Spowiedź grzesznika nawróconego czyli ekstatyczny opis MTV Unplugged Nirvany - Słowo na niedzielę(21). - Bartek Pacuła - 2 lutego 2014

Spowiedź grzesznika nawróconego, czyli ekstatyczny opis MTV Unplugged Nirvany - Słowo na niedzielę(21).

Nigdy nie lubiłem Nirvany. Po prostu. Powodów do tego miałem i mam wiele, a każdy zachwyt nad tą formacją budził we mnie chęć wdania się w dysputę/rozmowę/kłótnię na ten temat. I choć studyjnych dokonań Nirvany nadal nie uważam za dobre, to coś się zmieniło. Można by rzec, że w pewnym sensie się nawróciłem. Wszystko po odsłuchaniu ich znanego koncertu MTV Unplugged in New York, który w końcu wpadł w moje ręce. Bo, mówię to wszystkim – zarówno fanom, jak i wrogom Nirvany – że to jest po prostu kawał zajeb***ej muzyki! I dziś właśnie o tym będzie – o tej odsłonie Nirvany, w której się zakochałem.

MTV Unplugged in New York - okładka.

Zacznę jednak od tego, o czym wspomniałem na początku. Czyli od mojej sporej niechęci do Nrivany. Wiem, że zespół ten ma wielu fanów, nikogo też nie chcę wnerwiać swoimi stwierdzeniami itd., nie chcę też ich nikomu narzucać. Po prostu Nirvana to był dla mnie zespół-wydmuszka. Faceci nagrali trzy płyty studyjne, a szumu wokół nich, jakby nagrali ich co najmniej dziesięć. Na dodatek nigdy nie przepadałem za tymi albumami. Ot, grunge’owe granie, które być może nie jest złe, ale arcydziełem bym tego nie nazwał. Kij jednak z tym czy wg. mojej subiektywnej opinii te albumy są dobre czy nie. Dużo bardziej denerwuje mnie cała nirvanowska otoczka, skupiona wokół jej lidera – Kurta Cobaina. Facet był dla mnie strasznie pretensjonalny i sztuczny. Szczytem dla mnie jest jego postawa towarzysząca nagraniom i premierze In Utero. Facet zarobił na poprzedniej płycie miliony, nagrał coś, co w wielu miejscach od razu okrzyknięto czymś kultowym, a on pieprzył coś, że on przecież nie chciał, że jak mógł zdradzić ideału wyniesione ze sceny undergroundowej, że jego życie jest tak koszmarne(z tymi milionami dolarów i milionami fanów, z dzieckiem i z żoną), że on siebie nienawidzi i chce umrzeć(tak właśnie miał brzmieć pierwotnie tytuł In UteroI Hate Myself and I Want to Die). Uhh… niedobrze mi się robiło patrząc na taka postawę. Tymczasem wszyscy go wielbią, zachwycają się nad jego wrażliwością i głęboką duszą. Dodatkowo, co tylko przelewało czarę goryczy, wszyscy zachwycali się też jego wokalem, którego przecież na żadnej studyjnej płycie nie było de facto słychać! Jego głos raz za razem, piosenka za piosenką, był przykrywany przez nawalające instrumenty, jak można się więc zachwycić czymś, czego tak naprawdę nie słychać? Z takim właśnie podejściem do tego zespołu żyłem już kilka lat, ale ostatnio zapragnąłem zrobić ostatnią rzecz, która mogłaby mnie do tego zespołu przekonać – czyli odsłuchać MTV Unplugged. Zachęcał mnie do tego mój tata(posiadacz czerwonego winyla z tym wydawnictwem) oraz mój dobry kolega(posiadacz płyty CD), obaj zupełnie niezależnie od siebie. Wziąłem więc tę płytę, myśląc że przecież nic mi się nie stanie. I jakże się myliłem!  

MTV Unplugged in New York - wersja CD.

Myliłem się, bo płyta ta rozjebała mnie na kawałki, potem przy drugim odsłuchaniu pozbierała i znów rozjebała, a potem zrobiła to jeszcze trzy razy. I to wszystko w przeciągu dwóch dni. I choć następnie, nadal podjarany Nirvaną, wróciłem do jej studyjnych płyt i znów mnie odrzuciły, to poczułem się w obowiązku napisania tego tekstu, tak by jak najwięcej osób poznało Nirvanę w wersji przedstawionej na MTV Unplugged in New York. Bo naprawdę warto.

MTV Unplugged in New York - środek pudełka i płyta.

Ale czym jest w ogóle to MTV Unplugged? Jest to seria koncertów, która została zainicjowana jeszcze w 1989 roku przez Bon Jovi’ego i Samborę, a której założeniem są występy różnych muzyków, którzy wykorzystują jedynie instrumenty akustyczne. Koncert unplugged Nirvany został  nagrany pod koniec 1993 roku, kilka miesięcy przed śmiercią Cobaina, a wydany został prawie rok później, gdy wokalista i gitarzysta już nie żył. Płyta ta zawiera 14 utworów, w większości pochodzących, oczywiście od Nirvany, lecz z kilkoma coverami(dokładnie sześcioma), z czego najsławniejszy jest The Man Who Sold the World autorstwa Davida Bowie’go. Nirvana w wersji akustycznej to zupełnie inne doświadczenie. Po pierwsze – nareszcie słychać głos Cobaina. Co więcej – głos ten rzeczywiście jest naprawdę dobry. Bez jakiejś kosmicznie ogromnej skali czy umiejętności typowych dla śpiewaków operowych, ale Cobain naprawdę dobrze nim operuje, buduje odpowiedni klimat i słucha się tego po prostu bardzo dobrze. Po drugie można docenić sekcję instrumentalną. Na płytach studyjnych gówno było słychać i człowiek nie bardzo jak miał sobie wyrobić opinię co do umiejętności  muzyków. Tymczasem, podobnie jak w przypadku wokalu Cobaina, jest tutaj naprawdę dobrze. Dzięki temu, że koncert jest akustyczny, to piosenki Nirvany zyskały na świeżości, a także, w mojej opinii, na atrakcyjności. Wszystkie te rzeczy, które na oryginalnych albumach mnie odpychały, tutaj wchodziły dosłownie na raz. I mówię tu zarówno o rzeczach z pierwszego albumu(About a Girl), jak i o rzeczach późniejszych(np. All Apologies, które na In Utero niszczyło moje biedne uszy, a tutaj mnie szczerze zachwyciło). Świetny jest również wybór coverów. Na każdy z nich Nirvana miała pomysł i nie ograniczyli się tylko do poprawnego odegrania kawałka. Z moich faworytów chciałbym wymienić genialne Lake of Fire autorstwa Meat Puppets oraz The Man Who Sold the World Bowie’go. MTV Unplugged zmienił też moje postrzeganie Nirvany i Cobaina w jeszcze jeden sposób – nagle zacząłem kupować cobainowski image. W jednej chwili zamiast człowieka próżnego, nadętego i sztucznego zobaczyłem ekstremalnie nieśmiałego, lecz bardzo utalentowanego muzyka(te wszystkie wstawki między piosenkami, gdzie Cobain nieśmiałym głosem mówi do publiczności, że zapewne zawali odegranie następnej piosenki), który rzeczywiście jest pełen wewnętrznego cierpienia i nieszczęścia. Zobaczyłem ten obraz i kupuję go w całości. Taka Nirvana ma dla mnie sens. Taką Nirvanę chciałbym znać, takiej Nirvany chciałbym być fanem. Po prostu.

MTV Unplugged in New York - winyl.

Nie jest to recenzja płyty, tylko raczej próba przekonania tych ludzi, którzy jak ja położyli na Nirvanie kreskę(a jest ich sporo) – nie róbcie tego, przynajmniej dopóki nie odsłuchaliście MTV Unplugged in New York. Jest to świetna płyta, pełna znakomitych piosenek, zagranych z pasją i wielkimi umiejętnościami. W tym roku mija 20 rocznica wydania tego albumu. Poprzednie dwa(Nevermind oraz In Utero) zostały wydane w specjalnych i pięknych rocznicowych edycjach. Olałem te edycje, gdyż nie podobały mi się te płyty. Ale jeśli wyjdzie jakaś kolekcjonerka MTV Unplugged to biorę ją w ciemno. Nie pamiętam, bym tak bardzo jarał się jakąś płytą od początku do końca. I choć nie przekonałem się do całej Nirvany, to przynajmniej uwielbiam jej jakąś część. I Wam też to polecam.

Czerwony winyl.

PS. Na sam koniec – nie przekonujcie mnie do studyjnej Nirvany. Jest to zespół, którego nie czaję, choć próbowałem do niej podchodzić wielokrotnie. To wszystko co o tym zespole napisałem w pierwszych akapitach to dla mnie prawda. Szanuję jednak zdanie innych w tej sprawie i nie mam potrzeby udowadniania nikomu, że się myli.

MTV Unplugged in New York - tył winyla.

PS2. Tutaj możecie wejść i przeczytać tekst o tym krążku(a raczej o jednej piosence z niego) autorstwa Soulcatchera: http://gameplay.pl/news.asp?ID=68636

Poprzednie niedzielne teksty:

Gdzie kupować muzykę?: http://gameplay.pl/news.asp?ID=82866

Czego słuchamy gdy ćwiczymy?: http://gameplay.pl/news.asp?ID=82718

Recenzje książek o Abbie i Beatlesach: http://gameplay.pl/news.asp?ID=82574

Zachęcam też do wchodzenia na moją facebookową stronę: https://www.facebook.com/musictothepeoplemagazine

Bartek Pacuła
2 lutego 2014 - 22:54

Komentarze Czytelników

Dodaj swój komentarz
Wszystkie Komentarze
02.02.2014 23:30
Jim Raynor
Jim Raynor
94
cookie monster

Ja tam miałem swój okres w słuchaniu nirvany i to dość namiętnie spędzony - po prostu molestowałem wszystkie albumy. Teraz został mi właściwie tylko sentyment, nie wracam do niej zbyt często, ale faktycznie - MTV Unplugged to prawdziwa perełka, którą jako jedyną zdarza mi się przesłuchać od deski do deski. I właśnie teraz znowu to zrobię!

02.02.2014 23:40
s1`
odpowiedz
s1`
47
Konsul

cenzura na słowie: "zajebista" - dwa akapity niżej - "rozjebała" x2

logic

02.02.2014 23:48
odpowiedz
darth16
24
Pretorianin

Bo cenzura poszła na ten fragment, który jest przed page breakiem ;) I tylko na tem.

03.02.2014 00:07
Soulcatcher
odpowiedz
Soulcatcher
223
SW Jedi Fallen Order

darth16 ---> są takie chwile w historii które są tylko raz i już nigdy się nie powtórzą, ten koncert był taką chwilą.

ps. na gameplay.pl ani na forum nie ma automatycznej cenzury, ktoś ci to wyedytował. A tak na marginesie to każdy musi samodzielnie dbać o swój język, szczególnie jeżeli jest to słowo pisane które zostaje.

03.02.2014 09:09
odpowiedz
darth16
24
Pretorianin

Nie, to ja dałem cenzurę na ten fragment, który jest widoczny z mojego bloga. Reszta w środku już jest nieruszana przez nikogo ;)

03.02.2014 09:20
Xinjin
odpowiedz
Xinjin
124
DS9

Dla mnie płyta 8/10 i nic więcej.

03.02.2014 10:37
Lemur80
odpowiedz
Lemur80
71
Fear is the mind killer

Popularność i kult jakim zawsze była otaczana Nirvana jest dla mnie do dzisiaj zjawiskiem nie do końca zrozumiałym. Owszem, w latach 90' zdarzało mi się dobrze bawić przy ich muzyce (nawet na szkolnych imprezach czy domówkach), ale to było dosłownie parę kawałków... Prócz "Bleach" (ich IMHO najlepszej płyty), pozostałe standardowe longpleje to co najwyżej średniaki. Analogiczna sytuacja jest z Alice in Chains - następnym tytanem grunge'u. Owszem wydali więcej płyt niż Narwana i dobrych kawałków mają więcej, ale jedyną naprawdę dobrą płytą jest "Jar of Flies" i to by było na tyle... Tak więc niezaprzeczalna jakość Nirvany Unplugged jest znacząca. To co nie nie do końca udało się z prądem, w pełni udało się bez. A przecież grunge to muzyka wybitnie "elektryczna", wydawałoby się że 3XB (bunt, ból i brud) tej muzyki da się oddać tylko przez przesterowane gitary i muliste, "popsute" brzmienie wzmacniaczy i innych elektrycznych "przeszkadzajek". Tymczasem "MTV Unplugged" to jedna z najlepszych (o ile nie najlepsza) płyta omawianej kapeli i fakt ten we wspomnianym kontekście wydaje mi się w sumie raczej smutny. Być może gdyby Cobain żył wydałby z Novoseliciem i Grohlem płytę doskonałą, która położyłaby na łopatki wszystkie poprzednie, no ale tego nie dowiemy się już nigdy...

Co do samego Cobaina - nigdy nie uważałem go za gościa sztucznego i nadętego. Jedyny zarzut jaki bym miał to fakt, że Kurt był artystą co najwyżej średnim. Natomiast co do jego skłonności depresyjnych, niedostosowania i zagubienia, to uważam że był w swoim problemach w 100% szczery i prawdziwy.

Wracając do samego grunge'u - uważam że najlepszą kapelą tego nurtu jest bezapelacyjnie Soundgarden. Nigdy nie wydali słabej płyty, a "Superunknown" i "Down on the Upside" to już klasyki tego gatunku. Zresztą ich umiejętności potwierdza najnowszy LP - "King Animal".

03.02.2014 14:20
odpowiedz
zcaalock
96
Pretorianin

polecam oglądnięcie tego koncertu Nirvany, świetny kameralny klimat. I też zachęcam do zapoznania się z unplugged Alice in Chains, Layne także wzniósł się tam na wyżyny, a sam koncert tak samo jak w przypadku Cobaina był jednym z ostatnich w jego karierze.

i jeszcze taka ciekawostka, podczas nagrywania unplugged przez Alice in Chains, cała Metallica była na scenie, panowie byli świeżo po ścięciu włosów stąd ten napis na gitarze „Friends Don't Let Friends Get Friends Haircuts”

04.02.2014 13:27
odpowiedz
dawdi17
21
Chorąży

Ja Nirvanę traktuję w zależności od nastroju. Raz się w tym znurzam, i słucham na okrągło a za jakiś czas nie mogę patrzeć na samą okładkę płyty. Zainteresowała mnie informacja o 20 leciu tego koncertu. Wydaje mi się całkiem prawdopodobnym wydanie tego wydarzenia na blurayu. Chętnie bym go zakupił, bo ten album jest mało inwazyjny, że tak powiem, milszy w odsłuchu.

04.02.2014 23:26
odpowiedz
darth16
24
Pretorianin

To z tym wydaniem rocznicowym to tylko moje przypuszczenia. Pozostaje mieć nadzieję, że się spełnią ;)

Dodaj swój komentarz
Wszystkie Komentarze