Plants vs. Zombies 2 ma już niemal 25 milionów pobrań [INFOGRAFIKA]
Najpopularniejsze gry na Facebooku - sierpień 2013
MAU, DAU, konwersja, retencja i inne wskaźniki w grach Free To Play
Przychody i koszty dotyczące gracza, czyli wskaźniki w grach Free To Play, cz. 2
Darmowe gry bez Pay 2 Win – dlaczego nieetyczne zagrywki idą w odstawkę
Internetowy dżin czyta w myślach
Minęło już dobre kilka dni od wielkiego finału, siódmego sezonu Intel Extreme Masters w Hanowerze. Emocje opadły, kurz po potyczkach Koreańczyków również. Pora na konkluzję. Nie tylko samego zwieńczenia rocznych zmagań, ale całego sezonu 2012/2013.
Free 2 Play, Pay 2 Win – dwa terminy, które wśród fanów topowych gier wywołują białą gorączkę, zwłaszcza w kontekście stosowania modelu biznesowego F2P w ich ulubionych seriach, które znają od lat, i przy których miło spędzili wiele godzin. Mając na uwadze, że F2P przez lata kojarzył się z niskiej jakości (w porównaniu do wysokobudżetowych produkcji) grami przeglądarkowymi i premiowaniem najzamożniejszych w ramach Pay 2 Win, ciężko dziwić się zdenerwowaniu graczy. Mam jednak dobrą wiadomość – system P2W jest w odwrocie i za parę lat gry go stosujące będą stanowić niechlubną mniejszość. Dlaczego tak się stanie? Postaram się to wytłumaczyć w niniejszym wpisie. Zapraszam do lektury!
Wielkie finały siódmego sezonu Intel Extreme Masters trwają już od wczoraj. Miłośników e-sportu nie muszę zachęcać do śledzenia tego wydarzenia - jest to przecież jedna z największych imprez w roku, do której prowadzi długa droga, poprzez kolejne "przystanki". W tym roku jeden z nich odbył się w Polsce, co zapewne w dużym stopniu wpłynęło na postrzeganie wirtualnych zmagań w naszym kraju.
Ten wpis jednak nie będzie dla osób, które e-sport dopiero liżą, przykro mi. Zapraszam wszystkich znawców, mniejszych i większych, żeby wspólnie zastanowić się "Kto wygra Intel Extreme Masters World Championship?". I oczywiście podać swoje typy.
Zapraszam do wróżenia z fusów!
League of Legends Champioship Series - Święty Graal e-sportu. Pensje wypłacane graczom, regularne spotkania, rzesza profesjonalistów, dbająca o jakość transmisji. Słowem - magia. Problem w tym, że już w czwartym tygodniu z tą regularnością zaczyna się robić różnie.
Co do zasady rozgrywki europejskie miały się odbywać w soboty i niedziele, od godziny 18:00. W praktyce oczywiście zdarzały się opóźnienia, małe roszady, ale czuło się, że posady są niewzruszone. W tym tygodniu porządek został zupełnie zburzony, a kolejne tygodnie wcale nie rokują pod tym względem lepiej.
Free to play z roku na rok zyskuje na popularności. Za darmo możemy grać już nie tylko w wątpliwej reputacji gry, ale także w świetnie znane tytuły. Mikropłatności dotknęły m.in. serii Age of Empires, Settlers, bądź Red Alert. Tym razem interesującą ofertę złożyło niemieckie Blue Byte, które próbuje zawojować przeglądarki wraz z Anno Online.
Wspomniane przeze mnie produkcje spotkały się z umiarkowanym entuzjazmem, jeśli chodzi o środowisko graczy. Bardzo podobnie jest z najnowszym Anno – mało kto traktuje ten tytuł jako pełnoprawną odsłonę serii. Być może sam popierałbym takie postulaty, gdybym nie zagrał w zamkniętą betę, którą testowałem przez kilkanaście ostatnich dni. Klucze rozdawały największe serwisy branżowe, więc nie miałem problemów z otrzymaniem takowego.
Branżowe media skupiają się zwykle na dużych studiach, które produkują gry typu AAA – czyli takie, które mają monstrualny budżet i pragną błyskawicznie zawojować rynek. Jeśli pisze się o mniejszych spółkach, to wyłącznie w ramach ciekawostki – ot, warto czasem wspomnieć o małym Dawidzie, który dzielnie walczy z potężnym Goliatem. Gry społecznościowe w ogóle pozostają poza zainteresowaniem dziennikarzy – no chyba, że obok ich sukcesu nie da się przejść obojętnie, co dobrze widać na przykładzie Angry Birds.
Takie podejście do zagadnienia stanowi bardzo poważny błąd. Na rynku gier istnieje bowiem wiele pomniejszych spółek, które są bardzo istotnymi graczami. Co ciekawe, ta „dziennikarska ślepota” krzywdzi nie tylko maluczkich, ale również prawdziwych gigantów branży. Jednym z nich jest krakowskie studio Ganymede – największa polska firma produkująca gry społecznościowe i mobilne. Nie słyszeliście o nich? No właśnie.
Takie gry jak Leage of Legends czy Team Fortress 2 nie dość, że świetnie sobie radzą i zyskały olbrzymią popularność, to jeszcze zagarnęły sobie lwią część rynku „dla siebie”, tak, że konkurencja (ot, choćby DOTA 2) nie ma lekko. Crytek podszedł do modelu Free to Play dość odważnie, ogłaszając oficjalnie, że niedługo całkowicie zrezygnuje z klasycznych, pudełkowych płatnych wydań na rzecz „zupełnie darmowych przeżyć”. Zaznacza jednocześnie, że przeciwny jest obecnej polityce dodatków DLC, a silnie inwestuje w różnorakie usługi typu GFACE, które mają być jednym ze źródeł finansowania ich przyszłych gier. Kto na tym straci, a kto zyska?
Firma Riot Games, producent gry League of Legends (o której część z Was mogła słyszeć) mierzy się w tej chwili z wielkim problemem. Społeczność zgromadzona wokół tego tytułu jest OKROPNA. Pół biedy, kiedy gracze wychodzą z gry, albo bawią się nieporadnie. Najgorsze są wyzwiska, niesportowe zachowania, groźby i inne tego typu „atrakcje”.
Jak wiadomo, ryba psuje się od głowy. W związku z tym Riot Games nie traktuje ulgowo pro-playerów. Jakiśczas temu głośno było o rocznym banie dla członka Dignitas – IWillDominate. Co powiecie w takim razie na dożywotni zakaz gry w League of Legends dla dwóch zawodników? I to na dzień przed kwalifikacjami do trzeciego sezonu, w którym mieli spore szanse się znaleźć.
Jeśliby wejść do Google Play, dawnego Android Market (a ta nazwa nadal wydaje mi się być jakoś bardziej intuicyjną), i w dziale „gry” rozpocząć poszukiwania ciekawego tytułu, to wiele jeszcze megabajtów upłynie, nim znajdziemy tytuł, który by nas mógł zaciekawić. Jeśli jako warunek wyboru gry wybierzemy sobie fakt, iż ma być to produkcja rodem z naszego kraju, to zawężamy zbiór rozwiązań dopuszczalnych do tak małego zakresu, że szukanie polskiej i ciekawej gry mogłoby spalić na panewce. Z pomocą rozwiązania problemu wyżej wymienionego wraz z propozycją ciekawej rozgrywki przychodzi nam produkcja Sokoban Garden.
Funny story – zgłosiłem się jakoś pół roku temu jako chętny do bety DOTA 2. Czekałem i czekałem, ale się nie doczekałem. Jakiś tydzień temu zobaczyłem, że na którymś z fanpage’ów e-sportowych rozdają klucze. Rzuciłem się na ikonkę Steama jak chytra baba z wiadomo kąd, wiadomo na co i klepałem uważnie znaki.
Pojawił się komunikat informujący mnie, że ten produkt jest już w mojej bibliotece gier. Cholera wie jak długo. No cóż, pozostaje zapoznać się z jedyną poważną konkurencją dla League of Legends. Zagrałem parę meczy – oto kilka pierwszych spostrzeżeń.