Tuomas Holopainen - Music Inspired by the Life and Times of Scrooge - Recenzje(31). - Bartek Pacuła - 18 czerwca 2014

Tuomas Holopainen - Music Inspired by the Life and Times of Scrooge - Recenzje(31).

Życie i czasy Sknerusa McKwacza to dla niektórych komiks klasyczny. To (arcy)dzieło Dona Rosy wielu ludziom towarzyszyło podczas dzieciństwa, współkształtując ich oraz stanowiąc koherentną i integralną część człowieka. Ja sam mógłbym się pod tym podpisać – i to bez żadnego zawahania. Dlatego gdy podczas podróży po Media Markcie dosłownie wpadłem na płytę, która nosiła tytuł Music Inspired by the Life and Times of Scrooge, a na jej okładce można było podziwiać tytułowego Sknerusa długo się nie zastanawiałem i od razu sięgnąłem po to wydawnictwo – i to w dwudyskowej digipackowej edycji specjalnej. Na papierze wszystko w tamtym momencie wyglądało bardzo obiecująco: od tematyki muzyki (w końcu chodzi o Życie i czasy Sknerusa McKwacza!), przez autora tego dzieła (Tuomas Holopainen – multiinstrumentalista oraz założyciel fińskiego zespołu Nightwish), a na wytwórni (Nuclear Blast) kończąc. A jak to wszystko wypadło w praktyce?

Sknerus miał życie bogate, bujne, niebezpieczne, pełne przygód – słowem: epickie. I to przez duże „E”. Rozmach jego działań był przepotężny, a w jego „CV” można wyczytać posiadanie kosmicznie dużego majątku w żywej gotówce, zażyłe kontakty z głowami mocarstw (w tym USA),  podróże po całym świecie, oczyszczenie najbrudniejszej rzeki świata, zniszczenie – zupełnie samemu – statku będącego kasynem itp. itd. Siadając do Music Inspired by the Life and Times of Scrooge oczekiwałem muzyki, która dobrze odzwierciedli tę postać i jej perypetie. Liczyłem, że będzie podniośle, pompatycznie, z powerem i potęgą. Niestety grubo i przykro się przeliczyłem. I to na wielu frontach. Zacznijmy od tego, że album ten naprawdę trudno sklasyfikować po gatunku muzycznym. Zwykle pomocna i uczynna Wikipedia w tym wypadku niewiele ułatwia. Czytając o tym krążku można się dowiedzieć, że reprezentuje on takie gatunki jak „ścieżka dźwiękowa”, „muzyka klasyczna” oraz „muzyka folkowa”. Trochę w tym prawdy jest, ale prócz tego do głosu dochodzi kilka innych nurtów, a nad całością wisi brzmienie „w stylu Nightwish”. Pierwsze minuty albumu są szalenie obiecujące – folkowe motywy, Sknerus opowiadający o swoim życiu, a potem rzeczywiście próby osiągnięcia epickości, na którą ten fikcyjny multibilioner zasługuje. Niestety z każdym kolejnym kawałkiem robi się nudniej – Holopainen zdaje się nie wiedzieć do końca w którą stronę powinien pójść ze swoją muzyką, dlatego próbuje zrobić wiele rzeczy na jednym krążku, w efekcie psując prawie każdą. Niech nikt mnie nie zrozumie źle – eklektyzm jest rzeczą jak najbardziej pożądaną i godną pochwały. Musi to być jednak dobrze przemyślane i zrobione z głową. Tymczasem na tym krążku dostajemy trochę folku, trochę akustycznego grania, trochę motywów typowych dla OST, a trochę czegoś jeszcze. Przez to słuchanie tej płyty jest trochę męczące, szczególnie że (prawie) żaden z tych gatunków nie został szczególnie dobrze zrealizowany.

Na Music Inspired by the Life and Times of Scrooge można znaleźć kawałki instrumentalne, utwory chóralne, a także piosenki. Zdecydowanie najlepiej w tym zestawieniu wypadają rzeczy z użyciem chóru, gdzie rzeczywiście zaczyna czasami się robić podniośle i fajnie. Jednak przez cały czas odsłuchu płyty nie mogłem pozbyć się wrażenia, że kolejne utwory są do siebie bliźniaczo podobne. Wydaje mi się, że tu właśnie tkwi jedna z największych wad tego wydawnictwa - jedna piosenka przypomina następną, kolejny utwór brzmi dokładnie tak samo jak poprzedni. Żadna z nich nie jest też bardzo porywająca czy wybijająca się szczególnie ponad przeciętną. Oczywiście są wyjątki od tej reguły (Glasgow 1877 czy zdecydowanie najlepsze na całej płycie Cold Heart of the Klondike), ale w większości wypadków jest po prostu miałko, nudno i bez polotu. Niby jest silenie się na podniosłość, ale wypada to bardzo sztucznie i nie do końca nawet Tuomasowi wychodzi. Jednak zdecydowanie największą zbrodnią tej płyty i czymś co de facto kładzie ją już na samym początku jest paskudny sposób jej nagrania. Z jakiegoś niewiadomego mi powodu ktoś (inżynier dźwięku, Tuomas?) podjął decyzję, by dźwięk na tej płycie był szalenie jasny, z podbarwioną górą dominującą pozostałe pasma, z największą szkodą dla niskich tonów. Chociaż jasne granie ma swoich zagorzałych fanów, to nawet oni powinni kręcić nosem na brzmienie Music Inspired by the Life and Times of Scrooge. Jest ono przewiercające, nieprzyjemne, jazgoczące. Trudno jest osiągnąć pożądaną epickość w sytuacji, w której w ogóle nie słychać niskich (bębny, perkusja, kotły – gdzie to się podziało???) oraz średnich tonów (a na tym najbardziej z kolei tracą wokale i chóry). Chociaż leżącego się nie kopię, to na końcu dodam, że w wypadku dźwięku na tej płycie nie można również mówić o żadnej scenie dźwiękowej, trójwymiarowości itd. – tego po prostu nie ma.

Są jednak rzeczy, które na pochwałę zasługują. Po pierwsze dwie-trzy kompozycje są naprawdę przyjemne i da się ich posłuchać kilka razy. Po drugie warto docenić pomysł Tuomasa Holopainena i odważną decyzję, by go zrealizować. Komiks Dona Rosy, jak już wspomniałem, jest już dziełem klasycznym i bez wątpienia stanięcie z takim dziedzictwem twarzą w twarz nie mogło być łatwe. Na sam koniec muszę także pochwalić, jak zwykle w wypadku albumów od Nuclear Blast,  sposób wydania tego dzieła. Można je nabyć w kilku edycjach: jako zwykły jewel-box, digibockową edycję specjalną wzbogaconą o ładne ilustracje oraz dodatkowy dysk z wersjami instrumentalnymi utworów z oryginalnej płyty, a także pięknie prezentujący się podwójny winyl z fenomenalnie wyglądającą okładką.

Music Inspired by the Life and Times of Scrooge niestety zawodzi. Przede wszystkim koszmarnie jasnym nagraniem psującym odbiór muzyki, ale także nieszczególnie porywającą muzyką. Szkoda, tym bardziej, że jak mówi sam Tuomas na pomysł, by nagrać tego typu płytę wpadł prawie 15 lat temu. Niestety wyniki tej pracy nie są szczególnie zachwycające, a jedynym naprawdę dobrym powodem, by kupić to wydawnictwo jest naprawdę świetna okładka autorstwa mistrza Rosy.Nawet tej okładce zawartość muzyczna nie dorasta do pięt. 

PS. Na oficjalnej stronie Nuclear Blast można także nabyć ten album w wersji digipackowej wzbogaconej o fantastyczną grafikę do oprawienia i powieszenia na ścianie, a także wersję LP, która różni się kolorem czarnych (w tym wypadku niebieskich) płyt.

Fanpage na FB Music to the People

Poprzednie recenzje płyt:

Led Zeppelin – remastery Led Zeppelin I, II oraz III

Led Zeppelin – Celebration Day

Michael Jackson – Xscape

 

Bartek Pacuła
18 czerwca 2014 - 10:45

Komentarze Czytelników

Dodaj swój komentarz
Wszystkie Komentarze
20.06.2014 20:35
Amazing_Maurice
Amazing_Maurice
86
Pretorianin

Ciekaw byłem jak zrecenzujesz ten album. Natknąłem się na album dzięki fejsbukowym wrzutom znajomych (to był Cold Heart of Klondike). Ja przyznam, że pierwsze przesłuchanie było dla mnie całkiem mile spędzonym czasem. Za drugim razem zauważyłem, że momentami jest nużąco. Niemniej jednak album wydaje się być przyjemnym tłem do codziennych czynności. Gdyby tylko nie to nagranie, jest zdecydowanie tak jak mówisz: zbyt jasno i krystalicznie.

21.06.2014 10:32
odpowiedz
darth16
24
Pretorianin

Haha, cóż - u mnie sytuacja wyglądała inaczej. Ja po pierwszym odsłuchu byłem gotowy zmiażdżyć ten krążek. I to totalnie. Jakbym stosował skalę punktową, to 3/10 poszłoby na 100%. Dopiero po następnych odsłuchach załapałem trochę o co chodzi w tym albumie, skupiłem się także zdecydowanie bardziej na jakości nagrania, przez co odkryłem to co odkryłem i z czym się zgadzasz :)

22.06.2014 17:48
Amazing_Maurice
odpowiedz
Amazing_Maurice
86
Pretorianin

Dałem płycie jeszcze jedną szansę. Więcej uwagi, więcej czasu. Bardzo mi się podoba, nawet barwa nagrania gdzieś ulatuje. Może jest to przyzwyczajenie do płyty, a może po prostu, tak jak Ty, bardziej zacząłem zauważać co się dzieje na płycie. Mi osobiście twór ten jako soundtrack do komiksu jak najbardziej pasuje :)

22.06.2014 22:17
odpowiedz
darth16
24
Pretorianin

Ja też jeszcze powróciłem i to nagranie mnie dobija. Tak złego dawno nie słyszałem. Muzyka rzeczywiście może zacząć wchodzić, ale barwa przekreśla sensowność słuchania tego krążka.