Hobbit: Pustkowie Smauga OST - Recenzje(16). - Bartek Pacuła - 30 grudnia 2013

Hobbit: Pustkowie Smauga OST - Recenzje(16).

Cztery poprzednie dzieła Howarda Shore’a dotyczące uniwersum Władcy Pierścieni mnie zachwyciły. Wszystkie i bez wyjątku. Każda płyta, która towarzyszyła premierze filmu na podstawie książek Tolkiena była przemyślana, klimatyczna, epicka i po prostu bardzo dobrze zrobiona. Pod koniec tego roku do kin trafił kolejny film Petera Jacksona o Hobbicie. Nosi on tytuł Hobbit: Pustkowie Smauga i pod takim samym tytułem ukazał się również soundtrack z tego dzieła. A jaki on jest i czy zachwycił mnie tak samo jak jego poprzednicy? Zapraszam do recenzji!

Dzieła, jakimi są soundtracki ocenić zawsze jest ciężko, bo z samej definicji one towarzyszą już jakiemuś innemu dziełu i są komponowane właśnie pod dany obraz. Dlatego też jeśli film jest smutny i depresyjny, to soundtrack nie może strzelać wesołością i dowcipem, a jeśli film jest komedią to ścieżka dźwiękowa nie może powodować chęci otwarcia sobie żył i to natychmiast. Jednak dobre soundtracki są w stanie poradzić sobie dobrze jako osobne dzieła i to niezależnie czy dany film był przygnębiający czy wesoły. Idealnym przykładem jest tu OST z Epizodu V Gwiezdnych Wojen(Imperium Kontratakuje) – sam film jest zdecydowanie najcięższy z całej gwiezdnej sagi, jeśli chodzi o klimat i wydarzenia, lecz ścieżka dźwiękowa Johna Williamsa świetnie się broni jako autonomiczne dzieło, idealnie balansując między depresją, klimatem, a epickością. Ta sztuka udała się też samemu Howardowi Shore’owi przy okazji komponowania OST z Dwóch Wież. Sam film był dużo mroczniejszy od poprzednika , tak samo musiało być z soundtrackiem, który czasami był dosłownie zaprzęgnięty by idealnie dopełniać wydarzenia na ekranie kosztem wartości samego soundtracku, ale wszystko to zostało pomyślane tak, by muzyki słuchało się równie dobrze bez oglądania obrazu. A jak to wszystko wyszło w soundtracku do filmu Hobbit: Pustkowie Smauga?

Powiem od razu – średnio, z naciskiem na bardzo średnio. Przede wszystkim otrzymaliśmy dwupłytowe dzieło(w edycji specjalnej trwające ponad 2 godziny), które zainwestowało tylko w mrok i deprechę, nie oferując niczego spokojniejszego w zamian. Nawet epickości i podniosłości jest tu jak na lekarstwo. I niech nikt mnie nie zrozumie źle – deprecha i mrok to rzeczy fajne, ale jeśli dobrze się je zrobi. Inaczej są puste i nudne – i dokładnie tak się dzieje w tym przypadku, gdzie jeden nudny utwór goni drugi, jeszcze nudniejszy. Co dziwne nudne i raczej mroczne, niż podniosłe, są nawet te kawałki, które towarzyszyły scenom wesołym, spokojniejszym lub epickim – The House of Beorn jest tutaj idealnym przykładem. Scena pobytu w domu Beorna raczej nie była napakowana ciężkimi, jeśli chodzi o klimat, fajerwerkami, zaś ten utwór jest ciężki i niepokojący. Na jaką cholerę? A przy tym jest jeszcze dojmująco nudny i miałki. W ogóle cała pierwsza płyta to parada nudy. Epickie kawałki są nudne. Gęste kawałki są jeszcze nudniejsze. Sytuacja staje się nieco lepsza na początku drugiej płyty, a to dzięki utworowi Thrice Welcome, który charakteryzuje się dość przyjemnym motywem muzycznym. Niestety potem Shore znowu wpada w jakiś ciąg nudy i usypiania słuchacza, a rzeczony słuchacz płacze i lamentuje, dopytując się, co się stało z człowiekiem, który nagrał co najmniej trzy wybitne ścieżki dźwiękowe do filmów osadzonych w Śródziemiu. Choć te wszystkie tytuły utworów brzmią epicko – Durin’s Folk, In the Shadow of the Mountain, My Armor Is Iron czy Feast of Starlight – to zapewniam Was, że są one nudne. A czasami są nawet kwintesencją nudy. Ostatni raz tak bardzo chciałem wyłączyć płytę przy okazji Now What?! Purpli, którą to uważałem za śmiertelnie nużącą. Na jej szczęście palmę pierwszeństwa w tym względzie przejął OST do Pustkowia Smauga.

Ed Sheeran. Źródło: wikipedia.

Jest jednak jeden utwór, który ratuje to wydawnictwo. Co smutne – nie należy on do Shore’a, tylko do Eda Sheerana i jest on piosenką towarzyszącą napisom końcowym(nosi tytuł I See Fire). Powiem szczerze, że tego pana w ogóle nie znałem i musiałem się szybko dokształcić na potrzeby tego tekstu. Jak podaje niezawodna ciocia Wiki, Ed Sheeran pochodzi z Wielkiej Brytanii i jest piosenkarzem i producentem(i jest bardzo młody – urodził się w 1991 roku). Pomimo młodego wieku już osiągnął pewne sukcesy(jak 3 miejsce na UK Singels Chart), a teraz stał się znany właśnie za sprawą współpracy muzycznej przy Hobbicie. Piosenka, którą nagrał, jest naprawdę świetna i super się jej słucha, choć doceniłem ją dopiero po kilkukrotnym przesłuchaniu. Co od razu rzuca się w oczy(można tak powiedzieć o dźwięku?), to fakt, że piosenka ta odrobinę nie pasuje do uniwersum Władcy. Trafiłem na ciekawą dyskusję w internecie(była długa i merytoryczna – byłem zdziwiony i zachwycony) właśnie o tym fakcie „niepasowania” i większość dyskutujących mówiła, że to zaleta i zmiana na lepsze. Tak czy siak – Edowi udało się coś, na czym poległa wielka Annie Lenox – udało mu się napisać świetną piosenkę na napisy końcowe, do której wracam i będę wracał. Po tym utworze jest jeszcze jeden, Beyond the Forest, który jest najlepszym dziełem Shore’a na tej płycie. Szkoda, że nikt go nie usłyszy, gdyż jest on na szarym końcu – i w filmie, i na krążku.

Przykro mi to pisać, gdyż zupełnie się nie spodziewałem takiego obrotu spraw, ale OST do Pustkowia Smauga zawodzi prawie na całej linii. Jest nudny, za długi i pusty. Na szczęście sytuację ratuje odrobinę świetne I See Fire, ale jedna piosenka to za mało, by w jakiś znaczący sposób podnieść ocenę całej płyty. Mam nadzieję, że lepszą muzykę otrzymamy z okazji ostatniej części Hobbita, a znając wydarzenia, które mają mieć tam miejsce, nie jest to nadzieja płonna. No ale teraz też miało być dobrze…

Poprzednie recenzje:

AudioFeelsŚwiątecznie: http://gameplay.pl/news.asp?ID=82116

SabatonCarolus Rex: http://gameplay.pl/news.asp?ID=81968

AmorphisCircle: http://gameplay.pl/news.asp?ID=81823

Bartek Pacuła
30 grudnia 2013 - 11:17

Komentarze Czytelników

Dodaj swój komentarz
Wszystkie Komentarze
30.12.2013 11:47
g40st
g40st
132
Big Bad Wolf

GRY-Online.plAdmin forum

Wybacz, ale zainteresowany zakupem tego OST, z tej recenzji praktycznie nic się nie dowiedziałem.
Wielokrotne argumentowanie, że coś jest nudne bez wskazania odpowiedzialnych za ową nudę czynników, a jedynie posłużenie się kilkoma ogólnikami niewiele mówi. Za dużo underscore'u? Na jakich emocjach gra Shore? Czym Shore usypia? Jednostajnością? Nutą grozy?

Epickie kawałki są nudne. Gęste kawałki są jeszcze nudniejsze.

Z jakiego powodu? Jak się ma muzyka w Pustkowiu Smauga do muzyki z części pierwszej, która notabene w porównaniu do LOTR-a też nie powalała. Zabrakło mi tu kluczowych informacji i argumentów pozwalających zdecydować bądź nie o zakupie płyty.

PS. Now What?! jest fajne i nie nudne, o! :)

30.12.2013 12:19
Matt
odpowiedz
Matt
201
I Am The Night

Chłopie, zanim opublikujesz taki tekst weź go 3 razy przeczytaj - błąd gramatyczny w pierwszym zdaniu (Cztery poprzednie dzieła Howarda Shore’a dotyczące uniwersum Władcy Pierścieni mnie zachwyciło.), potem co kawałek powtórzenia (znów to nieszczęsne "dzieło" w każdej formie) - przeczytałem do połowy (?) i przestałem w ogóle skupiać się na tym co chciałeś powiedzieć a zacząłem łapać byki....

edit-typo ;)

30.12.2013 12:32
odpowiedz
darth16
24
Pretorianin

Ghost - a czy samo info, ze jest nudne, powtarzalne i takje samo przez caly czas nie jest juz jakas informacja, czy warto to kupic, czy nie? I mam nadzieje, ze moge posiadac wlasne zdanie dotyczace Now What?!, bo widze, ze z tym ciezko cos ;)

A co do bledow - ten poczatkowy, to serio nie wiem o co biega. Co do innych - prawda, bledy sa, ale jako, ze nie stac mnie na korektora i prowadze bloga, to bledy beda zawsze. Poprawie jak bd okazja, Ty tez w tym czasie popracuj u siebie ;)

30.12.2013 12:40
DM
odpowiedz
DM
155
AFO Neptune

GRYOnline.plTeam

poprzednie dzieła - zachwyciły - powinno być :)

bardzo pomaga jak po napisaniu tekstu na komputerze, później przeczytasz go sobie na telefonei czy na tablecie... ja czasem poprawiam tekst przez 3 dni - najwięcej błędów wyłapuje się gdy czytasz go po jakimś czasie jeszcze raz

30.12.2013 12:47
odpowiedz
darth16
24
Pretorianin

DM - widze i dziekuje ;)

30.12.2013 12:52
g40st
odpowiedz
g40st
132
Big Bad Wolf

GRY-Online.plAdmin forum

a czy samo info, ze jest nudne, powtarzalne i takje samo przez caly czas nie jest juz jakas informacja, czy warto to kupic, czy nie?

Nie, bo to bardzo nieprecyzyjne określenie. Kompletnie nic nie mówiące i różnie definiowane - w zależności od osoby, miejsca a nawet czasu obserwacji.

I mam nadzieje, ze moge posiadac wlasne zdanie dotyczace Now What?!, bo widze, ze z tym ciezko cos ;)

Ależ ja niczego nie narzucam :)

30.12.2013 13:03
odpowiedz
darth16
24
Pretorianin

Co do Purpli - po prostu mam wrazenie, ze nie mozna tej plyty nie lubic. I chyba tak samo bd z Hobbitem ;)

31.12.2013 00:38
odpowiedz
Lupus007
13
Legionista

Co do Purpli - to napisz raz, że Tobie się nie podobał i daj sobie już spokój. Znam wiele osób, którym się "Now What?" podobało i nawet więcej, uważają, że to ich najlepsza płyta od lat. I nie mówię tu wcale o sobie w tym wypadku. Katarynkowe powtarzanie czegoś nie ukształtuje nikomu opinii, a jedynie zniechęci. Opinię - subiektywną - podaje się raz i do niej nie wraca. Pozdrawiam.

01.01.2014 19:25
odpowiedz
darth16
24
Pretorianin

Lupus - czyli jak rozumiem Ty mówisz coś raz i też do tego nie wracasz? O Purplach napisałem trzy razy - przy recenzji, w podsumowaniu i tutaj. I to tyle. To ludzie wracają do tego, nie mam pojęcia czemu. Myślę, że to ile słucham muzyki, ile o niej czytam, a także moja znajomość Purpli daje mi prawo do krytyki tego albumu, ale nie mogę oprzeć się wrażeniu, że pewnych płyt krytykować nie można.

02.01.2014 01:58
odpowiedz
Lupus007
13
Legionista

Nikt by nie krytykował zdania, gdybyś nie wyciągał tematu, najwyraźniej ludzi to razi i zniechęca do śledzenia Twoich wpisów.. Nie wracam do raz wyrażonej opinii, najwyżej po jakimś czasie ją weryfikuję, lub ewentualnie odbieram te ataki, które godzą w moją osobę, a nie zdanie. Ponadto również znam wszystkie płyty Purpli od dziecka, mam swoich faworytów i swoje znienawidzone (koszmarne "Battle Rages On" choćby, ale szanuję Twoje zdanie. Po prostu chodzi oto, żeby wiedzieć kiedy dać sobie spokój z pewnymi stwierdzeniami. Pozdrawiam.

Dodaj swój komentarz
Wszystkie Komentarze