Recenzja płyty Korn - The Nothing. Znowu to samo ale to przecież nic złego - fsm - 18 września 2019

Recenzja płyty Korn - The Nothing. Znowu to samo, ale to przecież nic złego

Trzy lata czekaliśmy na nowy album dowodzonej przez Jonathana Davisa ekipy. Korn właśnie wydał krążek zatytułowany The Nothing, a fani poznali odpowiedź na pytanie "czy zaskakująco udana poprzednia płyta była wypadkiem przy pracy?". Ta odpowiedź to "wszystko wskazuje na to, że nie był to przypadek, bo 13. album w karierze Korna znowu jest całkiem niezły".

The Nothing powstawał w trudnym okresie - w roku 2018, po 4 latach od rozwodu i po wielu narkotykowych problemach, zmarła żona Davisa. Wokalista, niczym rasowy artysta, swoją żałobę i cierpienie przekuł w muzykę. Album traktuje więc o pustce i mrocznych stronach ludzkiej egzystencji. Wydawałoby się więc, że ma szansę być innym od poprzedników, prawda?

Na to pytanie odpowiedź też brzmi "nie". Korn, nie licząc pionierskich początków i romansu z dubstepem, od dawna wykorzystuje sprawdzoną metodę tworzenia piosenek. Jeśli zwrotka jest mocna, refren musi być melodyjny. Jeśli utwór zaczyna się łagodnie, to na pewno w refrenie spadnie cios. W drugiej połowie utworu jest miejsce na zmianę tempa, na jakiś breakdown lub przejście, a wszystko grane i śpiewane jest z grubsza w taki sam sposób. Pomnóżmy to razy kilkanaście i oto mamy gotową płytę. The Nothing idealnie pasuje do tego schematu, ale dzięki pozbawionemu fałszywości totalnemu zanurzeniu się w klimacie drugiej połowy lat 90-tych ten nowy-stary Korn brzmi naprawdę dobrze.

Na trzynaście nowych kompozycji mamy 11 piosenek, 1 intro i 1 przerywnik. The Nothing może poszczycić się świetnie dobranymi singlami. Utwór numer trzy, You'll Never Find Me, był pierwszą próbką albumu, która okazała się być jasną kontynuacją zarówno The Serenity of Suffering z 2016, jak i Life is Peachy z 1996. Wszystko znajome, dobrze zagrane, z bardzo chwytliwym refrenem. Cold, drugi singiel, skręcił w stronę cięższego grania - dźwiękowy atak następuje niemal od razu, fani oldschoolowego Korna poczuli się jak w domu. No i wreszcie Can You Hear Me - najbardziej przystępny i radiowy utwór na płycie, który równie pięknie wypełnia szablon dobrej piosenki spod znaku odwróconego "R".

A co z resztą? Intro jest żałobne - brzmią tak ukochane przez Davisa dudy, a on sam pogrąża się w rozpaczy. Dosłownie. Potem płyta szybko wrzuca wysoki bieg, pędząc dziarsko po utartych ścieżkach. Dopiero utwór numer 6 brzmi inaczej - to The Seduction of Indulgence, mantra napędzana dźwiękiem kontrabasu. Szkoda, że trwa tak krótko. Numer 7 wraca do tego, co już znamy, ale dzięki świetnej linii basu Fieldy'ego całość pięknie buja, cieszy też mocniejszy breakdown. The Ringmaster wyróżnia się użyciem "paszczowego" beatboksu, a combo Gravity of Discomfort i [email protected] (fatalny tytuł) robią świetną robotę dzięki bardzo melodyjnym refrenom i sprawdzonej kornowej naparzance. Zamykający wszystko utwór Surrender to Failure przypomina solowy album Davisa i trochę odstaje od reszty płyty, ale w dobrym tego stwierdzenia znaczeniu.

The Nothing to kwintesencja Korna. W zasadzie żadnych zaskoczeń, ale mimo wszystko jest dobrze. Odbiór takiej płyty, w której dorośli faceci robią to samo, co 20 lat wcześniej, śpiewają o tym samym (ból, syf, niezrozumienie) i celowo przywołują skojarzenia z najlepszymi latami swojej kariery, zależy tylko od Was. Jednym się to spodoba, innym nie. Na pewno ten album jest całkiem udaną próbą przywołania sukcesu sprzed lat, dużo lepszą niż np. Remember Who You Are. Korn jest jak AC/DC nu-metalu. Grają to samo, tak samo, raz lepiej, raz gorzej. Tym razem lepiej. I cieszmy się z tego. Jeśli szukacie czegoś ciekawszego, to polecam Black Labyrinth.

fsm
18 września 2019 - 09:37

Komentarze Czytelników

Dodaj swój komentarz
Wszystkie Komentarze
20.09.2019 12:43
M4rtin3z
👍
M4rtin3z
2
Chorąży

Nowy Korn, nowy Slipknot - jest dobrze!!!

20.09.2019 13:33
odpowiedz
1 odpowiedź
garett123#2
22
Przemytnik

The Nothing powstawał w trudnym okresie - w roku 2018, po 4 latach od rozwodu i po wielu narkotykowych problemach, roku zmarła żona Davisa.
Usuń to "roku" przed zmarła.

20.09.2019 20:39
sekret_mnicha
sekret_mnicha
201
fsm

GRYOnline.plTeam

Done. Dzięki.

20.09.2019 20:18
Lemur80
odpowiedz
3 odpowiedzi
Lemur80
70
Fear is the mind killer

Mój komentarz jest zupełnie zbędny, ale skoro już zacząłem pisać...

Przesłuchałem ten album co prawda tylko jeden raz, ale mogę powiedzieć jedno - to (już) nie jest muzyka dla mnie. Czasy dwóch pierwszych płyt minęły bezpowrotnie, a ja nie stałem się młodszy. Cieszę się, że na przestrzeni lat odchodziłem od nu-metalu coraz bardziej. W każdym razie drażni mnie zawodząco-histeryczna maniera Davisa, natomiast sama muzyka broni się w stopniu umiarkowanym. Nie jest to na pewno najsłabsza płyta Korna, ale na "The Nothing" jest sporo numerów, które - no właśnie - niczego we mnie nie poruszają. To być może nie jest wina Korna, a moich gustów, które jak już wspomniałem zmieniły się w stopniu dość znacznym.

Dla świętego spokoju przesłucham ten krążek jeszcze raz, ale na fajerwerki nie liczę.

[EDIT]: Właśnie słucham "The Serenity of Suffering" i wrażenia mam podobne jak w przypadku "The Nothing". To są dobrze napisane piosenki, to ja wyrosłem z nich dawno temu.

post wyedytowany przez Lemur80 2019-09-20 20:37:41
20.09.2019 20:42
sekret_mnicha
sekret_mnicha
201
fsm

GRYOnline.plTeam

Jak się z czegoś wyrasta, to nawet najlepiej zrobione coś ma wielki problem, by przemówić do odbiorcy. Ja z Korna na pewno trochę wyrosłem, ale z nu-metalu jako takiego ciągle nie - to moje "guilty pleasure" :). Nowa płyta jedzie na sprawdzonych patentach, które udawały się świetnie przez pierwsze 5-6 lat, potem siadło, a w 2016 wróciło. Pewnie to nie potrwa długo, a po kilku tygodniach The Nothing wyleci z regularnego odsłuchu, ale na razie jest na tyle solidne, bym się cieszył.

20.09.2019 20:55
Lemur80
Lemur80
70
Fear is the mind killer

Do pewnego stopnia to rozumiem. Przy odpowiednim spojrzeniu na ich najnowsze dokonania pewnie trudno się sprzeczać z tym, że jakościowo daje to wszystko radę.

No ale tak jak napisałeś, Korn musiałby nagrać płytę fusion-jazz-metalową, albo schizo-funkową (w stylu "Porno Creep"), żeby mnie to ruszyło. A tak? Są momenty które mi się podobają do pewnego stopnia ("Cold"), ale więcej jest takich, które mnie irytują (jak "Baby" z poprzedniej płyty).

23.09.2019 09:38
M4rtin3z
M4rtin3z
2
Chorąży

Zabawne, że podobne odczucia miałem po przesłuchaniu ostatniej płyty Tool, natomiast Korn broni się znakomicie.

21.09.2019 17:47
Silveria
odpowiedz
Silveria
119
Generał

jest to najlepszy KoRn jaki może być obecnie ;) wiadomo, że ich lata świetności minęły dawno temu ale czapki z głów, że dalej mają w sobie pasję. Dla mnie płyta dobra. Szkoda, że nie poszli głębiej w kierunku "Cold", może bardziej metalcore. To byłoby ciekawe doświadczenie :) faktem jest, że ostatnie trzy płyty stanowią swego rodzaju tryptyk. Z tcyh trzech płyt można by zrobić jedną bardzo dobrą. Dwie pierwsze płyty są juz nie do powtórzenia i dobrze. Czy mogą jeszcze odkryć coś nowego w swojej muzyce? Nie sądzę. Mimo, że jestem prawie fanatykiem tego zespołu :) cieszę się z tego co jest. Sprawia mi to przyjemność. Od nowości mam inne nowe, świeże kapele :) KoRn jest jak stare dobre małżeństwo, może nie daje już tyle seksu i orgazmów ale jest to miłość po grób :)

post wyedytowany przez Silveria 2019-09-21 17:49:50
21.09.2019 18:10
Cyber Rekin
1
odpowiedz
Cyber Rekin
113
So Fabulous

Po Black Labyrinth trochę szkoda, że Davis nie przekonał kolegów do większych eksperymentów. Nowy Korn to album dokładnie taki jakiego oczekiwałem i jakiego chciałem i z tego powodu trochę szkoda, bo nie zaskoczył mnie tak mocno jak solowy album lidera.

21.09.2019 18:44
👍
odpowiedz
zanonimizowany1285110
6
Legionista

nowa nirvana

Dodaj swój komentarz
Wszystkie Komentarze