szacunek dla osoby, która ukończy ten tytuł bez zaglądania do poradnika.

Zacząłem też Final Fantasy VII jako jedno z życiowych zaległości. Skusiłem się na wersję na Switcha bo moim zdaniem jRPGi idealnie nadają się na tę konsolkę. Na razie jestem po pierwszej godzince więc nie podaję żadnych wrażeń.

Pograłem trochę w Forzę Horizon 4, ale był to mój ostatni raz.

Dodaj swój komentarz
Wszystkie Komentarze