Są gry z których warto wycisnąć 100%. - Qualltin - 8 października 2013

Są gry, z których warto wycisnąć 100%.

Dobrych gier jest niewiele. Nie wiem, czy wina leży po stronie producentów, gdyż tworzą tytuły coraz to mniej ambitne (a przynajmniej to można zarzucać większym zespołom developerskim), czy jednak jest to mój niepasujący do żadnego innego zespół upodobań, które ciężko wypełnić w stu procentach. Niemniej jednak gdy już do dobrego tytułu się dobiorę, mam w zwyczaju przechodzić go dwa razy. Krótko, ale przy tym dość sensownie, przedstawię swój punkt widzenia w tej kwestii.

Skąd taki pomysł? Prawdę mówiąc nawet nie zauważałem tego u siebie wcześniej. Robiłem to, ale wydawało mi się to wpisane w moją grową naturę. Ot, po prostu podchodziłem do czegoś po raz drugi i ponownie zapadałem się w danym tytule. Dotarło to do mnie dopiero, gdy jeszcze raz usiadłem do GTA V. Grę ukończyłem, a w sumie to jej główną fabułę, bodajże w ciągu trzech dni od daty premiery. Godzin przegranych wyszło mi w sumie 28 do 30. Tyle czasu zajęło mi pokonanie przygód wszystkich trzech bohaterów oraz mniejszej części dostępnych dla nich zadań pobocznych. Jeśli jakieś zadanie dodatkowe znajdowało się na trasie mojej podróży, padało moim łupem. Wyjątkiem były zadania paparazzi, które swoją głupotą przyciągnęły mnie jeszcze bardziej i gotów byłem na drugi koniec Los Santos przejechać aby tylko dowiedzieć się kogo tym razem mam przyłapać na igraszkach w ogrodzie. Ze wspomnianych 28-30 godzin odliczyć też należy 2, a może nawet 3 godziny bezsensownej zabawy, zwiedzania i korzystania z uroków miasta. Mowa tutaj o customizacji pojazdów, rozjeżdżaniu pospólstwa i zabawach z policją. Można by więc przyjąć, że fabuła zajęła mi około 23 do 25 godzin. Są to tylko szacunkowe wartości, ale robią wrażenie swoją wielkością.

Przejdę jednak do sedna całego tematu. Okazuje się, że mój mózg zakodował sobie, że do tego chce podejść jeszcze raz. Znam już przecież każdą z misji i wiem, że nie dam się już zaskoczyć tak, jak za pierwszym razem, ale wtedy jeszcze nie świadom całego „syndromu”, dokonałem podejścia do gry po raz drugi. Przegrałem może dwie godziny i dopiero dotarło do mnie, że robię tak z każdą lepszą grą. Po 2 godzinach byłem też w stanie rozwiązać zagadkę „po co?”. Przez 2 godziny skupiłem się na grze w golfa, tenisa, obejrzenie „filmu”  w kinie, wizycie u fryzjera, spotkaniu paru nieznajomych dziwaków w mieście i dokładnej analizy okolicy. Tak też działo się choćby w Skyrim, czy nawet w tytułach z serii S.T.A.L.K.E.R. Każde z kolejnych podejść opierało się na smakowaniu każdego, najmniejszego nawet fragmentu gry w taki sposób, aby pewnym być, iż nie zostawiam za sobą już nic z czym można by wejść w interakcję nawet w technicznym znaczeniu. Żadne miejsce, żadna misja poboczna, żaden pojazd czy żadna broń nie mogą pozostać mi obce. Wszystkiego muszę spróbować.

Całość mojego zachowania swój początek bierze w tym, że dobra gra dla mnie to przede wszystkim gra rozbudowana, z otwartym światem i możliwościami decyzyjnymi w kwestii postępów i dalszych ruchów. W wymienionych wyżej tytułach każdy z tych aspektów jest ich nierozłączną cechą i nie potrafię sobie wyobrazić, że w serii S.T.A.L.K.E.R. jakakolwiek część mogłaby być liniową strzelaniną na miarę Call of Duty. Pierwsze podejście to fascynacja tytułem jako ogółem dzieła. Dobierając się do GTA V chciałem tylko poznawać dalsze losy naszej trójki bohaterów i dotrzeć wreszcie do samego końca historii. Pomijałem przy tym mniejsze bądź większe aspekty gry, które też potrafią wciągnąć, m.in. właśnie golf, który okazał się zupełnie ciekawą mini grą wbudowaną w świetny tytuł. Drugie i każde następne podejście jest szansą na to, że wypróbuję wszystkiego. Jestem powolniejszy, a co za tym idzie – także dokładniejszy, skupiam swoją uwagę na tym, co jest dokoła mojej postaci, a nie tylko na niej samej. Pozwalam się przyciągać przez pomniejsze robótki poznając przy tym ciekawsze historie. To jak drugie tchnienie każdej gry. Fakt, iż znam już cały wątek główny sprawia, że nie kieruje mną łapczywa rządza ukończenia go. To z kolei daje szansę reszcie. Coś w tym jest, że mój organizm gotów jest jeszcze raz poświęcić ponad 30 godzin (w przypadku GTA V) na historię, którą już zna, aby tylko dotrzeć do pozostałości rozrzuconych gdzieś na drodze fabuły.

Macie podobnie?

Jeśli interesuje Cię moja pozostała działalność, możesz odwiedzić mnie na facebooku [klik] oraz sprawdzić, jakie właśnie syfiaste filmiki wrzucam na youtube [klik]!

Qualltin
8 października 2013 - 19:54

Masz w zwyczaju podchodzić do gier więcej niż jeden raz?

Tak 40,7 %

Nie, ale z małymi wyjątkami 55,9 %

Definitywnie nie 3,4 %