W co gracie w weekend? #333 - squaresofter - 22 lutego 2020

W co gracie w weekend? #333

Witajcie gracze. W zeszłym tygodniu spadła na mnie dosyć smutna wiadomość i nie miałem ochoty dzielic się wrażeniami w ogrywanych gier. Część z moich znajomych zaczęła też twierdzić, że już dawno się wypaliłem albo wdaję się w niepotrzebne dywagacje okołogrowe zamiast skupić się na istocie ogrywanych produkcji. Może i racja.

Długo zastanawiałem się nad tym co z tym wszystkim zrobić? Czy pytać Was wciąż o to w co aktualnie gracie? Czy gry dalej Was bawią a może zmuszacie się, żeby je kończyć? Czy ogrywacie jakieś nowości a może lepiej bawicie się przy starociach?

Ten cykl blogowy, opisywane w nim produkcje i rozmowy prowadzone z innymi pasjonatami gier wideo na przeróżne tematy od kilku lat stanowią dla mnie odskocznię od pracy (jeśli takową mam) oraz rachunków i innych zobowiązań, które są codziennością każdego dorosłego gracza.

Może czasem za bardzo dąsałem się na jego łamach z niektórymi znajomymi, ale zawsze ceniłem sobie możliwość dzielenia się z innymi swoimi spostrzeżeniami dotyczącymi naszego hobby.

Nie wiem czy mogę powiedzieć o sobie, że się wypaliłem, skoro przez ostatnie cztery miesiące z samym tylko Final Fantasy XIV spędziłem 650 godzin i czuję się tak, jakby ktoś wywiózł mnie gdzieś z dala od trosk dnia codziennego, do miejsca, w którym mam możliwość doświadczania czegoś wspaniałego z innymi fanami Final Fantasy.

Bardzo mnie cieszy, że Czternastka to taki konglomerat wszystkiego tego, co sprawiło, że Final Fantasy bawi już graczy na całym świecie od ponad trzydziestu lat. Kiedyś pisałem, że niezbyt ogarnięci prezesi Square Enix chcieli całkowicie zerwać z dorobkiem tej serii, projektując pierwotną wersję FFXIV, tymczasem to właśnie w nawiązaniach do poprzednich odsłon cyklu drzemie prawdziwa siła tej części.

Możemy w niej spotkać bohaterów pierwszego Final Fantasy. Od Final Fantasy II w serii występują ptaki chorobo, więc i ich nie mogło tu zabraknąć. W Final Fantasy III położono ogromny nacisk na system profesji, który jest od tamtej pory sukcesywnie rozwijany. FFXIV jest niemal trzydzieści różnych profesji i poza tymi craftingowymi i zbierackimi, których jest łącznie dziewięć oraz klasą gladiatora, która ewoluuje w paladyna od trzydziestego poziomu nawet nie miałem czasu, żeby sprawdzić pozostałe, dlatego gdy ktoś pyta mnie jakimi klasami nie powinno się grać w FFXIV nie umiem nawet odpowiedzieć na tak zadane pytanie. Skupiam się głównie na fabule a ta zaczęła mieć jakieś głębsze znaczenie w serii od Final Fantasy IV, w którym występuje jedna z moich ulubionych postaci, dragoon Kain. W FFXIV inny dragoon odgrywa niezwykle istotną rolę w scenariuszu i już dzisiaj, po ukończeniu pierwszego rozszerzenia gry zatytułowanego Heavensward, mogę napisać, że twórcy wiedzieli co robią wprowadzając postać Estiniena do wątku głównego.

W FFVII występuje system materii a niezwykle istotną rolę odgrywa Lifestream i autorzy Czternastki niezwykle zgrabnie skorzystali również z tych motywów. W FFVIII występuje jedna z najlepszych mini gier w historii, a więc karcianka Triple Triad, w której możemy sprawdzić swoje umiejętności, jeśli udamy się oczywiście do Złotego Spodka, który ponownie zawitał do serii za sprawą Yoshiego-P i jego zespołu, który uratował produkcję spisaną kiedyś przez wszystkich na straty.

FFXIV wykorzystuje nawet wątki z FFXI, od którego miało się odciąć, począwszy od olbrzymich kryształów matek, z których bohaterowie czerpią całą swoją moc, poprzez rasy goblinów, mandragor, qiqirnów a nawet trustów, z których możemy skorzystać, jeśli dobrniemy do rozszerzenia Shadowbringers.

FFXIV to tytuł, który sięgnął do prapoczątków uniwersum wymyślonego przez kwadratowych ponad trzy dekady temu. Z każdą kolejną misją fabularną lub misją dodatkową coraz bardziej czuję tu ducha serii i najważniejsze, że nie czuję tej pustki, która towarzyszyła mi niemal przez cały czas ogrywania FFXIII.

O niewielu ogranych przeze mnie grach mogę napisać, że po 650 godzin powoli zbliżam się do połowy fabuły. Inne gry fabularne, przy których spędziłem po kilkaset godzin wydają się być karłami przy molochu stworzonym przez Square Enix.

Nigdy bym się nie spodziewał, ze Final Fantasy tak jeszcze kiedyś mną pozamiata. Jakby się nad tym zastanowić, to razem z Dark Souls i Umineko jest to produkcja, z którą spędziłem najwięcej czasu w tej dekadzie, więc może tak źle ze mną jeszcze nie jest, jakby się niektórym mogło wydawać?

W ogrywanym przeze mnie MMORPGu wciąż pojawiają się kompozycje muzyczne, które z miejsca stają się tymi ulubionymi, walki z kolejnymi primalami dostarczają mi niezapomnianych wrażeń a o bohaterach, o których tak niewiele wiedziałem jeszcze kilka miesięcy temu, mógłbym teraz pisać peany pochwalne. Zżyłem się z nimi i naprawdę chcę zobaczyć co się z nimi stanie w dalszej części scenariusza.

Nie robiłem żadnych planów dotyczących tego, na jakie gry czekam najbardziej w 2020 roku, bo pewnie i  tak nie znajdę czasu, żeby ograć coś poza Resident Evil 3 lub The Last of Us 2. Dla mnie to będzie wciąż kolejny rok Final Fantasy XIV i Umineko. Gram w to co lubię i na czym lubię, dlatego staram się nie bawić w bzdurne dywagacje dotyczące tego czy warto dziś kupić PS4 lub Switcha. Jak chcę mieć jakiś sprzęt, to go po prostu kupuję i gram.

Lubię próbować nowych rzeczy i staram się nie skreślać jakiegoś tytułu, bo reprezentuje niezbyt znany mi gatunek. Przykłady FFXI i FFXIV pokazują mi już od niemal kilu miesięcy, że zachowując się jak ograniczony gracz, który nie wychodzi nigdy poza to, co lubi, możemy ominąć coś, co może nam się naprawdę spodobać.  

squaresofter
22 lutego 2020 - 08:57