Kultura zwycięża wszystko - K. Skuza - 25 czerwca 2012

Kultura zwycięża wszystko

Źródło: interfacelift.com

Naszła mnie w ubiegłą sobotę, wydaje mi się, ciekawa refleksja. Otóż byłem w centrum pewnego śląskiego miasta, od 20:00 do północy, na operetce wystawianej pod gołym niebem. Co ciekawe, nie tylko cały plac wypełniony był ludźmi, a także pobliskie chodniki i – na tę okazję zamknięte – ulice. Tysiące ludzi przyszło na długie przedstawienie w sobotni wieczór, kiedy rozgrywany był mecz Hiszpania – Francja. Zaskoczenie? Zdziwienie? Niekoniecznie. Ludzie potrzebują przeżywać katharsis. I tu zaczynają się moje niespójne przemyślenia. Jak to się ma do świata gier wideo? Czy one potrafią nam zaserwować przedstawienie najwyższych lotów? Oczyszczające, pokrzepiające, pouczające?

Wciąż nie potrafię odpowiedzieć sobie na to pytanie. Katharsis to nie są czcze przechwałki starożytnych, to uczucie naprawdę towarzyszy obcowaniu z kulturą wysoką. Przynajmniej ja tak czuję. Owszem, po patetycznym filmie akcji przeplatanym klasycznymi cytatami rodem z literatury pięknej i filozofii można się poczuć „lepszym”, czy „mądrzejszym”. Ale to uczucie krótkotrwałe, ponadto balansujące (zazwyczaj podobnie jak cały film) na pograniczu sztuki i kiczu. Z drugiej strony ten sam film może być legendarnym Matriksem, którego trudno w ogóle zakwalifikować i oceniać, bo choć sam kipi od męsko-drewnianego aktorstwa a’la Bruce „maderfaker” Willis, to mnogość nawiązań do (pop)kultury pozytywnie zaskakuje. Wydano nawet książki tłumaczące dialogi, symbolikę i nazewnictwo występujące w trylogii braci Wachowskich. Uwierzcie na słowo, że biały króliczek, dwie pigułki i Nabuchodonozor to tylko przedsmak wszystkich odniesień do historii, literatury i filozofii.

Trochę za daleko posunąłem się w moich przydługawych dywagacjach. Wracając więc do rzeczy… Gdy czytam wybrane dzieła/utwory Słowackiego, Byrona, Whitmana, Frosta, Goethego czuję niespotykaną nigdzie indziej przyjemność czerpaną z… właśnie czytania, i to powolnego, ze zrozumieniem. Bo nie da się przez takie pomniki literatury ot tak, po prostu – przelecieć wzrokiem. Tzn. można, ale wówczas ominie nas sporo unikalnej radości. I nawet Władca Pierścieni ani Świat Dysku Pratchetta nie potrafią mnie tak zająć i zachwycić swoim światem, fauną, florą, bohaterami i ich dialogami, jak teksty starożytnych i romantycznych poetów, filozofów, piewców. Nie piszę tak dlatego, że chcę się przechwalać, jaki to jestem mądry i oczytany, bo nie jestem. To, że studiuję filologię polską nie czyni ze mnie ani nauczyciela, ani poety, ani nawet dobrego blogera. Każdy może dobrze i pięknie pisać, tak samo każdy może czytać i chłonąć literaturę piękną i popularną. Nikt nie powiedział, że kryminały Larssona i bajki Rowling są gorsze od dramatów Szekspira i prawdziwie epickich (w końcu mogę użyć tego słowa w odpowiednim kontekście) poematów Homera (o ile Szekspir naprawdę napisał to co napisał, a Homer opowiedział to, co opowiedział, ale to nie miejsce na teorie spiskowe). Chcę po prostu przez ten tekst powiedzieć, że niektóre uczucia i refleksje potrafią pobudzić do życia we mnie tylko wybrane dzieła sztuki, z zakresu literatury, teatru, a nawet wspomnianej operetki (choć to przecież kwintesencja komedii, ale niegłupiej).

I nie potrafię oprzeć się wrażeniu, że rzadko filmy czy gry potrafią wzbudzać we mnie podobne stany. Może dlatego, że w porównaniu do literatury, to dopiero raczkujące odnogi sztuki. Te pierwsze liczą około 100 lat, drugie połowę mniej, dlatego chyba nie powinienem wymagać od nich tyle, co od sztuk liczących kilka tysięcy lat. A może przeciwnie? Współcześnie mamy tak wielkie możliwości w kreowaniu scenografii, w przedstawianiu historii, są i efekty specjalne, wizualizacje – za pomocą tych narzędzi możemy nabrać się na to, że przedstawienie jest częścią naszego życia. Mamy tak mądrych ludzi, którzy potrafią pisać wciągające scenariusze dla kilku sezonów tasiemcowych seriali, i wcale nie mam na myśli M jak Miłość, tylko te amerykańskie, które w ostatnich latach przeżywają istny renesans. Mam nieodparte wrażenie, że gry opowiadały ciekawsze historie kiedy nie miały do zaoferowania niczego lepszego w zamian. Tzn. gdy byłem brzdącem gry składały się z kilku kolorów, więc musiały mieć albo świetny, prosty, wciągający („easy to learn, hard to master”) gameplay, albo porywającą fabułę, rekompensującą braki w oprawie audiowizualnej. Dziś? Cóż, historie nawet w RPGach to wciąż bardziej opery mydlane czy sitkomy, niż dobre powieści. Coraz więcej w nich akcji, krwi, seksu, coraz mniej refleksji nad życiem, śmiercią, honorem, postępowaniem. Banalne? Ale ponadczasowe. I nie pamiętam czy kiedykolwiek, przy oglądaniu napisów końcowych w grze wideo, przeżyłem katharsis. Poczułem, że zrobiłem coś ważnego, wielkiego, że moje kilkugodzinne starania były warte odtworzenia historii w puzzlach, jaką rozłożyli dla mnie twórcy. A przede wszystkim, zwroty akcji, decyzje bohatera, oraz spektakularny (wystarczy, że emocjonalnie, nie musi być wizualnie) finał sprawiły, że poczułem litość i trwogę, że nauczyłem się czegoś na cudzych błędach, że zacząłem się zastanawiać, czy to wszystko ma jakiś sens i czy odegranie roli mojego herosa było koniecznością, opatrznością, przeznaczeniem, czy przypadkiem.

Było kilka chwil trudnych do opisania, przez to pamiętnych. Co ciekawe, nie mam na myśli RPGów ze świata D&D. Coś mną poruszyło przy finale pierwszego Portala (ludzie i AI), Beyond Good & Evil (nie tylko finał, całość, która prowadziła do Prawdy), trzeciego Gothika (czymże jest mały człowiek w wielkim świecie bóstw?), drugiego SW:KotORa (monologi i dialogi o miłości, honorze, polityce i pieniądzach). Nie były to doskonałe gry, nie były przeznaczone dla każdego. Ale miały w sobie to „coś”, czego brakuje mi niemal w każdej produkcji. Wciąż nie potrafię tego opisać, ani tym bardziej rozłożyć na czynniki pierwsze. To przyjemność (choć może jej towarzyszyć także strach, współczucie, smutek, a nie tylko pozytywne emocje), która płynie z przeżywania tego, co odbieram, widzę, słyszę, odczytuję, wyobrażam sobie. To także zdziwienie, zaskoczenie i podziw, które biorą się z pietyzmu, doskonałości dopracowania dzieła. Najdrobniejsze słowo, najprecyzyjniej ważone, każdy kolor, tło, sceneria, wzrok postaci, mina i westchnienia – wszystko jest ważne, wszak diabeł tkwi w szczegółach.

Trochę ten wpis nietypowy, trochę koncepcja i wykonanie rozjechały się w toku pisania. Mam nadzieję, że wybaczycie mi ten słowotok, ale wciąż nie mogę się nadziwić takim zjawiskom i wciąż nie mogę sobie przypomnieć, czy i jakie gry potrafią wzbudzać we mnie podobne uczucia i refleksje. A jak Wy myślicie? Czujecie podobnie? Znacie takie gry, które Was „oczyściły”? Będę wdzięczny za każdą wskazówkę, chętnie udam się w kolejną, niezapomnianą, wyjątkową podróż. Np. do Planescape: Torment, który wciąż czeka na półce.

PS Nie, to nie jest elaborat mówiący o tym, czy gry są dziełami sztuki. Bo np. Słoneczniki Van Gogha wzbudzają we mnie tylko politowanie. To luźne przemyślania, które próbują skonfrontować literaturę, teatr i operę z grami wideo, oraz wycisnąć z nich więcej soku niż nastrojowy klimat w Limbo, czy wzruszające historie Braid i To The Moon.

PPS Oczywiście musiałem o czymś zapomnieć, czyli o opisaniu podobnych przeżyć towarzyszących m.in. koncertom w filharmonii, czy choćby przesłuchaniu niektórych utworów Billiego Joela, czy zespołu Sigur Ros.

K. Skuza
25 czerwca 2012 - 11:41

Komentarze Czytelników

Dodaj swój komentarz
Wszystkie Komentarze
26.06.2012 09:20
K_Skuza
odpowiedz
K_Skuza
10
Pretorianin

@Kamoq - Wiedziałem, że będę miał z tym problem. ;) Chodzi właśnie o taki nieopisany stan, który rzadko występuje w naszym życiu, a powinien jak najczęściej. Który poucza, mobilizuje, straszy, rozczula - wywołuje przeróżne emocje, ale finalnie zawsze oczyszcza umysł/duszę (jak ktoś nie wierzy, niech to drugie skreśli ;)).

26.06.2012 10:50
👍
odpowiedz
zanonimizowany773449
60
Konsul

Zrozumiałem o co chodzi po Twoim komentarzu jednak jeśli ktoś poprosił by mnie o wytłumaczenie tego to miałbym problem, dlatego to Ty piszesz na gameplay'u teksty nie ja :D

PS. Coś mało osób wypowiada się w tym temacie. Szkoda.

26.06.2012 11:03
K_Skuza
odpowiedz
K_Skuza
10
Pretorianin

@Kamoq - Chciałem napisać coś fajnego, innego, głębszego, i chyba, cholera, nie wyszło. ;d Ale skoro rozumiesz mój bełkot to spokojnie możesz pisać na gameplay'u - notabene instrukcje jak to robić znajdziesz na stronie głównej GP. :) Szkoda, że tak mało komentarzy. Za ochrzan bym się nie obraził, przynajmniej bym wiedział, co i gdzie źle zrobiłem/napisałem. BTW Przypomniała mi się podobna "akcja" na moim blogu: http://gameplay.pl/news.asp?ID=67580 miało być inaczej niż zwykle i... zdechło, prawie nikt tego nie przeczytał. ;p

26.06.2012 13:53
😊
odpowiedz
zanonimizowany773449
60
Konsul

Ja przeczytałem tamten wpis. Jednak jak to zwykle bywa w moim przypadku nie komentuje, ponieważ jestem leniwy :P Tutaj coś mną ruszyło i za to należą się Tobie brawa.

26.06.2012 13:59
odpowiedz
Lukxxx
178
Generał

Metal Gear Solid w szczególności 3 i 4.

26.06.2012 14:03
K_Skuza
odpowiedz
K_Skuza
10
Pretorianin

@Kamoq - Dzięki! :D Ale luźno, nie ma przecież przymusu ani czytania, ani komentowania. Na szczęście! :)
@Lukxxx - Ponieważ nie mam żadnej konsoli spod znaku "PS", zastanawiam się nad MGS HD na Xboksa, żeby doświadczyć właśnie tego, o czym piszesz, o czym pisze wielu innych internautów. Niestety znajdę tam tylko część całej historii MGS. :\

26.06.2012 14:23
odpowiedz
zanonimizowany773449
60
Konsul

Akurat Twoje teksty się bardzo przyjemnie czyta.

Mam taką tapetę na kompie :D

26.06.2012 14:34
ppaatt1
odpowiedz
ppaatt1
95
Obieżyświat

Świetny artykuł! Dobrze się czyta, a na dodatek porusza bardzo ciekawy temat. Ten magiczny element o którym wspominasz nazwałbym poetycko "kawałkiem duszy". Twórcy robią różne rzeczy (książki, filmy, muzykę, gry, obrazy itd.) głównie z dwóch powodów. Pierwszym są pieniądze. Takich najwięcej w każdej dziedzinie. Chyba nie trzeba tłumaczyć czym się charakteryzują produkcje ludzi motywowanych tylko i wyłącznie kasą. Drugim powodem jest chęć przekazania czegoś więcej. Nie zawsze w kwestii czysto moralizatorskiej, ale również w bardziej surrealistycznej (podświadomej) np. pod powłoką oprawy artystycznej, która pozornie i świadomie nie ma znaczenia. Wkładanie w coś cząstki siebie, cząstki duszy.

Nie powiedziałbym, że filmy są na tym samym poziomie co gry. Widać, że obce Ci kino bardziej ambitne. (którego o dziwo coraz więcej w ogólnie pojętym mainstreamie). Sam potrafię metodą pierwszych skojarzeń wytrzaskać z kilkanaście głębszych filmów, które mnie poruszyły w jakiś sposób. Niestety o grach tego powiedzieć nie mogę. Oczywiście istnieją gry "z duszą", ale to w ciąż ułamek całego rynku. Przede wszystkim gry komputerowe są drogie w produkcji (w odróżnieniu od filmów, które może dzisiaj tworzyć każdy) i niestety gry ambitne - będące zawsze daniem dla tej mniejszej części społeczeństwa - z tego powodu są nieopłacalne. Widać co prawda pewne dobre kroki w grach indie, ale nie ukrywajmy to jeszcze nie jest dzieło pełne. Na szczęście na przestrzeni kilkunastu ostatnich lat widać parę ambitniejszych mainstreamowych produkcji, które zaraz postaram się wymienić. To są gry przede wszystkim działające na dwóch płaszczyznach: gameplayowej (czyt. rozrywkowej) oraz fabularno-artystyczno(-filzoficznej czasem również). Doskonałym przykładem jest właśnie wspomniany przez Ciebie film Matrix. Jego konstrukcyjne odpowiedniki właśnie znajdziemy w branży gier wideo. Według mnie można to jeszcze bardziej uściślić. Każdy twór kultury może działać na nas na trzy sposoby: duchowy/emocjonalny (w grach np. oprawa wizualna, muzyka), umysłowy (fabuła pozwalająca zadawać samemu sobie bardziej egzystencjalne/głębsze pytania) oraz rozrywkowy (gameplay, zabawa).

Wspomniałem, że wymienię parę tytułów. Oto i one:
Mafia 1 - Czysto fabularnie nie jest super głębokim dziełem. Zwykła filmowa historia gangsterska. Gdyby to był film nikt by raczej nie wynosił jej do rangi sztuki wyższej. Niemniej pozwala przeżyć growe katharsis na samym końcu. Jesteśmy sobie w stanie zdać wiele pytań odnośnie moralności, stylu życia oraz światka kryminalnego.

Max Payne 1, 2, 3 - Podobnie jak w przypadku Mafii. Mamy do czynienia z typowo filmową fabułą. Ponownie dużo pytań nt. stylu życia, miłości, uzależnień. Choć wciąż nie nazwałbym tej gry sztuką wyższą.

Silent Hill 1, 2 - W mojej opinii SH to już jest growa sztuka wyższa. Fabularnie jest tutaj parę poziomów poznania. Powierzchniowo - zwykła historyjka o stworkach, duchach itd. Głębiej - filozoficzno-psychologiczna podróż wgłąb ludzkiej psychiki. Nie ma jednak co się dziwić. Wystarczy popatrzeć czym twórcy się inspirowali. Sztuka (surrealizm szczególnie), filmy, literatura. Szkoda, że trzecia część jak i wszystkie kolejne to tylko marna namiastka tego czym rzeczywiście SH był. Wyprano tę grę z klimatu jak i głębokości zostawiając rozrywkowego przeciętnego straszaka. Pierdolona komercja.

BioShock - Nie jestem jakimś wielkim fanem tej gry, ale muszę uznać, że świat przedstawiony jest czymś głębszym. Koncepcja wyjątkowo socjologiczno-filozoficzna. A i parę fajnych pytań stawia.

Gry Quantic Dreams (Fahrenheit i Heavy Rain) - Klimat i stawianie pytań balansujące gdzieś pomiędzy sztuką wyższą i rozrywką. Fahrenheit z początku bardzo ładnie wchodził w tematykę duchowo-egzystencjalną. Liczyłem na głęboką opowieść. Niestety wszystko zostało wprowadzone w paranormalny kicz. Niestety...

Na chwilę obecną niestety muszę kończyć. Jeśli później przypomnę sobie o jakichś perełkach niewątpliwie wspomnę jeszcze. :)

26.06.2012 22:05
lynx44
odpowiedz
lynx44
36
Chorąży

Dodałbym jeszcze do tego Gemini Rue

27.06.2012 09:22
K_Skuza
odpowiedz
K_Skuza
10
Pretorianin

@Kamoq - Danke. :) Ta stronka z tapetami jest dobra!
@ppaatt1 - Nie powiedziałem, że gry i filmy są na tym samym poziomie. I nie, nie jest mi obce kino ambitne, które właśnie często jest, jak to mówią śmieszni hipsterzy, mainstreamowe. "Wszystko za życie", "Choć goni nas czas", "Lot nad kukułczym gniazdem", "Forrest Gump" - faktycznie łatwiej wymienić filmy "z duszą" niż gry, ale to też może dlatego, że to mimo wszystko inny rodzaj rozrywki. W kinie/domu możemy wsiąknąć cali w film, nie ruszamy się, oddychamy tylko, łapiemy wszystkimi zmysłami to, co serwują nam twórcy. A gry, choć mamy na nie ogromny wpływ (na rozgrywkę), to wciąż wymagają od nas naciskania przycisków, skupienia, refleksu, czytania napisów, rozglądania się, etc. Obie formy rozrywki są absorbujące, obie inne, żadna lepsza ani gorsza, po prostu. :)
Dla Silent Hill 2 zastanawiam się nad kupnem wersji HD, mimo że skopanej. Właśnie dla tego przeżycia. Tu nie chodzi o potworki i mgłę, tylko jak powiedziałeś, o psychikę, myślenie, życie człowieka. To historie z drugim, głębszym dnem, a może nawet i trzecim?
W ogóle dzięki za komentarz, cieszę się, że miło się czytało i że to jednak nie było pustosłowie, tylko ten tekst potrafił poruszyć w-kimś-coś. :) Pamiętam jak kiedyś pewien poczytny, domorosły filozof-poeta żegnał się ze swoimi czytelnikami w necie. Na końcu napisał: "pamiętajcie, macie jeszcze duszę!". I dopóki nie będziemy o tym zapominać, tak długo będą powstawać dzieła sztuki nie tylko na płótnie i papierze, ale także w kinematografii i świecie gier wideo. Amen!
@lynx44 - Niestety nie znam, ale dzięki za wskazówkę, na pewno kiedyś sprawdzę. W ogóle wydaje mi się, że przygodówki mają często ambitne dialogi i opowiadają ciekawe, "oczyszczające" historie. Dlatego cudnie, że wciąż powstają, że wychodzą ich specjalne wersje na tablety, etc. :)

27.06.2012 10:15
Flyby
😊
odpowiedz
Flyby
190
Outsider

Bardzo dobry tekst. Staranna, czysta stylistyka - dzięki której dywagacje tworzą czytelny "obraz tematyczny" ;)
Mnie przyciągnął tytuł "Kultura zwycięża wszystko" ;) Gdyby go można było dosłownie potraktować ..ach, byłoby wspaniale.
W końcówce artykułu natomiast, znowu pewna wypowiedź zmusiła mnie do refleksji - "Bo np. słoneczniki Van Gogha wzbudzają we mnie tylko politowanie".
Stawiam pytanie - dlaczego politowanie?!

27.06.2012 10:26
K_Skuza
odpowiedz
K_Skuza
10
Pretorianin

@Flyby - Dziękuję! :) Ze "Słonecznikami" trochę przesadziłem, ale to prawda, że nie przepadam za nimi, nie podobają mi się, nie uważam, że są warte milionów. Wiem, że był prekursorem takiego malarstwa (postimpresjonizm + olej, olej i jeszcze raz olej ;)), ale inne jego obrazy (np. "Pole pszenicy z krukami", "Most Langlois w Arles z piorącymi kobietami", "Taras kawiarni w nocy") bardziej mi się podobają. "Słoneczniki" natomiast są bardziej martwe niż jakkolwiek martwa może być martwa natura. :D Oczywiście, doceniam tego pana, po prostu dla mnie "Słoneczniki" są przereklamowane. ;)
Choć tytuł mi się podoba (nie, nie jestem narcyzem), to żeby był prawdziwy, musiałbym jednak zmienić "kulturę" na "miłość". Kultura niech pozostanie na drugim miejscu czystego człowieczeństwa. :)

27.06.2012 10:52
Flyby
odpowiedz
Flyby
190
Outsider

K_Skuza .. Akurat nie chodziło mi o to że Van Gogh wielkim malarzem był ;) Jednak w odpowiedzi poruszyłeś aspekt który obnaża "słabości kultury" - powielanie bez końca skądinąd wybitnego obrazu (słoneczniki w każdym domu ;)) sprowadza je do rangi "jelenia na rykowisku" ;) W tym miejscu dochodzimy do sedna sprawy czyli do odbiorcy wszelakich "dóbr kulturalnych". Gry, to niby "novum" na tym rynku (jarmarku ?)) kulturalnym (kulturowym ?) lecz są przecież wtórne jeżeli chodzi o wartości owego "katharsis" o którym piszesz. Tak w konstruowaniu fabuły jak i obrazu.
Mają natomiast jeden ogromny plus - pozwalają w procesie stawania się fabuły i obrazu, graczowi uczestniczyć swoją osobowością.
Czasami jest to uczestnictwo niemal "mechaniczne" - doskonale to oddaje system "osiągnięć", czasami (jak w Twoim przypadku i mam nadzieję że nie tylko w Twoim ;)) gra budzi lub (mocniej) wymusza emocje i refleksje. Te pozytywne, twórcze i ..te negatywne ;) Dlatego zauważyłeś potrzebę użycia słowa "miłość". To dobrze. ;)

27.06.2012 11:05
K_Skuza
odpowiedz
K_Skuza
10
Pretorianin

@Flyby - Rozumiem. :) Tak, to fakt, że w każdej dziedzinie sztuki ludzie bezkrytycznie podają sobie pałeczki opatrzone napisem "xxx [wstaw nazwisko artysty] wielkim człowiekiem był". Nie wątpię, ale to, że nie przepadam za "Panem Tadeuszem" nie znaczy, że Mickiewicza (za to i inne dzieła) nie doceniam, na przykład. Tak samo Van Gogha. :) Z jednej strony gry pozwalają doskonale wczuć się w skórę wykreowanego i prowadzonego przez fabułę bohatera, a z drugiej wciąż musimy coś naciskać, obracać, klikać, wybierać, sprzedawać, zaglądać do ekwipunku, itp. Z drugiej strony "hełmy 3D", Kinect i inne wynalazki nie sprawiają (jeszcze), że przenikamy do świata gier wideo głębiej. Ale cieszę się, że Mądre Głowy wciąż o tym myślą i opracowują ciekawe wynalazki (ostatnio nawet sam John Carmack). Trzymam kciuki! Może niedługo nie będziemy mogli rozróżnić wirtualnej rzeczywistości od tej prawdziwej... ale czy to dobrze? Ale czy to nie temat na osobny wpis? :)
PS Bez miłości wciąż bylibyśmy małpami, albo jeszcze niżej na gałęzi ewolucji. ;)

27.06.2012 11:29
Flyby
😊
odpowiedz
Flyby
190
Outsider

Trzymam kciuki razem z Tobą, K_Skuza ;) Tak, "przenikanie się" światów - realnego i wirtualnego, to temat osobny.
Zauważę tylko że owo "przenikanie" na dobrą sprawę także istniało w kulturze ;) Cała literatura jest tego swoistym przykładem. Bez owej "wirtualnej wędrówki" nie byłoby takich książek jak choćby "W poszukiwaniu straconego czasu" Prousta ;)
Jeszcze (bo wspomniałeś o Kinect) - część takich wynalazków niemal nic nie wnosi do świata gier - są jak achivementy, usiłują w grach zaszczepić część naszych odruchów i reakcji w realu, z większym lub mniejszym powodzeniem. Są oczywiście potrzebne - to ich całość, kiedyś (być może) stworzy nową jakość.

27.06.2012 14:07
K_Skuza
odpowiedz
K_Skuza
10
Pretorianin

@Flyby - Oczywiście. Stąd mamy w literaturze opisy świata przedstawionego, w teatrze scenografie, w kinie efekty specjalne. Wszystko po to, byśmy "nabrali się" na nierealny świat, uwierzyli w niego i choć na chwilę, zamieszkali w nim. :) Kinect nie jest zły, tylko deweloperzy się go boją, albo jeszcze nie wiedzą jak dobrze wykorzystać. Zresztą jego następca, precyzyjniejszy, może coś w tym kierunku ruszyć. Pożyjemy, zobaczymy. Tak czy siak wciąż trzymamy kciuki za świeże, oryginalne pomysły, i sprzętu, i gier, a przede wszystkim upatrujemy w nich - duszy! :)

28.06.2012 20:36
odpowiedz
zanonimizowany224855
21
Centurion

Ciekawy tekst, przyjemnie się czytało.
Jeśli chodzi o moje doświadczenia z grami to wydaje mi się, że nigdy nie doświadczyłem przy żadnej z nich katharsis, przynajmniej w takim sensie, w jakim ja rozumiem to odczucie.
Za to było kilka gier, które wywołały u mnie na pewno duże emocje i mniejszą czy większą refleksję. Te które przychodzą mi na myśl od razu, zostały już wymienione, czy to w tekście, czy w komentarzach, więc nie będę powtarzał.

Za to zwróciłbym uwagę na zakończenia. Zazwyczaj to właśnie przy zakończeniach - gier, filmów, książek, mamy do czynienia z najsilniejszą dawką przekazu. Tylko, że o ile w literaturze i filmie zakończenia te są bardzo różne, o tyle w grach zazwyczaj wszystko kończy się happy endem. A zauważcie, że wymieniając dowolne dzieła, które nas poruszyły, wymieniamy głównie te, które wcale się tak różowo nie kończą. Myślę, że właśnie te wiecznie się powtarzające, szczęśliwe zakończenia sprawiają, że gry mniej poruszają graczy niż filmy czy książki. Bo każdy grając i tak wie, że w końcu ten świat uratuje albo pokona "złego". A tak już chyba działa ludzka psychika, że na nieszczęście reagujemy dużo bardziej.

Z kolei druga sprawa, że dużo bardziej pasuje chyba jednak porównywanie gier z filmami, niż z literaturą. Dlatego, że literatura daje naszej wyobraźni wolne pole do działania - łatwiej więc tutaj zadowolić czytelnika. Kiedy mamy opis jakiegoś miejsca to każdy wyobrazi go sobie tak, jak będzie mu odpowiadać. Za to w przypadku gdy twórcy mają oddać coś za pomocą sztuki wizualnej, narzucają wszystkim swoją wizję, która z kolei nie każdemu musi przypaść do gustu.
I jeszcze jedno - literatura wydaje mi się sztuką nadrzędną w stosunku do gier i filmów, które są w pewnym sensie jej ewolucją. Dlatego, że zarówno to wszystko co widzimy na ekranie, jak i słyszymy, zanim zostanie przeniesione na ekrany kin czy monitorów, jest zapisane, jest formą literacką. Zresztą nawet w jednym z komentarzy wyżej, trzy z czterech wymienionych filmów zostały nakręcone na podstawie książek. Przy czym jedna z tych książek z kolei, opiera się na prawdziwej historii. Hmm... skoro filmowcy tak chętnie czerpią z literatury, to może twórcy gier też powinni, zamiast opierać się na filmach lub tworzyć własne opowieści. CD-Projekt źle na tym nie wyszedł korzystając z "Wiedźmina". Metro 2033 też chyba najgorsze nie jest, choć jednak mamy tu przede wszystkim grę akcji. A gdyby tak jakieś wywierające większe emocje książki, przenieść w świat gier, nie pomijając tego co najważniejsze i nie skupiając się na samej akcji i rozrywce ale również na przekazie?

29.06.2012 10:11
K_Skuza
odpowiedz
K_Skuza
10
Pretorianin

@TNR - Bardzo ciekawy komentarz! Primo - faktycznie, to już wiedzieli średnio wykształceni ludzie w średniowieczu, że największe wrażenie, najbardziej zapadające w pamięci obrazy to te... tragiczne. Happy endy wzięły się chyba z USA i (jak wszystko inne stamtąd) nie przyniosły niczego dobrego. Raczej stereotyp typowego amerykańskiego lub a'la amerykańskiego kina. Czyli ostatecznie "wszyscy żyli długo i szczęśliwie", a wiedzieliśmy to już zasiadając do seansu. Oczywiście osobiście lubię, ba! Kocham szczęśliwe zakończenia, szczególnie tak prawdziwe, w życiu, ale potrzebujemy w grach większej ilości "krwi" w fabule. Nie latających przed ekranem flaków, ale takich zakończeń, które dają więcej do myślenia niż tylko: "jes! znów uratowałem świat, ok, to teraz następna giera". Bo choć to nieco wyświechtany motyw (szczególnie w dzisiejszych serialach, i amerykańskich, i telenowelach) - śmierć bohatera, jego upadek, wypadek, nieszczęście, to najsilniej oddziałujące środki. Poza tym dobrze jest czasem pokazać, że "ten dobry" źle skończył - przecież życie nie jest sprawiedliwe, więc po co mamy się okłamywać grami? ;)
Secundo - też uważam, że literatura to medium. OK, może przed nią byli jeszcze mówcy, ale tak czy siak - to dzięki niej powstają wszystkie historie, które odkrywamy siedząc przez TV, monitorem, w kinie. To umiejętne ważenie słowa, porcjowanie dialogów, opisów sytuacji, tła, dźwięków, świateł - to wszystko sprawia, że toniemy w opowieści, która przecież jest fikcją, a tak dobrze wychodzi jej udawanie, czy kreowanie rzeczywistości. Co do korzystania z literatury w grach - także jak najbardziej się zgadzam. Władca Pierścieni też źle na tym nie wyszedł, bo nie czarujmy się - to nie jest wzruszająca, wielowątkowa, skomplikowana historia. To epicka, a jakże, opowieść o wyprawie, poświęceniu, przyjaźni, honorze, polityce, etc. Z fantastyki można wycisnąć jeszcze więcej soków, choć nie zawsze się to udaje (patrz: Sapkowski i jego "Żmija"). Może np. "Solaris"? :)
I nie bójmy się przygodówek - sporo książek nadaje się na takie połączenie filmu i gry, coś jak najnowsze produkcje Telltale. Dialogi, wybory (nie tylko moralne), trochę akcji a'la QTE i odrobina ekwipunku. Lub coś na wzór To The Moon - naprawdę nie liczy się zaawansowana oprawa audiowizualna i skomplikowana mechanika gry. Im prościej przedstawimy genialną historię, tym mniej będziemy się rozpraszać pierdołami. ;)

29.06.2012 15:35
odpowiedz
zanonimizowany224855
21
Centurion

Racja - przygodówki są dobrym sposobem na przedstawienie ciekawych i angażujących historii z jednoczesnym zapewnieniem rozrywki, jak na grę przystało. Ważne tylko, żeby poszły w dobrą stronę, bo z jednej strony jako te najlepsze, wzorcowe przygodówki, podaje się klasyki typu Monkey Island, Syberia, czy The Longest Journey albo Myst. Z drugiej strony, przy tego typu produkcjach często zapominamy o historii, poirytowani nieraz faktem, że przez godzinę trzeba szukać rozwiązania zagadki, albo klikać bezmyślnie gdzie się da, wypróbowując każdy jeden przedmiot na wszystkim co nas otacza, dlatego że zacięliśmy się i nie wiemy jak ruszyć dalej.

W produkcje Telltale jeszcze nie grałem, chociaż Sam & Max: Sezon 1. czeka na półce na swoją kolej. Za to Quantic Dreams, gdyby dorzuciło do swoich gier 'coś więcej' to mielibyśmy gry idealne. W Fahrenheicie nie ma niepotrzebnych przestojów, które odrywają nas od historii. Cały czas coś się dzieje i brniemy do przodu. Już samo rozwiązanie kwestii dialogów, gdzie mamy kilka sekund na wybranie opcji dialogowej, zamiast nieograniczonego czasu i pełnych zdań jakie chcemy wypowiedzieć jest moim zdaniem dobrym posunięciem. Choć przy ważniejszych decyzjach w grze tego czasu powinno być odpowiednio więcej. Czegoś w tej grze jednak brakowało - może większej swobody, czy tego ekwipunku albo kilku momentów, gdzie sami mielibyśmy coś zrobić, a nie za pomocą QTE, i byłoby naprawdę świetnie.

29.06.2012 15:47
K_Skuza
odpowiedz
K_Skuza
10
Pretorianin

@TNR - Prawda, QTE powinny w przygodówkach występować rzadziej lub w ogóle. Z drugiej strony, w takim np. Jurassic Parku na iPada nie klikamy kolejnych, odpowiednich przycisków, tylko np. energicznie przesuwamy palcem po ekranie, gdy chcemy się obrócić (i sprawdzić, czy jakiś gad nas nie goni), albo równie dynamicznie miziamy palcem po tablecie, żeby złapać się gałęzi lub półki skalnej, gdy spadamy z wysokości. Może brzmi i z boku wygląda to śmiesznie, ale daje dość satysfakcjonujące poczucie uczestniczenia "po drugiej stronie lustra" w zabawie. Tak samo jak niby głupie, niby proste wibracje w padach - bardzo fajnie podkręcają adrenalinę, gdy atakują nas zombiaki w The Walking Dead. Enjoy little things! :) Warto zwracać uwagę na szczegóły (jako gracze) i je dopieszczać (vide deweloperzy).
Ograniczony czas na wybór odpowiedniej opcji dialogowej to świetny pomysł. A w sytuacjach kluczowych chyba jeszcze lepszy, niż przy byle pogaduchach, bo wtedy będziemy się zastanawiać, podobnie jak bohaterowie, czy dobrze postąpiliśmy i "co by było gdyby"? Ale póki co gdybam, bo w Fahrenheita jeszcze nie grałem. :)
Co do klasycznych przygodówek - też się z Tobą zgadzam. Fajne historie, świetne poczucie humoru, ale... cholera, ciężko odróżnić najważniejsze przedmioty i trudno wpaść na to, jak i co ze sobą połączyć (i po co?).
Sam & Max jest bardzo sympatyczny, ale to bardziej gra do pośmiania się, niż wczucia w sytuację i bohaterów. Co oczywiście nie jest dziwne, bo to tacy właśnie zawadiacy. ;)

Dodaj swój komentarz
Wszystkie Komentarze