Za co kochamy gry cRPG? - Buja - 2 sierpnia 2013

Za co kochamy gry cRPG?

Komputerowe role-playing games to mój ulubiony rodzaj gier i spędzam z nimi zdecydowanie najwięcej czasu. Obecnie ratuję przed potężnym smokiem krainę Granys w grze Dragon’s Dogma: Dark Arisen i wciągnąłem się do tego stopnia, że wcale nie chce mi się pisać tego tekstu. Najchętniej włączyłbym teraz Xboksa i nie wychodził z domu przez kilka dni, byle tylko wciąż rozwijać mojego awatara ku potędze i skończyć DD:DA w stu procentach. Oprócz najnowszego cRPGa Capcomu na dysku mojego laptopa czeka nieskończony jeszcze Torchlight, a dzięki letniej wyprzedaży na Steamie moja kolekcja wzbogaciła się o Titan Quest i Knights of the Old Republic II, którym postanowiłem dać drugą szansę. Wisienką na torcie jest Half-Minute Hero: Super Mega Neo Climax Ultimate Boy doskonale parodiujący klasykę gatunku. Ten tytuł odstawiam jednak do czasu, gdy wyposażę się w bezprzewodowy adapter pozwalający podłączyć pada od x360 do komputera. Tak czy siak czekają mnie wakacje z grami fabularnymi i wiecie co? Ja je po prostu uwielbiam i kocham absolutną miłością, a wszystkie inne gatunki mogłyby dla mnie nie istnieć.

Jestem przekonany o tym, że w mojej miłości nie jestem odosobniony, o czym świadczy popularność rolplejów wśród moich znajomych. Każdy z moich rówieśników zaczynał od izometrycznego Fallouta i Baldur’s Gate’a, a dziś świetnie bawi się przy Skyrimie. Nieliczni pamiętają jeszcze dungeon crawlery, które miały niemały wpływ na kształt dzisiejszych tytułów i dały początki takim seriom jak The Elder Scrolls czy Might and Magic (notabene której najnowsza część ukaże się w listopadzie tego roku). Bez cRPGów część współczesnych gier na pewno wyglądałaby inaczej, bo developerzy bardzo chętnie wprowadzają do swoich tytułów elementy, które po raz pierwszy pojawiały się w grach fabularnych. Nie dziwi więc rozwój postaci w „zwykłym” shooterze czy choćby zadania poboczne w różnych grach akcji. Kopiuje się tylko elementy dobre i stąd wzięło się moje przekonanie niejako o wyższości rolplejów nad innymi grami. Jest też w nich coś, co trzyma mnie ciągle przy klawiaturze lub na kanapie, z padem w ręku, czego brakuje krótkim, intensywnym i szybkim grom. Wśród Was z pewnością znajdzie się wielu fanów biegania z mieczem po lochach, a niektórzy pewnie lubią bardziej i znają ten gatunek lepiej niż ja. Stąd też liczba mnoga podmiotu domyślnego w tytule wpisu. Liczę na to, że w wielu kwestiach się ze mną zgodzicie.

Jedną z klisz (to ostatnio bardzo popularne słowo) komputerowych RPGów są historie, które opierają się na prostym schemacie „od zera do bohatera”. Wygląda to tak, że z wieśniaka uganiającego się za szczurami przepoczwarzamy się w potężną postać zdolną uwolnić świat od armii nieumarłych, demona z zaświatów lub gildii nekromantów. A najlepiej od wszystkiego na raz. Nie jest to oczywiście zasada, bo było już sporo tytułów, które wyłamywały się z tego schematu. Ja jednak lubię nawet te proste historie, bo fabuła gier z rycerzami i smokami niejednokrotnie niesie w sobie duży ładunek epickości. Dzięki temu czuję się jakbym we własnej osobie uczestniczył w dobrze napisanej opowieści fantasy. Dodatkowo możliwość kreacji własnego bohatera wpływa dość mocno na moje utożsamianie się z nim, co jeszcze bardziej nakręca ten efekt. Chociaż postaci kierowane przez gracza w cRPGach często są bardziej bezpłciowe niż protagoniści w innych grach, to gracze na swojej drodze w większości z nich spotykają multum postaci niezależnych. Rolpleje drużynowe nie są już tak popularne jak kiedyś, ale jeśli dobrze sięgnąć pamięcią, to NPC z Baldur’s Gate byli napisani lepiej niż niektórzy główni bohaterowie dzisiejszych tytułów AAA.

Uwielbiam gry, w których nasz bohater (z drużyną lub bez) znajduje się w otwartym świecie i może bez ograniczeń pójść tam, gdzie mu się podoba. Jeżeli zapuszczę się za bardzo w las, dostanę w dupę od wielkiego cyklopa i wiem, że nie dam mu rady przez najbliższe kilkanaście godziny rozgrywki. W prostej korytarzowej grze jestem skazany na prowadzanie mnie po sznurku zgodnie z krzywą trudności, bo wiem, że w dobrze zbalansowanej produkcji twórcy będą mi podsuwać coraz trudniejsze zmagania. W otwartym świecie RPG łatwo o poczucie zagrożenia, bo jeśli trafisz nie tam gdzie powinieneś, to zginiesz lub ledwo ujdziesz z życiem. Kiedy już zabijam cyklopa, czuję satysfakcję widząc drogę pokonaną przez mojego awatara. Dobry system rozwoju postaci jest tym, co niedźwiadki lubią najbardziej. Oczekiwanie na kolejny poziom doświadczenia, planowanie ścieżki rozwoju przez wybieranie odpowiednich perków i skilli, dopasowanie umiejętności bohatera do swojego indywidualnego stylu gry. Takie rzeczy tylko w cRPG!

Inną osobliwością gier fabularnych jest to, na czym spędzam w nich połowę czasu. Czarodziejskie miecze, magiczne zbroje i niezwykle rzadkie przedmioty niemal spędzają mi sen z powiek. Chęć zdobycia jak najlepszego gearu jest jednym z motorów napędowych rolplejowców. Przy czym zdecydowanie bardziej wolę model klasyczny, w którym żeby zdobyć halabardę +10 muszę wyrżnąć wszystkie monstra, które osiedliły się w opuszczonej kopalni, a potem nie dać się zabić liszowi i z jego zwłok wyciągnąć klucz do skrzyni, która znajduje się na najniższym poziomie. Jak już dostaniemy nowego magicznego drągala, to okazuje się, że owszem, może i zadaje więcej obrażeń, ale za to obniża obronę bohatera o kilka punktów. Zaczyna się kombinowanie. Kowal w mieście miał na sprzedaż fajny pierścień, który zwiększa zdolności defensywne. Aktualnie noszony przez naszego ociekającego testosteronem barbarzyńcę element biżuterii oddamy innemu członkowi drużyny, bo ten ma jeszcze wolne miejsce na palcu. 

Gdy zdobędziemy kolejny nowy element uzbrojenia, znowu zacznie się kombinowanie i liczenie statystyk. Uwielbiam to! Okej, ale pisałem o klasycznym podejściu – jakie mamy alternatywy? Przede wszystkim systemy losowych dropów znane z produkcji hack’n’slash. Dwudziestokrotne ubicie jakiegoś mini-bossa, żeby zdobyć hełm brakujący do zestawu Ognistego Lodołamacza to coś, co sprawia, że zaniżana jest wartość jaką nadajemy tym przedmiotom. Nie postrzegamy ich jako nagrody albo odkrytej dzięki „lizaniu ścian” niespodzianki, tylko raczej jako zapłatę za czas zmarnowany na dwudziestu walkach. Poza tym gry h’n’s mają do siebie to, że nowe itemy lecą jak z rękawa i zmiany ekwipunku robimy co pięć minut, dekoncentrując się na samej rozgrywce. W końcu jest jeszcze jedno rozwiązanie. Twórcy, którzy skupiają się bardziej na opowiadaniu historii niż na systemie rozgrywki często bagatelizują funkcję ekwipunku. Efektem tego jest to, że nasz oręż będziemy zmieniać trzy, może cztery razy w ciągu całej gry. Podsumowując: jestem chomikiem i poświęcam dużo czasu na zabawę z ekwipunkiem, ale nie satysfakcjonuje mnie grindowanie w celu zdobycia odrobinę lepszych przedmiotów.

Dzięki otwartym światom i braku prowadzenia za rękę cRPGi są po prostu trudne. A ja, co staram się podkreślać przy każdej możliwej okazji, bardzo lubię trudne gry. Z Dark Souls bawiłem się setnie i z wywieszonym jęzorem oczekuję na kolejną część. Dragon’s Dogma też potrafi być trudna, ale powoli dochodzę już do momentu, w którym nic nie może mi zagrozić. I czuję się z tym świetnie. Bycie największym wymiataczem w królestwie daje dużą satysfakcję. Nie daje jej przejście najnowszego Call of Duty na veteranie, w którym wystarczy nauczyć się na pamięć miejsc, z których wyskakują oskryptowani żołnierze. Z drugiej strony bieganie z mieczem na plecach i księgą czarów pod pachą sprawia, że znowu czuję się jak dziecko, w którego rękach drewniany patyk zamienia się w czarodziejski kostur. Ratowanie królestwa, baśniowe stwory i potężne czary są urzeczywistnieniem moich dziecięcych fantazji. Dzięki, RPG. Stanowicie archipelag wspaniałych przygód w szarym świecie codzienności.

Buja
2 sierpnia 2013 - 20:28
Dodaj swój komentarz
Wszystkie Komentarze
01.08.2013 22:19
Munchhausen
26
Centurion

cRPG to mój ulubiony gatunek - uwielbiam w nim szczególnie:
1) wpływ na otaczający mnie świat. Czuję dumę, gdy chłopak sprzedający na rogu gazety, krzyczy o moich dokonaniach albo gdy słyszę o nich w radio,
2) kapitalnie napisanych towarzyszy i NPC,
3) podejmowanie trudnych decyzji i podziwianie ich konsekwencji (akurat skończyłem Alpha Protocol).

Jedyną wadą jest w sumie zbyt częste ratowanie świata - serio, prawie zawsze wszystko się do tego ostatecznie sprowadza.

02.08.2013 12:32
odpowiedz
keeeper
27
Chorąży

Nic dodac nic ująć, wszystko wypisane jak na dłoni, dobry tekst - zgadzam sie w 100%. Moze wspomnialbym jeszcze o modach, ktore potrafia rozgrywke wywrocic do gory nogami, ale to w sumie wielu gatunków dotyczy.

Przyjrzyjmy się zagadnieniu z drugiej strony - za co crpgów nie lubimy?

Punkt 1 - zabugowanie, rolplaye sa na to narażone o wiele bardziej niz inne gry.

Punkt 2 - praktycznie zawsze bohater jest masowym mordercą i malo ktora gra pozwala na jej przejscie w pacyfistyczny sposob (z pamieci wymienie tylko Planescape i pierwsze 2 Fallouty, gdzie naprawde nie trzeba zarzynac wszystko jak leci dla XPków). A chcialoby sie moc wiele gier przejsc po cichu/przegadac przeciwnika czy liczac na farta uciekać i patrzeć jak przeciwnicy pechowo sami giną (genialny trait Jinx z Fallouta 2!).

02.08.2013 13:27
EspenLund
odpowiedz
EspenLund
118
Legend

O fajna miejscówka (jaskinia/opuszczony dom/świątynia sithów/katakumby/lochy/las), poszukam, może jakiś fajny item znajde. 2 godziny później: wow, ale zajebisty eliksir! Jest taki fajny że aż nie użyje go do końca gry! :D

02.08.2013 13:30
xanat0s
😊
odpowiedz
xanat0s
195
Wind of Change

wow, ale zajebisty eliksir! Jest taki fajny że aż nie użyje go do końca gry! :D

U mnie to normalka, znajdę coś dobrego-jednorazowego to trzymam, trzymam i trzymam (bo potem na pewno będzie trudniej, potem bardziej się przyda...), a tu nagle koniec gry :) W WoW kiedyś złapałem się na tym, że eliksir szybkiego pływania trzymałem ponad rok w ekwipunku...

02.08.2013 14:06
EspenLund
😃
odpowiedz
EspenLund
118
Legend

Zapomniałem dodać: i dziesiątki skrzyń/pojemników/trupów

02.08.2013 21:06
Mellygion
odpowiedz
Mellygion
109
Generał

Lubię swobodę i świadomość że tam gdzie wzrok mój padnie mogę się udać nie będąc ograniczonym przez niewidzialne ściany czy ramy sztywnego scenariusza. Uwielbiam odkrywać sekrety i "wtykać nos" w każdy zakamarek. Radują mnie gry bez ograniczeń i ułatwień, bez wielkich wykrzykników nad głowami npc czy z mapą bardziej szczegółową niż ta z mokrych snów deweloperów 'google maps'.
Swoboda, przygoda, hemoglobina, taka sytuacja.

02.08.2013 22:01
dami3
odpowiedz
dami3
63
Konsul

Świetnie napisany tekst ! W pełni sie zgadzam :)

02.08.2013 22:31
Mastyl
odpowiedz
Mastyl
161
Za godzinę pod Jubilatem

Tak, popieram, i mam podobnie.

W zasadzie to jest także mój tekst. ;)

02.08.2013 22:44
Predi2222
odpowiedz
Predi2222
101
CROCHAX velox

Cóż tu więcej powiedzieć ... jak już wszystko zostało napisane .

Tylko to ratowanie świata przed ogromnym niebezpieczeństwem już mi się przejadło .Cz6y to nie może się trochę ograniczyć,albo już pominąć to ogromne zło ,chociażby jak w Gothicku 3 ?

03.08.2013 10:36
JaspeR90k
😜
odpowiedz
JaspeR90k
58
ONE MAN ARMY

Bardzo dobry, konkretny i treściwy tekst do którego dorzucił bym jeszcze od siebie możliwość zapoczątkowana i późniejszego rozwijania różnych stosunków (przyjaźń, miłość) z członkami swojej drużyny oraz podejmowanie decyzji które mają realny wpływ na przebieg historii fabularnej przedstawionej w grze. Dla mnie gatunek gier cRPG to absolutny numer jeden.

03.08.2013 14:20
odpowiedz
Adams Famili
36
Chorąży

O tak, tak. Całkowita swoboda w eksplorowaniu gry i teoretycznie nieograniczony świat to podstawa. Przy czym dla mnie najważniejsza jest indywidualność i możliwość grania/przejścia gry bez konieczności tworzenia drużyny (np Gothic).

03.08.2013 18:43
odpowiedz
zanonimizowany579358
105
Senator

Za co kochamy gry cRPG?
Za fantastyczny klimat. Za spory świat i wolność w jego zwiedzaniu. Za wolność wyborów. Za interakcję z postaciami i ze światem. Za wszystko.
Nie bez powodu erpegi nazywa się symulatorami życia. Możemy zostać kim tylko chcemy. Możemy dokonywać wyborów, które dokonalibyśmy kiedy stanęlibyśmy przed takim wyborem w prawdziwym życiu. Albo wręcz przeciwnie, postępować wbrew sobie.
Postać może nas przypominać zarówno z wyglądu, jak i z posiadanych umiejętności (oczywiście w dużym uproszczeniu ;P Jak ktoś jest pakerem - inwestuje w siłę, ktoś kujonem - w inteligencję ;D)
Jeśli się zastanowić to ja też praktycznie cały czas ogrywam jakieś eprpegi. W Gothiki (1 i 2 oraz NK) grałem praktycznie przez 8 lat przechodząc je minimum jeden raz w ciągu roku; Wiedźminy, Riseny przeszedłem po dwa razy; ukończyłem Obka, Morrowinda, Two Worldsa, KotORa... Aktualnie gram w Gothica 3 i Fallouta 3, a przede mną takie gry jak Deus Ex, Saga Icewind Dale i Baldur's Gate, Drakensagi, Two Worlds II, Skyrim, Planescape: Torment, Wiedźmin 3 :D. Więc praktycznie erpegi cały czas są ze mną.

03.08.2013 18:55
graczo1818
😃
odpowiedz
graczo1818
58
Uciekinier

Prawda cRPG rządzi biore się za fallouta i wsiąkne na kolejne kilkadziesiąt godzin oby ;d

04.08.2013 02:29
Marcines18
odpowiedz
Marcines18
59
Senator

crpg to najlepszy gatunek:)

Dodaj swój komentarz
Wszystkie Komentarze