15 najlepszych momentów w życiu gracza - Buja - 9 maja 2013

15 najlepszych momentów w życiu gracza

Granie sprawia mi przyjemność. Jeżeli gra jest dobra, to czas leci nieubłaganie i frajda bezustannie wylewa się z telewizora lub monitora. Są jednak takie momenty, kiedy fun jest jeszcze większy. Postanowiłem wypisać je na kartce i wybrać te, które na samą myśl o nich powodują uśmiech na mojej zarośniętej twarzy. Nie są to tylko sytuacje występujące podczas grania jako-takiego, ale też wydawać by się mogło – zwykłe momenty z codzienności gracza. Sprawiają one, że bardzo cieszę się z mojego hobby i ciągle chcę ich łaknąć jak najwięcej. Pamiętacie popularne na demotywatorach hasełka typu „TO UCZUCIE GDY…”? Cóż, ten wpis pewnie będzie się nadawał jako źródło inspiracji do stworzenia kolejnych piętnastu.

Najlepsze święta w życiu!

1. Rozpakowanie nowej gry
Jak mawiała moja matematyczka w szkole średniej, jest to oczywista oczywistość. Nieważne, czy grę kupiliśmy sobie sami, czy był to prezent. Chwila, kiedy zdejmuję folię z pudełka mogła by trwać wiecznie, choć zawsze robię to w dzikim pośpiechu. Potem dokładnie wertuję instrukcję, oglądam po raz dziesiąty tylną okładkę, nadruk na płycie i wszystkie dodatki. Można to porównać z zachwytem nad nową książką, której zapach jest przez wielu tak ubóstwiany. Nowe gry też fajnie pachną. Potem wkładam płytę do napędu i jeszcze przez długi czas czynnik świeżości wpływa na to, że bawię się lepiej niż zwykle. Gry z dystrybucji cyfrowej niestety nie dają tej frajdy, więc trzymam kciuki za wysoką sprzedaż fizycznych kopii gier wideo.

2. Uporanie się z trudnym bossem lub etapem
Dawno temu napisałem na gameplayu tekst o tym, dlaczego zawsze gram na ultra hardzie i ogółem lubię trudne gry. Doskonałym przykładem jest Dark Souls i Super Meat Boy, które bezlitośnie pozwalają nam ginąć bez końca. Kiedy w końcu przychodzi zwycięstwo, poczucie ulgi pomieszane z satysfakcją jest niesamowicie inspirujące do dalszej rozgrywki. Czasami chce mi się krzyczeć z radości, pochwalić wszystkim naokoło i strzelić sobie zwycięskiego browarka. Również normalny poziom trudności potrafi dostarczyć takich emocji. Wystarczy tylko, że twórcy gry rzucą nam wyzwanie w postaci przeciwnika wielokrotnie trudniejszego niż ci spotykani przez ostatnią godzinę. Nieważne ile save’ów wczytasz. Ważne, że w końcu ci się udało.

3. Wygranie pierwszego meczu w grze multiplayer
Ten moment jest trochę podobny do poprzedniego. Jeżeli zaczynamy grać trochę później niż w dniu premiery, to nawet systemy doboru poziomu przeciwników nie sprawią, że przestaniemy dostawać srogie baty. Wiele gier wieloosobowych może być demotywujących przez pierwsze dziesiątki rozgrywek. Zdobywanie skilla kosztuje nas nieraz dużo więcej czasu, niż dziesiątki prób pokonania jednego bossa. Ale w końcu pojawia się punkt przełomowy, w którym wygrywamy swój pierwszy mecz w fifę, pierwszy deatmatch w Quake’u, potyczkę w LoLu czy nawet partię Literaków na Kurniku. Ten moment znowu sprawia, że chcemy grać więcej i więcej, bo skoro wygraliśmy raz, to na pewno uda nam się kolejny raz. Praktyka czyni mistrza i jeśli tylko poświecimy dużo czasu na treningi, stosunek gier wygranych do przegranych z pewnością będzie już tylko rosnąć.

4. Zdobycie wszystkich achievementów
Nie wiem jak Wy, ale ja jestem zwolennikiem kolekcjonowania osiągnięć. Lubię zdawać sobie sprawę z tego, że w niektórych grach dokonałem znacznie więcej niż inni. Lubię porównywać listy „aczików” ze znajomymi i z dumą odkrywać, że przeszedłem dany tytuł na wyższym poziomie trudności niż reszta. Niektóre achievementy są czasochłonne, inne wymagają sporych umiejętności albo farta. Kiedy udaje mi się w końcu ukończyć grę w 100% i w moim profilu wiszą już wszystkie malutkie obrazki z opisem osiągnięć – czuję się spełniony. Wtedy wiem też, że produkcja była na tyle dobra, że warto było spędzić dodatkowe godziny na „calakowaniu”. Niestety mina mi rzednie, kiedy twórcy wypuszczają kolejne słabe DLC i dodają kolejne achievementy, a stuprocentowa kolekcja pucharków już nie jest kompletna. Mam nadzieję, że w nowej generacji konsol zostanie to z punktu widzenia gracza poprawione.

5. Przypadkowy headshot
Skradasz się powoli przyczajony wśród krzaków. Nieważne, czy masz w rękach snajperkę, pistolet czy inny karabin. Nagle kilkanaście metrów od Ciebie wyskakuje uzbrojona postać z migającym na czerwono nickiem. Strzelasz na oślep. Trafiasz w głowę. BOOM HEADSHOT! Czy to nie zajebiste uczucie?

6. Idealne przejechanie trasy w grze wyścigowej
Generalnie nie jestem wielkim fanem samochodówek i raczej wolę te z arcade’owym modelem jazdy. Mimo wszystko jest to ten rodzaj gier, który wymaga od nas stuprocentowego skupienia i często nie wybacza pomyłek. Pamiętam jak prawie dziesięć lat temu męczyłem się z kolejnymi wyścigami w Need For Speed Underground. Komputerowi przeciwnicy w tej grze oszukiwali i nieważne jak bardzo wypasiony miałem wóz, zawsze mnie doganiali. Wtedy wystarczyła tylko jedna kraksa z jadącym z naprzeciwka „cywilnym” samochodem albo jeszcze lepiej – z pieprzonym słupem w pieprzonym tunelu – i trzeba było resetować cały wyścig. Ale kiedy wreszcie dokonałem niemożliwego i po dziesiątym kubku melisy i setkach rzuconych bluzgów przejechałem całą trasę bez żadnego błędu… Paaanie, czułem się jak mistrz świata.

7. Zapisanie się na liście najlepszych wyników
Powszechność komputerów w domach Polaków i duża ilość gier przenośnych spowodowały, że salony gier nie są już tak popularne jak kiedyś. Pamiętam jednak, jak za dzieciaka na zielonych szkołach w nadmorskich kurortach połowę kieszonkowego wydawało się na gofry, a drugą połowę na tak zwane automaty. Gry arcade miały to do siebie, że w stanie bezczynności oprócz dem wyświetlały także listę najlepszych wyników. Oczywiście nigdy nie udało mi się wśród nich wpisać swoich inicjałów, ale zawsze było to moje marzenie. Zrealizowałem je dopiero po kupnie Xboxa, na którym pobiłem wszystkie rekordy swoich znajomych w Geometry Wars 2, a nawet wspólnie ze znajomymi wyśrubowaliśmy wyniki godne światowej czołówki w śpiewanej grze Lips i Lips One Hits. Taka chwała niestety szybko przemija, a listy najlepszych wyników nierzadko są okupowane przez cheaterów. Jednak nawet chwilowe przekonanie o tym, że robisz coś znacznie lepiej od dziesiątek tysięcy ludzi na całym świecie jest wspaniałe.

8. Zakup perełki po okazyjnej cenie
Można śmiało stwierdzić, iż każdy, kto kupuje gry wideo częściej niż raz w roku, ma w sobie coś z kolekcjonera. Perełką wśród gier przeważnie są tytuły stare bądź z jakiegoś powodu kiepsko dostępne, na przykład japońskie tytuły konsolowe, które do nas nie docierają. Kiedy przeglądając internetowe serwisy aukcyjne natkniesz się na super okazyjną aukcję z jakąś rzadkością, nie wahaj się dwa razy. Nawet jeżeli uznasz, że zakup jednak Ci nie leży i dokonałeś go pod wpływem emocji, to zawsze możesz sprzedać taką perełkę z jakimś zyskiem. Mistrzem w tej dziedzinie jest mój znajomy z Warszawy (pozdrawiam Piotrze), który chyba dzień i noc wyszukuje egzotyczne tytuły na wszystkie konsole Nintendo. Satysfakcja z jaką opowiada mi o swoich zakupach spowodowała, że postanowiłem umieścić i tę pozycję na liście piętnastu najlepszych momentów. Handel growymi antykami ma też swoją drugą stronę. Kiedyś mocno przycisnęła mnie potrzeba gotówki i już prawie dobiłem targu sprzedając swoje pudełkowe wydanie Księcia i Tchórza. W ostatniej chwili rozmyśliłem się, a pudło kurzy się w piwnicy do dziś. Jest jednak warte dwa razy więcej niż wtedy, a ja nadal mam swoją pierwszą grę komputerową.

9. Przypadkowy granat
W zasadzie mógłbym napisać o tym przy okazji przypadkowego headshota, ale ta sytuacja jest zgoła inna. Przypadkowym granatem zdobywa się fragi w momencie, kiedy jeszcze nawet nie widzisz, gdzie jest przeciwnik. Po prostu rzucasz na oślep i jeb, nagle na konto punktowe przybywa ci kolejny frag. Nieważne czy to intuicja czy fart, w takich momentach czuję się PRO. Jeżeli od przypadkowego granatu padnie dwóch czy nawet trzech wrogów, morale pnie się w górę jak szalone i czuję się niezwyciężony.

10. Włączenie gry w tajemnicy przed rodzicami
Tę sytuację podsunęła mi moja dziewczyna. W dzieciństwie jej rodzice mocno pilnowali dostępu do komputera i razem z bratem musiała mocno kombinować, żeby nagrać się tyle ile dusza zapragnie. Głównie robili więc to wtedy, kiedy rodzice gdzieś wychodzili. Ja na szczęście nie miałem takich problemów, ale dziwną satysfakcję dawał mi fakt, że gram w tytuły, które przeznaczone są dla wyższej niż moja kategorii wiekowej. Może nie była to jakaś wielka tajemnica, ale miałem małego stracha, że moja swoboda się skończy i więcej grania w Grand Theft Auto nie będzie. Tak się jednak nie stało, a ja jeszcze przed osiemnastką zabiłem więcej wirtualnych istnień niż wszyscy zbrodniarze tego świata razem wzięci. Muahaha.

11. Włączenie gry na najwyższych detalach po zakupie nowego sprzętu
Tutaj kolejny powrót do przeszłości, bo bardzo dobrze pamiętam zakup pierwszego akceleratora graficznego i opad szczęki po odpaleniu dema Star Wars Racer. Potem modernizację komputera w wieku nastoletnim za zbierane przez długi czas pieniądze i nadrabianie kilkuletnich zaległości. Co to były za czasy… Każda gra wydawała się fotorealistyczna, a woda w Morrowindzie piękniejsza niż na pocztówkach z Karaibów. Oczywiście uczucie to jest znane jedynie pecetowcom, bo jedyne ustawienia graficzne, jakie mogą ustawić konsolowcy to jasność ekranu. Nie wiem czy to wina tego, że gram teraz głównie na Xboxie 360, ale dawno już nie widziałem gry z naprawdę dobrą grafiką i z lekką zazdrością spoglądam na podrasowane screenshoty ze zmodowanego Skyrima i GTA IV.

12. Opublikowanie pierwszego tekstu w serwisie o grach
Jak można przeczytać w informacjach o mnie na stronie głównej „Buja bloguje”, moja przygoda z internetowym słowem pisanym zaczęła się jakoś w okolicach 2002 roku, kiedy to założyłem serwis GameBoy Zone na łamach Federacji Gry-Online. Miałem pod sobą kilku ludzi, którzy regularnie pisali dla mnie recenzje i sam co nieco publikowałem. Trochę żałuję, że gdy podjęliśmy współprace z drukowanym pismem o przenośnych konsolach, to teksty moich ludzi (a był wśród nich m.in. piszący jeszcze niedawno na gameplay.pl Kompo) poszły do druku, a nie żaden mój. Potrzebowałem prawie dziesięciu lat żeby na dobre wrócić do pisania i zacząłem prezentować moje wpisy na Gameplayu. Niezależnie od reputacji tego miejsca, mam z tego olbrzymią satysfakcję. Jeszcze bardziej cieszy się moje ego, kiedy pod tekstem pojawi się choćby jeden komentarz, a czytelnik napisze, że lubi mnie czytać. To naprawdę bardzo budujące uczucie.

13. Developer ujawnia prace nad długo wyczekiwanym sequelem
Kiedy ciągnące się w nieskończoność serie Assasin’s Creed, Mass Effect czy Call Of Duty zdobywają coraz mniejsze uznanie wśród graczy, na rynku nadal pojawiają się tytuły, które z nieznanej wcześniej marki stają się świetnymi franczyzami. Jest sporo gier, na których sequele czekam i wiem, że jest to powszechne zjawisko. Ludzie piszą o tym całe artykuły, ja ograniczę się do jednego zdania: dzień, w którym ujawnione zostaną jakiekolwiek informacje potwierdzające ukazanie się Half-Life 3, zostanie okrzyknięty przez wszystkie społeczności graczy świętem narodowym. Amen.

14. Włączenie trybu God Mode
A do tego zestaw paru innych cheatów, które ubarwiają rozgrywkę. Nigdy z nich nie korzystam, ale jest jedna seria, która pozwala na świetną zabawę w tym trybie, a mianowicie wspomniane już wcześniej Grand Theft Auto. Nic tak nie bawi jak niszczenie kolejnych radiowozów próbujących bezskutecznie zakończyć naszą morderczą zabawę. Dorzućcie do tego czołg i wszystkie bronie, a będziecie mieć frajdę przez dobre pół godziny. Potem grzecznie wczytajcie stan gry i kontynuujcie rozgrywkę tak jak porządnemu graczowi przystoi.

15. Znalezienie bardzo rzadkiego przedmiotu
TO UCZUCIE, KIEDY PO KILKUDZIESIĘCIU GODZINACH GRINDOWANIA WYPADA CI MŁOT +100 DO WSZYSTKIEGO. Znają je przede wszystkim gracze rozmaitych cRPGów z losowymi dropami przedmiotów, ale nawet nielosowe przedmioty potrafią ucieszyć mordę erpegowca. Splądrowałem cały grobowiec wybijając zastępy liszów, szkieletów i czarnoksiężników. Dzięki za te kilka punktów doświadczenia i złoto, dla mnie głównym motorem napędowym gier fabularnych jest zdobywanie coraz lepszego sprzętu. Dzięki temu pod koniec gry czuję się jak prawdziwy wymiatacz, więc jeżeli w tym grobowcu znajdę łopatę, jabłko, butelkę wina i gorszy sprzęt niż u miejscowego kowala, to wolę wyłączyć żałosną grę i pograć sobie w snake’a na telefonie. W każdym grobowcu musi być wypasiony item. Kropka. Jak go znajdę, to mam o czym gadać przez pięć kolejnych spotkań z moimi kolegami nerdami, o.

Zdaję sobie sprawę, że lista najlepszych momentów w życiu gracza mogłaby być znacznie dłuższa. Sytuacje które tu opisałem są po prostu najbliższe memu sercu i dlatego wybór był taki, a nie inny. Jeżeli uważacie, że pominąłem coś ważnego – piszcie w komentarzach! Z chęcią poczytam jakie są Wasze ulubione momenty.

Podoba Ci się mój wpis? Subksrybuj mnie na fejsie, a na pewno nie przegapisz następnego.

Buja
9 maja 2013 - 17:13

Komentarze Czytelników

Dodaj swój komentarz
Wszystkie Komentarze
08.05.2013 09:38
😜
Aimath
28
Chorąży

1) Wchodzę na serwer lub bg czy arenę i po za powitaniami pojawia się tekst "Not again this guy" - w pozytywnym sensie - każdy z nas lubi być rozpoznawalny czyż nie ? :D
2) utworzenie konta na steam - skończyły się problemy z pudełkami, instrukcjami i całym tym "badziewiem" :P a zaczęły "problemy" z promocjami i przecenami :D
3) ukończenie gry na 100% - nie było ich wiele w stosunku do ilości posiadanych tytułów ale jednak każda taka cieszy
4) to jeszcze z czasów hc gry w WoW i kiedy takie rzeczy miały swoją wagę :P - First Kill - światowego się nie udało ale serwerowy i podium w europie się udało
5) całkowicie zaskakujący tytuł który kupuję przez przypadek i okazuje się dla mnie osobistym hitem roku

08.05.2013 19:57
Shinpu
😃
odpowiedz
Shinpu
12
Legionista

Zdobycie wszystkich aczików. Czy to w ogóle możliwe ? :D

08.05.2013 20:10
Irek22
odpowiedz
Irek22
100
Grzeczny już byłem

Ja mam tylko trzy takie momenty:

1. Rozpakowywanie nowej gry i przeglądanie zawartości pudełka
2. Jeżeli gra, na którą naprawdę czekałem i którą kupiłem za grube pieniądze/w dniu premiery okazała się tego warta
3. Włączenie max detali i płynna zabawa na lepszym sprzęcie niż ten, na którym wcześniej grałem w daną grę

09.05.2013 00:40
odpowiedz
Krabicz
16
Legionista

Zapisanie się w top 10 na różnych automatach sprawiało dużą radość. U nas nie było wielu graczy więc czy to w Kadilaki i Dinozaury xD czy Metal Slug w top 10 byłem, ale właściciel automatów, który podpisywał się Jim grał ile chciał i zawsze robił rekordy. Nie zapomnę jeszcze jak wiele lat później zagrałem w Tekkena 5, którego miałem dobrze opanowanego na ps2 i grałem Anną chyba z godzinę, tak że zebrały się dzieci i patrzyły jak gram :)

09.05.2013 01:44
malyb89
odpowiedz
malyb89
154
Demigod
Wideo

z pieprzonym słupem w pieprzonym tunelu

A myślałem, że to tylko ja miałem ten problem! Mały risercz i google mówi wiele więcej razy o tym tunelu...

http://www.youtube.com/watch?v=jZ8QHhveK_c

Co do rodziców to nie miałem tego problemu. Tylko potem jak już troche pograłem to było słychać mamy krzyk "Wyłączaj to i idź spać!". A Bartus grał nadal w pierwszego MoHa :)

Tekst nostalgiczny. Prospsy za kolegę kolekcjonera.

09.05.2013 17:33
Koktajl Mrozacy Mozg
odpowiedz
Koktajl Mrozacy Mozg
157
VR Evangelist

5. Przypadkowy headshot - lepszy jest taki ktory celujac na oslep trafimy w glowe w dodatku ostatnim :P

09.05.2013 17:48
👍
odpowiedz
Tmattom
6
Junior

Ja bym dodał do tego jeszcze dwie rzeczy. Shift 2 odpalony na nowym sprzęcie na max detalach w full HD, i Nurburgring na nowo kupionej G27 - po pierwszym przejeździe myślałem że już nigdy nie odpalę niczego innego :P

Jako drugi punkt wrzuciłbym jeszcze to uczucie, gdy przeglądając neta natrafiasz na opis/recenzję lub gameplay na YT jekiejś losowej starej gierki i nagle uświadamiasz sobie, że właśnie oglądasz grę, która być może od kilku lat siedziała ci w głowie ale nie mogłeś sobie przypomnieć co to było :P

09.05.2013 18:09
odpowiedz
PierwszyWolnyJestZajęty
14
Generał

1. Rozpakowanie nowej gry.
Nie kupuje praktycznie wcale pudełek, a nawet gdy się trafi to nie ma się czym obecnie podniecać. Instrukcja brak, albo jest to kilka marnych stron z treścią typu "włóż płytę do napędu".

2. Uporanie się z trudnym bossem lub etapem
Nie ma trudnych bosów lub etapów. Jest tylko niedopasowany poziom trudności lub brak pomyślunku podczas produkcji.

3. Wygranie pierwszego meczu w grze multiplayer
Nasz pierwszy wygrany mecz to zasługa ludzi w naszej drużynie, my przeważnie tylko się pętaliśmy.

4. Zdobycie wszystkich achievementów
Cieszy jeśli nie trzeba wielokrotnego przechodzić tych samych elementów w grze lub wymagania do zdobycia nie są z kosmosu.

5. Przypadkowy headshot
Raczej nie zdażają mi się przypadkowe HS bo zawsze celuję w głowę. Ten przypadek to może też być spowodowany zwykłym chwilowym lagiem.

6. Idealne przejechanie trasy w grze wyścigowej
Tutaj się zgodzę. Człowiek czuje się dumny niczym paw. 10 okrążeń i 0 zderzeń - niestety taki przejazd kosztuje dużo nerwów (przynajmniej mnie bo czym bliżej mam do mety tym bardziej denerwuję się tym, że za dobrze mi idzie i zaraz będzie jakiś dzwon, już za moment).

7. Zapisanie się na liście najlepszych wyników
Nigdy nie przepadałem za grą na automatach więc mogę tylko odnieść się do list w grach w które grałem ja, siostra i ojciec. Nawet teraz pamiętam: DxBall - ojciec grał dotąd aż wszystkie pozycje na liście były jego (a to ponoć tylko dzieci się uzależniają od gier).

8. Zakup perełki po okazyjnej cenie
Nie bawię się w kolekcjonera.

9. Przypadkowy granat
Fakt. Człowiek cieszy się głupi, a jak do tego jeszcze to będzie jakiś multikill granatem to już poezja.

10. Włączenie gry w tajemnicy przed rodzicami
Nie dotyczy.

11. Włączenie gry na najwyższych detalach po zakupie nowego sprzętu
Kupując nowego PC dokładnie wiem co kupuję i co będę mógł na nim zobaczyć więc bez ekscytacji (grafika nie jest zresztą dla mnie najważniejsza).

12. Opublikowanie pierwszego tekstu w serwisie o grach
Nie dotyczy. Zawsze miałem kiedyś napisać, ale w sumie szkoda czasu.

13. Developer ujawnia prace nad długo wyczekiwanym sequelem
Zdezaktualizowane. Obecnie gdy słyszę, że ktoś chce odnowić klasyka to przed oczami stają mi obrazy wszystkich "zepsutych" jak do tej pory odnowionych serii.

14. Włączenie trybu God Mode
Wiąże się z 2. Gra ma być przyjemnością a nie frustracją. Są takie gry, które od samego początku do końcu przechodzę z trainerem. Czemu? Bo nie chcę się męczyć, a coś w grze odbiera mi przyjemność z grania bez oszukiwania.

15. Znalezienie bardzo rzadkiego przedmiotu
Z tym też się zgodzę. Drop jest przecież najważniejszy. :)

09.05.2013 18:19
Azerath
odpowiedz
Azerath
135
Senator

- Zgadzam się z tym granatem. Rzucić takiego i po po chwili bezdechu zobaczyć, że udało się kogoś ubić, to czysta radocha. A jak jeszcze uda się dwóch za jednym razem albo i trzech....
- Z całą pewnością jedną z lepszych rzeczy w życiu gracza jest poddanie się hype'owi na jakąś produkcję. Z wywieszonym językiem czekać na najmniejszy chociażby strzępek informacji, dyskutować ze znajomymi czy na forach na każdy możliwy temat związany z tą grą, potem ekscytacja, gdy do premiery zostały tylko tygodnie.
- Moment przejścia ze starej generacji na nową. Ogromne emocje, dosłownie wszystko potrafi człowieka ucieszyć i to dwa razy bardziej niż zazwyczaj.
- Każdy, kto grał w Counter-Strike'a czy jakąkolwiek inną sieciową strzelankę, chyba raz w życiu miał sytuację, kiedy został ostatnią żywą osoba z drużyny i czuł na sobie wzrok wszystkich nieżywych kompanów. Nie spieprzyć sprawy i doprowadzić rundę do zwycięstwa... Człowiek jest z siebie dumny jak nigdy.

09.05.2013 19:18
odpowiedz
kaminszczak
17
Legionista

Shinpu
22 platyny na PS3 więc jak ktoś chce i ma zapał to daje radę :)

09.05.2013 20:15
Bezi2598
👍
odpowiedz
Bezi2598
95
Legend

Fajny artykuł.

09.05.2013 21:09
odpowiedz
tybet2
105
Generał

Bardzo dobry tekst. Niektóre z tych rzeczy nawet pasują do moich odczuć:)
Przyjemnie się czytało.

09.05.2013 21:28
U.V. Impaler
odpowiedz
U.V. Impaler
180
Hurt me plenty

GRYOnline.plRedaktor naczelny

Warto spojrzeć na temat z drugiej strony, o momentach najgorszych.

Lata temu, w Sarbinowie albo Mielnie, stał automat z Mortal Kombat 3 - wówczas wielka nowość, nie było jeszcze portu na PC. Przez dwa tygodnie tam wymiatałem w singlu Liu Kangiem, bo miał ciosy podobne do tych z "dwójki". Dzieciarnia patrzyła z podziwem, aż w końcu przylazł jakiś koleś, wrzucił monetę i tak mnie zmasakrował Sub-Zerem, że poczułem się biednie. Upokorzenie jak diabli, do dziś to pamiętam ;)

09.05.2013 21:48
claudespeed18
odpowiedz
claudespeed18
148
error

Włączenie gry na najwyższych detalach po zakupie nowego sprzętu

Mnie to akurat nie jara, bo skoro kupiłem dobry sprzęt to oczekuję dobrej wydajności i za wczasu raczej znam testy danej gry na róznych konfiguracjach, więc jak nie chodzi tak jak powinno to wtedy jest źle. Oraz przeciwnie gdy gra wydaję się być dość nowa, ładna z konkretnymi wymaganiami a okazuje się że dobra optymalizacja silnika pozwala po wyłaczeniu(lub nawet nie) kilku bajerów na komfortową grę(40-60fps) na wydawało się że słabym sprzęcie. Właśnie takie coś mnie cieszy. Albo cieszyło ;)

10.05.2013 12:14
Barthez x
odpowiedz
Barthez x
154
vel barth89

Coś w tym jest :) Nie ze wszystkim bym się zgodził, ale jeśli chodzi o rzeczy realne (włączenie gry po upgrade'dzie kopa, ogłoszenie przez dewelopera prac nad wyczekiwanym sequelem, dorwanie tanio perełki) jak najbardziej tak :)

10.05.2013 13:35
odpowiedz
luki251
38
Pretorianin

Tak. W większości się zgadzam i mam tak samo... Ale zostały pominięte najważniejsze dla mnie aspekty. Według mnie granie składa się z dwóch elementów: gameplay i odbiór gry. Tutaj zostały poruszone kwestie związane tylko z pierwszym elementem. Ok. Zawsze biorę najwyższy poziom trudności. Niesamowitą radość sprawia mi zbieranie achievków, uporanie się z masakrycznie trudnym momentem. Uwielbiam jak ciosy czy hedshoty fajnie i mięsiście "wchodzą". Lubię czuć się pro, albo po prostu być przydatnym w drużynie. Jest to bardzo istotne. Ale. Ważniejszy jest dla mnie odbiór gry, do którego zalicza się poniekąd chyba tylko punkt 13.
Ja jestem w gamingowym siódmym niebie, kiedy czuję klimat jakiejś lokacji: muzyka, odgłosy otoczenia, szata graficzna itp. Także jednym z piękniejszych momentów jest powrót do gry, którą się za coś pokochało, nie ważne czy to kolejna część, czy po prostu granie któryś raz z kolei. Uwielbiam też trudne wybory. Czuję, że gra jest erpegiem, kiedy na ekranie pojawiają się wybory, a mnie wmurowuje i dobrą chwilę rozważam co jest lepsze. Najlepiej jest kiedy przez resztę dnia człowiek się zastanawia, czy wybrał najlepszą możliwość. Może to trochę masochistyczne, ale najbardziej podoba mi się granie, kiedy gra da mi porządny psychiczny wp***dol i sprawi, że zaczynam płakać jak dziecko. To i wiele innych najpiękniejszych momentów, zostało pominięte. Jeszcze była mowa o kolekcjonowaniu i tutaj się zgadzam, ale niestety zabrakło tego wszystkiego o czym napisałem.

10.05.2013 19:23
👍
odpowiedz
zanonimizowany773449
60
Konsul

Świetny tekst, Twoje poczucie humoru wymiata !

Dodaj swój komentarz
Wszystkie Komentarze