52 gry na rok – wykończ się sam - Brucevsky - 20 sierpnia 2016

52 gry na rok – wykończ się sam

Źródło: gameboxicons.deviantart.com

Kilka razy w tym roku miałem okazję słyszeć o postanowieniach graczy, którzy obrali sobie za cel ogranie określonej liczby tytułów w 2016 roku. Zainspirowany nimi sam zacząłem zastanawiać się, ile ja zamierzam ukończyć przygód w wirtualnych światach do 31 grudnia. Szybko jednak porzuciłem ambitne plany.

Jak to zwykle bywa, życie szybko i boleśnie zweryfikowało optymistyczne założenia. Kalendarz pokazuje w tym momencie już drugą połowę sierpnia, a ja na swoim koncie mam ledwie kilka pozycji, w tym Double Dragon: Neon, Pikmina, Killer7, Ridge Racer: Unbounded i Red Dead Redemption. Do tej pory udawało mnie się utrzymywać nawet nie najgorsze tempo z zeszłego roku, który zakończyłem ze średnią 1,5 ukończonej/uczciwej ogranej produkcji na miesiąc. Wszystko wskazuje jednak na to, że teraz będę miał pod górkę, bo wkręciłem się w rywalizację online w Rocket League, znowu poświęcam czas na karierę w Football Managera, a jak już wciągnę się w takie Red Dead Redemption to spędzam z nim prawie cztery miesiące. Cztery miesiące – tyle potrzebowałem, by nabić na liczniku gry koło czterdziestu paru godzin. O dobry wynik „liczbowy” w 2016 roku będzie mi więc trudno.

I jak się tak zastanowić, trzeba naprawdę dużo samozaparcia, by w ogóle podjąć się wyzwania ogrania określonej, dużej liczby tytułów w ciągu dwunastu miesięcy. To już nawet nie chodzi o to, że dorosły gracz ma stosunkowo niewiele wolnego czasu, który zabierają mu rozmaite obowiązki. Same gry są często tak rozbudowane, tak wciągające i oferujące tak wiele rozrywki, że porządnie sprawdzić je w tydzień zwyczajnie nie daje się rady. A niech ktoś lubi RPG-i czy sportówki lub pragnie regularnie umawiać się ze znajomymi na partyjki przez sieć – to już w ogóle utrzymanie sensownej liczby kończonych tytułów na rok stanie się niemożliwe. No chyba, że ktoś dla samych cyferek zacznie siebie i innych oszukiwać, wyrównując średnią krótkimi indykami. Ale czy o to chodzi? Po co tak w ogóle wymyśla się i podejmuje takich wyzwań?

Jeśli ktoś robi to dla podbudowania własnego ego i szpanowania przed znajomymi to można mu tylko współczuć, bo prawdopodobnie lada moment zgubi całą radość płynącą z ogrywania kolejnych tytułów. To natomiast rozwiązanie dobre dla osób, które łapią się na marnowaniu wolnego czasu na bezmyślne programy w telewizji czy przeglądanie obrazków z kotami w internecie. Taka dodatkowa motywacja, by jednak nadrabiać gigantyczne zaległości lub chociaż kilka premier ograć w ciągu roku. Ich wszystkich w podejmowaniu takich wyzwań „X gier w rok” popieram. Sam jednak się tego nie podejmuję, choć nie ukrywam, że w grudniu na pewno znowu podsumuję swój rok, analizując wszystkie ograne tytuły. Chciałoby się, by było ich jak najwięcej.

A Ty swój plan jeszcze realizujesz czy już go, dla świętego spokoju, porzuciłeś?

Chcesz wiedzieć co aktualnie ogrywam? Śledź mnie na Facebooku i Twitterze i nic ci nie umknie.

Brucevsky
20 sierpnia 2016 - 13:09