Niekwestionowane wady Spotify czyli czemu ten streamer zabija muzykę. - Bartek Pacuła - 3 lipca 2014

Niekwestionowane wady Spotify, czyli czemu ten streamer zabija muzykę.

Wczoraj, zanim poszedłem spać, z jakiegoś powodu wszedłem na Gameplay’a, żeby sprawdzić czy nie ma tam nowych tekstów. Otóż był – i to taki, który tematem mnie zainteresował. Temat artykułu? Niekwestionowane zalety Spotify. Piras, bo to on jest autorem, przedstawia w nim plus Spotify i patrzy na niego bardzo przychylnym okiem. Zabawna sprawa, bo dla mnie Spotify to coś, co wyrządziło być może największe szkody dla przemysłu muzycznego (oraz kulturze słuchania muzyki) w całej historii. Jako, że z muzyką i dźwiękiem związałem się nie tylko hobbystycznie, ale i zawodowo uznałem, że muszę napisać ten artykuł, odpowiedź na tekst Pirasa, by przedstawić inną, znacznie gorszą stronę tego tworu zwanego Spotify. Ale nie zapominajmy, że Gameplay jest częścią GOL-a, a więc portalu dla graczy. Dlatego też będę starał się czynić różne analogie między muzyką a grami – tak, żeby każdy gracz tutaj (a jest ich znakomita większość) wiedział, co czuję, gdy ktoś mówi, że Spotify jest genialny itd.

Zawsze, w każdej dyskusji o Spotify (ale nie tylko, bo w sumie to w każdej o prawie wszystkich streamerach) podaję trzy główne, największe wady tego „urządzenia”, które dla mnie zupełnie to dyskwalifikują. Są to: kosmicznie słaba jakość dźwięku, zarżnięcie sfery sprzedaży płyt oraz coś, co (póki co) nazwę działaniem w stylu najgorszego anarcho-kapitalizmu (co to znaczy wyjaśnię gdy przyjdzie pora). I tak też niekwestionowane wady Spotify postaram się wam przedstawić. To co - gotowi? To jedziemy.

O tej jakości dźwięku zapomnijcie słuchając za pomocą Spotify. W ogóle zapomnijcie o jakiejkolwiek jakości.

Kosmicznie słaba jakość dźwięku

Przy tym śródtytule mogłem się bardziej postarać i wymyślić coś bardziej przewrotnego, zabawnego, inteligentniejszego. Ale czasami to właśnie prostota jest najlepsza. Spotify to najgorszy koszmar kogokolwiek, kto lubi sobie posłuchać muzyki w przyzwoitej jakości. I nie mówię tutaj o jakiś „zboczonych” audiofilach, którzy muzyki słuchają tylko na sprzęcie kosztującym powyżej 100 tys. zł i tylko wtedy „gdy deszcz nie pada” (co raz zarzucił mi mój hater). Mówię tu o każdym, który miał chociaż przez chwilę okazję posłuchać sobie przyjemnego, fajnego hi-fi nawet za 1500-2000. Spotify musi streamować miliony utworów w tym samym czasie. A wiadomo – im lepsza jest jakość danego pliku muzycznego tym więcej on waży. A Spotify nie chce, by coś dużo ważyło, bo miałoby wtedy problem z normalną i szybką pracą (na czym opiera chyba połowa swojego sukcesu). Dlatego też rżnie jakość i równo kompresuje pliki przez co końcowy twór z trudem przypomina siebie sprzed kompresji. Jestem ciekaw ile osób, które teraz się oburzy, miało okazję BEZPOŚREDNIO porównywać jakość zwykłej płyty CD/FLAC-a z tej płyty, a stream ze Spotify. Niestety fakty są nieubłagane – przy takim porównaniu to co daje nam ten drugi sposób słuchania z trudem można nazwać muzyką.

Analogia dla graczy: wyobraźcie sobie, że jest taki serwis streamingowy proponujący gry. Super sprawa, prawda? Dajecie np. 20 zł i macie dostęp do wszystkich gier w OGROMNEJ bibliotece takiego tworu. Ale jest jeden „malutki” haczyk: żeby to wszystko udźwignąć możecie wybrać sobie tylko najgorsze ustawienia graficzne oraz najniższą możliwą rozdzielczość (a niektóre gry oferują np. 320x240). Dalej tacy chętni, by grać w takie coś?

O takich cudach wydawniczych również można sobie będzie tylko pomarzyć.
O takich zresztą też.

Zarżnięcie sfery sprzedaży płyt

Tutaj, jak widać, już zupełnie porzuciłem nawet silenie się na jakiekolwiek subtelności. Tak – Spotify jest jednym z powodów całkowitego załamania się sprzedaży płyt. A jest to rzecz fatalna – i to również dla samej wartości artystycznej muzyki. Kiedyś to wyglądało tak: jakiś zespół nagrywał płytę, najlepszą jak mógł, i wypuszczał ją na rynek. Ludzie tę płytę kupowali, a jeżeli była znakomita, to kupowali ją w jeszcze większych ilościach. Potem autor/autorzy tej płyty ruszali w wielkie turne po kraju/kontynencie/świecie i ten krążek promowali. Obecnie, „dzięki” temu, że sprzedaż płyt pikuje w dół i nic nie wskazuje na to, by miała się zatrzymać, płyty są tylko dodatkiem do tras koncertowych. Po co więc nagrywać jakiś dobry, drogi w realizacji, produkcji, promocji krążek, skoro on na 100% się nie zwróci? Nie lepiej nagrać kilka hitów, puścić w takim Spotify czy YouTubie i wyruszyć w trasę? Finansowo na pewno, artystycznie – już mniej. Przecież jest masa świetnych artystów, których muzyka nie do końca nadaje się na koncerty, a jeżeli tak, to na małe, klubowe występy. Co ma zrobić ktoś taki, jeżeli sprzedaż jego znakomitych płyt jest zerowa, a koncerty przynoszą minimalne zyski? Ktoś oczywiście może teraz powiedzieć: „No dobra, ale ludzie nie kupują CD, bo żyjemy w epoce cyfryzacji i minimalizacji wszystkiego, więc po co sobie dom gracić”? Jednak ktoś, kto by takie pytanie zadał, byłby nieświadomy, że jest masa legalnych, dobrych źródeł, by muzykę w formie cyfrowej (czasami za dosłowne grosze) nabyć. I to muzykę w znakomitej, dodajmy, jakości.

Analogia dla graczy: więc gracze z całego świata mają ten hipotetyczny serwis streamingowy. Sprawia on jednak, że sama sprzedaż gier mocno spada. Co robią wielkie koncerny? Promują takie gry, które da się pokazać w wielkich halach. Czyli np. gry z segmentu e-sportu. Ale TYLKO te. Bo taki koncern, niezależnie czy to EA, czy Activision, czy inna dowolna korporacja tego typu, musi patrzeć na zyski. Skoro nie ma zysków ze sprzedaży gier (nie ma znaczenia czy mówimy o sprzedaży cyfrowej, czy pudełkowej), to po co takie rzeczy wypuszczać? Nie lepiej stworzyć i wypromować coś, co potem będzie się „samo” sprzedawało w ogromnych halach?  

Spotify promuje wielkich i bogatych. A kto jest wielki i bogaty?

Działanie w stylu najgorszego anarcho-kapitalizmu

Zarzut najbardziej enigmatyczny, ale bez wątpienia bardzo spory. Jest to bowiem coś, o czym mówił m.in. Thom Yorke (członek m.in. Radiohead). Thom powiedział, że Spotify „jest złe dla nowej muzyki”. Co to znaczy? To znaczy, że jeżeli jesteś nieznany, to nieznany, przez Spotify, pozostaniesz. A jeżeli znany jesteś, to będziesz jeszcze bardziej znany. Czyli dokładnie tak jak dzieje się to w najostrzejszej odmianie kapitalizmu: biedni jeszcze bardziej ubożeją, natomiast bogaci stają się absurdalnie potężni. Spotify sprawia, że do milionów domów trafia muzyka, która i tak jest już znana. Jasne – pada argument, że „dzięki Spotify poznałem masę świetnych artystów”. I super, gratuluję i bardzo się cieszę. Pamiętajcie jednak, że przez streamery nie poznaliście wielu innych, często nawet bardziej wartościowych muzyków. Bo kto używający Spotify sięgnąłby np. po znakomitą płytę Tremors autorstwa SOHN-a? Albo po dzieła Thoma Yorke’a, który się ze Spotify wycofał? Jest jeszcze jeden aspekt tej całej układanki. Spotify ma działać tak, że płaci artystom za liczbę „odsłuchań”. I tak właśnie robi. Szkoda tylko, że niektórym płaci naprawdę marnie (w stylu: 80$ na cały zespół za miesiąc). Taki artysta, któremu Spotify zapłacił grosze traci na tym dwa razy: nie dość, że i tak mało osób pozna jego dzieła, to na dodatek absolutnie nikt ich nie kupi (w jakiejkolwiek formie), „bo po co, skoro jest tutaj na miejscu”?

Analogia dla graczy: gdyby istniał taki streamer gier, to sytuacja wyglądałaby tak: na samym topie utrzymywałyby się gry popularne. Czyli rzeczy naprawdę dobre i godne uwagi (GTA, AC itd.), ale też rzeczy gorsze (kolejne części Call of Duty, Dragon Age II). I to właśnie w te gry grali by ludzie, zapominając o innych produkcjach. To the Moon? Zapomnij! Valiant Hearts? Chciałbyś. I niech nie zwiedzie Was fakt, że Wy te gry znacie i na pewno byście je odnaleźli. Nie mówię, że nie, ale byłby to malutki promil ze wszystkich graczy świata. Bo ludzie nie są uświadomieni. Im wszystko jedno, w którą i jak bliźniaczo podobną część CoD-a mółcą. Ba! Im bardziej podobną tym lepiej, bo nie muszą się uczyć nowych sposobów gry itd.  A jeżeli takie To the Moon przyniosłoby twórcom zyski rzędu tych 80$ na miesiąc to kto by takie gry produkował?

HD Tracks to coś, co polecam każdemu, kto nie chce kupować fizycznych nośników, ale zależy mu na jakości. Płyty o wysokiej gęstości 24/192 tylko czekają :)

Spotify to rzeźnik muzyki i kultury słuchania. Mami ludzi oferując w teorii wiele fajnych rzeczy. Wystarczy jednak przyjrzeć się lepiej, by zobaczyć szkody, jakie Spotify (i streamery w ogóle) wyrządzają muzyce. Nie każdy musi się ze mną zgadzać – i ja to rozumiem. Każdy ma prawo do swojej opinii, ja swoją utworzyłem dzięki temu, że z muzyką mam kontakt non-stop (czyli zawodowy) i mogę spojrzeć z wielu różnych perspektyw na dane zjawisko. Dlatego proszę wszystkich hipotetycznych haterów, żeby dali sobie spokój, a tych z Was, którzy mają ochotę normalnie pogadać do tego zachęcam. Od kulturalnej rozmowy nikt jeszcze nie umarł (oprócz sporadycznych przypadków w Rosji, ale to się nie liczy).

PS. Sprawa jest o tyle bardziej zabawna, że istnieją również streamery oferujące muzykę w wysokiej rozdzielczości. Np. WiMP HiFi.

Mój fanpage Music to the People

Bartek Pacuła
3 lipca 2014 - 11:05

Komentarze Czytelników (85)

Dodaj swój komentarz
Wszystkie Komentarze
04.07.2014 00:52
meelosh
😁
odpowiedz
meelosh
60
Schattenjäger

Mało tego, słucham na sluchawkach które Samsung dodaje do smartfonów.

10/10

04.07.2014 01:22
hopkins
odpowiedz
hopkins
161
Zaczarowany

A prawdziwa pizza to tylko z pieca opalanego drewnem z baobabu!

04.07.2014 08:33
Drackula
odpowiedz
Drackula
188
Bloody Rider

Najlepsze jest to, ze ten caly darth nie wie wiecej o muzyce niz inni w tym watku a powiela jedynie zdanie swojego tatusia. Taka audiofilska zaraza ;). Musi miec strasznie nudne zycie kombinujac tak aby na phonie oddtwarzac bezstratna muzyke, no chyba ze biega z tym gramofonem na plecach :)).

04.07.2014 08:41
eJay
👍
odpowiedz
eJay
185
Quaritch

gameplay.pl

Audiofilów powinno się wieszać.

Za uszy!

04.07.2014 09:31
adam11$13
😊
odpowiedz
adam11$13
71
Phantom Thief

Można chyba jednoznacznie powiedzieć, że ten wpis był beznadziejny i całkowicie bezużyteczny :)

04.07.2014 09:40
Yaca Killer
👍
odpowiedz
Yaca Killer
205
Regent

Audiofilów powinno się wieszać.

Za uszy!

Na strunach z fortepianu.

04.07.2014 09:46
odpowiedz
Cyniczny Rewolwerowiec
62
Senator

Generalnie to sa dwa rodzaje audiofilow. Ci ktorzy faktycznie maja bardziej wyczulony sluch niz wiekszosc ludzi i przez kompresje slysza cos czego zwykli ludzie nie. Nie jest to jednak ani ich wina, ani zasluga, ani wynik wielce wyrobionego gustu - ot takie geny.

No i jest druga grupa, powiedzialbym ze znacznie bardziej liczna, ktora ni cholery roznicy nie slyszy, ale pozuje na wielkich audiofilow z wielce wyrobionym gustem i smakiem i radosnie umieszcza sie ponad plebsem sluchajacym Spotify.

04.07.2014 10:06
odpowiedz
Wons
17
Legionista

Korzystam z spotify i nie narzekam. Twoja argumentacja nie dotyczy perspektywy zwykłego szarego klienta:
1. Słaba jakość dźwięku
ad. 1. nie jestem audiofilem i lubię muzykę w dobrej jakości. Nigdy mi nie przeszkadzała (słaba?) jakość spotify, a korzystam z serwisu codziennie. Może masz słaby sprzęt.
2. Zarżnięcie sfery sprzedaży płyt
ad. 2. A znasz wiele osób które kupowały płyty? Przed spotify było youtube, radio, last.fm itp. Tam była wcześniej cała muzyka z której korzystali użytkownicy a płyty kupowali tylko fani. De facto płyty dalej kupują tylko fani. Nic się nie zmieniło.
3. Działanie w stylu najgorszego anarcho-kapitalizmu
ad. 3. A to jest już absolutnie z d*** wzięte. Że niby spotify nie pomaga odkrywać muzyki? Właśnie dzięki spotify znalazłem masę genialnych zespołów których inaczej nigdy bym nie usłyszał. Znasz Taylor Davis? Dziewczyna gra na skrzypcach. Znalazłem ją przez "odkrywaj muzykę" i słucham do dzisiaj. Przy okazji stałem się fanem jazzu i mozarta (thank you spotify). A że sponsoruje popularne zespoły? A empik czy radia to niby promują niszowe produkty?

Wg. mnie masz jakąś awersję do spotify. Twoje argumenty mnie nie przekonują nie są zgodne z moimi doświadczeniami, a ze spotify korzystam już bardzo długo.

04.07.2014 10:24
odpowiedz
Flagun
27
Chorąży

Dodam do tematu swoje 3 grosze.
Od jakiegoś czasu zakupiłem sobie sprzęt hi-fi (Monitor audio rx8). Jasne odczułem różnice w jakości dźwięku. Teraz już wiem, że w muzyce nie liczy się tylko bas :) Dość trudno jest to wytłumaczyć, ale dzwięk jest bardziej plastyczny. Ale nie o tym mowa. Korzystam też ze spotify i według mnie jakość piosenek jest naprawdę dobra. Nie wiem czy to zasługa amplitunera, który niby ma na zadanie podwyższać jakość każdej piosenki czy poprostu moje ucho jednak nie jest tak audiofilskie :)

darth16 ---> jakbyś miał jeszcze 1 kod do Wimpa do z chęcią przetestuję flac i porównam z spotify :)

05.07.2014 17:28
Stalin_SAN
odpowiedz
Stalin_SAN
56
Valve Software

Przepraszam za wyrażenie, ale artykuł kompletnie z dupy i tylko o kant tejże idzie go rozbić.
Posłużę się przykładem mojego brata, to największy audiofil jakiego było mi dane poznać w realnym świecie, jego kolekcja płyt jest OGROMNA, ma też sporo winyli, wartość jego "stacjonarnego" sprzętu do słuchania można liczyć w tysiącach, tak samo używa tylko topowych odtwarzaczy przenośnych, i wiesz co? Używa spotify i bardzo sobie chwali. Ja to widzę tak - spotify nie reklamuje się w żaden sposób jako "najlepszy stream dla audiofili" tylko raczej jako przyjazny, bardzo wygodny odtwarzacz dla każdego szarego człowieka który nie koniecznie musi mieć głośniki za 3000, wydaje mi się jednak, że audiofile nie przypinają swojego top-super-duper sprzętu do PCta, będą mieli co najwyżej średni wzmacniacz i średnie głośniki, a do prawdziwego słuchania będą mieli stacjonarny zestaw, to też moim zdaniem oskarżenie kompletnie bez sensu, zresztą już w 1 poście zostało ci wytknięte - spotify jak na player streamowy ma cholernie dobrą jakość, którą nawet audiofil włączając na szybko piosenkę od niechcenia na komputerze może zaakceptować.

06.07.2014 03:09
odpowiedz
krukilis
136
Generał

Na Spotify się niestety nie zarabia i to jest moim zdaniem największa wada tego serwisu. Stawka za odtworzenie wynosi 0.007$, co w przypadku wszelkiej maści niezależnych i podziemnych artystów nie pozwala im zarobić na bułkę.

Jesteś artystą niezależnym? Ja jestem i cieszę się, że istnieją serwisy takie jak Spotify, ponieważ pozwalają mi dotrzeć do sporej liczby słuchaczy.
Załóżmy, że wydam jakąś płytkę dla jakiegoś małego labelu i co, w jaki niby sposób ludzie mają mnie "odkryć" już nie wspomnę o kupieniu mojej płyty. Bardziej prawdopodobne jest, że kiedy trafią mnie na Spotify - zainteresują się moją twórczością i być może poszukają, gdzie można kupić płytkę. Wierz mi, że niezależne zespoły wrzucają muzykę na Spotify, aby po prostu zaistnieć, aby zostać odkrytym, a nie po to żeby zarabiać.

SOHN --> Za każdym razem, gdy wchodzę w zakładkę "odkrywaj", Spotify poleca mi ten zespół. Proszę Pana, wszystko zależy od tego czego na Spotify słuchamy.

Zapewniam Cię, że 95% ludzi nie odróżnia Mp3 o jakości 320 od FLACa.

07.07.2014 17:32
odpowiedz
Blackhawk
70
Konsul

Żeby nie było tyle tego hejtu, co do jakości dźwięku to własnie odsłuchałem nową płytę Jack White'a na spotify i mam wrażenie jakby dźwięk leciał przez grubą poduszkę.

19.07.2014 20:39
DM
odpowiedz
DM
154
AFO Neptune

GRYOnline.plTeam

Czy ktoś się orientuje, czemu spotify teraz udostępnia tylko wybrane albumy? Nie ma całej dyskografii wielu wykonwaców, tylko kilka albumów, czasem parę ostatnich, bez 15 wcześniejszych... dopadły ich umowy o prawa autorskie?

19.07.2014 22:43
jarooli
odpowiedz
jarooli
98
Would you kindly?

DM --> Jakiś przykład? Jesteś pewny, że wcześniej albumy te były dostępne?

19.07.2014 23:10
😊
odpowiedz
sir Qverty
9
Generał

Audiofile i autor wątku to ten sam typ ludzi którzy nie potrafią grac w grę która nie ma stałych 60 klatek w full HD no bo "jak można grac w 40 klatkach, nie da się"...

29.08.2014 04:37
odpowiedz
AsasA_s
1
Junior

Autor artykułu ma wielką racje w paru kwestiach i jestem zasmucony tą falą hejtu na niego wylaną (choć nie zaskoczony). Bardzo kiepska jakość jest w przypadku Spotify sprawą oczywistą, zastanawiające jest natomiast to jak niewielu to przeszkadza. W przypadku muzyki w całości lub w dużej mierze elektronicznej (i elektronicznie modyfikowanej) może być to mało zauważalne, co jest naturalne, bo i tak nie wiemy jak ten dźwięk oryginalnie brzmi. Za to w przypadku muzyki akustycznej - to nie są podbarwienia na granicy zauważalności, to są podbarwienia, przy których chwilami zastanawiasz się: "co to do cholery za instrument?". Fakt, że wielu tego nie zauważa, wynika z tego, że, dzisiaj, mało kto ma często okazje usłyszeć muzykę instrumentalną na żywo i tak naprawdę nie wie jak brzmi saksofon a jak klarnet itp. a zna jedynie ich cyfrową impresję. Nie wspominając już o znaczeniu przestrzeni i charakterystyki pomieszczenia dla odbioru muzyki. Nie chodzi mi tutaj o to, żeby ludzie brandzlowali się myślą "chodzę na koncerty i jestem taki ukulturalniony" tylko chcę zauważyć fakt, że bardzo łatwo nas dziś w tej kwestii zadowolić. Naturalną konsekwencją jest to, że kiedy jakaś grupa ma małe wymagania, to dostaje coraz gorszy syf, a rozwój możliwości (w tym technologicznych) zwalnia. Dobrze to widać na przykładzie tego, że w Japonii miewają już 4k w TV a u nas 720p jeszcze nie jest w pełni standardem. Nam widocznie nie trzeba jakości - może być byle co, żeby tylko tanio, a najlepiej "za darmo", w stylu "pacz szwagier jakie tanie opony kupiłem, używane, po bierznikowaniu, ale komplet za stówke, widzisz szwagier jaki jestem sprytny i jeszcze breloczek gratis". Czymś takim, tylko oczywiście ponadnarodowo i globalnie, jest Spotify. Osobom twierdzącym, że kwestia jakości nagrań to tylko jakieś pierdzenie burżuazji, polecam naprawdę sprawdzić sobie tą kwestię. Oczywiście najbardziej słychać to przy muzyce orkiestrowej, ale jak ktoś słucha czasem jazzu to niech sobie przepuści jakieś nagranie we FLACu przez kompresję i sam się zapyta czy to co słyszy to dalej saksofon, albo kontrabas i czy wykonawcy grają dalej w tym samym otoczeniu. Dla tych, którzy i tak słuchają na pchełkach z kiosku - to rzeczywiście bez znaczenia, w sumie słuchanie muzyki od sąsiada przez ścianę też Wam powinno wystarczyć.

Jeśli znów chodzi o wpływ na rynek - jest to dość złożona sprawa i jeszcze parę lat pewnie trzeba, żeby okazało się kto na tym straci, a kto zyska. To, że najlepiej na wzrost popularności robi bycie popularnym, jest bolączką zarówno marketingu internetowego, jak i każdego innego. Kiedy masz kupić płytę kierujesz się poradami, recenzjami, odtworzeniami w radiu - a prawdopodobieństwo ich napotkania jest zależne od popularności.
Za to zaskoczony jestem widząc tu osoby myślące, że dzięki Spotify oni nie muszą płacić(bądź płacą relatywnie mało), a pieniądze z reklam i abonamentów idą dla twórców, a z PirateBay'a nikt nic nie ma. Społeczność graczy powinna lepiej się domyślać kto na tym robi kasę ;-) ... - Znam człowieka (pianista pracujący sobie na etacie na uczelni muzycznej, a nie gwiazdor taplający się w pieniądzach, któremu nie ma co współczuć), który o tym, że jego muzyka jest na Spotify, dowiedział się od swojego ucznia. Nie chodzi tu o zagranie w zespole dwóch akordów w jednym utworze, a o bodajże 2 lub 3 płyty z muzyką na fortepian solo nagraną wyłącznie przez niego. Wydawca nie tyle, że nie odpalił mu nic - nie raczył go nawet łaskawie poinformować.

Żeby nie wyjść na hipokrytę - trzeba jednak przyznać, że Spotify ma swoje zalety i sam go z resztą w pewnym stopniu używam, ponieważ baza muzyki jest ogromna i bardzo zróżnicowana (prawie jak ruskie torrenty:) ). Jednak biorąc pod uwagę jakość nagrań i towarzyszące mi wrażenie, że to wcale nie taki szczytny cel za tym stoi - służy mi do poznawania muzyki, zanim kupię płytę, czy określę na jaki koncert warto się wybrać. Wszystkie ulubione nagrania docelowo i tak staram się zebrać na fizycznych nośnikach (i potem przerzucić na dysk rzecz jasna).

Spotify i jemu podobne serwisy z pewnością otworzyły nową epokę w szeroko rozumianym "przemyśle muzycznym". Jest to rozwiązanie, które na pewno się przyjmie bo widocznie jest bardziej korzystne finansowo dla wydawców. Wielu może się dziwić czemu zrezygnowali ze sprzedaży płyt za 60zł szt. na rzecz darmowego dostępu, tak jak wielu dziwiło się "taki wielki budżet! Jak oni na to teraz zarobią?" przy powstawaniu pierwszych MMO F2P :) . Teraz model F2P zaczyna dominować i z jednej strony fajnie, że nie trzeba kart kredytowych, prepaidów itp. żeby sprawdzić czy coś jest warte naszego czasu i pieniędzy, ale z drugiej strony wielu wspomina sobie jak to było fajnie, jak się po prostu płaciło i po prostu było porządnie. Ciekawe czy za jakiś czas nie będziemy tak myśleć o streamingu mediów...

Ale się rozpisałem, a to mój pierwszy komentarz na GOLu, bo w sumie wreszcie się zarejestrowałem przez ten artykuł właśnie - więc tak w ogóle to dzień dobry!

25.09.2014 20:10
odpowiedz
Kayleigh100
1
Junior

Audiofilem nie jestem, sprzęt mam bardzo średni, a słyszę różnicę. Tu nie trzeba nawet porównywać z bezstratnymi formatami. Byle mp3 w vbr lepiej gra, niż to, co serwuje Spoti.
Co nie zmienia faktu, że dla wygody używam. Włączyłam "odtwarzanie w wysokiej jakości", ale niczego to nie zmieniło. Przykre.

26.01.2015 20:26
odpowiedz
Wozniaxos
2
Junior

Ja tylko podpiszę się pod jakością, o ile pomiędzy 320kbs oraz FLAC nie słychać dramatycznej przepaści, tak pomiędzy 320 a niższą jakością różnica rośnie ogromnie. Nie trzeba być audiofilem w tej kwestii, wystarczą porządne słuchawki, zewnętrzna karta dźwiękowa do komputera (bez której swoją drogą ogólnie kiepsko się słucha muzyki na komputerze). Jeżeli gra orkiestra, Big Band, gdzie jest bardzo dużo instrumentów, z takimi smaczkami jak marakasy, grzechotki, kastaniety + sporo instrumentów naraz - różnica jest szczególnie wyczuwalna.

04.02.2015 07:29
odpowiedz
pawel_k
1
Junior

Z muzyką słuchaną przez ludzi jest jak z fotografią, przyznajcie się ilu/ile z was nie używa aparatu do robienia zdjęć, tylko pstryka komórką ??

04.02.2015 09:54
Henrar
odpowiedz
Henrar
90
Generał Whiskas

320kbps to jakość wystarczająca, ale mówienie o tym, że nie słychać różnicy między tym a nieskompresowanym kawałkiem jest śmieszna. I nie potrzebne są kable za 10 kafli, by usłyszeć różnicę. Wystarczą do tego nawet lepsze słuchawki niż to, co się dodaje do telefonów i dobry słuch (czyt. nie zniszczony słuchaniem tych mptrójek na pełnej k... głośności).

Inną sprawą jest to, że Spotify celuje w klienta masowego i tak samo jak masowy klient nie widzi różnicy między 30 a 60FPS, tak samo nie usłyszy różnicy między skompresowanym MP3 a nieskompresowanym FLACiem.

A co do płyt - oferują lepszą jakość niż MP3, to jest fakt. Problem w tym, że jest to strasznie niewygodne i kupowanie płyt ma tylko sens wtedy, gdy chcemy mieć fizyczny nośnik.

Dodaj swój komentarz
Wszystkie Komentarze