Medal of Honor - recenzja porównawcza restartu serii. Część 2/2 - DM - 25 maja 2014

Medal of Honor - recenzja porównawcza restartu serii. Część 2/2

DM ocenia: Medal of Honor: Warfighter
69

Część druga tekstu o Medal of Honor, porównująca obydwa tytuły plus parę rozważań o przyszłości serii. Prezentowana obok ocena dotyczy Medal of Honor: Warfighter. W poprzednim wpisie ocena odnosiła się do Medal of Honor 2010.
Link do części pierwszej - KLIK.

Fabuła, jaką opowiada Medal of Honor 2010, jest największą zaletą tej gry. Oparta prawie w całości na faktach i Operacji Anakonda z 2002 roku, pochłania nas bez reszty, niczym dobry film

Szczegółowy opis operacji i porównanie jej do fabuły gry znajduje się tu - KLIK.

Nie znajdziemy w niej żadnych niesamowitych zwrotów akcji, niewiarygodnych wydarzeń, przeskakiwania z kontynentu na kontynent. Pomimo rozgrywania misji na tym samym terenie - rozgrywka jest bardzo urozmaicona, nie nudzi się - a całość bardzo sensownie pozwala zobaczyć, jak działają poszczególne tryby machiny wojennej, współpracujące ze sobą w tak złożonej operacji.

Błędem twórców było natomiast nijakie rozpoczęcie gry. Od razu wskakiwaliśmy w wir wydarzeń, w środek jakieś operacji, którą sami musieliśmy sobie poskładać na podstawie wyrwanych z kontekstu dialogów. Sama "Anakonda" również pojawiła się w dość zakamuflowany sposób, w grze wynikała bardziej z kłótni dwóch dowódców, niż jako zaplanowana wcześniej, ogromna, międzynarodowa operacja. Zdecydowanie lepiej by było, gdyby deweloperzy na początku przybliżyli nam występujące w grze siły specjalne i ich role, wszak magiczne słowa "Delta Force" działają jak magnes na wielu graczy, tymczasem ich główna rola w grze nie jest niczym zaakcentowana. Odbiorca dostaje tylko kodowe oznaczenia typu "Neptun" czy "Sfora". Samo ukrycie odtworzenia Anakondy może mieć związek z protestami, jakie towarzyszyły grze i wcześniejszym kontrowersjom, które dotyczyły nie wydanej gry "Six days in Fallujah". Twórcy usunęli między innymi słowo Talib, gra na początku miała nawet mieć podtytuł "Operation Anaconda", ale po nim też nie ma śladu.

Fabuła nie jest niestety mocną stroną drugiej części: Warfighter. Kontynuacja losów bohaterów poznanych poprzednio stawia już na typowy dla Call of Duty schemat: każdy etap rozgrywa się w innej scenerii, w innym państwie, najlepiej na innym kontynencie. Główny wątek fabularny jest jeszcze trudniejszy do śledzenia i ogarnięcia - w zasadzie gonimy po całym świecie za jakąś fiszą - terrorystą. Militarną otoczkę zastąpił klimat tajnych operacji CIA, a całość przypomina bardziej serial "Homeland" niż film wojenny. Na dodatek dostajemy jeszcze rozterki małżeńskie i osobiste jednego z bohaterów, oraz autentyczną misję, nie związaną w żaden sposób z fabułą. Takie ciągnięcie wielu srok za ogon nie wypadło najlepiej, gra nie opowiada dobrze żadnego z wątków, całość sprawia wrażenie, że najpierw wybrano lokacje i poszczególne misje - a potem starano się jakoś posklejać to w opowieść. Plusem jest natomiast to, że fabuła Medal of Honor: Warfighter nadal wypada lepiej, bardziej poważnie i wiarygodnie niż inne produkcje w tym gatunku. Akcent na działalność CIA jest swego rodzaju powrotem do korzeni serii - w pierwszych tytułach działaliśmy jako agent OSS - poprzednika CIA, by dopiero w dalszych częściach być członkiem US Army.

To co zasługuje na uznanie w każdej części Medal of Honor to realizm i dbałość o szczegóły w kwestiach militarnych. Nasze postacie zawsze noszą adekwatne wyposażenie i uzbrojenie, twórcy dbają by różne oddziały nosiły charakterystyczną dla nich broń - innych pistoletów używają Navy Seals, innych Rangersi - w grze zawsze wszystko będzie na właściwym miejscu. Współpraca z siłami specjalnymi pozwoliła też na realistyczne pokazanie przeładowania magazynka, wchodzenia do pomieszczeń, pozycji strzeleckich. Sprzęt i uzbrojenie również bardzo dobrze odwzorowany jest graficznie, z świetnymi teksturami, bez większych błędów. To samo tyczy się wyposażenia "ciężkiego" - śmigłowce, łodzie, quady - są również realnie odwzorowane i aktualnie używane przez SF. Przy MoH: Warfighter - pracowało siedmiu żołnierzy Navy Seals, w tym jeden, który brał udział w Operacji Włócznia Neptuna - rajdu na posiadłość Bin Ladena - zdradzili oni producentom gry zbyt wiele szczegółów i przypłacili to ostrą reprymendą.

Projekt poziomów i rozgrywka to w sumie standard dla każdej gry tego typu. Niezbyt bystre AI respawnujące się krociami aż do kolejnego skryptu, strzelanie z karabinu jest co jakiś czas urozmaicane jazdą pojazdem, łodzią, śmigłowcem, czy oświetlaniem celu laserem. Wyróżnia się tu Warfighter, który zaskakująco wprowadza etap z prowadzeniem samochodu, w dynamicznym pościgu na ulicach miasta, niczym gra Driver. Nie ma tu jednak mowy o żadnej dowolności podczas jazdy, jedziemy dokładnie tymi uliczkami, które wytycza nam gra. Wyreżyserowane momenty czyszczenia pomieszczeń w MoH:Warfighter, czy pomoc towarzyszy przy wspinaniu się na przeszkody w MoH 2010 - akcentują techniki używany przy szturmie czy podkreślają, jak ważną rolę odgrywają koledzy z drużyny. Przez dobrze opowiadaną i ciekawszą fabułę - urozmaicenie etapów lepiej wypada w MoH 2010 - możemy przez to zaobserwować, jak zależne są od siebie poszczególne elementy wojennej machiny i jak ważna jest odpowiednia współpraca pomiędzy nimi. Pomimo przeskakiwania w różne role - nie odczuwamy żadnego chaosu, cały czas wiemy co się dzieje na ekranie, grając jako inna postać, zwykle pomagamy tej, którą byliśmy w poprzednim etapie.


Wydany na nowym silniku Warfighter może pochwalić się lepszą grafiką, rozgrywka jest jednak tak dynamiczna, że rzadko mamy czas, by się nią cieszyć. Pierwsza część wyraźnie odstaje pod względem wyglądu postaci, twarzy, szczegółowości otoczenia czy tekstur - zwłaszcza w nocy. Z dnia nie jest już tak źle, a górskie plenery Afganistanu prezentują się całkiem okazale. Na najwyższym poziomie stoi za to dźwięk i muzyka. Kompozycje Ramina Djawadi są bardzo klimatyczne i słucha się ich niczym dobrego soundtracku do filmu. Rewelacyjny jest również voice acting. Postacie wypowiadają się bardzo naturalnie, z wojskowym żargonem tam gdzie trzeba, non stop słyszmy przez radio rozmowy towarzyszy o aktualnej sytuacji na polu walki - w tej kwestii Medal of Honor jest niedościgniony przez konkurencję. Wisienką na torcie są wszelkie odgłosy wystrzałów.

Na koniec zostaje tryb multiplayer, który przez swoją główną rolę w serii Batllefield - w Medal of Honor został potraktowany dość powierzchownie, można o nim powiedzieć tyle, że... jest. O ile w MoH 2010 jest całkiem znośny i klimatyczny, to w Warfighter ciągnie tą grę w dół, w kierunku niskich ocen. Klimat pierwszej części polega głównie na tym, że na przeciw siebie stają wojska amerykańskie i siły OPFOR - wyglądające jak bojownicy Al-Kaidy. Było to źródłem kłopotów EA i powodem protestów różnych organizacji, które nie chciały gry, gdzie strzela się do żołnierzy w stroju afgańskiego terrorysty. EA zastąpiła słowo talib - siłami OPFOR, grę wycofano ze sklepów dla armii, ale sami żołnierze przyjęli ją bardzo ciepło i ze zrozumieniem. Deweloperzy woleli jednak dmuchać na zimne, i w drugiej części nie ma już OPFOR - zamiast tego walczymy przeciw swoim sojusznikom - każdy z graczy wybiera jedną z klas żołnierza sił specjalnych danego kraju, przez co rozgrywka nie ma kompletnie żadnego sensu czy podtekstu.

Na przeciw siebie staje kilku operatorów z Ameryki, Polski, Australii czy Kanady. Każdy wygląda podobnie, a w realnym świecie taki układ nie ma racji bytu - wszystko to sprawia, że reklamowana jako najbardziej realistyczna militarnie gra - daje nam  najbardziej tragikomiczną i absurdalną rozgrywkę multiplayer, którą można porównać jedynie to tego, gdyby w MoH: Allied Assault -  Amerykanie strzelali się z Brytyjczykami na Hawajach. Do tego dochodzi strasznie słaby poziom map - małe, ciasne, pełne nienaturalnych przeszkód - nie pozwalają na widok dalej niż na parę metrów. CZary goryczy dopełnia brzydki HUD, który co chwilę dekoncentruje nas animacjami zmieniających się cyferek, niczym w automacie do gier hazardowych.


MoH 2010 wypada pod tym względem o wiele lepiej - zwłaszcza na mapach trybu "misja bojowa". Lotnisko pełne wraków poradzieckiego sprzętu czy wioska w afgańskich pozwala na całkiem niezłą zabawę. Minusem w pierwszej części są bardzo małe możliwości customizacji naszej postaci czy uzbrojenia, rozgrywka cierpi też przez masę oszustów, którzy korzystają z różnego rodzaju hacków.

Podsumowując - Medal of Honor: Warfighter słusznie zebrał krytyczne oceny i nie bez powodu słabo się sprzedał. Kiepska fabuła, absurdalny tryb multiplayer - to wszystko było o wiele lepsze w MoH 2010. Czasem trzeba zaryzykować i przyjąć na siebie protesty ze strony nie związanej z branżą i graczami, a nie starać się zadowolić wszystkich, a w szczególności publiczną telewizję, czy organizacje pozarządowe. Wydawca powinien skupić się na robieniu gry dla graczy, a nie dla opinii publicznej. Czy słusznie zawieszono serię? Z jednej strony nie - po tym jak słabo wypadł Battlefield 4, EA miałoby zawsze drugi tytuł w zanadrzu. Gdyby jednak miał być jeszcze słabszy niż Warfighter czy Battlefield 4 - to jednak dobrze się stało, że tak uznana marka nie stoczyła się jeszcze niżej. Twórcy cały czas jednak dysponują masą świetnego materiału - nie koniecznie trzeba podążać za konkurencją i brnąć w przyszłościowe konflikty. Czasem trzeba się postawić wszystkim, jak Spielberg w 1997 roku, i zrobić coś na przekór trendom. Dam głowę, że Medal of Honor osadzony w wojnie wietnamskiej, miałby setki gotowych scenariuszy na podstawie wspomnień weteranów, godnie kontynuowałby tradycję gry edukującej o historii i pełnej szacunku dla walczących żołnierzy - i sprzedałby się w milionach egzemplarzy, a Call of Duty następnym tytułem starałoby się gonić MoHa. Po prostu w Electronic Art brakuje chyba na razie zdolnego i upartego wizjonera...

Inne moje wpisy o Medal of Honor:

Dusty - czy za postacią brodacza kryje się autentyczna postać?

Operacja "Anakonda" - porównanie szczegółów fabuły Medal of Honor i bitwy w Afganistanie z 2002 roku.

Medal of Honor i film Kapitan Phillips - szczegóły akcji odbicia zakładnika i jej przedstawienie w grze

DM
25 maja 2014 - 17:10

Komentarze Czytelników

Dodaj swój komentarz
Wszystkie Komentarze
25.05.2014 21:11
phase83
59
Pretorianin

Medala 2010 wspominam bardzo przyjemnie, ba nawet czasami odpalam sobie multi, które jest dla mnie bardzo przyjemne. Szczególnie wspomniana "misja bojowa". IMO mała różnorodność w kustomizacji naszego wojaka, jest dla mnie zaletą (gdzieś już o tym pisałem). Co do MoH Warfighter mogę powiedzieć tylko tyle, że ma bardzo słabą kampanie, którą ukończyłem z bólem. W multika nie grałem, bo grałem na xboxie, a tam multi odwiedzałem tylko w Halo Reach. Jak zawsze świetny wpis.