Recenzja - Magi: Labyrinth of Magic #21-#27 - Froszti - 8 lipca 2020

Recenzja - Magi: Labyrinth of Magic #21-#27

Widowiskowa magia, niesamowite potyczki, walka o władzę, krwawa zemsta i pokaźna szczypta lekkiego humoru. Wszystko to wymieszane razem daje tytuł, który zapewnia zarówno masę emocji, jak i wyrazistej rozrywki. Oczywiście chodzi o Magi: The Labyrinth of Magic, które im bliżej jest końca, tym staje się genialniejsze.

Wielka walka w Magnostadt staje się już niemiłą historią, która powinna być nauczką dla wielu jej uczestników. Grupa przyjaciół (Aladyn, Alibaba i Morgina) powracają na jakiś czas do Sindrii, gdzie chwila odpoczynku przerywana jest dalszą chęcią doskonalenia swoich umiejętności. Zwiększanie swoich limitów na pewno będzie procentować w przyszłości, tym bardziej że wiele wyzwań jeszcze ich czeka. Życie mieszkańców poszczególnych państwa coraz mocniej uzależnione jest od rozwijającej się polityki danego mocarstwa. Przekonuje się o tym Alibaba, który powraca w swoje rodzinne strony, gdzie czego go podjęcie bardzo ważnej decyzji. Nad światem wisi naprawdę wielkie mroczne zagrożenie, które może doprowadzić do tragedii. W celu jego uniknięcia zwołane zostają światowe obrady największy mocarstw. To na nich Aladyn zdradza zebranym władcom swoją przeszłość oraz kreuje potencjalny niezbyt przyjemny, oraz przyszłości tego świata. Opowieść o utraconym świecie Alma Torran jest pewna zarówno dynamicznych scen, jak i momentów dających wiele do myślenia. Wyciągnięcie na światło dzienne wszelkich tajemnic Magich ma przekonać władców do pokoju i wspólnego budowania przyszłości. W naturze ludzkiej skrywa się jednak iskra rywalizacji i chęć dominacji, więc przed młodym Magim stoi naprawdę trudne zadanie, aby coś w tej kwestii zmienić. Każde mocarstwo w opowieści Aladyna widzi inny morał i inaczej postrzega potencjalną przyszłość. Jakby mało było problemów, to w jednym z państw dochodzi o krwawego przewrotu i przejęcia tronu, co jednoznacznie zmniejsza szansę na zawarcie pokoju. Szykuje się kolejna krwawa wojna, w której po przeciwnych stronach będą musieli stanąć przyjaciele, gotowi na naprawdę wielkie poświęcenie.

Już kilkukrotnie w swoich tekstach wspominałem, że tytuł ulegał wyrazistym przemianom. W przypadku recenzji owych tomików kolejny raz będę musiał się powtórzyć, gdyż właśnie tutaj owa metamorfoza widoczna jest najlepiej. Magi z samego początku wydawało się kolejnym prostym shonenem, który stawiać będzie na widowiskowość walk i sprośny humor. Wystarczyło tylko kilka części, aby autora pokazała miłośnikom mang, że ma na swój tytuł o wiele bardziej skomplikowany i ciekawy pomysł. Podstawą całego scenariusza cały czas była „rozrywkowa” treść, która skrywała coraz mocniejszą i mroczniejszą treść (dzięki której tytuł wyróżniał się na tle konkurencji). Każdy kolejny wydany rozdział stawał się jednak coraz poważniejszy, ewoluując stopniowo w naprawdę nietuzinkową pozycję. Punktem kulminacyjnym owej zmiany jest tomik 22 i rozpoczęcie wątku świata Alma Torran.

Brudna polityka, krwawe wojny, ciągła chęć dominacji, iluzoryczna i troszkę infantylna chęć stworzenia utopii będąc przy tym gotowym rzucić wyzwanie samemu Bogu. Do tego wszystkiego dochodzi czerpanie inspiracji zarówno z tekstów i kultury arabskiej, jak i judaistycznej. Luźny klimat i sprośny humor odeszły całkowicie na drugi plan (momentami całkowicie się zatracając), ustępując miejsca poważnej treści, która z pewnością powinna zaciekawić kogoś starszego niż przewidziane 16+. Czy jest to zmiana na lepsze? Magi od samego początku było genialnym tytułem (oczywiście ocena subiektywna), więc powyżej pewnego progu jakościowego nie może się już wznieść. Z perspektywy bardziej dojrzałego czytelnika mogę jednak napisać, że opisany wątek i forma, w jakiej zostaje to zaprezentowane, może zaciekawić pewne grono odbiorców, którzy do tej pory nie zwracali na tytuł większej uwagi. Istnieje niestety również druga strona medalu i osoby, które zachwycały się do tej pory lekkim, dynamicznym klimatem komiksu i oczekiwały od niego niewymagających rozrywki, nagle mogą stać się mniej nim zainteresowane.

Intrygujący scenariusz idzie tutaj w parze ze świetną oprawą graficzną, która podobnie jak historia musiała przejść kilka etapów swojego rozwoju. Prosta typowo shonenowa kreska stawała się coraz bardziej wyrazista i dynamiczna. Ostatnie recenzowane tomy dobitnie pokazują, że autorka potrafi kreślić piękne i szczegółowe kadry, na których dzieje się tak wie, że momentami trzeba się na nich dłużej zatrzymać, aby w pełni ogarnąć planszę.

Czy trzeba dodawać coś więcej, aby zachęcić fanów „fantasy” do sięgnięcia po ten tytuł? Raczej nie! Jeśli ktoś jeszcze tego nie zrobił, to czym prędzej powinien nadrobić wszelkie „magiczne” zaległości.

Magiczna manga, która z każdym kolejnym przeczytanym tomem zachwyca.

Radosław Frosztęga


Dziękuję za udostępnienie tytułu do recenzji wydawnictwu Waneko.

 


Froszti
8 lipca 2020 - 10:09
Komentarze Czytelników
Dodaj swój komentarz